Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 211 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Magiczna Galeria

sobota, 31 lipca 2010 11:13

     Na przyjazd Bożenki odczekiwaliśmy w galerii Zdzisława Pękalskiego w Hoczwi. Chciałem, aby nasze spotkanie z Bieszczadem rozpocząć od tej galerii właśnie. Bo wejście do niej, to wejście w magiczny, bieszczadzki świat. Nie wyobrażam sobie innego powitania z bieszczadami. Wyszło niestety inaczej, a szkoda.
      O galerii Zdzicha już pisałem, ale można w niej zawsze coś nowego odkryć i ciągle się dziwić. Dla mnie, zwykłego zjadacza chleba, na zawsze pozostanie tajemnicą, jak Zdzichu w starych poidłach, korytach, dzieżach do wyrabiania ciasta, spalonej desce, stratowanymi ratkami bydła dylach z podgłóg obór, czy okaleczonych siłami przyrody konarów drzew, spróchniałych wewnątrz pni zobaczyć Madonnę z Dzieciątkiem, świętych, Jezusa, apostołów... Ja tego nie widzę, a Zdzichu tak.
    Jego podwórko samo w sobie jest galerią kapliczek, Biesów, Czadów, bieszczadzkich diabłów i Madonn, które wprowadzają w magię tego miejsca. Sama galeria znajduje się w dawnej stajni, która niczym jej nie przypomina i dlatego pewnie stoją w niej snopy słomy. Być w galerii to kolejne przeżycie i zetkniecie się z tajemniczym pięknem Bieszczadu, jego legendami zaklętymi w korytach, korzeniach drzew, blatach starych warsztatów, drzwi do chlewików, starych okien i okiennic...
     Szkoda, że Zdzicha nie było, bo był w tym czasie na rekonwalescencji w senatorium po operacji by passów. W jego rolę weszła jego sympatyczna synowa, która starała się przybliżyć twórczość teścia.
                                    *
      
                               *
         
                              *
         
                              *
         
Podwórze Zdzicha, czyli magiczny świat kapliczek, Biesów, Czadów i bieszczadzkich diabełków.
                              *
         
Wejścia do galerii strzeże Bieszczadzka Madonna z Dzieciątkiem. Jest ona patronką dawnych bieszczadzkich kowbojów, co to bydło wypasali na połoninach.
                            *

                                *

                             *
        
                            *
       
                           *
         
                            *
  
                           *
      
                            *
      
                         *

                               *

                               *
           
Bieszczadzka magia, bieszczadzkie klimaty zaklęte w drewnie, dawniej użytkowym.
                            *

Moja Renia nie oparła się pokusie pozowania na bieszczadzkiego diabła.
                               *

Ostanie spojrzenie na magiczną galerię przed jej opuszczeniem.

      W oczekiwaniu na Bożenkę długo rozmawialiśmy przy kawie z przemiłą żoną Zdzicha o naszych kłopotach, radościach i smutkach. Kupiłem jeden album twórczości Zdzicha dla siebie, a drugi dla córki wymieniłem na moje książki. 
                                *

Poznaliśmy też Szymona - sympatycznego i bardzo towarzyskiego wnuka Zdzicha, który szybko się z nami zakolegował.
                             *
     Nie chcąc nadużywać gościnności pani Pękalskiej, która nas chciała ugościc jajecznicą ze swojskich jajek z żalem opuściliśmy gościnny dom i pojechaliśmy na obiad do zajazdu "Salamandra", gdzie nawet w toaletach muzyka grała, aby się spotkać z mocno spóźnioną Bożenką i jej rodziną. Zajazd, to już inny klimat i powiew innego świata, ale kudy mu do magii bieszczadzkiej galerii Zdzicha Pękalskiego, gdzie jeszcze kocha się człowieka. (cdn).


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Szlakiem Zakapiorów

czwartek, 29 lipca 2010 18:59

     O bieszczadzkich Zakapiorach pisałem już wcześniej. Byli to ludzie skłóceni z życiem, często z prawem, własnymi rodzinami, których los przygnał w Bieszczady i w nie wsiąkli aż do śmierci. Większość z nich była uzdolniona plastycznie, malowali, najcześciej rzeźbili. Nieliczni z nich pisali wiersze. Wielu z nich odeszło na Niebieskie Połoniny i są pochowani na różnych cmentarzach w Bieszczadach i poza nimi. Najsmutniejsze miejsce pochówku jest na podustrzyckim cmentarzu w Jasieniu, gdzie pochowano tych, którzy zmarli w Domu Pomocy Społecznej w Moczarach.
   Kilku Zakapiorów jeszcze żyje i nie wyobrażają sobie życia poza Bieszczadem. Oni po prostu są solą tych pięknych gór. Niestety, czas Zakapiorów to już historia i po części legenda.
    Zawsze marzyłem, aby przejść Szlakiem Zakapiorów, który wymyślił Jędrek Połonina, a zaczynał się on w Kulasznem, a kończył w Chatce Puchatka u Lutka Pińczuka na Połoninie Wetlińskiej. Wcześniej zaliczyłem część szlaku od Cisnej do Chatki Puchatka, ale w tym roku zaliczyłem dalszą jego część. Co prawda samochodem, bo już siły i zdrowie nie te co dawniej.
                               *

W drodze do Cisnej podziwiamy wspaniałe widoki. Marzeniem moim i rodziny jest kupić sobie taki właśnie mały domek, w którym moglibyśmy spędzać lato. Może mi się marzenie ziszczy.
                                *

A to już Atamania Rysia Szocińskiego w Cisnej. Obok niej stoi słynna Kapliczka Zakapiorów z nazwiskami tych, co już odeszli na Niebieskie Połoniny. W Atamanii można wysłuchać za darmo dobrego słowa i za niewielkie pieniądze kupić bieszczadzkie pamiątki, które wyszły spod dłuta i pędzla bieszczadzkich artystów. No i oczywiście słynne Dusiołki na szczęście, które mają europejski certyfikat i książki z poezją Bieszczadu Rysia i jego kolegów po piórze. Kupiłem sobie dusiołka, a swoje książki, sztuka za sztukę wymieniłem z Rysiem na jego. Oczywiście ze stosownymi dedykacjami i autografami.
                               *

Trzech zakapiorów - Ja, Rysiu Szociński - poeta Bieszczadu i Andrzej Molenda "Brandy" w Rysiowej Atamanii. Powspominaliśmy sobie stare dobre czasy i tych Zakapiorów, którzy już odeszli z tego łez padołu.
                                   *

Później posiedziałem sobie z wnuczkiem Miłoszkiem w "Siekierezadzie". Dobry obyczaj nakazuje sobie posiedzieć chwilę przed dalszą drogą.
                                    *

Jeszcze tylko ustalenie trasy i.... Zaczęliśmy od cmentarz w Cisnej aby podumać chwilkę nad grobami trzech Zakapiorów... 
                               *
         
Zakapiorski grób Bogusia "Sikorki" Nabrdalika - rzeźbiarza Bieszczadu.
                             *
        
Grób Janusza Zubowa, Bożego Wędrowca i rzeźbiarza, który tworzył dłutem Madonny, Biesy i Czady .
                             *
         
A to grób kolejnego rzeźbiarza Zdziasława Radosa, który rzeźbił też słynne kostury "Radosówkami" zwanymi.
                              *

W drodze do Komańczy można zobaczyć takie malownicze drewniane kościółki.
                               *

        No i podziwiać taką panoramę Bieszczadu.
                             *

A to już Komańcza i rzeźba przy drodze do klasztoru, upamiętniająca internowanie kardynała Wyszyńskiego w klasztorze Nazaretanek.
                                *
           
        W tym pokoju mieszkał kardynał Wyszyński.
                               *

Szczęście mi dopisywało, gdyż przed klasztorem spotkałem znanego aktora Witolda Dębickiego, który dał się namówić na zdjęcie ze mną.
                                  *

W Szczawnem (dziękuję za korektę) też zachwycałem się malowniczą cerkwią greko-katolicką. Oj jak ja lubię takie cuda oglądać.
                               *

Na wzgórzu w Kulasznem zobaczyłem piękną cerkiew. To znak, że dotarłem do celu, czyli na cmentarz, na którym jest pochowany Andrzej Wasilewski - Jędrkiem Połoniną zwanym. Miałem okazję poznać Jędrusia i bardzo boleję, że tragiczny wypadek przerwał mu życie w sile wieku i sił twórczych, a rzeżbił i malował dobrze. Szkoda Cię Jedruś, szkoda Twego talentu, który ci zabrał alkohol... Bieszczady są puste bez Ciebie. 
                              *
         
Grób Jędrka Połoniny. Nie sposób go nie zauważyć, bo tylko na nim jest krzyż z podków końskich - symbolu bieszczadzkiego kowboja i jego poczucia niczym nieokiełznanej wolności. Krzyż mu zrobili jego koledzy, spawając go całą noc.
                                *

Wracając do domu ze Szlaku Zakapiorów nadal podziwiałem piękno Bieszczadów. 

      Odwiedziłem też znanego zakapiora Wojomira Wojciechowskiego Woja, emerytowanego nadleśniczego z Lutowisk i dyrektora Bieszczadzkiego Parku Narodowego, w którego nadleśnictwie pracowałem przed prawie czterdziestu laty. Powspominaliśmy sobie stare, dobre czasy. Boleliśmy, że wielu naszych znajomych zakapiorów jest pochowanych w jednym rzędzie na cmentarzu w Jasieniu. Tam chowali pensjonariuszy Domu Opieki Społecznej w Moczarach. Smutny to cmentarz i smutna taka śmierć.  No i wspólnie stwierdziliśmy, że tamtych Bieszczadów już nie ma.
    Pan Wojomir wydał swoje wpomnienia bieszczadzkie. Nie miał niestety już ich u siebie, bo wszystkie oddał znajomym. Jednak znalazłem je w wydawnictwie i sobie zamówiłem. O dedykację i autograf poproszę na przyszły rok.
(cdn)


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Nareszcie Bieszczady

poniedziałek, 26 lipca 2010 21:01

      Po kilku godzinach jazdy w upale dotarliśmy do bramy Bieszczadu przed Leskiem, aby się posilić większym co nieco. Wykonałem też telefon do sympatycznego sąsiada Alenki Czesia, który nas oczekiwał i miał mi przekazać klucze od Bukowego. Ale po drodze nie wypadało nie wstąpić do galerii Zdzisia Pękalskiego w Hoczwi. Zmartwiło mnie, że Zdzichu jest w senatorium gdzie wraca do sił i zdrowia po operacji by passów. Więc nie wypadało choć na chwilkę nie wpaść do jego królestwa by podziwiać jego rzeźby.
                                *

 Nasz pierwszy posiłek u wrót Bieszczadu przed Leskiem, bo jechać z pustym żoładkiem to średnia przyjemność.
                            *
      
Zmęczony Miłoszek musiał sobie deczko odpocząć w stylowej wygódce na posesji Zdzicha Pękalskiego.
                               *

    Później zapragnął zostać bieszczadzkim diabłem.
                             *
    
Komu w drogę, temu trampki i tak minęliśmy przydrożną kapliczkę, aby na wzgórzu ujrzeć ładny kościółek. To znak, że jesteśmy w Mchawie.
                             *

Z lewej strony zobaczyliśmy dwie góry. Ta z przodu po prawej to Kiczera Karolinki, a z tyłu to Kiczera Dziadka Michała. Tak je nazwała w ubiegłym roku Alenka na moją i mojej wnuczki cześć.
                                *

A to już stylowa altana na posesji sympatycznego Górala - sąsiada Alenki.
                                 *

   Dojechaliśmy do Bukowego - uroczego domku Alenki.
                             *
    
Ja z zięciem Sebastianem podjechałem pod dom aby wypakować manele, a żona i córka Ewelina z Miłoszkiem postanowiły rozprostować nogi. Kobietom i dzieciom zawsze lepiej i to bez parytetów.
                          *

Gdy my lokowaliśmy się w Bukowym Alenki mój wnuczek Miłoszek postanowił wyruszyć na połoniny. Wziął moją ciupagę i Alenki zabytkową walizeczkę....
     W domu żona musiała obmieść pajęczyny, gdyż dom stał 11 miesięcy pusty, a jak mawiają bieszczadzcy górale - gdzie pajęczyny tam szczęście i ładne dziewczyny. Gdy już się rozlokowaliśmy, to nasz kolega Czesiu przytargał z Sebastianem leżankę, aby Reni wygodnie się spało. Ja musiałem się zdowolić łóżkiem polowym na werandzie. Smalić wygody, przynajmniej metraż miałem imponujący.
                              *

Należała mi się chwila wytchnienia i czas na prasówkę. Ległem więc na moim polowym szezlagu....
                                 *

Gdy Miłoszek wrócił z połonin to mnie spędził z polowego łoża i sam je zajął. Czego się nie robi dla wnusia.
      Noc przespaliśmy jak zabici bo musieliśmy nabrać sił, aby na drugi dzień wyjachać po Promyczka z rodziną, a później po Alenkę i Jędrusia do Leska. Chciałem sobie pozakapiorzyc, ale obowiązki wzywały.
                              *
      
Przed wyjazdem po resztę ferajny wyszedłem sobie na krótki spacer, aby się dotlenić.
     Wszyscy dojechali szczęśliwie, więc postanowilismy zrobić sobie po zachodzie słońca pieczenie kiełbasy  na ognisku. Było super.
                                *

Słoneczko zachodziło za kiczerami więc Sebatian rozpalil grila. Apetyty nam dopisywały, więc siedzieliśmy do późnych godzin nocnych w dobrych humorach. A było co opowiadać.
                               *
     
A to nasz przesympatyczny sąsiad Czesiu, bieszczadnik z krwi i kości. Nic więc dziwnego, że moja Renia mu naskakiwała.
                               *
     
Jak widać humorek nam dopisywał. Po lewej Promyczek, jej mąż Mariusz, którt gdzieś się gapi, moja Renia, sama Alenka, bo Jędrka i mnie wycięto. Pewnie w myśl zasady, że z przyjaciółmi dobrze się wychodzi na zdjęciu, ale trzeba być w środku, aby nie obcięli.

                                *

Tym razem nie daliśmy się wyciąć, więc Jędruś i ja załapaliśmy się w obiektyw. I w takim dobrym humorze zastała nas ciemna noc...
                                 *

                 Ognisko powoli dogasało....
c.d.n. 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Jutro pakowanie maneli i...

czwartek, 15 lipca 2010 14:06

     Pojutrze wyjazd w Bieszczady. Jutro pakowanie maneli, a jak miejsca w bagażniku styknie, to zahaczymy o Wrocław, aby Alenkę i Jędrka trochę odciążyć. Jędruś ma już plan na doładowanie naszego bagażnika i mam nadzieję, że lepszy niż miewał Egon Olsen i nie będzie nas rzucać po autostradzie z przeładowania. Zdaję się na ścisłowca.
     Bylyśmy w Centrum Onkologii w Poznaniu i coś się pozytywnego zaczęło dziać w sprawie Reni. Wybaczcie, że nie będę się rozpisywał, ale do tej pory mi gul skacze na działania poprzednich lekarzy. Walę ich.
    Żyję już Bieszczadami i wyjazdem, bo po drodze wpadniemy do rodziny zięcia na obiadek, festyn, zwiedzenie jakiegoś zamku (specjalnie dla mnie) i wieczorny grill. W niedzielę po śniadaniu na autostradę i gazu. Po drodze odwiedzimy i zapalimy znicz na grobie proboszcza mojej córki i zięcia, którego jakiś troglodyta, niedługo po ich ślubie zamordował. Jest pochowany w okolicy Tarnowa. W Bukowym planujemy być około 17, aby się rozpakować i przysposobić dom na przyjęcie ferajny Promyczka, a dzień później zacnych gospodarzy, czyli Alenki i Jędrka. A później jeno zakapiorzenie po Bieszczadzie i nocne rozmowy na werenadzie przy herbatce bieszczadzkiej...
                            *

Słuchaj Promyczku. Na wszelki wypadek uważaj. Od kapliczki na zakręcie do Machawy (jest na blogu Alenki) skręć w prawo i jedź prosto. Po lewej ręce zobaczysz kościółek, ale nie wjeżdżaj do niego (no, chyba, że się chcesz pomodlić) i jedź tą drogą co widać. Jedź prosto, a dojedziesz do Bukowego - fotka domu u Alenki i u mnie deczko niżej.. A może wyjadę po Was.
                             *
    No to żegnajcie Rebiata na ponad tydzień!!!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

BIESZCZADZKA HERBATKA

piątek, 09 lipca 2010 13:35

     Widzę, że Promyczek aż zielenieje z ciekawości i nogami przebiera, abyśmy z Alenką zdradzili skład bieszczadzkiej herbaty. Może mi serducho deczko skruszeje i puszczę parę z ust. Z kobitami nigdy nic nie wiadomo, a nuż mnie zdzieli jakąś rodosówką po łbie, albo w Biesy pośle na przywitanie. Oczywiście, że ją doprowadzę do Bukowego, a jak mi obieca, że w dziub nie zarobię, to może nawet z zięciem wyjadę pod kapliczkę na rozstajach dróg. A co!
    Żyję już Bieszczadami i liczę dni do wyjazdu. W wtorek jedziemy z Renią do Poznania, gdzie porobią jej niezbędne wyniki do dokładnej diagnozy i ustalimy leczenie. Mam nadzieję, że jej w szpitalu nie zostawią i pojedzie z nami w Bieszczady. Wierzę, że tym razem sfinalizujemy sprawę do końca. Bo poznaniacy są konkretni...
     Wracając do herbatki, to cały jej urok polega na miejscu picia i towarzystwie w którym ją pijemy, bo z byle kim jej magia jest biesa warta. Ale Promyczek to nie byle kto, to nie smutasek wypierdek, ale prawdziwa kandydatka na zakapiorkę, więc jej moc zadziała. A działa, że hej. Serducho mi zmiękło więc podam jej skład:
1. Słońce połonin.
2. Poranna rosa.
3. Szum wiatru połonin.
4. Cień lasu kiczer.
5. Bieszczadzka cisza.
6. Serce mamy Agatki.
7. Szum buków, sosen, grabów.
8. Sympatyczny urok Czadów. 
9. Zakapiorskie opowieści.   
    I to jest (prawie) cała receptura tej magicznej herbaty. Mam nadzieję, że i w tym roku trochę jej dostaniemy do domu od mamy Agaty.
                                 *

Bukowe. I tutaj sobie zamieszkamy. W garażu czeka na mnie łóżko polowe, które postawię pod oknem na werandzie z widokiem na połoniny.
                                   *

Tymi schodkami wejdziemy na werandę, a z niej do... Moja Renia wypoczywa.
                                    *

Alenka i Jędrek. Mam nadzieję, że Alenka ugości nas śląskimi kluskami z roladą w super sosie i modrą kapustą. Nie odpuszczę tych specjałów.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 155  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487155
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl