Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 211 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Pospolite ruszenie

wtorek, 29 lipca 2008 19:46

*

Ostatnie godziny

     Za trzy dni otwieramy Dzienny Oddział Terapii Uzależnień i dlatego mamy wiele dodatkowych zajęć. Nie będę pisał jak przywozili nowe meble, a myśmy je targali. To już historia. Jednak dzisiaj było pospolite ruszenie i większość przyszłych pracowników sprzątała pomieszczenia, wieszała tablice i ustawiała meble. Ja zajmowałem się pacjentami..., a że kupiłem sobie nowy aparat, więc pstrykałem fotki. Wyszły nie najlepiej, ale tak na początku bywa, nim się człek wprawi.

*

Renatka będzie (jest) pracownikiem socjalnym, ale nim to nastąpi musi pucować drzwi.

*

Arleta jest terapeutką i posila się małym co nieco przed machaniem mopem.

*

Ania będzie (jest) pielęgniarką, ale okna należy wymyć.

*

Arleta pojadła, więc pucuje futryny.

*

Piotrek jest narzeczonym Magdy (naszej szefowej) więc zajmuje się męskimi pracami. Zawodowy oficer i przyszły małżonek musi być złotą rączką.

*

Basia (z lewej) przyniosła Arlecie obiad, aby ona nie osłabła i... Za nią stoi Ela terapeutka z psychiatryka i łyka ślinkę.

*

Kierowniczka Magda wyciąga ostatnie drobiazgi z kartonu. Wiadomo szefowa.

*

A to ja, najbardziej zapracowany, bo myślący za wszystkich.

* 

A to widok z sali terapeutycznej na nasz szpital. Warto mieć go pod bokiem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Biblijne rozważania (cd)

sobota, 26 lipca 2008 10:22

*

    A to się narobiło przez tego pijanicę Noego. Doszło do intelektualnego mordobicia, a i ja najmarniejszy z marnych mało w dziub od Smoczycy nie dostałem. Reasumując, nasuwa mi się jedno, że ALKOHOL SZKODZI. 

    Jednak dowiedziałem się, że wtedy nie było bakterii (co fatalnie świadczy o Stwórcy), które czyniły fermentację, więc  nie mogło być wina, jeno zwykły sok. Tym sposobem Noe nie mógł dawać sobie w beret, a że chodził z klejnotami na wierzchu świadczy jedynie, że był ekshibicjonistą, albo ówczesnym nudystą.

     Dla mnie racjonalisty, bo o kreacjonizm nikt mnie przecież nie posądzi, Stary Testament to zbiór legend, mitów i poezji właśnie (Psalmy, Treny, etc...). Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że "abstynent" Noe przeżył ponad 900 lat, że przeżył potop i uratował całą chodobę ziemską. Zostało bowiem naukowo dowiedzianie, że potop jeśli w ogóle był, to był raczej lokalną powodzią, a nie zalaniem całego globu ziemskiego. Noe w swojej krypie mógł uratować co najwyżej po parze własnej chudoby od królików poczynając, że o białych myszkach, czy świnkach morskich nie wspomnę. Czyli rozum mi nakazuje, że potop to bajeczka dla niegrzecznych dzieci i grzesznych parafian. W tym przpadku wystarczy myśleć, bo myślenie nie boli i ma kolosalną przyszłość. Amen!

*

KSIĘGA  HIOBA

    Byłbym ostatnim niewdzięcznikem gdybym nie wpomniał o pewnym przygłupie - Hiobem zwanym, który okazał się twardzielem niczym "Brudny Harry" i przeszedł takie męki, i nieszczęcia, że plagi egipskie, i AIDS razem wzięte to zaledwie mały pikuś przy jego tragedii.

      Otóż ta sierota Boża żyła sobie bogobojnie chwaląc Pana. Zdawać by się mogło, że Hiob* (albo Job) pociągnie w zdrowiu i szczęściu rodzinnym jeszcze kilkanaście ładnych dziesiątek lat, gdyby nie podstępny Szatan, który poszedł z Najwyższym o zakład, że Hiob w trosce o dobra doczesne pęknie i się na niego wypnie, czyli stanie się oportunistą i koniunkturalistą jak wielu naszych polityków. Nie rozumiem tylko dlaczego Pan się akurat uwziął na tego przygłupa. I...

     Najpierw szlag trafił jego liczne sługi i żywinę, która liczyła jedenaście i pół tysiąca sztuk (owce, wielbłądy, woły i oślice), poźniej wicher pogrzebał w gruzach chałupy jego siedmiu synów i trzy córki. Hiob na wieść o tym posypał głowę popiołem i dalej trwał niczym Drzymała przy swoim. Na koniec Pan zesłał na niego straszne choroby. Hiob sparszywiał, owrzodział, ale nadal sławił Pana, czym wprawiał w złość Szatana. Siedział sobie ten biedny przygłup w popielniku, skrobał się skorupą, bo go cholernie swędziało i klepał Psalmy Dawidowe, bo z tego wszystkiego nieźle mu odbiło. Oczywiście, że jego znajomi i przyjaciele, oraz róźni uczeni w Piśmie odsądzali Hioba od czci i wiary, i czynili go grzesznikem, którego Najwyższy ukarał. Ten przygłup i to przeżył nucąc Treny.

    Finał był taki, że Szatan przegrał zakład, a Pan odpuścił Hiobowi i w dwójnasób przywrócił mu majątek, oraz dał mu nową dziatwę sztuk dziesięć, czyli siedmiu synów i trzy szwarne córeczki. No i oczywiście przywrócił mu zdrowie do tego stopnia, że ten twardziel żył jeszcze w zdrowiu, szczęściu i dostatku sto czterdzieści lat. Nie tyle co prawda co pijanica Noe, ale zawsze dobre i to.

    Wniosek z tego taki, że dobro zawsze zwycięży nad złem, ale przygłup zawsze pozostanie przygłupem - choćby casus Ryszarda Czarneckiego, który poczynając od Pierwszych Zjednoczonych Chrześcijan przeszedł tyle partii że łeb boli, wiedziony jedynie oportunizmem i koniunkturalnym zyskiem. Faktem jest, że szatanów nie brakuje, czego najlepszym dowodem jest niejaki Belzebub Rydzyk, który robi na przekór Panu i ma w dupie chrześcijańskie konwenanse, pokorę i bojaźń Bożą.

*

Dobra rada o poranku

Jeśli cię dręczy straszna chandra przeczytaj Księgę Hioba.

Gdy bowiem dowiesz się przez co ten biedny przygłup musiał przejść, to ci od razu przejdzie.

 

* W różnych tłumaczeniach biblijnych jest Hiob, albo Job. Przy czym Job jest najbardziej odekwatnym imieniem dla tego przygłupa, bo od niego wywodzi się słowo "zaJob", albo dostać zajoba, czyli najzwyczajniej w świecie zidiocieć.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Biblijne rozważania

środa, 23 lipca 2008 19:03

*

     Alkohol jest tak stary jak ludzkość, a że człowiek lubił dać sobie w beret pisze o tym nawet w Biblii. Już na samym wstępie można się dowiedzieć o starym pijaczynie Noe, którego w szczególny sposób pokochał Pan i przymykał oczy na jego gazowanie. Mało, że przymykał, to jeszcze ocalił go od potopu. Na tę okoliczność powstała nawet dość frywolna piosenka, którą śpiewaliśmy na obozie instruktorskim, wywołując zgorszenie pewnego harcmistrza.

*

Pijanica Noe

 

 

Gdy stary Noe świętym był,

To kłaniał się przed Panem.

A że się bardzo wody bał,

Popijał wino dzbanem.

I za to go pokochał Pan,

Ponad wszystkie narody,

A gdy potopu nadszedł czas

Ocalił go od wody.

*

Przez dni czterdzieści padał deszcz,

Pan wodą ziemię raził,

Przez dni czterdzieści Noe pił,

Spod beczki nie wyłaził

Gdy Noe dał se deczko w gaz,

Więc poszedł spać do Arki,

Ale się wtedy mocno schlał,

Bo przebrał wina miarkę.

*

I przyszedł Cham i zaśmiał się,

Że Noe jest urżnięty,

I za to właśnie wyklął go Pan,

I odtąd Cham wyklęty.

Z piosenki tej morał ten,

Wynika dla narodu,

Że kto z pijaka śmieje się,

Ten jest z chamskiego rodu.

*

    Oczytani w Piśmie i Świadkowie Jehowy znają tę historię, gdy pijany w trzy dupy Noe uwalił się spać, ale jego siusiak i klejnoty zostały wystawione na widok publiczny. Synalek Cham na ten widok się zaśmiał, ale jego bracia chwycili szatę ojca i idąc tyłem przykryli nagość ojca. I ten fakt zapoczątkował program ograniczania strat i szkód (Harm Reductione) u pijących alkohol. A Noe żył sobie jeszcze trzysta lat. No i chwała Panu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Wszystko już było...

sobota, 19 lipca 2008 10:41

*

... rzekł Ben Akiba. Tak śpiewano za PRL, a słowa piosenki znaczyły, że już nic nas nie może zadziwić, ani wzruszyć. W swojej dziecięcej naiwności myślałem, że słowa starej piosenki są nadal aktualne i nic mnie już nie wzruszy, nie zaskoczy, nie podniesie ciśnienia, etc... Boże jaki jestem naiwny sądząc, że potencjał na głupotę ludzką został już wyczerpany - myślałem do wczoraj. I chyba nie pomyliłem się w ocenie rzeczywistości, bo to co zrobił ostatnio mój ulubiony inaczej PiS, jest już tylko powieleniem głupoty upadłej LPR.  

    Cóż więc takiego zrobiła ta jajcarska, śmieszna i straszna partia? Ni mniej ni więcej obraziła się na TVN i TVN 24 i ogłosiła, że nie będzie już występować przed kamerami tych stacji. Nie będzie, albowiem TVN i jej pochodne były niesprawiedliwe dla PiS i w krzywym zwierciadle ją przestawiały. Ba, żeby tylko przedstawiały, ale jeszcze dyktowały, jaki polityk ma się puszyć przed jej kamerami. Tego już było za wiele dla polityków partii "prawej i sprawiedliwej", bo nic tak nie wkur...a tego bractwa jak niesprawiedliwość właśnie. Zapomnieli tylko dodać, że sprawiedliwe jest to co jest dobre tylko dla nich, a nie reszty społeczeństwa. Bo reszta, to ZOMO, postkomuchy, TW, OZI, wykształciuchy, łże-elity, lumproletariat i cała reszta tego bezprizornego badziewia, do którego i ja się zaliczam.

     Co mnie to wszytko obchodzi skoro nie kocham PiS-u zapytacie? Otóż obchodzi mnie i to bardzo. Już na samą wieść, że nie ujrzę i nie usłyszę błyskotliwych opini, celnych ripost i porad wszelakich Gosiewskiego, Cymańskiego, Jacka Kurskiego, Jarkaczki, Brudzińskiego, Kempy, Suskiego i innych "intelektualistów" PiS spowodowała, że szczena mi opadla na kolana. Nie tylko szczena, ale i na sercu zrobiło mi się ciężko i w nosie wilgotno na tyle, że glut mi wyszedł na pół wąsa. Załkałem szczerze, ale z wielkim bólem, szczękę przywołałem do porządku i gluta wysmarkałem w chusteczkę higieniczną, zażyłem nitroglicerynę i golnąłem pół flaszki melisany na spokojność właśnie i zastygłem w bezruchu w oczekiwaniu na nirwanę, czy inny katharsis.

     Nirwana i katharsis nie nadeszły, a mnie pozostał  żal w moim skołatanym sercu. Pozostał, albowiem nie zobaczę moich "ulubienców" i nie usłyszę ich aksamitnego i pełnego chrześcijańskiej miłości bliźniego swego głosu. Głosu, który nawołuje do Polski "Prawej, Sprawiedliwej", czyli takiej jaka mi się w najczarniejszych koszmarach śni po nocach i wywołuje odruch wymiotny.

     Może jestem masochistą, a może zwykłym cierpiętnikiem, czyli kandydatem na świętego. Kandydatem w myśl słów piosenki Arki Noego - "Taki mały, taki gruby może świętym być...". Radowałem się przyszłą beatyfikacją jak głupi,  a tu kicha. Kicha, bo PiS właśnie mi odebrał nadzieję na zostanie świętym. Tym bardziej, że TV Trwam nie oglądam i Radia Maryja nie słucham, więc nie zobaczę już moich "pupilków". No może tylko w TVP I i II, ale to mnoże być za mało do osiagnięcia świętości. Zwłaszcza, że platformesi i lewica chce im te media odebrać.

    O mój Boże! Ratuj swojego marnego robaczka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Bronisław Geremek nie żyje

poniedziałek, 14 lipca 2008 10:12

*

    Wiadomość o śmierci profesora Bronisława Geremka przyjąłem z niedowierzaniem, a po chwili z szokiem. Z szokiem, gdyż miałem zaszczyt poznać profesora osobiście w Warszawie w czasie Rady Partenerstwa "Przymierze dla Przyszłości" 25 marca 2001 roku.

     O Bronisławie Geremku można pisać w samych superlatywach. Był wielkim patriotą, który sprawy Polski zawsze stawiał na pierwszym miejscu. Był wybitnym intelektualistą i mężem stanu, dla którego salony świata stały otworem. Był przyzwoitym Człowiekiem, dalekim od małostkowości, mściwości, nie dawał się wmanewrowywać w polityczne gierki i personalne przepychanki. On był ponad to. Przymioty, które posiadał stawiały go na piedestale, wśród wybitnych tego świata. Niestety, takich polityków jak On jest niewielu. I dlatego jest mi go szczerze żal. Żal, gdyż odszedł niespodziewanie w pełni sił intelektualnych i politycznych.

    Nie ma ludzi niezastąpionych, ale zastapić profesora tak szybko się nie da. Ma rację Adam Michnik - przyjaciel Bronisława Geremka, który powiedział: - Wielcy odchodzą szybciej. I to jest nieszczęście dla nas.

      "NON OMNIS MORIAR"  sentencja ta jest jak najbardziej aktualna w przypadku pana Bronisława.

*

Moja córka Basia, a na pierwszym planie od prawej Bronislaw Geremek. Było to 25.03.2001 r. na Politechnice Warszawskiej.

To właśnie Basia przyniosła mi wczoraj tę smutną wiadomość. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 163  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487163
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl