SPEKTAKL ZDZISIA W GALERII
Domu Zdzisia nie sposób ominąć, bo stoi, jadąc z Leska, na rozwidleniu dróg na Baligród i Polańczyk. Nawet ślepy zauważy drewniane kapliczki i wspaniałe rzeźby na jego podwórku. Kapliczki są wyrzeźbione z starych pni z dziuplami, a w nich artysta umieścił Madonny z Dzieciątkiem i Jezusów Frasobliwych. Jest też wspaniała studnia w pniu dużego drzewa i wygódka, też z ogromnego pnia. Wchodząc na podwórko wkraczamy w inny świat. Świat bieszczadzkiej magii, Biesów, Czadów, kapliczek, pokręconych korzeni, które formują się w wspaniałą korzenioplastykę i stanowią dodatek do rzeźb. Nie brakuje też bieszczadzkich diabłów i szatanów. Na drzwiach jego galerii jest diabeł, a na belce drzwiowej jest wiele krowich dzwonków, którymi artysta ogłasza swoje wejście do galerii, aby za chwilę zacząć swój spektakl. Spektakl Jednego Aktora sławiącego swoją sztuke, historię rzeźb, ikon, obrazów, czaszek.... i Bieszczadu. To magiczny i tajemniczy świat. Bo rzeźby, obrazy i ikony są nietuzinkowe, bowiem artysta nie wykorzystuje na nie zwykłego drewna, ale stare deski z obór i stajen, spróchniałe pnie, okaleczone konary i pnie drzew, denka od beczek, stare koryta i dzieże do zarabiania ciasta na bieszczadzki chleb, i czego tam jeszcze Bozia nie dała. Pełno tam starych, dawno zapomnianych elementów gospodarstw bieszczadników. Są w galerii ławy z bali pokręconego drewna, jest stół, na którym stoją mniejsze rzeźby i świece. Ba, na tym stole odprawiane są msze, przez księży, których przygnało w Bieszczady. Nad stołem-ołtarzem wisi obraz - Ostania Wieczerza, namalowany na blacie stołu ślusarskiego, na którym aureole apostaołów i Jezusa są z końskich podków. Długo syciłem wzrok jego twórczością, której artysta nie sprzedaje. Na kamiennej posadzce jest rozrzucona słoma, która upamiętnia fakt, że tam za jego teścia była stajnia. W rogu galerii stoi wspaniały, stary piec żeliwny, który za dziadka Zdzisia stał na starej poczcie. Daje on wrażenie ciepła, a jego drzwiczki otwierane i zamykane przez artystę tworzą wspaniałą muzykę współbrzemiącą z aktualna pogodą.
*

Bies, który pilnuje podwórka.
*

Dla spragnionych łyk wody ze studni w pniu drzewa.
*

Tajemnicze wejście do galerii artysty.
*

Diabeł na drzwiach do galerii, który strzeże zbiorów.
*

Drzwi do galerii stoją otworem, wystarczy uderzyć w dzwonki i wejść w bajeczny świat artysty.
*

A to już galeria, aż dech zapiera.
*

Na stole leży róg pasterski i lichtarze z zapalonymi świecami.
*

Nie mogło zabraknąć tajemniczej czaszki z rogami.
*

*
*

Ikona napisana na drzwiach.
*

*

*

*

*

*

*

*

Ikona wpisana w dno beczki.
*

Ikona z Jezusem spięta łańcuchem.
*

Ostatnia Wieczerza namalowana na blacie stołu ślusarskiego.
*

Gaśnie swiatło i zaczyna się spektakl. Zdzichu wprowadza nas w świat swojej bieszczadzkiej twórczości.
*

Niczym Wojski Zdzichu gra na pasterskim rogu.
*

Prezentacja czaszki z rogami i kolejna opowieść.
*

Już po spektaklu a gdy wychodzimy to żegna nas bieszczadzki diabeł na płocie, który patrzy na wejście do galerii.
*

A to już kapliczki na podwórku Zdzisia.
*

Karolinka nie oparła się chęci pohuśtania na stylowej ławce w girlandzie korzeni. A ja siedziałem obok artysty, który...
*

Tłumaczył mi jak powstaje jego kolejne dzieło.
*

Opuszczając galerię artysty żegna nas kapliczka z pnia drzewa.
I tak powoli wchodzimy w kolejny, tym razem realny świat. Uduchowieni możemy podziwiać malowniczą panoramę Bieszczadu. Ale o tym kolejnym razem.



















Szlakiem cerkiewek i nie tylko.
Nim napiszę o cerkiewkach, to w imieniu Alenki Zakapiorki serdecznie pozdrawiam wszystkich blogowiczów. Niestety Alenka nie ma w Bieszczadzie internetu i nie może pozdrowić osobiście.
Bieszczady były krainą uroczych, w większości drewnianych cerkiewek. Niestety zły czas, historia i ludzka głupota wiele z nich zmiotła z panoramy Bieszczadu. Większość tych co pozostała została zamieniona w kościoły katolickie, co łączyło się ze zmianą wewnętrznego wyglądu. Ikonostas jeśli przetrwał został przesunięty na tylną ścianę nawy głównej za ołtarz. Carskie wrota, jeśli pozostały zostały wkomponowane w architekturę ołtarza. Jednak zewnętrzny kaształt cerwi został zachowany i Bogu dzięki. Za wyjątkiem cerkwi w Lutowiskach, która została rozebrana, a materiał z niej został wykorzystany na budowę kościoła w Dwerniku, który w niczym nie przypomina dawnej cerwkwi.
Dobrze, że o kapliczki i krzyże przydrożne ktoś dba, bo one też stanowią koloryt Bieszdzczadu. Dlatego postanowiłem wyruszyć szlakiem cerkiewek, kapliczek i kościołów, które przetrwały. Była to podróż sentymentalna.
Wyruszając z Mchawy na Hoczew ujrzałem piękną kapliczkę przydrożną imieniem Boga Ojca, w której jest, piękny, stary ołtarz ocalony z jakieś cerkiewki...
*

Front kapliczki odpustowej p.w. Boga Ojca w Mchawie.
*

Piękny ołtarz kapliczki.
*

Kolejna kapliczka (grekokatolicka) przydrożna p.w. śś. Piotra i Pawła w Nowosiółkach.
*

Najstarszy w Bieszczadach kościół p.w. Wniebowzięcia Matki Bożej w Średniej Wsi z II połowy XVI wieku.
*

Cerkiew w Polanie p.w. św. Mikołaja. Od 1970 r. pełniła rolę kościoła parafialnego. Ja wieść gminna niesie, jest ona najstarszą w Bieszczadach.Teraz jest wybudowany nowy kościół katolicki.
*

Piękna cerkiew w Bieszczadach z I połowy XVIII wieku pw. Opieki Matki Bożej w Równi. Obecnie kościół katolicki.
*

Cerkiew filiarna p.w. św.Mikołaja w Rabem, obecnie użytkowana jako kościół katolicki.
*

Cerkiew filialna p.w. Narodzenia NMP w Żłobku, obecnie użytkowana jako kościół katolicki.
*

Krzyż przydrożny w Żłobku.
*

Unikatowa cerkiew bojkowska z 1791 r. p.w. św. Michała Archanioła w Smolniku. Używana obecnie jako kościół katolicki.
*

Wnętrze cerkwi w Smolniku.
*
Ołtarz cerkiewny w Smolniku wkomponowany w Carskie Wrota.
*

Cerkiew p.w. św. Mikołaja w Chmielu, obecnie kościół katolicki.
*
Cerkiew parafialna p.w. Zaśnięcia Matki Bożej w Baligrodzie. Obecnie w remoncie.
*
Napis cyrilicą nad wejściem w cerkwi w Baligrodzie.
*
Stary kościół w Baligrodzie.
*

Murowana synagoga w Lesku z przełomu XVI i XVII wieku.
*

Wnętrze synagogi w Lesku. Obecnie jest wykorzystywana jako galeria artystów bieszczadzkich.
*

Piękny kościół parafialny w Lesku. Remontowany.
*

Figurka Matki Bożej w parku w Lesku.
*
Kościół parafialny w Mchawie. Został zbudowany na miejscu dawnej cerkwi. Wiele lat po jej zniszczeniu.
Na tym nie koniec mojej wędrówki po Bieszczadach. Nastepny wpis będzie poświęcony cmentarzom, kirkutom, pomnikom różnych opcji i tablicom pamiątkowym. Bo jak nam wiadomo Bieszczady bratobójczą krwią spływały.
Wcześniej na blogu opublikowałem zdjecia z moich wcześniejszych wędrówek po Bieszczadzie - cerkiew w Michniowcu, unikatowe krzyże cmentarne i przydrożne, kościół w Lutowiskach i w Czarnej, który wcześniej był cerkwią. Warto się więc wrócić kilkanaście miesięcy wstecz.
SZLAKIEM ZAKAPIORÓW
Postanowiłem, że muszę podczas tego pobytu w Bieszczadach odwiedzić moich znajomych Zakapiorów, którzy jeszcze się nie przenieśli na niebieskie połoniny. O Zakapiorwach pisałem już wcześnie, ale dodam, że niewielu ich przetrwało do dziś, jedni zmarli ze starości, ale wiekszość umarła przez alkohol. Tylko Zyziu Wilk zginął w młodym wieku w wypadku samochodowym. Szkoda tych co są już na Niebieskich Połonoinach, bo wraz z nimi odeszły ich talenty i zdolności artystyczne. Fakt, że byli solą tej ziemi. Pojawili się w czasch, gdy zasiedlano Bieszczady. Takich straceńców było więcej, ale część z nich nie wytrzymała surowego zycia i wolała wrócić w rodzinne pielesze. Ale ci twardziele co pozostali, to zostali już na zawsze w bieszczadzkiej ziemi. Także Ci, którzy żyją, też zostaną pochowani w Bieszczadzie. Zakapiorzy tworzą koloryt i historię powojennych Bieszczadów.
Swoją wedrówkę zaczęliśmy od odwiedzenia Ryszarda Szocińskiego w Cisnej, barda, prozaika i poetę Bieszczadów, który w swojej Atamanii Bieszczadu sprzedaje Dusiołki na wszelkie choroby i problemy, swoją poezję i inne książki bieszczadzkich twórców i dobre słowo, czyli na życzenie klientów recytuje swoje wiersze i raczy bieszczadzkimi historyjkami. Sam mieszka w nieodległych Strzebowiskach.
*

Alenka i Jędrek przed Atamanią Bieszczadu.
*

Dwóch Zakapiorów, czyli Rysiu i ja w swojej skromnej osobie. Kupiłem jego najnowszy tomik pezji z dedykacją i Dusiołka, bo wiek mam już jesienny, a złe licho przecież nie śpi.
*

A to już "Siekierezada", czyli dawny lokal zakapiorów.
*

Jak Siekierezada, to muszą być siekiery wbite w ławy.
*

Jednak sam lokal robi dobre wrażenie i jest bajecznie kolorowy i bieszczadzki. Bo przecież Klient nasz Pan.
*

Moja ferajna z Rysiem przed Atamanią. Alenka, córka Ania, Jędrek, wnuczka Karolinka i moja żona Renia.
*

Stary obyczaj nakazuje, aby przed wyjazdem usiąść sobie na przyzbie i w milczeniu wypalić papierosa. Tylko Rysiu swojego schował, bo palenie przecież szkodzi i wywołuje choroby.
*

Na koniec pomilczeliśmy przy Kapliczce Zakapiorów.
Są na niej tabliczki z nazwiskami tych, którzy już odeszli na Niebieskie Połoniny. Ufudował ją Zdzisław Pękalski, Andrzej Potocki i inni. Zdzisiu wykonał Jezusa Frasobliwego i umnieścił go w beczce po piwie, która jest zwieńczona baniastą kopułą z krzyżem. tę kompozycje umieszczono na wysokim palu. Kapliczkę poświęcił młody ksiądz katolicki i odebrał opierdol od biskupa (ktoś uczynny inaczej mu doniósł), że niby nieobyczajnie, oraz ksiądz grekokatolicki. Jego biskupowi to nie przeszkadzało.
*

Tego ucznia na Zakapiora spotkaliśmy w Dwerniku. Sprawiał wrażenie zagubionego i bez pomysłu na dalsze życie. Tak jak Bóg przykazał, nakarmiliśmy bliźniego swego, dając mu dobre słowo i puszkę piwa na pożegnanie.
Kolejnym Zakapiorem, którego odwiedziliśmy w Hoczwi był Zdzisław Pękalski. Emerytowany nauczyciel i artysta całą gębą, który nauczył wielu młodych ludzi sztuki malowania, trzymania dłuta i rzeźbienia. Jego galeria w dawnej stajni jest znana na całą Polskę i zawsze pełno w niej turystów. Ba, nawet odbywają się w niej msze. Boże, czego w niej nie ma, ile pięknych kapliczek stoi na podwórku, różnych Biesów, czadów, szatanów bieszczadzkich, jakieś zapomniane sprzety i narzędzia, ba, jest nawet stary piec, który ocalał od pożogi, ale o tym jeszcze napiszę.
Jak przystało na wielkiego artystę po krótkim przekomarzaniu zaprosił nas do swojej galerii i.... Ale o tym napiszę w kolejnym wpisie.
*

Zdzisław Pękalski demonstruje mi koryto, w którym coś namaluje. Dla chleba panie, dla chleba.
*
Wnuczka Karolinka też się zainteresowała twórczością Zdzicha.
*

Takich pięknych kapliczek u Zdzicha na podwórku pełno.
*

Kamienna Madonna na narożu budynku. Położyliśmy przy niej po kamyczku- wedle zwyczaju.
*

A to już mały wycinek galerii Zdzicha.
*

Nie oparłem się pokusie, aby nie zrobić sobie zdjęcia z pracą Zdzicha.
*
Rzeźba bieszczadzkiego Anioła. Artysta wykorzystał spalone deski z dawnej cerkwi.
*

Zdzichu jako Anioł.

A to ja jako bieszczadzki wampir.
*

Alenka Anioł.
Od Zdzicha pojechaliśmy odwiedzić mojego starego znajomego Władka podrazę z Polany. Gdy byłem w bieszczadzkiej niewoli u komuszków, to pracowałem w jego leśnictwie. Odwiedzałem go jescze jak był wójtem w Czarnej. Władek jest na emeryturze, ale krzepko sie trzyma, choc narzeka, że z pamięcią u niego coś nie bardzo.
*

Dom Władka poznałem po ładnych rzeźbach i kapliczkach.
*

Trochę padało, więc porozmawialiśmy sobie w altanie z kamiennym rożnem. A było o czym sobie powspominać.
Na tym kończę kolejną relację i zapraszam na następny wpis "Szlakiem cerkiewek i nie tylko".
POWITANIE I NIE TYLKO...
Dzień przed wyjazdem w Bieszczady czuć było w domu nerwową atmosferę. Telefon do Jędrka z Wrocławia, który zorganizował nam transport szykownym Mercedesem, wieczorem do Alenki, która już dojechała do swojego domu w Mchawie, oraz upragniony wyjazd w niedzielę do Wrocławia pociągiem. Dalej już samochodem na miejsce. Wielogodzinna podróż była deczko męcząca, więc nic dziwnego, że sen nas morzył, tylko Jędrek dzielnie prowadził samochód i nie znać było na nim zmęczenia. Nie powiem, świetnym jest kierowcą, który jeździ pewnie i ostrożnie.
Po drodze Jędrek składał telefonicznie relacje Alence gdzie aktualnie jesteśmy, a Alenka powiedziała, że będzie na nas czekać przy malowniczej kapliczce na początku Mchawy i tak się też stało.
*

Kapliczka w całej okazałości
*

Urocza rezydencja Alenki.
*

Alenka i Jedrek w domu, widać radość na ich obliczach.
*
Moja Renia i przysypiajaca córka Ania.
*

Wnuczka Karolinka tryska radością i nie widać na niej zmęczenia.
*

Nie oparłem się chęci zrobienia fotki drogi do domu Alenki.
Alenka przyjęła nas obiadokolacją na którą składały się wspaniałe kluski śląskie, rolada i sałatka z modrej kapusty. Jak przystało na gospodynię domu dwoiła się i troiła, aby nam niczego nie brakowało. Później rozdzieliła nam pokoje i... Nocne Polaków rozmowy przy kawie po późnej kolacji.
Zafascynowali mnie znajomi Alenki, którzy w myśl zasady - twoi znajomi są naszymi przyjaciółmi, więc nic dziwnego, że od razu przeszliśmy na Ty. Bieszczadnicy to uczynni i wspaniali ludzie. Takich można spotkać chyba tylko w Bieszczadzie. Nie oznacza to, że mieszkaja oni za ścianą, bo ich domy są w pewnej odległości od posesji Alenki. Ale tak właśnie wygladają Bieszczady z rozrzuconymi domami.
*

Przesympatyczny sąsiad Czesiu, który pełni rolę opiekuna domu Alenki gdy jest nieobecna, konserwatora i majstra od wszystkiego.
Warto wspomnieć o jego bracie Bronku z Baligrodu, który jest wspaniałym i pełnym humoru gawędziarzem, Sąsiedzie Stasiu - góralowi z Podhala co całą działkę wykosił, aby nam się wygodniej chodziło, Zbyszkowi, co się ima stolarki i jest mistrzem w swoim fachu, ich rodzicom, którzy historię Bieszczadu znają od dawna i wiele pamiętają z mrocznych czasów band UPA.
*

Widok na część Mchawy.
*

Widok na Bieszczady z domu Alenki.
*

A to już u Agatki (ładna czarnulka u góry po prawej) w Baligrodzie. Szkoda, że nie było jej męża Adama - leśniczego - gorącego propagatora gór i miłośnika Bieszczadów, który musiał być w pracy. Agatka jest nauczycielką i działaczką na rzecz upiękniania Bieszczadu i ma realną szansę na stanowisko wójta Baligrodu.
*

Tylko wnuczka Karolinka i córka Agatki bawią się na batucie.
*
A to dom przemiłych sasiadów i przyjaciół Alenki - Polaków z Florydy, Tereski i Bronka - emerytowanych lekarzy stomatologów, którzy przez lato mieszkaja w Bieszczadch.
*

Tereska z Karolinką w swoim domu, gdzie nas gościła.
*

Bronek, mąż Tereski - sympatyczny gawędziarz erudyta, znawca historii starożytnej.
*

Widok z tarasu Tereski i Bronka na Bieszczady. Wychodziłem sobie tam na papierosa i podziwiałem panoramę Bieszczadu.
*

Jak przystało na sąsiadów odprowadzają nas do domu.
Tereska pojechała z Karolinką zagarażować samochód do Zbyszka. Oczywiście, że wstąpiliśmy do nich, gdzie posmakowałem swojskiego chleba z masłem własnej roboty, które stworzyła żona Zbyszka.
*
Książe Jędrek sprząta posesję Alenki po wczorajszym rożnie przy ognisku. A co! Błękitna krew nie zwalnia z pracy w demokracji.
Ciąg dalszy nastąpi, bo jest o czym pisać. A zdjęć mam sporo.
Kolejne wppisy to: Szlakiem Zakapiorów, Szlakiem cerkiewek, kapliczek i..., Panoramy Bieszczadu i na koniec Galeria i teatr jednego aktora u Zdzisia Pękalskiego.
Jutro już wyjazd w Bieszczady. Z Księciem Jędrkiem wszystko uzgodnione, Alenka Zakapiorka będzie czekać z utęsknieniem, a my się pakujemy. W domu mała gorączka przed podróżą, ale jakoś to przeżyję.
Ale póki co, bo znikam na ponad tydzień, popełniam fotoreportarz z wypadu do Spreewaldu i zobaczeniu paru uroczych miejsc widzianych z łodzi. Jakoś Niemcy potrafią siebie dobrze sprzedać, a my... szkoda gadać. Wszyscy wiemy, że nie brak u nas uroczych miejsc, które ulegają zapomnieniu i niszczeniu. A szkoda.
*

Żona i wnuczka Karolinka czekają na gondolę.
*

Która pojawiła się na horyzoncie i...
*

Zaczęły podziwiać ładne widoki na brzegach kanałów.
*

Piękne, stare chaty na wśród zieleni....
*

Zarośnięte brzegi kanału.
*

Uroczą przystań z kawiarnią na zewnątrz.
*

Ogrodzone płotem prywatne posesje.
*

Piękne letnie domy.
*

I nieco starsze chaty z omszałymi dachami.
*

Istne cudeńko i ten most po schodach.
*

Stare chaty rybackie i drewniane nabrzeże.
*

I znowy ładny budyneczek.
*

A to już pałac w parku.
*

Pałac od szczytu.
*

Ciekawe zwieńczenie ściany szczytowej.
*

Karolinka przy posągu lwa.
*

Park pałacowy.
*

Karolinka na tle wodnej nimfy.
*

I znowu ciekawe ujęcie pałacu.
*

Kopiec w formie piramidy, to grób fundatora pałacu i parku.
I na tym kończę fotoreportarz z Niemiec, a za tydzień będą fajne zdjęcia i wspomnienia z Bieszczadów.
sobota, 20 marca 2010
Licznik odwiedzin: 223359
| « lipiec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | ||
| 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | ||

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu ich pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Chociaż urodziłem się w Lesznie w Wielkopolsce, to poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też i odrobina mojej zasługi, gdyż byłem w opozycji od 1970 roku. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...Mam nawet swoje miejsce w Wikipedii. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl
Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem. Nie brak w nim innych moich przemyśleń związanych z literaturą i poezją. Nie jes...
więcej...Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem. Nie brak w nim innych moich przemyśleń związanych z literaturą i poezją. Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, bedą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi..., albowiem oni dosiągną królestwa Bożego. Góry, wycieczki, ciekawe miejsca, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.
schowaj...Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj: