Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 211 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

IX DOLNOŚLĄSKIE...

niedziela, 28 września 2008 11:14

             ŚWIĘTO MIODU I WINA    
     
     Nim zacznę pisać o imprezie muszę się troche wytłumaczyć. A to za sprawa Dośki, która opieprzyła mnie niczym kapral szeregowca za to, że nie pisałem na blogu. A co miałem do k... nędzy pisać, jak zapieprzałem w pracy niczym niegdyś Zatopek. Ja nie wiedziałem gdzie mam ręce wsadzić. Trzy dni zasuwałem przez cały dzień, bo sezon urlopowy jeszcze u nas trwa, a przez to pracowaliśmy w bardzo osłabionym składzie. A te dwa popołudnia co miałem wolne, to niby o czym miałem pisać? O tym, że liczę dni do emerytury, albo jestem zmęczony? Gdybym był chociaż zagipsowany jak Dośka, to co innego. Ale nie jestem, a na dodatek wnuczek Miłoszek nie mieszka z nami i dopiero dzisiaj przyjadą na rodzinny obiad i będę mógł pstryknąć fotkę, bo się o tydzień postarzał. Na dodatek Święto Miodu i Wina było wczoraj i dlatego piszę o tym dzisiaj.
    Tegoroczne święto miodu i wina miało podobny charakter jak w ubiegłym roku. Nie brakło wystawców i pszczelarzy prawie z całej Polski. Można było kupić niemal wszystko do produkcji miodu, posmakować jego różnych odmian, kupić wszystkie jego gatunki z osławionym miodem wrzosowym. Nie brakło stoisk pamiątkarskich, z ceramiką, płytami, wyrobami z wosku, oraz podpatrzeć jak pracowite pszczółki miód robią i krzątają się po ulu. Sektor gastronomiczny był bardzo bogaty i nikt głodny nie chodził. Także przemkowska służba zdrowia "Cor-Med" miała swój pawilon, gdzie każdy chętny mógł sobie zrobić badania spirometrem, zmierzyć ciśnienie, tętno, etc... W Pukcie Medycznym na starcie biegu czuwał doktor Dialo i sympatyczna pielegniarka.

     Stałym już punktem święta jest Bieg po Miód w różnych kategoriach wiekowych - od przedszkolaków, przez szkoły podstawowe, gimnazja, dorosłych i najmilszych mojemu sercu niepełnosprawnych. Biegiem kierował  Jerzy Górski i jego ekipa. Była też wielokrotna mistrzyni w skoku o tyczce sympatyczna Monika Pyrek, która fanom sportu rozdawała autografy. Na brak łowców autografów nie narzekała.  Nie brakło  też innych atrakcji: Występów zespołów: Mozajka, łemkowskiej Łastiwoczki, Cykady, HUDAKY, Teatru Na Walizkach, kabaretu Kraina Miodu kontra Kraina Wina, Orkietry Dętęj Przemkowskiego Ośrodka Kultury, Babskiej Biesiady po góralsku i w mundurach Armii Radzieckiej. Występowały też zespoły spoza Przemkowa - Czerwone Gitary, The Postman, Grupa operacyjna, Żelki i Alien Autopsy.
     Było zwiedzanie Przemkowskiego Parku Krajobrazowego, sadzenie lip w Alei Miododajnej, konkursy na najlepszą pasiekę, wykładów, etc... Nie brakło innych atrakcji w wesołym mkiasteczku, gokarty, motorynki czterokołowe, mini-bungee, trampolina, jazda na kucykach i wiele innych atrakcji. Każdy zainteresowany ceramiką mógł zobaczyć jak bryła gliny zmienia się pod palcami zręcznego garncarza w flakonik, garnek, czy dzbanek.

     Nie zabrakło też oficjeli w osobach Burmistrza Stanisława Pepkowskiego, starosty polkowickiego Marka Tramsia, posłanki z Głogowa Ewy Drozd i wicemarszałka sejmu Jerzego Szmajdzińskiego. Gdy sobie zażartowałem i spytałem ich czy pobiegną, oni odpowiedzieli w żartach, że tak, ale w garniturach i szpilkach. Tylko burmistrz się nie tłumaczył, gdyż wiedziałem, że jest po kontuzji nogi.
     Pewnym ważnym wydarzeniem był fakt, że moja wnuczka Karolinka, najstarsza córka Ania i żona Renia też pobiegłu i zdobyły certyfikaty i czarki miodu.
                               *


Tegoroczna czarka miodu dla biegaczy w Biegu Po Miód.
*

Sektor gastronomiczny dla głodnych i spragnionych.
*

Nie brakło miodu na stoiskach. Był wybór miodów wszelakich.
*

Były stoiska z pamiątkami wszelakimi.
*

Pawilon pasieki państwa Śmieszków. Nie tylko miody były, ale też orzechy w miodzie i plastry miodu do żucia.
*

Dla dorosłych amatorów miodów pitnych też był wybór.
*

A oto jak pracowite pszczółki tworzą miód i krzątaja się po ramkach.
*

Moja Renia zapisy do biegu u Renatki Górskiej czyni. Zapisała też córkę Anię.
*

Jurek Górski rozmawia z oficjelami: Od prawej burmistrz Stanisław Pępkowski, dalej wicemarszałek Jerzy Szmajdziński, posłanka z Głogowa Ewa Drozd, a za nią starosta polkowicki Marek Tramś.
*

Kto ma księdza w rodzie tego bida nie ubodzie, a kto reportera w rodzinie, tego fotka nie ominie. Moja córka Ania z wicemarszałkiem Jerzym Szmajdzińskim.
*

Ania z posłanką Ewą Drozd. A co miała sobie darować jak tata pstryka.
*

Przedszkolaki na starcie w Biegu po Miód.
*

Chwila przed startem.
*

Niepełnosprawni szykują się do startu.
*

A to już start w kategorii open. Moja Renia (druga od lewej) wystartowała. Córka Ania wyrwała się wcześniej.
*

Renia i Ania zmęczone po biegu odpoczywają przy punkcie medycznym.
*

Sympatyczna wielokrotna mistrzyni w skoku o tyczce Monika Pyrek, która była gościem honorowym w Biegu po Miód
*


A to już Punkt Medyczny - dr. Dialo i sympatyczna pielęgniarka.
*

Zmiana klimatu. Wnuczka Karolinka na mini-bungee i na trampolinie. Oj to jej przypasowało.
*

Zręczne palce garncarza potrafią z bryły gliny robić cuda.
*

A to już duet z Mozajki. Śpiewały aż miło.
*

Najmłodsi artyści z Mozajki. Dają z siebie wszystko.
*

Starsze dziewczyny z Mozajki tańczą i śpiewają.
*

Mozajka daje czadu. To chyba cały zespół.
*

Łastiwoczka szykuje się do występu. Za chwilę zabraknie prądu.
*

Łemkowska Łastiwoczka w swojej krasie. Śpiewała i tańczyła przy awaryjnym świetle. Wiadomo, że dla profesjonalistów niestraszne są braki prądu i światła.
*
     Niedziela i Miłosz u nas
*
  
Miłoszek śpi jak zabity, ale...
*
   
Po nakarmieni kombinuje jak koń pod górę.
*
  
 Nie ma jak u dziadka, ale coś mu nie pasuje.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

To już za parę dni...

czwartek, 18 września 2008 16:55

*

    Dokładnie za osiem dni roboczych odchodzę na zasłużoną emeryturę. Moi znajomi jakoś mnie sobie nie wyobrażają jako emeryta w kapciach przed telewizorem. Wyprowadzam ich z błędu, i powtarzam do znudzenia, że po paru dniach wracam do pracy, ale deczko mniejszej. Po prostu po raz pierwszy w życiu nie dbam o wysoką stawkę, ale o nieco mniejszą, żeby mi emerytury nie oskubali. Jaja, czy co?

      Spotkałem wczoraj zanajomego ordynatora (chirurga dzieciecego) - Leopolda Górala, którego znam od dziecka. On już dawno jest emerytem, ale coś tam jeszcze robi. On też się zdziwił, że ja już prawie emeryt. Dodał, że to przecież ja przed laty walczyłem o profesjonalną poradnię, terapię zamiast tabletek i wszywek i poszanowanie dla moich pacjentów. - Przecież to ty stworzyłeś poradnię - dodał. Oczywiście, że tworzyłem, ale czas płynie nieubłagalnie i miło mi, że ktoś o tym jeszcze pamięta. Czyli, że warto było płynąć pod prąd. Faktycznie żal tego zostawić, zwłaszcza, że wszystko fajnie hula i przynosi efekty. Ale takie jest życie, a i ja jeszcze nie wypadam z obiegu.

     Zapomniałem w poprzednim wpisie dodać, że byłem na spotkaniu "Oskarżony Hernert Z.", które prowadził Czesiu Markiewicz z Radia Zachód w Zielonej Górze. Był też Jerzy Zalewski, który zrobił film o Herbercie. Miało być fajnie, ale Zalewski deczko się wkurzył i opuścił spotkanie, a wraz z nim jacyś figo fago z "Gazety Polskiej". A pies ich trącał, bo i bez nich była ciekawa dyskusja.

     Za tydzień wybieramy się na IX Dolnośląskie Święto Miodu i Wina do Przemkowa, ale wcześniej zdążę załapać się na Głogowskie Spotkania Jazzowe. Wcześniej dostałem płytę z utworami (jazzowymi) własnymi od mojego kolegi psychiatry Andrzeja Mizgalskiego, który jest jazzmanem, kompozytorem i muzykiem na dodatek. Czyli najlepszym muzykiem i kompozytorem wśród psychiatrów i najlepszym psychiatrą wśród muzyków i kompozytorów.

     Muszę niestety zrezygnować z naukowej konferencji o głogowskich zakonach, ale tak się złożyło. Cóż, nie można mieć wszytkiego naraz.

    Wnuczek Miłosz ma się dobrze, przybiera na wadze, płacze jak trzeba i zdrowo się rozwija. Oby tak dalej, to i emerytura będzie milsza.

*

To ja w całej swojej przedemeryckiej okazałości. Chciałem zrobić portret trumienny, a wyszło jak zwykle.

*

Wnuczek Miłoszek smacznie śpi. Ma już dwa tygodnie.

*

Miłoszek się obudził i patrzy na mnie. Co też ten dziadek robi. Czułem, że coś kombinuje. Później był ryk głodnego.

*

Akcja "Dzieci Etiopi", czyli babcia i ciocia karmią Miłosza. Mama (też córka) była wtedy u fryzjera, a ojciec...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (34) | dodaj komentarz

Tydzień z głowy...

sobota, 13 września 2008 10:27

*

     Dzisiaj już sobota wekendowa, co oznacza, że tydzień mam z głowy. A był to tydzień obfitujący w ważne wydarzenia. Ślub szefowej, narodziny wnuka Miłosza, imieniny małżonki połączone ze świętowaniem narodzin wnuka, praca od rana do wieczora, pisanie tekstu do miesięcznika, obróbka zdjęć, etc...

     Nie brakło też przyjemniejszego akcentu i to w myśl zasady; Nie samą pracą człowiek żyje, albo; Od roboty konie zdychają, bądź; Praca uszlachetnia - co już jest bzdurą samą w sobie, albowiem znam paru, którzy nigdy nie orali i siali, a zbierali nieliche plony. Ich jedynym zajęciem było zrobienia rano przedziałku na włosach. A jacy są teraz szlachetni. Ba, herbowi nawet.

     Jak wspomniałem na wstępie, znalazłem trzy godziny w tym kieracie, aby oddać się duchowej kontemplacji na spotkaniu z moim kolegą z dzieciństwa Władkiem Juszkiewiczem - głogowianinem od urodzenia. Władek imał się różnych zajęć podczas studiów i pracy na uczelni. Śpiewał w chórze, współpracował z Marylą Rodowicz. W stanie wojennym poczuł, że się dusi w Polsce, więc postanowił z niej wyjechać. Przez Niemcy, Francję dotarł do USA, gdzie za namową znajomego zmienił azymut z podróży do Michigen na bardziej cieplejsze Los Angeles. Bo Władek zimy nie lubi, ot co.

     W Mieście Aniołów zajął się promowaniem kultury polskiej (i działalnością charytatywną) - najpierw muzycznej, a później filmowej. I tak został dyrektorem Festiwalu Filmu Polskiego. Nie chodzi tu o jakieś nadęte Oskary, ale o propagowanie filmów ambitnych z niezależnego kina. I to był strzał w dziesiątkę.

     Władek od paru lat co roku przyjeżdża do Starego Kraju w sprawach zawodowych i rodzinnych. Ma w Głogowie ojca i siostrę. I choć po ojcu nie został lekarzem, to przyjął społecznikowskie geny. Albowiem dr. Wiesław Juszkiewicz, prywatnie ojciec Władka, jest głogowskim pionierem i jako lekarz stażysta w 1946 r. tworzył służbę zdrowia w Głogowie. Działał też w PCK i organizacjach walczącymi z alkoholizmem i pijaństwem, bowiem jako lekarz na własne oczy widział skutki tego śmiertelnego nałogu.

    Fajne było spotkanie w Władkiem. Opowiadał o swojej działalności, pokazywał różnice w filmach amerykańskich i polskich, które wynikają z naszej mentalności, bolał na mizerią kina polskiego, które zależy od różnych politycznych błaznów, bądź starych pierdzieli ze świata aktorskiego i filmowego, którzy niczego już nie wymyślą, a szkodzić, czy przyblokować młodych i gniewnych twórców potrafią. Bowiem podcinanie skrzydeł, to polska specjalność.

     Mam nadzieję, że dojdziemy do innych standardów tworzenia, w których liczy się talent, a nie ukończenie szkoły filmowej. Bo o takich właśnie standardach mój kolega opowiadał. Przy okazji spotkałem paru dawno niewidzianych kolegów z ogólniaka. W sumie warto było się deczko odchamić i posłuchać co słychać za oceanem. A nie tylko wysłuchiwać pyskówek Kaczorów z Tuskiem o jakiejś tarczy i polityce zagranicznej.

     Jako lokalny patriota dumny jestem z dokonań Władka i z faktu, że w USA robi karierę. Dobrze, że został uhonorowany medalem za Propagowanie Polskiej Kultury i od władz naszego miasta tytułem; Honorowy Obywatel Miasta Głogowa. CO mu się należało jak psu buda.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Podziękowania dla Wszystkich

wtorek, 09 września 2008 20:21

*

Jako szczęśliwy dziadek dziękuje wszystkim za miłe wpisy. Wybaczcie, że hurtem, ale do jutra mam jeszcze mało czasu. Tyram w pracy popołudniami (też), odwiedzam córkę i wnuka, a mam jeszcze inne zobowiązania.

Jeszcze raz serdecznie dziękuję.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

JESTEM SZCZĘŚLIWYM DZIADKIEM

niedziela, 07 września 2008 10:10
*
Ogłaszam wszem i wobec i komu należy, że:
O godzinie 2.50 urodził się mój wnuk Miłosz. Ma 3.4 kg, 54 cm wzrostu i 10 punktów. Czyli wszystko dobrze.
Żal mi było córki, która się męczyła całą dobę. W końcu zrobili cesarkę i był happy end.
Miło być podwójnym dziadkiem, o czym wszem i wobec zapowiadam.
Dziadek Michał.
PS. Mam nawet koszulkę od dzieci z napisem, że jestem najlepszym dziadkiem. Ubiorę ją jak będziemy Miłosza i córkę ze szpitala z zięciem odbierać.
*
Foto relacje
*

Imieniny żony i radość dziadków z wnuka. Żona rozmawia z córką w szpitalu.
*

Pierwsza fotka Miłoszka. Niezbyt zadowolony.
*

Poznał dziadka i ustawił się do zdjęcia.
*

Szczęśliwa mama jeszcze na sali pooperacyjnej. Mogłem tylko pstryknąć fotkę przez próg. Jeszcze jedna kroplówka i przeprowadzka.
*

Córka Ewelina już na sali ogólnej z Miłoszem. Nakarmiła, to i śpi w ramionach mamy.
*

Nie ma jak u mamy.
*

Zakumał, że dziadek fotografuje i przyjął odpowiednią pozę.
*

Miłoszek w wózku, bo mama musiała wyjść za potrzebą. Dziadek przeniósł i dlatego słodko śpi.
*

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 164  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487164
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl