Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 213 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

TEATR JEDNEGO AKTORA

wtorek, 28 lipca 2009 11:38

       SPEKTAKL ZDZISIA W GALERII
    
Domu Zdzisia nie sposób ominąć, bo stoi, jadąc z Leska, na rozwidleniu dróg na Baligród i Polańczyk. Nawet ślepy zauważy drewniane kapliczki i wspaniałe rzeźby na jego podwórku. Kapliczki są wyrzeźbione z starych pni z dziuplami, a w nich artysta umieścił Madonny z Dzieciątkiem i Jezusów Frasobliwych. Jest też wspaniała studnia w pniu dużego drzewa i wygódka, też z ogromnego pnia. Wchodząc na podwórko wkraczamy w inny świat. Świat bieszczadzkiej magii, Biesów, Czadów, kapliczek, pokręconych korzeni, które formują się w wspaniałą korzenioplastykę i stanowią dodatek do rzeźb. Nie brakuje też bieszczadzkich diabłów i szatanów. Na drzwiach jego galerii jest diabeł, a na belce drzwiowej jest wiele krowich dzwonków, którymi artysta ogłasza swoje wejście do galerii, aby za chwilę zacząć swój spektakl. Spektakl Jednego Aktora sławiącego swoją sztuke, historię rzeźb, ikon, obrazów, czaszek.... i Bieszczadu. To magiczny i tajemniczy świat. Bo rzeźby, obrazy i ikony są nietuzinkowe, bowiem artysta nie wykorzystuje na nie zwykłego drewna, ale stare deski z obór i stajen, spróchniałe pnie, okaleczone konary i pnie drzew, denka od beczek, stare koryta i dzieże do zarabiania ciasta na bieszczadzki chleb, i czego tam jeszcze Bozia nie dała. Pełno tam starych, dawno zapomnianych elementów gospodarstw bieszczadników. Są w galerii ławy z bali pokręconego drewna, jest stół, na którym stoją mniejsze rzeźby i świece. Ba, na tym stole odprawiane są msze, przez księży, których przygnało w Bieszczady. Nad stołem-ołtarzem wisi obraz - Ostania Wieczerza, namalowany na blacie stołu ślusarskiego, na którym aureole apostaołów i Jezusa są z końskich podków. Długo syciłem wzrok jego twórczością, której artysta nie sprzedaje. Na kamiennej posadzce jest rozrzucona słoma, która upamiętnia fakt, że tam za jego teścia była stajnia. W rogu galerii stoi wspaniały, stary piec żeliwny, który za dziadka Zdzisia stał na starej poczcie. Daje on wrażenie ciepła, a jego drzwiczki otwierane i zamykane przez artystę tworzą wspaniałą muzykę współbrzemiącą z aktualna pogodą.
                                     *
       
                Bies, który pilnuje podwórka.
                                 *
                
       Dla spragnionych łyk wody ze studni w pniu drzewa.
                                 *
       
            Tajemnicze wejście do galerii artysty.
                                  *
                 
     Diabeł na drzwiach do galerii, który strzeże zbiorów.
                                  *
       
    Drzwi do galerii stoją otworem, wystarczy uderzyć w dzwonki i wejść w bajeczny świat artysty.
                                *
       
             A to już galeria, aż dech zapiera.
                                 *
        
     Na stole leży róg pasterski i lichtarze z zapalonymi świecami.
                                 *
       
     Nie mogło zabraknąć tajemniczej czaszki z rogami.
                                 *
       
                                *
        
                                 *
                 
                   Ikona napisana na drzwiach.
                                  *
        
                                 *
        
                                 *
                
                                  *
         
                                  *
        
                                  *
                 
                                 *
        
                                   *
         
                   Ikona wpisana w dno beczki.
                                   *
                
               Ikona z Jezusem spięta łańcuchem.
                                  *
       
    Ostatnia Wieczerza namalowana na blacie stołu ślusarskiego.
                                   *
       
    Gaśnie swiatło i zaczyna się spektakl. Zdzichu wprowadza nas w świat swojej bieszczadzkiej twórczości.
                                 *
       
       Niczym Wojski Zdzichu gra na pasterskim rogu.
                                *
        
       Prezentacja czaszki z rogami i kolejna opowieść.
                                *
              

    Już po spektaklu a gdy wychodzimy to żegna nas bieszczadzki diabeł na płocie, który patrzy na wejście do galerii.
                               *
       
           A to już kapliczki na podwórku Zdzisia.
                                  *
       
    Karolinka nie oparła się chęci pohuśtania na stylowej ławce w girlandzie korzeni. A ja siedziałem obok artysty, który...
                                 *
       
        Tłumaczył mi jak powstaje jego kolejne dzieło.
                                *
                
   Opuszczając galerię artysty żegna nas kapliczka z pnia drzewa.
     I tak powoli wchodzimy w kolejny, tym razem realny świat. Uduchowieni możemy podziwiać malowniczą panoramę Bieszczadu. Ale o tym kolejnym razem.
   


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Kirkut, cmentarze i....

poniedziałek, 27 lipca 2009 20:07
                        Trochę historii
    Bieszczady miały swoją krwawą historię. Najpierw był front, a później walki z UPA. Na froncie walczyła regularna armia, ale  walki z UPA były krwawe i najbardziej ucierpiała ludność cywilna. Straszne to były czasy, gdy zaczadzony nacjonalizmem OUN sąsiad mordował sąsiada. Do tej pory żyją ludzie, którzy przeżyli te krwawe i mroczne czasy. Do tej pory nie mogą się otrząsnąć z traumy. Dlatego nie można się dziwić, że z niechęcią i pewną obawą przyjmują remonty grekokatolickich cerkiewek i wola je przekształcać w koscioły katolickie. Oni pamiętają jak księża grekokatoliccy nawoływali z ambon o rezaniu Lachów i błogosławili upowskie sotnie i ich broń. O tych czasach mówią obeliski i tablice z nazwiskami pomordowanych przez bandy UPA.
     Osobnym tematem są żydowskie kirkuty, bo przecież żydowska społeczność stanowiła znaczny procent mieszkańców bieszczadzkich wsi i miasteczek. Po Żydach pozostały jedynie spisane wspomnienia i niszczejące kirkuty ze starymi macewami z inskrypcjami upoamiętniającymi pamięć zmarłych. Od całkowitego zniszczenia chroni je grupa młodych ludzi ze Stowarzyszenia  "MAGURYCZ", czyli z Nieformalnej Grupy Kamieniarzy. Ci młodzi ludzie poswięcają swój czas, aby społecznie remontować kirkuty i nie tylko.
     Taką grupę spotkaliśmy na kirkucie w Baligrodzie i po małym nieporozumieniu zawarliśmy pokój, a oni nas oprowadzali po kirkucie opowiadając jego historię. Nic dziwnego, że kupiliśmy od nich cegiełki, na ich dalszą pracę, bo oni z dotacji i sprzedaży cegiełek remontują i odnawiają stare, zapomniane kirkuty i krzyże przydrożne. Miło, że tacy ludzie są i poświęcają swój wolny czas na renowacje zabytków i ratowanie starej, zapomnianej kultury.
                                  *
                 
    Płyta nagrobna z 1641 r. z inskrypcją w języku starocerkiewnym i herbem Sas, która pierwotnie znajdowała się wewnątrz świątyni. Obecnie stoi przy ścianie z tyłu cerkiewki.                          
                                   *
                 
      Stary grób miejscowego proboszcza Feliksa Dołżyckiego na przycerkiewnym cmentarzu w Chmielu.
                                  *
                 
Nagrobek właściciela miejscowych ziem Emila Ricci zmarłego w 1875 r.
                                   *
        
  Obelisk pomordowanych przez UPA Polaków w Baligrodzie.
                                 *
        
    Tablica z nazwiskami pomordowanych upamiętniająca tę straszną rzeź, gdy sąsiad sąsiada mordował.
                                 *
        
    A to już czołg w centrum Baligrodu w małym parku na rynku. Na pierwszym planie wnuczka Karolinka.
                                   *
           
    A to już stary kirkut w Baligrodzie, który jest odnawiany przez młodych pasjonatów ze Stowarzyszenia  MAGURYCZ.
                                    *
         
    Stare macewy na kirkucie. W głębi młodzi "kamieniarze" odnawiają inskrypcję na macewie.
                                  *
            
            Maguryczanie stawiają macewy do pionu.
                                 *
        
    Macewy perełki. Po lewej z XX wieku z wklęsłą inskrypcją, po prawej z XIX wieku w wypukłą, a pośrodku rzadko spotykana macew sargofagowa. Oznacza ona, że pod nią leży ktoś znaczny.
                                  *
   
    Nasz skromny wkład (cegiełka) na renowację kirkuta. Taką samą kupiła Alenka zakapiorka.
        
    Cmentarz wojskowy w Baligrodzie, na którym spoczywaja żołnierze polscy i radzieccy.
                                  *
                    
Brzozowy krzyż żołnierski z prawej strony od wejścia na cmentarz.
                                     *
         
                 Groby zbiorowe żołnierzy polskich.
                                   *
         
             Zbiorowe mogiły żołnierzy radzieckich.
                                  *
         
                 Grób polskich oficerów legionistów.
                                  *
      
Współczesny cmentarz na krańcu Baligrodu z okazałą kaplicą cmentarną.
                                      *
         
 Pomnik gen. Świerczewskiego w Jabłonkach zabitego przez UPA.
                                   *
         
           A to już pomnik "Ku Czci" w parku w Lesku.
                                   *
                 
       W tym samym parku pomnik Tadeusza Kościuszki.
                                  *
        
    A to już "pomnik" mojej bieszczadzkiej "martylologii" w więziennych Bieszczadach. W tym baraku był nasz ośrodek, czyli OZ w Olchowcu. W nim mieszkałem przez zimę. Obecnie barak został przerobiony na mieszkania i zasiedlony bieszczadzkimi rodzinnami. Okno mojej celi trzecie od lewej. Opisałem to w mojej drugiej książce "Skazany na Uherce".

      Kolejny wpis będzie poświęcony Zdzisiowi Pękalskiemu i jego wspaniałemu spektaklowi w galerii. To było wspaniałe przeżycie.

         

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

BIESZCZADY - CERKIEWKI I...

poniedziałek, 20 lipca 2009 12:57

                Szlakiem cerkiewek i nie tylko.
    Nim napiszę o cerkiewkach, to w imieniu Alenki Zakapiorki serdecznie pozdrawiam wszystkich blogowiczów. Niestety Alenka nie ma w Bieszczadzie internetu i nie może pozdrowić osobiście.
    Bieszczady były krainą uroczych, w większości drewnianych cerkiewek. Niestety zły czas, historia i ludzka głupota wiele z nich zmiotła z panoramy Bieszczadu. Większość tych co pozostała została zamieniona w kościoły katolickie, co łączyło się ze zmianą wewnętrznego wyglądu. Ikonostas jeśli przetrwał został przesunięty na tylną ścianę nawy głównej za ołtarz. Carskie wrota, jeśli pozostały zostały wkomponowane w architekturę ołtarza. Jednak zewnętrzny kaształt cerwi został zachowany i Bogu dzięki. Za wyjątkiem cerkwi w Lutowiskach, która została rozebrana, a materiał z niej został wykorzystany na budowę kościoła w Dwerniku, który w niczym nie przypomina dawnej cerwkwi.
    Dobrze, że o kapliczki i krzyże przydrożne ktoś dba, bo one też stanowią koloryt Bieszdzczadu. Dlatego postanowiłem wyruszyć szlakiem cerkiewek, kapliczek i kościołów, które przetrwały. Była to podróż sentymentalna.
    Wyruszając z Mchawy na Hoczew ujrzałem piękną kapliczkę przydrożną imieniem Boga Ojca, w której jest, piękny, stary ołtarz ocalony z jakieś cerkiewki...
                                  *
                  
      Front kapliczki odpustowej p.w. Boga Ojca w Mchawie.
                                  *
                 
                     Piękny ołtarz kapliczki.
                                 *
              
  Kolejna kapliczka (grekokatolicka) przydrożna p.w. śś. Piotra i Pawła w Nowosiółkach.
                                   *
           
Najstarszy w Bieszczadach kościół p.w. Wniebowzięcia Matki Bożej w Średniej Wsi z II połowy XVI wieku.
                                  *
           
Cerkiew w Polanie p.w. św. Mikołaja. Od 1970 r. pełniła rolę kościoła parafialnego. Ja wieść gminna niesie, jest ona najstarszą w Bieszczadach.Teraz jest wybudowany nowy kościół katolicki.
                                   *
                
Piękna cerkiew w Bieszczadach z I połowy XVIII wieku pw. Opieki Matki Bożej w Równi. Obecnie kościół katolicki.
                                    *           
          

   Cerkiew filiarna p.w. św.Mikołaja w Rabem, obecnie użytkowana jako kościół katolicki.
                              *
          
 Cerkiew filialna p.w. Narodzenia NMP w Żłobku, obecnie użytkowana jako kościół katolicki.
                                    *
              
                    Krzyż przydrożny w Żłobku.
                                   *
        
 Unikatowa cerkiew bojkowska z 1791 r. p.w. św. Michała Archanioła w Smolniku. Używana obecnie jako kościół katolicki.
                              *
         
        
                 Wnętrze cerkwi w Smolniku.   
                                *
           
Ołtarz cerkiewny w Smolniku wkomponowany w Carskie Wrota. 
                                 *
        
Cerkiew p.w. św. Mikołaja w Chmielu, obecnie kościół katolicki.
                                 *
        
         
Cerkiew parafialna p.w. Zaśnięcia Matki Bożej w Baligrodzie. Obecnie w remoncie.
                             *
       

   Napis cyrilicą nad wejściem w cerkwi w Baligrodzie.
                              *
       
             Stary kościół w Baligrodzie.
                             *
    
Murowana synagoga w Lesku z przełomu XVI i XVII wieku.
                              *
    
Wnętrze synagogi w Lesku. Obecnie jest wykorzystywana jako galeria artystów bieszczadzkich.
                               *
             
    Piękny kościół parafialny w Lesku. Remontowany.
                              *
       
    
        Figurka Matki Bożej w parku w Lesku.   
                           *
         
Kościół parafialny w Mchawie. Został zbudowany na miejscu dawnej cerkwi. Wiele lat po jej zniszczeniu.

     Na tym nie koniec mojej wędrówki po Bieszczadach. Nastepny wpis będzie poświęcony cmentarzom, kirkutom, pomnikom różnych opcji i tablicom pamiątkowym. Bo jak nam wiadomo Bieszczady bratobójczą krwią spływały.  
     Wcześniej na blogu opublikowałem zdjecia z moich wcześniejszych wędrówek po Bieszczadzie - cerkiew w Michniowcu, unikatowe krzyże  cmentarne i przydrożne, kościół w Lutowiskach i w Czarnej, który wcześniej był cerkwią. Warto się więc wrócić kilkanaście miesięcy wstecz.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (32) | dodaj komentarz

BIESZCZADY - ZAKAPIORY

czwartek, 16 lipca 2009 17:16

                    SZLAKIEM ZAKAPIORÓW

     Postanowiłem, że muszę podczas tego pobytu w Bieszczadach odwiedzić moich znajomych Zakapiorów, którzy jeszcze się nie przenieśli na niebieskie połoniny. O Zakapiorwach pisałem już wcześnie, ale dodam, że niewielu ich przetrwało do dziś, jedni zmarli ze starości, ale wiekszość umarła przez alkohol. Tylko Zyziu Wilk zginął w młodym wieku w wypadku samochodowym. Szkoda tych co są już na Niebieskich Połonoinach, bo wraz z nimi odeszły ich talenty i zdolności artystyczne. Fakt, że byli solą tej ziemi. Pojawili się w czasch, gdy zasiedlano Bieszczady. Takich straceńców było więcej, ale część z nich nie wytrzymała surowego zycia i wolała wrócić w rodzinne pielesze. Ale ci twardziele co pozostali, to zostali już na zawsze w bieszczadzkiej ziemi. Także Ci, którzy żyją, też zostaną pochowani w Bieszczadzie. Zakapiorzy tworzą koloryt i historię powojennych Bieszczadów.     
    Swoją wedrówkę zaczęliśmy od odwiedzenia Ryszarda Szocińskiego w Cisnej, barda, prozaika i poetę Bieszczadów, który w swojej Atamanii Bieszczadu sprzedaje Dusiołki na wszelkie choroby i problemy, swoją poezję i inne książki bieszczadzkich twórców i dobre słowo, czyli na życzenie klientów recytuje swoje wiersze i raczy bieszczadzkimi historyjkami. Sam mieszka w nieodległych Strzebowiskach.
                          *
   
     Alenka i Jędrek przed Atamanią Bieszczadu.
                           *
   
Dwóch Zakapiorów, czyli Rysiu i ja w swojej skromnej osobie. Kupiłem jego najnowszy tomik pezji z dedykacją i Dusiołka, bo wiek mam już jesienny, a złe licho przecież nie śpi.
                              *
   
A to już "Siekierezada", czyli dawny lokal zakapiorów.
                           *
   
Jak Siekierezada, to muszą być siekiery wbite w ławy.
                            *
   
Jednak sam lokal robi dobre wrażenie i jest bajecznie kolorowy i bieszczadzki. Bo przecież Klient nasz Pan.
                           *
   
Moja ferajna z Rysiem przed Atamanią. Alenka, córka Ania, Jędrek, wnuczka Karolinka i moja żona Renia.
                               *
         
Stary obyczaj nakazuje, aby przed wyjazdem usiąść sobie na przyzbie i w milczeniu wypalić papierosa. Tylko Rysiu swojego schował, bo palenie przecież szkodzi i wywołuje choroby.
                             *
            
Na koniec pomilczeliśmy przy Kapliczce Zakapiorów.
    Są na niej tabliczki z nazwiskami tych, którzy już odeszli na Niebieskie Połoniny. Ufudował ją Zdzisław Pękalski, Andrzej Potocki i inni. Zdzisiu wykonał Jezusa Frasobliwego i umnieścił go w beczce po piwie, która jest zwieńczona baniastą kopułą z krzyżem. tę kompozycje umieszczono na wysokim palu. Kapliczkę poświęcił młody ksiądz katolicki i odebrał opierdol od biskupa (ktoś uczynny inaczej mu doniósł), że niby nieobyczajnie, oraz ksiądz grekokatolicki. Jego biskupowi to nie przeszkadzało.
                              *
             
Tego ucznia na Zakapiora spotkaliśmy w Dwerniku. Sprawiał wrażenie zagubionego i bez pomysłu na dalsze życie. Tak jak Bóg przykazał, nakarmiliśmy bliźniego swego, dając mu dobre słowo i puszkę piwa na pożegnanie.
                     
      
Kolejnym Zakapiorem, którego odwiedziliśmy w Hoczwi był Zdzisław Pękalski. Emerytowany nauczyciel i artysta całą gębą, który nauczył wielu młodych ludzi sztuki malowania, trzymania dłuta i rzeźbienia. Jego galeria w dawnej stajni jest znana na całą Polskę i zawsze pełno w niej turystów. Ba, nawet odbywają się w niej msze. Boże, czego w niej nie ma, ile pięknych kapliczek stoi na podwórku, różnych Biesów, czadów, szatanów bieszczadzkich, jakieś zapomniane sprzety i narzędzia, ba, jest nawet stary piec, który ocalał od pożogi, ale o tym jeszcze napiszę.
     Jak przystało na wielkiego artystę po krótkim przekomarzaniu zaprosił nas do swojej galerii i.... Ale o tym napiszę w kolejnym wpisie.            
                              *
    
Zdzisław Pękalski demonstruje mi koryto, w którym coś namaluje. Dla chleba panie, dla chleba.
                             *
       
Wnuczka Karolinka też się zainteresowała  twórczością Zdzicha.
                              *
   
Takich pięknych kapliczek u Zdzicha na podwórku pełno.
                              *
          
Kamienna Madonna na narożu budynku. Położyliśmy przy niej po kamyczku- wedle zwyczaju.
                            *
   
        A to już mały wycinek galerii Zdzicha.  
                            *
      
    

Nie oparłem się pokusie, aby nie zrobić sobie zdjęcia z pracą Zdzicha.
                             *
                 
Rzeźba bieszczadzkiego Anioła. Artysta wykorzystał spalone deski z dawnej cerkwi.   
                             *                               
      
                   Zdzichu jako Anioł.
   
          A to ja jako bieszczadzki wampir.
                            *
   
                     Alenka Anioł. 

     Od Zdzicha pojechaliśmy odwiedzić mojego starego znajomego Władka podrazę z Polany. Gdy byłem w bieszczadzkiej niewoli u komuszków, to pracowałem w jego leśnictwie. Odwiedzałem go jescze jak był wójtem w Czarnej. Władek jest na emeryturze, ale krzepko sie trzyma, choc narzeka, że z pamięcią u niego coś nie bardzo.
                           *
   
Dom Władka poznałem po ładnych rzeźbach i kapliczkach.
                             *
   

Trochę padało, więc porozmawialiśmy sobie w altanie z kamiennym rożnem. A było o czym sobie powspominać.

     Na tym kończę kolejną relację i zapraszam na następny wpis "Szlakiem cerkiewek i nie tylko".
    

     


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

BIESZCZADY... NARESZCIE

poniedziałek, 13 lipca 2009 11:27

               POWITANIE I NIE TYLKO...

    Dzień przed wyjazdem w Bieszczady czuć było w domu nerwową atmosferę. Telefon do Jędrka z Wrocławia, który zorganizował nam transport szykownym Mercedesem,  wieczorem do Alenki, która już dojechała do swojego domu w Mchawie, oraz upragniony wyjazd w niedzielę do Wrocławia pociągiem. Dalej już samochodem na miejsce. Wielogodzinna podróż była deczko męcząca, więc nic dziwnego, że sen nas morzył, tylko Jędrek dzielnie prowadził samochód i nie znać było na nim zmęczenia. Nie powiem, świetnym jest kierowcą, który jeździ pewnie i ostrożnie.
    Po drodze Jędrek składał telefonicznie relacje Alence gdzie aktualnie jesteśmy, a Alenka powiedziała, że będzie na nas czekać przy malowniczej kapliczce na początku Mchawy i tak się też stało.
                               *
    
            Kapliczka w całej okazałości
                           *
    
             Urocza rezydencja Alenki.
                           * 
    
Alenka i Jedrek w domu, widać radość na ich obliczach.
                             *
       
        Moja Renia i przysypiajaca córka Ania.
                            *
   
Wnuczka Karolinka tryska radością i nie widać na niej zmęczenia.
                            *
   
Nie oparłem się chęci zrobienia fotki drogi do domu Alenki.
    Alenka przyjęła nas obiadokolacją na którą składały się wspaniałe kluski śląskie, rolada i sałatka z modrej kapusty. Jak przystało na gospodynię domu dwoiła się i troiła, aby nam niczego nie brakowało. Później rozdzieliła nam pokoje i... Nocne Polaków rozmowy przy kawie po późnej kolacji. 
     Zafascynowali mnie znajomi Alenki, którzy w myśl zasady - twoi znajomi są naszymi przyjaciółmi, więc nic dziwnego, że od razu przeszliśmy na Ty. Bieszczadnicy to uczynni i wspaniali ludzie. Takich można spotkać chyba tylko w Bieszczadzie. Nie oznacza to, że mieszkaja oni za ścianą, bo ich domy są w pewnej odległości od posesji Alenki. Ale tak właśnie wygladają Bieszczady z rozrzuconymi domami.
                         *
   
Przesympatyczny sąsiad Czesiu, który pełni rolę opiekuna domu Alenki gdy jest nieobecna, konserwatora i majstra od wszystkiego.
     Warto wspomnieć o jego bracie Bronku z Baligrodu, który jest wspaniałym i pełnym humoru gawędziarzem, Sąsiedzie Stasiu - góralowi z Podhala co całą działkę wykosił, aby nam się wygodniej chodziło, Zbyszkowi, co się ima stolarki i jest mistrzem w swoim fachu, ich rodzicom, którzy historię Bieszczadu znają od dawna i wiele pamiętają z mrocznych czasów band UPA.
                           *
   
             Widok na część Mchawy.
                          *
   
        Widok na Bieszczady z domu Alenki.
                            *
   
A to już u Agatki (ładna czarnulka u góry po prawej) w Baligrodzie. Szkoda, że nie było jej męża Adama - leśniczego - gorącego propagatora gór i miłośnika Bieszczadów, który musiał być w pracy. Agatka jest nauczycielką i działaczką na rzecz upiękniania Bieszczadu i ma realną szansę na stanowisko wójta Baligrodu.
                             *
    
Tylko wnuczka Karolinka i córka Agatki bawią się na batucie.
                             *
      
A to dom przemiłych sasiadów i przyjaciół Alenki - Polaków z Florydy, Tereski i Bronka - emerytowanych lekarzy stomatologów, którzy przez lato mieszkaja w Bieszczadch.
                            *
   
Tereska z Karolinką w swoim domu, gdzie nas gościła.
                           *
   
Bronek, mąż Tereski - sympatyczny gawędziarz erudyta, znawca historii starożytnej.
                            *
   
    Widok z tarasu Tereski i Bronka na Bieszczady. Wychodziłem sobie tam na papierosa i podziwiałem panoramę Bieszczadu.
                          *
   
Jak przystało na sąsiadów odprowadzają nas do domu.
   Tereska pojechała z Karolinką zagarażować samochód do Zbyszka. Oczywiście, że wstąpiliśmy do nich, gdzie posmakowałem swojskiego chleba z masłem własnej roboty, które stworzyła żona Zbyszka.
                           *
       
 Książe Jędrek sprząta posesję Alenki po wczorajszym rożnie przy ognisku. A co! Błękitna krew nie zwalnia z pracy w demokracji.

Ciąg dalszy nastąpi, bo jest o czym pisać. A zdjęć mam sporo.
    Kolejne wppisy to: Szlakiem Zakapiorów, Szlakiem cerkiewek, kapliczek i..., Panoramy Bieszczadu i na koniec Galeria i teatr jednego aktora u Zdzisia Pękalskiego.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 225  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487225
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl