Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 821 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

XXX lat minęło, a ja nadal pod prąd

wtorek, 31 sierpnia 2010 17:39

     Zjazd "S", który się odbył w Gdańsku, to parodia. Wiem po nim jedno, że to już nie moja "S" z 1980 r. i później. To już nie moje ideały, bo te obecne sięgnęły bruku, wręcz gnojownika. Jak można zaprosić Prezydenta, Premiera i ich wygwizdywać i buczeć. To jest po prostu chamstwo i zwykłe warcholstwo. Jak można były wygwizdywać Henrykę Krzywonos, dawną ikonę "S", kobietę zasłużoną dla zwiazku, którą Kongres Kobiet Polskich za jej życie i adoptowanie dzieci swoich znajomych tytułem "Kobiety Dwudziestolecia". Jak można nazwać tych prymitywnych troglodytów, którzy usiłowali ją zagwizdać, gdy przed mikrofonem zadała kłam słowom Jaro Kaki, który deprecjonował zasługi dawnych bohaterów "S", a swego śp. brata Lecha stawił na piedestał. Owacje dla Jaro Kaki i jego szmaciarskie przemówienie przemilczę, bo to poniżej mojej godności, a potencjał pokory na jego osobe już się we mnie wyczerpał. 
    To już nie moja NSZZ "Solidarność", w której ideały wierzyłem i nadal wierzę, że kiedyś powrócą i się ziszczą. 
    Do "S" wstapiłem, kiedy jeszcze nie była zarejestrowana w sądzie. Czy się bałem? Tak, bo wtedy była komuna i nie wierzyłem w jej dobre intencje. Jednak ponad strach wybrałem przyzwoitość, bo ktoś musiał dodać odwagi innym.
    W stanie wojennym pomagałem moim kolegom z konspiracji. Bałem się, ale nieco ryzykowałem. Pewnie, że nie byłem w czołówce tamtych działaczy, co swój los rzucili na stos. Byłem o wiele niżej, pomny mojej kilkuletniej odsiadki za Grudzień 1970 r. w Szczecinie. A miałem już wtedy rodzinę, a rodzina dla mnie zawsze była, jest i będzię największą wartością.
    Gdy toczyły się rozmowy Okrągłego Stołu i odwaga była w cenie, to reaktywowałem "S", pobierając stosowne druki w kościele na oś. Kopernik z rąk zacnego głogowskiego adwokata w asyście księdza. Szukałem ludzi, namawiałem ich, ale komplet zebrałem dopiero jak powstała siedziba nowego MKZ "S" w Głogowie. Chodziłem tam na zebrania założycielskie jako przedstawiciel Pracowni Konserwacji Zabytków i doprowadziłem sprawę do końca. Wycofałem się, gdy jako przedstawiciel "S" gasiłem dziki strajk idiotów, którzy chcieli rozłożyć moją firmę. Udało się, ale po powrocie do domu karetka zabrała mnie do szpitala, bo moja pikawa się zbuntowała. Później głodowa renta i nowa praca w moim obecnym zawodzie. Musiałem oczywiście nadal się uczyć, aby w 1999 roku uzyskać certyfikat terapeuty uzależnień z nr 4. Ja już rozumiałem co to jest demokracja i dziki kapitalizm. Odnalazłem się w nim, nie chcąc wegetować na groszowej rencie, załamywać ręce, płakać, kląć i pić. Tak doczekałem sensownej emerytury.
     Teraz to już nie moja "S". Nie znam tych nowych, których nie widziałem dawniej. Oni przyszli, gdy odwaga staniała i za działalność nic już nie groziło. Ja mam ich po prostu w głębokim "poważaniu". Teraz tylko dbam, aby pamięć tych z I Kompanii "S" stanu wojennego nie zaginęła. Szkoda, że moja książka o tatej "S" "półkownikuje". Nie ma woli politycznej na jej wydanie, bo nie jest o TYCH obecnych. To oni mi skutecznie zahamowali jej wydanie, bo korzystałem z materiałów dawnej SB. Tak, korzystałem z nich, bo kurwa nikt by mnie do archiwym nie wpuścił. Chodziłem od esbeka do esbeka i wypraszałem od nich materiały, które sobie na wszelki wypadek zostawili. Niektórzy mi je dali. Jednak konfrontowałem je z wieloma działaczami dawnej "S". Mam teraz pytanie. Z jakich materiałów korzystali opluwacze Wałęsy i innych działaczy pisząc swoje książki? Oczywiście z IPN, ale były to materiały esbeckie. Czyli dobre i "uczciwe". Dlaczego do kurwy nędzy nikt im nie stawia takich absurdalnych zarzutów? I w to co napluli uważaja za prawdę objawioną?
    W moim mieście też było, czy ma być uroczyste spotkanie na XXX lecie "S". Nikt mnie nie zaprosił, bo i tak bym nie poszedł na spotkanie z obcymi mi ludźmi ze spisiałej "S". Kalafiorem mi wiszą nowi "bohaterowie" z nadania Jaro Kaki i jego apolegetów z PiS. Jednak wierzę, że wydam  swoją książkę o Głogowiej Solidarności 1980 - 1984. Nawet za własne pieniądze. 
   Najweselsze jest to, że dwóch magistrantów w swoich pracach magisterskich umieściło w materiałach źródłowych mój maszynopis. Miłe, że w dwóch książkach historycznych o moim mieście też jestem w wykazie literatury, a najśmieszniejsze jest to, że mój maszynopis i prace historyczne mojej córki Eweliny są ujęte w materiałach źródłowych książki "Drogi do Wolności Zagłebia Miedziwego" wydanej na XXV lecie powstania "S".
     A teraz parę jajcarski fotek ku czci Kaczorów.
                           *
                
         Jaro Kaki - czy można mu zaufać?
                           *

       Jaro Kaki jako obrońca krzyża, jaja, czy co?
                            *
   
         Taki pomnik by mnie nie rajcował.
                        *
   
      Taki jak najbrdziej by mnie konweniował.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

A to Polska właśnie!

niedziela, 29 sierpnia 2010 14:18

     Przez trzy doby byłem odcięty od internetu, gazet i telewizora. Co prawda telewizor był, ale nie chciało mi się go oglądać, bo chciałem się odciąć na dyżurze w Miłkowie od marności tego łez padołu, czyli polityki, polityków i tzw. "obrońców" krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Podobnie było z gazetami, które sobie spokojnie leżały w domu, gdyż mam swoją teczkę w kiosku. Nie ukrywam, że polityka mnie już męczy, podobnie jak jajcarska impreza na Krakowskim Przemieściu. Bo ileż można oglądać rozmodlomych łyków z nienawiścią na twarzy. Przecież pies z kulawą nogą by na nich w innych okolicznościach nie spojrzał, ale zyskując status "obrońcy" stali się ważni na całą Europę. Cóż przeciętnego obywatela obchodzi jakiś bezrobotny, absolwent szkoły specjalnej, jakiś bezdomny z Dworca Centralnego, czy nawiedzona Joanna pratagonistka PiS i Jaro Kaki. Kogo normalnego obchodzą jakieś moherowe babcie z różańcem w ręku i nienawistnym błyskiem w oku, które po dziesiątce różańca puszczają wiąchy oponentom krzyża, a na bardziej zadziornych ćwiczą z kopa karate. Kogo normalnego obchodzi jakieś Radio Mzimu z szamanem Tadziem Rydzykiem na czele, które jątrzy i "ducha" obrońcom dodaje. No, może trochę kabaretowo można potraktować zachowania przeciwników krzyża, ale i wielu z nich przekracza granice dobrego smaku, że nawet mnie agnostyka to denerwuje.
     Jednak prawdą jest, że "obrońcom" nie chodzi wcale o krzyż, jeno żeby zaistnieć w massmediach i mieć swoje pięć minut. Ci tzw. "obrońcy" ani myślą negocjować, bo coraz bardziej podbijają bębenek i chcą negocjować od arcybiskupa i premiera wzwyż. A na to już nie pójdzie episkopat, który się wypiął na ten krzyż,  bo po prawdzie to nie księża go postawili, jeno skauci, a żaden z najbardziej nawet nawiedzonych księży go nie pokropił, ani pobłogosławił. Dlatego biskupi scedowali problem na polityków, a tym chyba też nie po nosie, bo wiedzą dobrze, że z nawiedzonymi łyczkami ładu nie dojdą, a już o jakimś projekcie pomnika "Ku Czci" nie ma mowy, bo każdy z "obrońców i moherków ma własny projekt w głowie i consensusu nijak nie osiągną. Jaro Kaki i jego konfratrzy też mają swoje pomysły, a to.... Patrz wyżej.
     "Obrońcy" nawet nie uszanowali stosownej tablicy, która się pojawia  na pałacu i została pokropiona wodą święconą przez księdza. Co tam "obrońcom" taka tablica, którą jeden z "obrońców" własnymi fekaliami oblał. Swoja drogą okrutnej fantazji musi być ten stary łyku, że do słoika po majonezie potrafił się zdefekować. Pomijam już tego nawiedzonego cymbała, który z granatem przyszedł. Tylko patrzeć, jak zjawią się "obrońcy" zbrojni w katiuszę, bazuki, czy rg-ppanc.
     Sytuacja pozostaje patowa, gdyż nie chodzi wcale, aby złapać króliczka, tylko by jego gonić. Więc ludziska robią sobie ciagły jajcarski festyn, a innostrańcy przecierają oczy ze zdumienia, bo nijak nie mogą pojąć o co w tym wszystkim chodzi. Tylko właściciele okolicznych barów i knajpek zacierają ręce, bo frekwencja klienteli rośnie, zyski też i oby tak dalej.
     Tylko tzw. "obrońcy" nadal tańczą swój obłędny, chocholi taniec wokół swojego totemu, bo ten harcerski krzyżyż stał się ich plememiennym totemem właśnie. Jacyś litościwi ludzie dokarmiaja swoje małpki kanapkami, bo taka już nasza natura.
                              *

Chocholi taniec wojenny obrońców" swojego plemiennego totemu.
                          *
    Patrząc na tem rysunek Mleczki aż się chce sparafrazować naszego wieszcza Mickiewicza, co niniejszym czynię:

Tylko pod krzyżem
Tylko pod tym znakiem
Polska będzie wiochą
A Polak burakiem


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Moje urodziny

wtorek, 24 sierpnia 2010 17:25

     Pewnie coś znowu namieszałem, bo między Bogiem, a prawdą urodziny obchodzę jutro - to jest 25 sierpnia. Kończę 64 lata i dobrze sie z tym czuję, a już na pewno nie należę do "staruszków" zgiętych pod brzemieniem lat. Co prawda zdrówko mogłoby być deczko lepsze. Najważniejsze, że duchem czuję się młodo, czyli bilans nie jest najgorszy. Oby tak dalej, bo nie można mieć przecież wszystkiego, a od nadmiaru szczęścia można przecież bzika dostać.
     Gdy jeszcze chodziłem po szkołach, to mówiono o mnie - "zgredzik z duszą małolata". Coś musi być w tym na rzeczy i dlatego współczuję moherkom i tzw. "obrońcom krzyża", bo oszołomstwo ci u nich okrutne. I dlatego daruję im łaskę św Judy - patrona spraw beznadziejnych. A co! Ma się ten gest urodzinowy.
     Dobrze czuć się młodo i mieć równo pod sufitem i wiele cierpliwości i tolerancji dla młotków. Dobrze przyjmować życzenia urodzinowe wcześniej. Miła jest taka pamięć przyjaciół. Miło będzie je jutro przyjmować i pojutrze. Bo słów miłych z serca płynących nigdy za wiele.
    Piszę o tym dzisiaj, bo jutro będę pracował cały dzień i to na dwa miasta, a w czwartek bladym świtem jadę na dyżur do Miłkowa, bo ktoś do kurwy nędzy musi pracować. Dlatego na komcia wejdę dopiero w niedzielę w południe, jak wrócę.
     Chociaż jestem niepoprawnym agnostykiem, to proszę Cię Boże o zdrowie i normalny Kraj, wolny od "izmów" wszelakich, pstępujacej głupoty i totalnego oszołomstwa. I dlatego"

Co Boże postanowisz niech się ziszczy
Niechaj się wola Twoja stanie
Ale chroń mnie Boże od nienawisci
Ocal mnie.... od pogardy Panie
                            *


               Boję się takiej okrzyżowanej Polski.
                                *


Proszę Cię Boże, aby nie spełniło się marzenie Jarkaczorka, aby stał się mieczem, który siecze wrogów swoich. Protestuję, aby się nie wcielił w mojego patrona Michała Archanioła, który mnie chroni i wspiera.
    Aha, tak przy okazji. Imieniny obchodzę 29 września, na Michała Archanioła właśnie.
                            *
Serdeczne Bóg zapłać tym, co mi już składają życzenia.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Życie Emeryta

sobota, 21 sierpnia 2010 16:57

     Żałuję, że żyję w kraju, w którym emerytów uważa się za zawalidrogi, którym nic się od życia nie należy. Większość naszej politycznej hołoty tak właśnie uważa i robi wszystko, aby nam życie utrudnić. Te ciągłe majstrowanie przy ustawie emerytalnej, które nas w pewien sposób ogranicza i powoduje, że na emeryturę uciekamy z obawy o przyszłość. Tak, ja uciekłem na emeryturę jak tylko śp. prezydent podpisał korzystną dla mnie ustawę. Uciekłem, bo miałem dość cienkiej pensyjki i braku widoków na większą podwyżkę przy coraz większych wymaganiach ze strony zakładu. Nie, nie obarczam winą dyrektora, ale NFZ, który kombinuje jak koń pod górę i robi bokami. Ponoć z pustego i Salomon nie naleje. Jednak coś jest nie tak z zarobkami za etat, gdy dużo więcej zarabiałem na umowach-zleceniach, nie mówiąc już o paru tysiącach za wydane książki. Pewnie przed wyborami do parlamentu wydam kolejną, która dawno napisana, nadal czeka na wydanie i się nie deaktualizuje, ku mojej rozpaczy i radości. Rozpaczy, bo nadal kaczyzm jest w zakutych łbach wielu moich rodaków, a radości, że dokonam tylko małej korekty i dopiszę jeden, aktualny "kaczy" rozdział i sobie wydam, aby zamieszać w pustych łbach moich rodaków.
     Mam wielu znajomych emerytów, którzy nadal są aktywni zawodowo w zmniejszonym wymiarze. Znam też takich, którzy są aktywni na innych polach działania. Czymś naturalnym są powstające ciągle Uniwersytety "Trzeciego Wieku", co znaczy, że emeryci nie czują się staruszkami i mają zainteresowania i chęć na zwiększanie swojej wiedzy. Spotykam wielu aktywnych emerytów podczas swoich wojaży po górach i innych ciekawych miejscach. Mam wielu znajomych, dla których obsługa komputera i internetu, podobnie jak i dla mnie, nie stanowi problemu, że o komórce nie wspomnę. Może tak myśli o nas  tałatajstwo, które zgłupiało doszczętnie w polityce i oderwało się od realiów życia. Oraz oszołomstwo, które boi się komputera, a internet uważa za dzieło szatana, które demoralizuje maluczkich. Czniam takich mędrków i walę na nich.
     Jestem dziadkiem, ale nie czuję się jak dziadek, choć z pokorą przyjmuję co lata mi niosą. Znam swoje ograniczenia fizyczne, ale wiem, że intelektualnie jestem bardziej sprawny, bo nauczyłem się wyciagać wnioski i korzystać z moich doświadczeń życiowych, a miałem ich sporo. Dużo też czytam, i ciagle uczę się tego co mnie interesuje i to z własnych książek, na które mnie jeszcze stać. Bo zawsze sobie mówiłem, że bieda będzie wtedy, gdy będę musiał dla chleba zaniechać ich kupna.
     Dzieci są już na swoim i na ile było mnie stać pomogłem im finasowo, więc czuję się zwolniony z dalszego pomagania. Nauczyłem ich radzenia sobie w życiu i rozwiązywania swoich problemów. Dlatego mam swoje marzenia, które chcę jeszcze zrealizować i zrealizuję je, bo nie są zbyt wygórowane. Coraz bardziej chodzi mi po głowie zrobienie prawa jazdy, kupienia skromnego, ale ekonomicznego w utrzymaniu samochodu, bo wtedy nie będę zależny od innych. Bo jakoś trudno jest znaleźć wspólnika z samochodem, który ma podobne marzenia i czas na ich realizację. Mam też nadzieję, że za rok i cztery dni, jak wejdę w ustawowy wiek emerytalny będę mógł zarabiać bez ograniczeń, aby marzenia realizować bez obawy, że kasy mi zabraknie.
     Choć młodość miałem górną, chmurną i narobiłem wiele głupstw, które nie napawają mnie dumą, ale w tym mądrzejszym życiu strałem się naprawić krzywdy, które wyrządziłem i żyć tak, aby nikt z mojego powodu nie płakał. Tak odmieniłem swoje życie, że potrafię pomagać bezinteresownie innym. Pomagam, gdyż wierzę, że dobro, które dajemy, wraca do nas zwielokrotnione, na co mam wiele dowodów z autopsji. Pomijam fakt, że pomaganie tym, którzy na to zasługują sprawia mi ogromną przyjemność. Dobrze być takim Jackiem Soplicą, który był niezłym łobuzem, ale po przeobrażeniu się w księdza Robaka czynił dobro.
                                 *
   
To ja, w habicie księdza Robaka za sprawą Hani, mojej serdecznej znajomej z blogu Violka. Może Haniu i się doigrałem, ale każdemu życzę takiego doigrania, bo mniej byłoby oszołomstwa i zła na tem łez padole.
                              *
     Dlatego mówię wszystkim tym, którzy chcą nas - EMERYTÓW z marzeniami i fantazją zepchnąc na wysypisko śmieci jako zbędny balast: Pierdolcie się sami i pocałujcie mnie w dupę.* A co!

* Dla moralizatorów i oszołomów - mam gdzieś wasze komentarze, żem wulgarny i słów nieprzyzwoitych używam, więc... Patrz wyżej.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Piknik Rodzinny

czwartek, 19 sierpnia 2010 15:55

      Muszę opuścić na chwilę wątek bieszczadzki i zająć się piknikiem, który odbył się 8 sierpnia w Przemkowie. Byłem na nim z rodziną i nie powiem, wróciliśmy zadowoleni, gdyż był bardzo udany. To już trzeci taki piknik zorganizowany przez MGKRPA i Dom Wczasów Dziecięcych w Przemkowie. Nie ukrywam, że w miarę zdobywania doświadczeń, ten piknik był super, a rodzin na nim dużo wiecej niż na poprzednich. To dobry znak, gdyż w moim odczuciu te rodzinne pikniki na stałe wtopiły się w klimat Przemkowa i stają się coraz bardziej popularne. To dzięki szefowej komisji Lidce, która ma czuja na takie imprezy i wiele pomysłów. Nie bez znaczenia jest pomoc sponsorów i zruzumienie władz Przemkowa i powiatu, które też bawiły sie na pikniku. Jestem przekonany, że czwarty będzie jeszcze lepszy.
    Nic to, że byłem po trzydobowym dyżurze w Miłkowie i miałem w kościach prawie 200 kilometrów, ważne, że wszyscy dobrze się bawili, a pogoda nam dopisywała. Choć z Miłkowa wyjeżdżałem z deszczem. Widocznie Najwyższy zrozumiał ideę pikniku i podarował nam słońce. Wszyscy się dobrze bawili, tak dorośli jak i dzieci, a szczególnie dzieci. Były zawody, konkursy malarskie, wiele zabaw i występy zespołu "Cykady" z Przemkowa. Fajnie, że strażacy stanęli na wysokości zadania, oraz ich młody narybek z dziewczęcej młodzieżówki. No i wolontariusze też staneli na głowie, aby piknik się udał i wszystko było dopięte na ostatni guzik.
                                *

No to start. Lidka (pierwsza z prawej) i pozostali organizatorzy otwierają piknik.
                              *

Wolontariuszki Ania i Sylwia szykują się do wydawania grochówki. Już po ich uśmiechach widać, że jest ona dobra, czyli taka pur, pur, pur...
                                 *

Nad naszym zdrowiem czuwały urocze przemkowskie pielęgniarki, które za friko mierzyły poziom cukru i badały ciśnienie.
                              *

Starsi strażacy pomagają młodszym koleżankom z dziewczęcej młodzieżówki dopiąć pasy i toporki ułożyć jak należy.
                                *

Moja wnuczka Karolinka udziela wywiadu dla lokalnej telewizji.
                               *

Córka Ania, Karolinka, żona Renia i zięć Sebastian szykują się do zawodów strażackich.
                               *

         Jeszcze ostatnie wskazówki strażaka i....
                             *

Wystartowali. Karolina biegnie na stanowisko, Sebastian rozwija wąż, a Renia jak to teściowa go popędza.
                                *

Sebastian biegnie po wodę, Renia mocuje się z wężem, a Karolinka czeka na pierwszą wodę.
                                *

Pierwsza woda naprzód. Sebastiam pompuje, Karolinka celuje do tarczy, a Renia im kibicuje.
                                  *

Karolinka w akcji, czyli maluczko, maluczko, a będą pierwsze punkty.
                             *
     
Uśmiech barmanki Ani zachęca do wzięcia kiełbasy, aby...
                                *

Ją sobie upiec na ognisku. To pieczenie na patykach, a nie modny grill.
                               *

   A teraz coś dla ducha i oka. Cykady dają czadu.
                               *

   Wszystkie dzieciaki były wymalowane niczym pisanki.
                               *

       Moja rodzina strażacka czeka na nagrodę.
                             *

Kolejną nagrodę odbiera Karolina z mamą za konkurs plastyczny z rąk starosty polkowickiego.
                                *
         
Wnuczek Miłoszek na chwilę po udzieleniu wywiadu z ojcem dla telewizji. Widać, że jest bardzo przejęty.

      A ja? Ja pstrykałem fotki i nie miałem czasu na pozowanie.
                               *

Mąż Lidki Jurek się zlitował i też mi fotkę pstryknął. Choć jestem na drugim planie, ale co tam...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  490 896  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 490896
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9604
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3857 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości