Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 211 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Było, minęło....

wtorek, 30 sierpnia 2011 16:22

    Tak wyszło, że sierpień to dla mnie bardzo rozrywkowy miesiąc i bardzo przyjemny jak mniemam. Urodziny wnusi Zuzi, ślub i weselisko córki Basi, moje urodziny i pasowanie na pełnoprawnego emeryta, oraz fajna zabawa na działkach ROD "Cukrownik". O urodzinach Zuzi i ślubie Basi, pisałem, o moich urodzinach wspomniałem, a o "działkowaniu" jeszcze nie.

    Urodziny zrobiliśmy na działce, bezalkoholowe, ale przy grilu. Była cała moja najbliższa rodzina - dzieci, wnuki, zięciowie, tylko wnuczka Karolinka była u ojca. Pogoda dopisała i co tu dużo ukrywać, było nawet zbyt gorąco. Ale i tak było fajnie. Co ciekawe, pojechałem na działkę swoim samochodem, który prowadziłem. A, że bez... to już drobiazg. Muszę go jakoś objeździć przecież. Miłe są takie imprezy w najbliższym gronie. Bo jak już pisałem, rodzina jest dla mnie wartością niezbywalną.

                         *

      

Wnusia Zuzia raczej nie grilowała, ale smacznie sobie spała. Bo nie ma jak u dziadka i babci.

                       *

    

Za to Miłoszkowi apetyt dopisywał, a że miał dostęp do wody, to był w swoim żywiole. No cóż, przebrało się go i cześć.

                        *

Przy takiej obstawie nic nam nie zagrażało (syn Piotrek i zięć Łukasz) .

 

     Na drugi dzień w sobotę Renia została zaproszona na imprezę z okazji 55 rocznicy ogródków rodzinnych "Cukrownik" , bo sama jest prezeską "Wisienki", a ja się zabrałem na krzywe ryło jako osoba towarzysząca, ale z aparatem. Choć się nieco oziębiło i zaczął padać deszcz, to i tak było fajnie, bo przed kaprysem pogody chroniła nas fajna wiata. Jak zwykle w części oficjalnej były dyplomy, nagrody i odznaczenia dla wyróżniających się działkowców. A później był poczęstunek i fajna zabawa, bo działkowicze mieli własny zespół muzyczny.

                        *

To stół udekorowany tegorocznymi zbiorami działkowców. Ta tuja po lewej, to prezent od nas.

                          *

Pani Leokadia - wiceprezes zaczęła część oficjalną - przybliżając nam historię ogródków. Z lewej strony prezes i oficjele z zarządu wojewódzkiego. Na ławie czekają dyplomy i odznaczenia. 

                            *

 

       Zespół działkowy zaczyna grać, aby...

                           *

    ... bractwo działkowe ruszyło w tany.

                           *

Sąsiad Franciszek zaprosił Renię do tańca. Wyglądało to bardzo dostojnie.

                          *

           Za to młodzież dawała czadu....

                           *

    Nic to, że do domu wracaliśmy w lekkim deszczu okryci workami na śmieci. Impreza była udana i pozostawiła miłe wspomnienia, a ja zaraz po niej skopiowałem zdjęcia na kompa i zabrałem się do obróbki. Napstrykałem ich 148... Całe szczęście, że Renia w ostatniej chwili zgodziła się abym zabrał aparat, bo nikt o tym z wrażenia nie pomyślał. Teraz tylko skopiuję je na płyty, aby podarować je dla zarządu i oficjeli. Bo to miła pamiątka, a i na stronę internetową się przydadzą.

    Po takiej dawce pozytywnych sierpniowych wrażeń egzamin na prawko powinien się udać. Oby...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

ŚLUB BASI

piątek, 26 sierpnia 2011 10:56

   Nim zamieszczę kilka zdjęć ze ślubu mojej córki Basi z Łukaszem, co obiecałem wcześniej, muszę podziekować za życzenia urodzinowe. Tak, wczoraj skończyłem 65 lat i stałem się połnoprawnym emerytem, co zaowocowało tym, że udałem się do ZUS i złożyłem stosowny wniosek i nowe przeliczenie mi emerytury. Złożyłem, bo spełniłem wszelkie wymogi wynikające z ustawy - na wcześniejszej emeryturze przepracowałem 30 m-cy i wszedłem w wiek seniorski*. Ciekawe o ile mi podskoczy emerytura.

     A teraz fotki ze ślubu córki:

                       *

      

Druchna Karolinka z obrączkami i ja prowadzimy Basię do ołtarza i Pana Młodego.

                         *

  

    Blisko, coraz bliżej Łukasza... i ołtarza.

                         *

      Młodzi składają przysięgę małżeńską.

                         *

Ksiądz stułą czyni nierozerwalność więzów małżeńskich.

                          *

    Młodzi szczęśliwi, bo już zaobrączkowani.

                       *

      

Wyjście z kościoła i powitanie Młodych przez gości weselnych.

                         *

 

Przyjazd do pałacu w Bądzowie, gdzie odbyło się weselisko.

                        *

Zgodnie ze staropolskim obyczajem witamy Młodych chlebem i solą.

                         *

     

Młodzi swym tańcem zaczynają wesele, a później....

     Oj działo się działo, ale o tym już pisałem. Gwoli moich urodzin wyprawiam je dzisiaj na działce przy grilu, zgodnie z moimi zasadami bez alkoholu.

 

* Ta rzekoma podwyżka mojej emerytury wynikała z tego, że ZUS oddaje mi w ratach podatek od tych czterech tysięcy, które zwróciłem ZUS-owi za ubiegły rok. Jak widać ZUS sam palcem nie kiwnie, aby nam poprawić los, tylko sami musimy składać wnioski o nowe przeliczenie świadczenia. Dobrze, że ja jestem obcykany w nowych ustawach i przepisach, a to dzięki Gazecie Wyborczej, którą czytam nieprzerwanie od pierwszego numeru. A co mają powiedzieć ci, którzy nie znają tego przepisu?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Festyn kolegiacki

niedziela, 21 sierpnia 2011 10:36

   W poniedziałek po weselu odbył się coroczny festyn obok głogowskiej kolegiaty. Wiązał się on ze świętem Matki Boskiej Zielnej, Święta Wojska Polskiego i samej kolegiaty. Było wspaniale - występowały zespoły ludowe z ościennych gmin, oraz inne zespoły, które grały mniej ludowo, a bardziej rockowo. Nie brakło stoisk, na których panie z okolicznych wsi promowały swoje wypieki i wyroby kulinarne. Festyn otworzyła msza i występ znanej Hutniczej Orkiestry Dętej.

     Nie zabrakło też wojska, które prezentowało swój nowy sprzęt i uzbrojenie. Można było zwiedzać kolegiatę i oglądać ciekawe eksponaty historyczne, oraz podziemie, gdzie w nawie głównej pod prezbiterium zachowała się cześć kamiennego kościółka grodowego, który był poprzednikiem wspaniałej kolegiaty.

    Jak w ubiegłym roku była serwowana smaczna "zupa kanoniczna", gotowana według średniowiecznej receptury. Było również bractwo wojów, którzy bronili głogowskiego grodu przed Niemcami i samych mieszczan w ówczesnych strojach. W samej kolegiacie stoi replika wieży oblężniczej, do której Niemcy przywiązali zakładników - dzieci głogowskich mieszczan, które oddały życie, aby ich rodzice nie poddali grodu. Stąd właśnie powstało określenie "Dzieci Głogowskie". 

    Były i inne atrakcje, czyli od koloru do wyboru i każdy mógł coś znaleźć dla siebie.

                           *

     

Moja damska ferajna w drodze na festyn przed kościołem św. Mikołaja - Asia, córka Ania, Renia i wnuczka Karolina.

                        *

     

Renia po celnym strzale z łuku do tarczy.

                       *

Karolina strzela z łuku do tarczy. Instrukcji udzielił jej sympatyczny giermek.

                          *

Karolinka na jakimś wozie bojowym obok wielolufowego działa. Niestety ja byłem w wojsku sanitariuszem, więc takie uzbrojenie nie jest mi znane.

                            *

 Karolinaka jako dzielny kierowca wozu bojowego.

                        *

Karolina w pełnym uzbrojeniu w towarzystwie dzielnych wojaków. I pomyśleć, że ja miałem na stanie w wojsku pepeszkę, ale już z magazynkiem łukowym.

                        *

      

Karolinka przytula się do bobra, prezentowanego przez nadleśnictwo głogowskie.

                          *

Asia z moim synem Piotrkiem w podziemiach kolegiaty w dawnym kamiennym kościółku grodowym.

            ********************

Gwoli wyjaśnienia do weselnego wpisu. Zwyczaj prowadzenia Panny Młodej przez ojca do ołtarza i Pana Młodego jest staropolskim, a nie amerykańskim zwyczajem. Amerykańcy co najwyżej go sobie zaadoptowali, gdyż ich kultura stanowi zlepek kultur pierwszych i późniejszych emigrantów, którzy tworzyli państwo USA. Przecież państwo polskie ze swoją kulturą i obyczajami jest o wieki starsze od USA.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Weselisko na cały zicher

poniedziałek, 15 sierpnia 2011 11:10

   Oj działo się działo. Ślub córki Basi z Łukaszem był super. Nie powiem, wzruszyłem się przy błogosławieniu młodych, mamom i Łukaszowi łezki poleciały, Basia  ładnie poprosiła nas o błogosławieństwo. Klatka schodowa była udekorowana balonami, które pół dnia nadmuchiwał syn Piotrek ze swoją dziewczyną Asią, podobnie jak wejście do bloku. Nie zabrakło stosownego napisu - Witamy Gości.

    Najpierw przyszli kanerzysta i fotograf, nieco później orkiestra, która grała pod blokiem, a współpracujacy z nimi akordeonista grał w mieszkaniu. Pan Młody - Łukasz zajechał białą limuzyną ze świadkiem pod dom. Po błogosławienstwie pojechaliśmy do kościoła. Sąsiedzi ogladali, ale jakoś nikomu nie przyszło na myśl aby zrobić bramę, choć świadek był na to przygotowany i miał wódeczność i masę cukierków dla dzieci. Widać, że ten obyczaj już w miastach upada.

                            *

Błogosławimy Parę Młodych. Renia, ja, rodzice Łukasza - Henia i Bogdan.

                             *

   

         Basia i Łukasz - czyli Para Młoda.

                        *

Po błogosławieństwie rodzinne zdjęcie. W środku stoi babcia Łukasza. Basi babcie niestety już nie żyją.

                         *

    W kościele do ołtarza i Pana Młodego poprowadziłem córkę przez cały kościół, a przed nami szła wnuczka Karolinka, która pełniła rolę druchny - niosła na ozdobnej białej poduszce obrączki ślubne. Karolina była wystrojona w super kreację, którą całą noc rychtowała koleżanka Basi - Edyta (bawiła też się fajnie z mężem na weselu). Ponoć wyglądaliśmy bardzo dostojnie, a Karolinka prezentowala się niczył mniejsza kopia Panny Młodej (sprawdzę na filmie ze ślubu).

    Ślub przebiegał w podniosłej atmosferze i bez żadnych potknięć. Po ślubie, gdy młodzi przyjmowali życzenia od gości My, czyli rodzice pojechaliśmy do pałacu w Bądzowie, aby przyjąć młodych chlebem i solą. Tam szefowa i właściciela poinstruowała nas jak to ma wyglądać. Staliśmy przy głównym wejściu do pałacu do którego schody były zaścielone czerwonym dywanem dla młodej pary. Młodzi się spóźniali, gdyż dzieci zrobiły bramę (nareszcie) przed pałacem (poszły wszystkie cukierki), ale było warto. Młodzi przełamali się chlebem, poźniej tradycyjna lampka szampona (dla mnie i kuzyna Wojtka kelnerka przygotowała wodę z bąbelkami w kieliszkach, które dyskretnie podała). No i zaczęliśmy od tańca Pary Młodych.

                            *

Pałac w Bądzowie gdzie było wesele (zdjecie z internetu).

                             *

                               

     Weselisko było super i bawiliśmy się do samego świtu. Stoły uginały się od jadła i napojów. Ojciec Łukasza donosił wódeczność i martwił się, że mało wódki schodzi. Ja mu już w piątek, gdy woziliśmy napoje i ciasta powiedziałem, że przynajmniej 1/3 będziemy odwozić do domu. I tak też się stało. Jednak coś się zmienia w naszej mentalności, że na wesela przychodzi się dobrze pobawić, a nie zalewać pały. I tak też było u nas.

    Zespół muzyczny - "GAMA" z Lubina był super i szybko wyczuwał jakie kawałki lubimy tańczyć i tak grał. Wspaniale przeprowadził oczepiny  i pożegnanie rodziców - dostaliśmy od Młodych po koszu z prezentami (martini, słoniki na szczęście, zdjęcie młodych z życzeniami w ozdobnej ramce i ozdobne podziękowania w formie dawnego edyktu królewskiego za całokształt. Muzycy do końca wesela trzymali dobrze pion i grali bez zastrzeżeń.

     Obsługa wesela było wspaniała - pilnowali czy czegoś nie brakuje i nawet spełniali prywatne zamówienia, gdy moje szwagierki zapragnęły napić się normalnej kawy sypanej, bo oficjalnie podawano kawy wymyślne z bitą śmietaną i innymi specjałami.

     Sam pałac, pięknie odrestaurowany przez nową właścicielkę (a był bardzo zniszczony),  to idealne miejsce na takie imprezy, a jakie otoczenie - strzyżone trawniki, wymyślne żywopłoty, fontanna i staw z malowniczym mostkiem. Gorąco polecam to miejsce w Bądzowie k/Głogowa. Obawiam się, że zamówienia trzeba składać z dużym wyprzedzeniem czasowym, czemu się nie dziwię. Basia z Łukaszem załatwiali to rok temu.

    Po weselu każdy z obsługi, muzyków, kamerzysta i fotograf - co ich wprawiło w miłe zdziwienie, oraz goście dostali od młodych po butelce weselnej wódki, napoje, ciasta, a i tak nam jeszcze sporo zostało - pewnie na chrzciny za rok, jak dobrze pójdzie na inne imprezy przez parę lat. Nawet poprawiny zrobliliśmy na działce i to bezalkoholowe (dla abstynentów oczywiście). Drugie były w domu swatów. Wiele wyrobów mięsnych, którymi rodziców obdarowali młodzi musieliśmy zamrozić w lodówce na zaś. Ciasta też w lodówce, ale je jakoś wymęczymy.

    Jednym słowem wesele było bardzo udane i dawno, bo od wesela Eweliny i Sebastiania pieć lat temu, nie pamiętam takiego fajego i udanego, gdzie wszystko było zapięte na ostatni guzik. Aż mnie śmieszyło, gdy rodzice Łukasza pytali mnie czy jest fajnie. No bo też stanęliśmy na wysokości zadania, tak Młodzi jak i rodzice. Choć Bogiem, a prawdą, to mama Łukasza z sąsiadką wypiekły takie wspaniale ciasta, a ja (pan młody za kierowcę) z ojcem Łukasza jedynie woziliśmy towar na miejsce.

    Nie brakło śmiesznego incydentu, gdy o 12 w nocy przyszły jakieś wymizerowane dziewczyny i oświadczyły, że robią bramę. Oczywiście, że obsługa i Bogdan delikatnie spuściły je po schodach z pałacu od strony służby. Pewnie to były dwie "grzybiarki" po szychcie na pobliskiej krajówce E3, które chciały sobie weselną okowitą ukoić zafajdane sumienia. 

                            *

    Niektóre nagrody w weselnych konkursach:

Złote Medale na białoczerwonych wstęgach - Najlepsza na Świecie Świadkowa i Najlepszy na Świecie Świadek.

"Ekspres do kawy" - W dużym kolorowym kartonie gazeta Super Expres i paczka kawy.

"Zestaw obiadowy na 12 osób" - w kolorowej pacze komplet tacek, kubków, łyżek, noży i widelców jednorazowych - zafoliowanych.

Nagroda "Niespodzianka" - w pięknie zapakowanym kartonie dwa jajka z kinder niespodzianką.

"Telefon komórkowy" - w ozdobnej torbie telefon zabawka.

"Obiad w chińskiej restauracji" - w kolorowej torbie zupka chińska, paczuszka ryżu i dwie świeczki podgrzewające.

   Były jeszcze inne ufundowanie przez Parę Młodych, ale nie zapamiętałem. Krawat Pana Młodego i podwiązka Panny Młodej przeszły na własność zdobywców, którzy je złapali.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Wnuki i garnitury

czwartek, 11 sierpnia 2011 22:46

     Byłem dzisiaj u zięcia Sebastiana po mój samochód, bo jutro jeżdżę z moim kolejnym zięciem dowozić na salę bankietową w pałacyku w Bądzowie k/Głogowia napoje - soki, wody, oranżady i inne, oraz wódeczność, owoce i ciasta. Będziemy kursować w cztery samochody i chyba po dwa kursy zrobimy - coż, wesele na 120 osób. Ale czego się nie robi dla dobra rodziny.

    Byłbym kiepskim dziadkiem, gdybym na zaszedł do wnuczki Zuzi, która smacznie sobie spała. Pogłaskałem ją i nic, dopiero jak złapałem za rączkę, to ją poruszyła i spała dalej. Najważniejsze, że zdrowo się chowa i daje spać rodzicom, bo nie trenuje za bardzo swoich strun głosowych.

    Przy okazji pogroziłem Miłoszkowi, który przedwczoraj gwizdnął ze stołu kluczyk od samochodu babci. Otworzył go, włożył klucz do stacyjki i odpalił samochód, a że był na biegu, to wystartował i na słupku się zatrzymał. Na szczeście nic mu się nie stało (Miłoszkowi oczywiście), a tylko zderzak jest do wymiany i słupek również. Dziadek Janek (ojciec Sebastiana) tak skomentował to zdarzenie - byłem pewien, że jak Miłoszek będzie miał 10 lat, to trzeba będzie kluczyki do samochodu chować, ale pomyliłem się o 7 lat.

     Gdy wymieniałem w swoim samochodzie wycieraczki na nowe, to Miłek mi asystował i z jego miny widziałem, że coś kombinuje, dlatego mu pogroziłem, i powiedziałem: zapomnij wnusiu, bo dziadka samochód jest nietykalny. Pewnie zrozumiał, choć głowy bym nie dał. Jednego jestem pewien, że Miłoszek z prawkiem nie będzie miał problemów i zda za pierwszym razem.

    W komentarzach wielu było ciekawych jak wyglądam w garniturze. Do wesela jeszcze dwa dni i trochę czasu zejdzie nim będą zdjęcia, a więc...Poszperałem trochę w moich fotkach i znalazłem cztery zdjęcia w anzugach. Nie mam pojęcia czy ładnie w nich wygladam, bo lepiej się czuję w strojach a'la Jacek Kuroń, ale czego się nie robi dla przyjaciół. Zaznaczam, że wszystkie były szyte na miarę, a nie z jakiejś pojeb... konfekcji.

                        *

    

Mój ślub z Jadzią w 1975 r - moją pierwszą żoną, która zmarła 1,5 roku po ślubie.

                          *

Mój ślub z Renią w 1977 r. Do kościelnego miałem inny ancug. Ten sam co z Jadzią.

                            *

Ja na konferencji z śp. Markiem Edelmanem. W tym gajerku poprowadzę córkę w sobotę do ołtarza. Rzadko go ubieram i dlatego jest jak nowy. Żona mi tylko nowy krawat kupiła.

                            *

Ja wygłaszam refaret na jakieś konferencji. Ubrałem wtedy mój obecny garnitur po raz pierwszy i wszyscy mnie podziwiali - dziennikarze, goście i znajomi.

    I tyle słów ewangelii odnośnie moich garniturów, których w życiu pewnie z 10 miałem. A może 12.

                          *

     

Moje zdjęcie z wczasów w Karpaczu z 1968 r. Może ktoś się na nim rozpozna? Zaraz po wczasach zabrali mnie w kamasze, czyli w sołdaty.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 162  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487162
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl