Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 212 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Mówi się trudno.

niedziela, 26 września 2010 12:36

     W Miłkowie dyżur był przyjemny, a problemy pacjentów, po przedyskutowaniu okazały się możliwymi i dość łatwymi do rozwiązania. Sprawdziło się więc stare porzekadło, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Zabrałem ze sobą aparat i zrobiłem parę fotek w różnych opcjach, których wcześniej nie używałem. Pomógł mi w tym Jarek, który jest bystry w fotografowaniu, a że jest "gadżeciarzem", to umie rozpracować wszelkie funkcje aparatu. I w takiej sympatycznej atmosferze minął minął mi dyżur. 
    Gdy przyjadę za dwa tygodnie, to pensjonariusze będą mieszkać już w przebudowanej, zmodernizowanej i ładnie urządzonej części hostelu, aby ostatecznie wykończyć i pomalować obecna część mieszkalną. Tak więc ominie mnie kłopotliwa przeprowadzka.
    Jak się okazało po moim przyjeździe, to nasza dyżurka też jest pięknie odnowiona, z jasnymi panelami na podłodze. Ale za to musiałem cześć rzeczy do niej poprzenosić z naszej garsoniery sypialnej, która przez parę dni służyła za magazyno-sypialnię. Ale pomogł mi pacjent i nie było to kłopotliwe. Najważniejsze, że sanepid odebrał i zatwierdził do użytku zmodernizowaną część hostelu.
     Wczoraj moja ferajna była na święcie miodu i wina w Przemkowie. Wrócili dość późno, bo zostali na występie "Big Cyc". Bardzo sobie chwalili program imprezy, stoiska z miodami i różnymi wyrobami, no i pogodę, która zaczęła się psuć dopiero jak już wyjeżdżali. Ja się wybierałem dzisiaj, ale chyba nic z tego nie wyjdzie, bo pogoda się zepsuła, jest pochmurno, pojawia się mżawka, a deszcz zapowiadają po południu. Czyli nie jest to dobry klimat na festyn i na pstrykanie zdjęć. Szkoda, ale z kaprysami jesiennej niestety pogody się nie dyskutuje. Tak więc z zapowiadanych wrażeń i zdjęć nic chyba nie wyjdzie.
                            *
     
      Chwila zadumy przy oknie z widokiem na Snieżkę.
                                *

       Potem głębszy oddech dla zrelaksowania i...
                            *

Szczyt Śnieżki i stacja meteorologiczna jeszcze widoczna.
                               *

Widok na Śnieżkę, której szczyt zaczął pokrywać biały obłok, aby...
                              *

        Go całkiem przysłonić. Lubię takie widoki.

     Tak bywa w górach, gdzie wędrujace obłoki przysłaniają szczyty, a widok zmienia się z minuty na minutę... Dlatego kocham góry, ale najbardziej Bieszczady. Mam nadzieję, że w przyszłym roku pojedziemy tam już moim samochodzikiem, który będę prowadził.
    Za dwa dni pierwsze zajęcia na kursie, a za dwa tygodnie jeden z moich klientów w Miłkowie będzie mnie uczył na swoim VV ruszania, zmiany biegów i jazdy na prostej drodze. Jakoś mi głupio zacząć pierwszą jazdę na kursie całkiem na zielono. Jeszcze by instruktor zawału serca dostał.
      


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Wspomnienia

wtorek, 21 września 2010 18:01

     Nic specjalnego się nie dzieje. Był krzyż, ale stoi sobie biedulek w kaplicy pałacowej. Moim zdaniem stoi w godnym miejscu. Napisałem biedulek, bo sam Jaro Kaki nazwał go substytutem pomnika. W moim rozumieniu substytut, to jakiś gorszy zamiennik, coś w stylu - spirytus raktyfikowany, a denaturat. Piękna, młoda dzieweczka, a stara bezzębna moherka.... Teraz rozumiem dlaczego żaden ksiądz go nie poświęcił, bo jak robić pokropek jakiemuś substytutowi i to ostatniego sorta. Za to teraz walą tam miherowi nawiedzeńcy z całym naręczem krzyży. Ot pisowsko-moherowa rzeczywistość z której świat się śmieje.
     A teraz sprawy ważniejsze dla mnie. Nadal jestem ma "ŻP", chodzę niedojedzony i miewam sny kulinarno-gastronomiczne. Aż mnie skręca z niedosytu, gdy wchodzę na blog Mazureczki, Danusi z Torunia i inne deczko konsumpcyjne. Na szczęście ustały sny alkoholowe, bo jak tu pić na pusty żołądek. Pewnie i program HALT działa. Co to HALT, to proszę popytać znajomych aowców, lub trzeźwiejących alkoholików.
    Za tydzień zaczynam kurs na prawo jazdy i jakoś nie wpadam w stres z tego powodu. Oby tak dalej.
    W czwartej jadę a piać do Miłkowa, a w niedzielę na kolejne Dolnośląskie Święto Miodu i Wina do Przemkowa. Wychodzi z tego, że następny wpis będzie już z tego święta z fotkami oczywiście. A póki co, to trochę wspomnień z pobytu w Chudowie k/Gliwic, gdzie niedaleko zamku stają sobie fajne rzeźby, które uwidoczniłem na zdjęciach. Ewenementem Chudowa jest to, że zawsze  w wekendy koło zamku jest pełno ludzi, którzy tam sobie wypoczywają. Nie brakuje tam też miłych barków, gdzie można piwko golnąć, napój  bezalkoholowy wypić, loda wszamać i coś treściwszego pokuszać. Lubię takie piknikowe klimaty.
                            *
     
                           *
      
                          *
     
                          *
  
                          *
  
                             *
  
                             *
      

     Coś mi się zdaje, że artysta, który te rzeźby stworzył miał wizję i uwiecznił w swoich rzeźbach obecnych tzw "obrońców" krzyża, bowiem wielu mi się w nimi kojarzy. Przynajmniej z wyrazu twarzy. Z wyjątkiem sympatycznej Syrenki, która znad Wisły przyszła na tych oszołomów popatrzeć.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Reduta Jaro padła

sobota, 18 września 2010 10:46

     Z uczuciem ulgi powitałem wiadomość, że sporny krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego został o poranku przeniesiony do kaplicy pałacowej. Tej samej w której modliła się śp. prezydencka para i gdzie stały ich trumny po katastrofie samolotowej pod Smoleńskiem. Nie przeszkadzało to niejakiej posłance Kempie, a może Klempie pieprzyć farmazony, że przeniesiono go do magazynu pałacowego. Krzyż przeniesiono bez rozgłosu i pompy. I bardzo dobrze, bo z oszołomami nie szło się dogadać i osiągnąć jakikolwiek kompromis. Durnowata i pełna nienawiści wypowiedź Beatki Kempy, świadczy, że padła kolejna reduta Jaro Kaki i jego moherowych konfratrów. To, że krzyża nie ma, nie oznacza jeszcze spokoju, bo nadal się gromadzą jego "obrońcy" z własnymi krzyżami, bo krzyżów ci u nas dostatek. Ale teraz służby porządkowe czuwają i robią natychmiast porządek, co sprawia, że gul "obrońców" skacze na full. A niech se skacze, bo ja to mam w d... Dla mnie temat został zamknięty i oby na zawsze.
     Wczoraj w moim Głogowie odsłonięto tablicę z nazwiskami członków rodzin z naszego miasta, którzy zostali zamordowani w Katyniu przez radzieckie NKWD. Na placu posadzono 16 dębów z nazwiskami ofiar. Pewnie jest ich wiecej, bo i z mojej rodziny dwóch kuzynów mojego ojca znajduje się na liście katyńskiej. Nie powiem, próbowałem się jakoś wcześniej dodzwonić do koordynatora tej godnej inicjatywy, ale bez skutku. Po kilku próbach dałem sobie spokój.
     Jak już wspomniałem, to była wspaniała i godna inicjatywa. Nie rozumiem jednak dlaczego dodano do niej ofiary katastrofy samolotowej w Smoleńsku z pompatycznym memento "Smoleńsk 2010". Jestem głęboko przekonany, że upamiętnienie ofiar katastrofy jest godne, ale łączenie ich z ofiarami mordu w Katyniu, jest co najmniej dla mnie niezrozumiałe. Zostały bowiem zachwiane proporcje, bo co innego mord enkawudzistów na tysiącach polskich oficerach, a co innego ofiary tragicznej katastrofy, które się mają nijak, do ofiar katyńskich.
      Za parę dni rozpoczynam kurs na prawo jazdy, co do którego jestem bardzo spokojny. I bardzo dobrze, bo i po co się denerwować na zapas. A gdy już zdobędę prawko, to od wiosny witajcie moje marzenia - stare zamki, kościoły, krzyże pokutne i ciekawe wieże rycerskie, których na Dolnym Śląsku nie brakuje. Szkoda, że nic nie wskazuje na to, aby marzenia zaczęły się krystalizować już tej jesieni. Chyba, że kupię wcześniej samochód (kierowcę mam), a kupię go przed ukończeniem kursu, aby usiąść za kółkiem z chwilą otrzymania prawka. Jednak na razie pozostają wspomnienia.
                             *
         
Zamek w Chudowie k/Gliwic. Jest to zamek rycerski, który zwiedziłem po drodze w Bieszczady. Niedaleko niego mieszka sympatyczna i gościnna rodzina mojego zięcia Sebastiana u której zrobiliśmy sobie popas po drodze.
                             *

Obok zamku jest wspaniała "Oberża Pod św. Jerzym".
                              *

     Wnętrze oberży i jej niepowtarzalny wystrój.
                           *
      
Zabytkowy piec w oberży przyciągnął moją uwagę.
                            *
              
Ja w czasie fotograficznej akcji jeszcze w starych gabarytach. Teraz mam deczko mniejsze, bo z uwagi na przyszły samochodzik z Fiatów, postanowiłem nieco schudnąć. Stosuje dobry sposób "ŻP" - czyli żryj połowę. Parę kilo już zrzuciłem, ale kosztem stałego wieczornego uczucia głodu i snów kulinarnych. Boże jakie one są piękne, a jakie papu mi się śni. Czego się nie robi dla dobra sprawy, a marzenia wymagają wyrzeczeń. No i kondycja też bedzie potrzebna, aby się na te zamki i wieże wdrapać. Kurs i nauka jazdy, to dodatkowy stresik i obniżenie apetytu. Efekt jojo? K...a nie dopuszczę do niego po zdobyciu prawka. Nadal będę żarł połowę. I tak mi dopomóż Bóg!
                          *
         
Ale póki co, to pozostaje ognisko i jego figlarne płomyki w moich okularach. Facjata jak widać promienieje szczęściem niepojętym.

      Miło mi, że komentatorzy fajnie ocenili moją facjatę. Komuś przypomina twarz rybaka z opowiadania Hemingwaya "Stary człowiek i morze". Fakt, że lata swoje mam, ale nie czuję się stary, no i jeszcze MOGĘ. Faktycznie mam mordę steraną życiem, ale sporo przeszedłem, życie nie głaskało mnie po głowie, a i ja się zbytnio nie oszczędzałem w swoich swawolach. Było, minęło i aby do wiosny.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Dyżur z głowy

wtorek, 14 września 2010 15:27

      Cztery doby dyżuru w Miłkowie minęło spokojnie, a nawet przyjemnie. Mamy komplet pacjentów, grupa jest fajna i dobrze się z nią pracuje. A to jest najważniesze, bo nic tak nie wkurza terapeuty jak roszczeniowa i upierdliwa postawa klientów. Na pewno jest w tym zasługa zespołu i szefa, bo jak mawiają starzy Górale, potrafimy wyciągać wnioski, a nauka na błędach nie poszła w las. Przecież hostele, choć istnieja już parę lat, to nie mają jakoś wypracowanego jednolitego wzorca. Może to i dobrze, bo lepiej jest wypracowywać własny program, oparty na zdobywanych doświadczeniach i umiejętnościach w wyciąganiu wniosków z własnych błędów. Bo ten nie robi błędów, co nic nie robi, a tylko idiota jest przeświadczony o własnej doskonałości. Na przykład Jaro Kaki.... On nie popełnia błędów, ma jasną wizję drogi do świetlanej przyszłości, ale jak z czymś wyskoczy, to tylko boki zrywać.
     W sobotę zadzwonił szef Michał, aby sobie ognisko zrobić. Pomysł fajny, tylko deczko spóźniony, bowiem już wcześniej chłopaki wpadli na niego i robili stosowne przygotowania. Dzień wcześniej czterech z nich załapało się na intratną fuchę i zarobili parę złotych. Uważali, że uczciwie byłoby zafundować kiełbasę dla pozostałych, bo Bozia przecież kazała się dzielić. Tak napisano onegdaj w Piśmie.
     Lubię takie ogniska o zmroku, skwierczącą kiełbasę na patykach i górską ciszę. Ognisko zawsze nastraja mnie filozoficznie, wycisza złe emocje, koi skołatane serce i pozwala nawiązać bliższy kontakt z otaczającą przyrodą .
                                *
       
Chwila zadumy nad marnościami tego łez padołu, ale przy ognisku, czyli swoistej watrze karkonoskich Górali.
                             *

Przy ognisku nawet papieros lepiej smakuje, choć jak powiadają sceptycy, to palenie szkodzi. Ja tam jednak wiem swoje i nie peniam.
                              *

Jarek, ty mi rób mi dobre zdjęcie, a nie na kolanach...
                           *

Jednak tęskno mi za bieszczadzkimi połoninami i dlatego mój wzrok powędrował w kierunku Bieszczadów.

      Jeden z pensjonariusz hostelu Jarek ostanio się specjalizuje w fotografowaniu ludzkich twarzy steranych życiem. No i mnie też pstryknął kilka fotek  mojej zakazanej facjaty.
     Czekam z utęsknieniem na rozpoczęcie kursu nauki jazdy. Najważniejsze, że część moich wypłat wpłynęła na konto i do kieszeni. Choć pieniądze szczęścia nie dają, to bez nich też trudno żyć i realizować swoje marzenia.
     Na przykład Jaro Kaki, ten to nawet konta nie ma, a o jego finase dba mamusia i dlatego pierdoli androny jak potłuczony. Jaro oczywiście, a nie jego zacna mama.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Początek zrobiony

wtorek, 07 września 2010 18:11

     Jak pisałem, tak zrobiłem. Szkółka jazdy wybrana, zapisy zrobione, a dzisiaj zaliczyłem badania. Nie poszedłem na łatwiznę i choć nie musiałem, zrobiłem dokładne badania okulistyczne przed badaniami konkretnymi uwieńczonymi zaświadczeniem. Nie powiem, bałem się okulisty, ale poszło nad wyraz dobrze i wychodzi na to, że mam wzrok dobry. Dalej poleciało z górki. Pierwsze zajęcia będą 27, lub 28 września - mają zadzwonić. Czyli pierwszy etap za mną, a relacje z drugiego niebawem.
    Za to dzisiejszej nocy miałem dziwny telefon i to w środku nocy. Jakiś nawiedzony i łkający męski głos wołał: Panie Michale! Polska wzywa! Mało nas, czas ruszać w drogę! Zaspany nie kumałem o co chodzi, ale przytomne zapytałem - z kim mówię. Głos się przedstawił, że niby Piotr. Myślałem co się stało, bo mój syn Piotrek komarował w swoim pokoju snem sprawiedliwego, inny Peter mi jakoś do głowy nie przychodził, a ten ciągle - że jest nas mało. Gdy już się rozbudziłem zapytałem przytomniej gdzie jest nas mało. Pod krzyżem w Warszawie, którego musimy bronić przed pohańcami i niewiernymi. Ja to usłyszałem, to tak mi gul skoczył, że tego Piotra posłałem w diabły razem z krzyżem nie przebierając w słowach. Wersal to raczej nie był. Przerwałem rozmowę i poszedłem sobie zapalić, bo i tak ze spania na razie nici. Paląc zerknąłem jaki się numer zapisał w mojej komórce, a tam kurwa, że bez numeru, czyli zastrzeżony. No tak, tzw. "obrońcy" krzyża lubią pełną dyskrecję. Pewnie deczko się wkurzyli moim wpisem i fotkami na NK, więc postanowili mnie nawrócić na wiarę. Dlatego ich informuje - pierdolcie się oszoły sami, bo ja mam was w dupie. Razem z tymi dwiema dechami zbitymi na krzyż, bez pokropku i błogosławieństwa biskupów.
     Jutro praca i Przemków, a w czwartek wybywam na dyżur do Miłkowa do poniedziałku, czyli znikam na parę dni. Ale póki co, to...
                          *
          
Tęskno mi za bieszczadzkimi przyjaciółmi - Alenką, Jędrkiem. Aczkolwiek fotka nieco przypamina "trójcę" - Marks, Engels i Lenin. Widziałem taki widoczek na starych znaczkach pocztowych.
                                  *

Tęskno mi za Bieszczadami, gdzie nikt krzyży nie broni, a jest ich pełno przy drogach i na cmentarzach i to trzech wyznań.

    Cieszy mnie tylko, że Jaro Kaki do reszty zidiociał i bredzi jak Piekarski na mękach, albo wsiowy przygłup co go wóz z sianem przejechał. I to na każdy temat, nawet katastrofy smoleńskiej. Fajnie, że kroi mi się niedrogi samochodzik z Fiatów, kolega załatwia mi go przez swojego zaprzyjaźnionego, uczciwego mechanika.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 179  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487179
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl