Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 212 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Przedwyborczo, ekumenicznie i podróżniczo

piątek, 30 września 2011 17:18

   Niedługo wybory, a mnie już szlag trafia na te przedwyborcze spoty partyjne. Pierdolą od rzeczy, kłamią w żywe oczy i obiecują gruszki na wierzbie. Summa sumarum szykują nam wszystkim nowy marsz w świetlaną przyszłość. Kurwa! Jak za komuny!

    Dlatego nie zagłosuję na PiS, bo boję się dokończenia IV RP i pisiorowatego zamordyzmu. Na dodatek wyczytałem, że Ig Nobla z biologi w 2003 otrzymał naukowiec, który stwierdził, że kaczki mają skłonność do homoseksualnej nekrofilii. Teraz rozumiem ich grę nieboszczykami. No i nie są zgodni z moimi wartościami jakie wyznaje i nieokiełznanym poczuciem wolności. No i uważam, że na miłą twarz i pogodne usposobienie Jaro Kaki można się było raz nabrać. Bo nabrać się po raz drugi graniczy z idiotyzmem i skrywanym matołectwem.

    SLD z przyczyn wszystkim znanych, no i dla zasady. Bo k.... komuny nie kochałem!

    Na PSL - z całym szacunikiem, ale nie jestem małorolnym, średniorolnym, czy kułackim kmieciem. Ani nawet chłopo-robotnikiem.

    PJN - efemeryda rodem z PiS, dlatego im nie wierzę, aczkolwiek nieźle nawijają i dużo obiecują.

    Pozostałe partie - wywołują też odruch wymiotny, ale na bezrybiu i rak ryba, więc może zagłosuję na... Myślę, bo myślenie ma kolosalną przyszłość. Howhh!!!

     A teraz nieco teologicznie i deczko jajcarsko. Kiedyś mówiłem, że przeniesienie lekcji religii z salek katechetycznych do szkół, spowoduje wtórny analfabetyzm teologiczny.

                         *

 

      No i widać skutki wtórnego analabetyzmu.

    Jako agnostyk coś mi świta z lekcji religii w zamierzchłej młodości. Te tajemnice są chyba związane i ukrzyżowaniem Jezusa Chrystusa, jego cudownym zmartwychwstaniem i najpewniej z Alleluja i do przodu, czyli Chwalmy Pana.

    Wątek podróżniczy - zatankowałem bak w moim szrociku do pełna i jutro wraz z Renią i synem wyjazd  na zwiedzanie zamków i pałacu w Oporowie, zabytkowego kościoła i rodzinnego grobu mojego pradziadka na cmentarzu parafialnym. A w niedzielę zawiozę Renię, Anię i Karolinkę do Miłkowa, gdzie im wyznaczę latwy szlak do kaplicy Świętej Anny i Żródła Miłości, a sam pogadam z dawno niewidzianymi  kumplami w hostelu. Później do Kowar zwiedzić kopalnie uranu, jakiś obiadek w miłym barku przydrożnym i powrót do domu z zahaczeniem o zamek w Bolkowie i Świnach no i Kościól Pokoju (perełka) w Jaworze. Na cały dzień wystarczy...

    Kupiłem wczoraj nowe radio i polutowałem antenę, która wcześniej odbierała jedynie Radio Maryja, co mnie doprowadziło do depresji. Stare radio zatrzymałem, aby mieć na wszelki wypadek, gdy wymienię moje Suzuki na nowszy model. Ale to za parę lat...

   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Święto Miodu i Wina

wtorek, 27 września 2011 16:57

        W minioną niedzielę wybrałem się z rodzinką do Przemkowa na Święto Miodu i Wina. Oczywiście moim samochodzikiem, aczkolwiek Renia i córka Ania trochę się bały wsiąść do samochodu, ale szybko przekonały się, że jeżdżę dobrze i bezpiecznie. Nawet mnie pochwaliły. Nim zdałem egzamin, wyjeździłem ze 100 godzin.  Jechałem bezpiecznie, nie szarżowałem i trzymałem się przepisów. Plastrem miodu zwiasało mi, że co niecierpliwi kierowcy mnie wyprzedzają, trąbić nie mogli, gdyż jechałem prawidłowo. Wychodzi na to, że większość łamie przepisy, nie przestrzega szybkości, ma w dupie znaki drogowe, wymusza, wyprzedza na lini ciągłej. A kultura jazdy... szkoda gadać. Aby włączyć się do ruchu z podporządkowanej wymaga benedyktyńskiej cierpliwości, bo hołota ani myśli wpuścić. Ale nam się nie śpieszyło - cali i zdrowi, bez stresu dojechaliśmy na miejsce, a i czas miałem niezły.

                         *

Na parkingu w Przemkowie. Sądząc po minie droga przeszła dość fajnie.

                         *

Wina, miodu pitnego i piw miodowych nie brakowało.

                        *

Nie brakło również miodów wszelakich i było w czym wybierać.

                         *

   Były też inne wyroby z produktów pszczelich.

                        *

        Oraz inne wyroby artystyczne.

                        *

Można było posłuchać egzotycznych piosenek indian południowoamerykańskich.

                         *

      

Gdzie miód, tam i pszczoły... Maja i Gucio.

                        *

Nie brakło na scenie zespołów, które umilały pobyt.

                           *

Przed sceną również jagodowa artystka zabawiała publikę i dzieci.

                        *

    

No i politycy byli - burmistrz Przemkowa i marszałek Schetyna mi zapozowali.

                         *

        Reni dokuczało trochę pragnienie.

                         *

Karolinka była zadowola gdy sobie deczko pokuszła.

                        *

        Ja też byłem zadowolony z wyjazdu.  

 

    Nic dziwnego, że kupiliśmy sobie kilka rodzajów miodu, każdy wedle uznania i smaku, no i nie zabrakło też słynnego miodu wrzosowego. Za rok kolejny wyjazd, a w najbliższą sobotę jazda z Renią szlakiem dawnych zamków.        


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Podróż sentymentalna

sobota, 24 września 2011 10:34

   Wczoraj, jak sobie obiecałem, pojechałem odwiedzić Grabówiec - dawny folwark, obecnie małą osadę pomiędzy Krzemieniewem, a Oporowem w powiecie leszczyńskim.

    Grabówiec jest dla mnie magicznym miejscem, tak jak Mekka dla wyznawców islamu. Tam bowien znajduje się dom rodzinny mojej babci Barbary z d. Wojtkowiak (ze strony mojej mamy). W Grabówcu mój pradziadek Andrzej (Jędrzej) był włodarzem, a później dzierżawcą części ziem oporowskich majątku zacnego rodu Morawskich herbu Nałęcz. Jak to było w Wielkopolsce, mimo, że była w zaborze pruskim i nauka w szkołach odbywała się w jezyku niemieckim, to bardzo dbano, aby dzieci poznały język i historię Polski, polskie pieśni kościelne, patriotyczne, wojskowe i legionowe. Ostatnim dziedzicem dóbr oporowskich był płk. Witold Morawski, który zginął w obozie Mathausen i pośmiertnie został awansowany na generała. Gdy czytałem historię rodu Morawskich, to mi oczy na wierzch wyszły z wrażenia. Teraz ruzumiem, dlaczego Powstanie Wielkopolskie było wygrane. Po wojnie komuna ziemie znacjonalizowała i porobiła PGR.

    Ostatni raz byłem na Grabówcu 60 lat temu razem z babcią. Mieszkała tam jeszcze jej siostra Zosia. Wtedy były tam trzy domy, a w zasadzie małe dworki, z których najokazalszy był mojego pradziadka Jędrzeja. Pradziadek po przejsciu na emeryturę przekazał ziemię innemu dzierżawcy wraz z domem, a sam zamieszkał z resztą rodziny w mniejszym dworku. Tam zmarł, a ich grób rodzinny znajduje się na parafialnym cmentarzu w Oporowie. Żałuję, że nie odwiedziłem Oporowa, cmentarza i kościoła, na murach którego są epitafia okolicznych rodzin ziemiańskich. Po prostu zapomnialem, a w zakamarkach mojej pamięci coś mi świtało, że byłem przecież z babcią na jakimś cmentarzu i w kościele. Nie byłem jednak pewien gdzie to było, w Oporowie, czy w Poniecu.   

    Z tamtego wyjazdu pamiętam, że do Grabówca prowadziła polna droga i nie było tam światła, a domy oświetlano lampami naftowymi. Obecnie w Grabówcu pozostały dwa domy, bo jeden został rozebrany i wybudowano trzy nowe, no i droga jest asfaltowa.

                         *

Dom rodzinny pradziadka Jędrzeja i mojej babci Barbary. Kiedyś miał on jeszcze ganek z kolumienkami.

                         *

Krzyż przed domem, gdzie siadywała na ławce moja babcia z siostrami po mszy w kościele i sobie śpiewały pieśni i piosenki.

                         *

   

Dom, w którym zamieszkała później rodzina pradziadka i w którym byłem z babcią u jej siostry Zosi. Teraz jest rozbudowany z różnymi przybudówkami, a wtedy był znacznie skromniejszy.

    W Grabówcu spotkałem starszą panię, która pamiętała moja rodzinę, babcię i ciocię Zosię. Choć mieszka w domu mojego pradziadka, to już o tym nie wie. Jej pamięć sięga tego drugiego dworku.

    Opiszę jeszcze historię miłości mojego dziadka Michała Kopecia i urzędnika PKP w Lesznie, żonierza AK leczyńskiego obwodu "Lelek". więźnia KL Gross Rosen, KL Mitelbau-Dora skąd już nie wrócił i mojej Babci Barbary Kopeć z domu Wojtkowiak - córki Jędrzeja Wojtkowiaka włodarza i dzierżawcy części majątku Morawskich z Oporowa. 

                         *

   Grabówiec dzisiaj... Ale sentyment pozostał.

                          *

    Ta sentymentalna podróż dała mi wiele radości i duchowych przeżyć . Po drodze odwiedziłem leszczyński WORD, gdzie zdawałem egzamin, a raczej sympatyczne dziewczyny z biura obsługi. Nie mogłem się upajać egzaminami nowych adeptów kierownicy, bo egzaminatorzy mieli jakieś szkolenie z empatii (nareszcie). No i byłem u cioci Krysi, która prowadzi drzewo genealogiczne naszej rodziny i spisuje jej historię. W tajemnicy pokazała mi swoją wieloletnią pracę. To benedyktyńskie wyzwanie a historia godna Galla Anonima. Powiedziała mi, że po jej śmierci coś od niej dostanę, ale co, nie chciała mi powiedzieć. Teść cioci Krysi Stanisław Dekiert pracownik i jeden z powojennych twórców wschowskiej poczty był Powstańcem Wielkopolskim. Przy okazji uzupełniłem dane mojej córki Basi, zięcia Łukasza, wnuczki Zuzi i wnuczki mojego brata Henia - Alicji. No i wysłuchałem historii rodziny, cmentarza i kościoła oporowskiego i rodu Morawskich. Obiecałem sobie, że za tydzień namówię żonę do wyjazdu na Grabówiec i Oporowa, ale inną trasą, tak, abym zwiedził okoliczne zamki i pałace. Dobrze jest mieć samochód.

    Jeżdżę już coraz lepiej po miastach, a na trasach pomiędzy nimi czuję powiew wolności. Oczywiście nie przekraczam dozwolonej prędkości, patrzę na znaki i mam głęboko w dupie tych co na mnie z tyłu trąbią i wyprzedzają, łamiąc przepisy ruchu drogowego. Bo idiotów ci u nas dostatek. Powiedziałem sobie, zgodnie z Waszymi zaleceniami, że nie zostanę idiotą kierownicy. Bo ja jeżdżę dla przyjemności i spełnienia marzeń i nie muszę się nigdzie śpieszyć.

    W czwartek mechanik wymienił mi gumowe harmonijki na przegubach i sprawdził hamulce i zawieszenie - opinia jego była bardzo budująca i niewymagająca łapania się za portfel. Przecież mógł mnie naciągnąć na kasę, ale wolał nie stracić przyszłego klienta.

     Przy takiej rodzinnej historii (ojca była też ciekawa i podobna) i jej koneksjach, jak mogłem do kurwy nędzy kochać komunę. No jak?!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Chrzest Zuzi

wtorek, 20 września 2011 19:01

   W minioną niedzielę odbył się chrzest mojej wnuczki Zuzi. Pogoda nam sprzyjała, bo choć dzień był deszczowy, to w drodze do i z kościoła nie padało. Uroczysty obiad i dalsze biesiadowanie było super, bo zięć Sebastian, choć inżynier, to gotować umie wspaniale. Mamy szczęście do takich imprez i zawsze są udane.

                         *

Nadchodzi uroczysta chwila, więc nic dziwnego, że chrzestni i rodzice są trochę spięci. Tylko Zuzię trochę suszyło.

                          *

Zaczyna się chrzest - chrzestny Łukasz, córka Ewelina, zięć Sebastiam z Zuzią i chrzesta Magda, no i proboszcz.

                        *

Zuzi zimny prysznic nie przypadł do gustu, zakwiliła i uderzyła w kimono.

                            *

  

           Jeszcze tylko światło wiekuiste i...

                           *

 

      Chrzest dobiegł końca i emocje opadły.

                         *

Pamiątkowe zdjęcie po chrzcie, Do chrzestnej Magdy dołączył jej mąż Marek.

                           *

Jeszcze zdjęcie wszystkich gości przed kościołem, tylko mnie nie ma bo pstrykam. 

                         *

 

Łukasz pobawił się ze swoją chrześnicą Zuzią. Niech się wprawia chłopak, bo za rok coś nam obiecali.

                         *

    Ja już od dzisiaj mam prawko, no i pierwszą, bo praworządną, jazdę swoim autkiem za sobą. Z prawkiem jeździ się dużo lepiej, bo stres mniejszy. To była jazda po mieście i to nie najłatwiejszym szlakiem. Odwiedziłem brata, kolegę i umówiliśmy się na małą konserwację spodu auta na jesień i zimę, no i na opony zimówki. Byłem też u mechanika i uzgodniłem wymianę osłon gumowych na przegubach na czwartek rano. Jutro jazda do Przemkowa, a w piątek do Leszna, i poza nie - do małej osady, gdzie moja babcia mieszkała. To taka podróż sentymentalna. A w niedzielę z rodziną do Przemkowa na Dolnośląskie Święto Miodu i Wina. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Mam już 3 latka

czwartek, 15 września 2011 14:28

   Jakoś jestem opóźniony w relacjonowaniu ważnych dla mnie spraw i wydarzeń. To pewnie przez ten egzamin na prawko, bo po nim mnie taki błogostan ogarął, że nie chciało mi się pisać. Nie oznacza to, że nie czytałem Waszych komentrzy i wpisów na blogach. Taki stan nazywa się konsumowaniem Viktorii. 

   W minioną niedzielę mój wnuczek Miłoszek obchodził hucznie 3 lata, a dziadkowie i chrzestni musieli być obowiązkowo na tej rodzinnej imprezie. Wychodzi na to, że miłym imprezom nie ma końca, gdyż w tą niedzielę są chrzciny wnuczki Zuzi, która wyrasta na fajną dziołchę. W ostatni wekend września wybieramy się na słodką imprezę do Przemkowa, czyli kolejne Dolnośląskie Święto Miodu i Wina. Ku.... kiedy ja te kalorie spalę, jak samochodem będę jeździł?

    Imprezka była fajna i typowo rodzinna, Miłek cieszył się z prezentów i nawet trochę świrował. Choć z zabawek dostał policyjny radiowóz, który sprawił mu wiele radości, to oświadczył, że zostanie strażakiem. Pewnie ma jakąś atawistyczną awersję do policji (pewnie po dziadku). Mniej go cieszyły prezenty droższe i bardziej funkcjonalne, ale radiowóz, to nie albumy, czy komplety kolorowej pościeli. Bo taka jest właśnie mentalność chłopca. Świeczkę na torcie zdmuchnął z radością, ale torta tylko trochę poskubał. Za to my nie pogardziliśmy solidnym kawałkiem.

                         *

     Miłoszek dmucha, aby otworzyć imprezę.

                         *

                U dziadka jest spoko.

                         *

 Przyszły strażak też musi być wygimnastykowany.

                           *

 Moje dwa skarby, trzeci jeszcze smacznie spał.

                         *

Pospałam, to czas do dziadka, ale nie ma jak u babci.

    Za to Zuzia sobie smacznie spała, ale gdy się zbudzila, to chętnie sie bujała na rękach dziadków i cioci. Nie wie biedulka jaki mały prysznic ją za tydzień czeka. Najważniejsze, że jest zdrowa, nie jest marudna i rośnie w oczach. No i za parę dni na zawsze opuści pogański stan.

    Wczoraj opłaciłem prawko i mam od poniedziałku dzwonić, czy już jest. Tempo iście ekspresowe, więc od przyszłej środy będę już jeździł do Przemkowa swoim samochodem i nie wycierał sobie dupy w autobusach, i na przystankach.

    Wędrowcze! Sorki, ale zapomniałem, że jesteś motocyklowym fanem, więc użyłem określenia "motor", a nie motocykl. Wiem też, że motor ma moje Suzuki, ale Suzuki to również motocykl, którym jeździsz i pewnie ma silnik, a nie motor (czy jakoś tak). Niby drobna rzecz, a jaka wielka różnica. Dla Ciebie oczywiście, bo dla mnie to wsio rawno.

    A co do mojego autka, to czeka mnie jeszcze drobna kosmetyka karoserii i wymiana jakiś gum harmonijkowych na przegubach. Te harmonijki już mam, mechanika też obstalowałem i kosmetologa karoseryjnego również. Ale to już niewielkie pieniądze. Najważniejsze, że już sam do tych fachmanów pojadę. I pomyśleć, że skończył się stres egzaminacyjny, a zaczyna się samo życie. Bo jak będę miał już prawko w kieszeni, to oprócz realizacji swoich marzeń, będę próbował dokonać istotnych zmian w swoim życiu zawodowym. Bo ja lubię nowe wyzwania...

                              *

                      

Dziękuję Elu za miły prezent. Zgodnie z Twoim życzeniem każdy może sobie go skopiować, bo Was wszystkich lubię.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 174  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487174
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl