Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 212 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Gość w dom, "Bóg" w dom

wtorek, 31 lipca 2007 19:26

 

Pozazdrościłem...

   Poziomkowej polanie z USA i też sobie zfundowałem niespodziewanego gościa. A co! Mają tylko Jankesi mieć wizyty w swojej posiadłości?

    Jak powiadają "Gość w dom, Bóg w dom i tym chata bogata, czym goscie rzyg...ą". Ja wyznaje zasadę: "Do serca przytul psa. Weź na ramiona kota...". Ale na takiego gościa mój potecjał pokory i miłości bliźniego się niestety już dawno wyczerpał...

 

Przyznacie mi jednak rację, że Kaczorek do byle kogo nie zawita. Ale dlaczego do mnie?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

W Bieszczady na chwilkę

niedziela, 29 lipca 2007 10:57

 

Odnalezione zdjęcia - Michniowiec

    Jak już wcześniej wspomniałem w pliku zdjęć we władaniu mojej córki Eweliny znalazło się parę fajnych zdjęć z Polany i Michniowca w Bieszczadach. Postanowiłem je opublikować.

     Micniowiec, jak już wcześniej napisałem jest wsią rolniczą i osadą lęśną nad dopływem Mszanki niedaleko granicy z Ukrainą.

    W 1527 roku król Zygmunt I wydał przywilej na lolację na prawie wołoskim wsi Michniowiec, która weszła w skład tzw. krainy lipeckiej starostwa samborskiego. Nazwa pochodzi od imienia Michno. Wedle lustracji z 1766 r. wieś liczyła 43 gospodarstwa. Mieszkało tu wtedy 13 hajduków zobowiązanych do służby w piechocie łanowej. W 1921 r. wieś liczyła 190 domów i 957 mieszkańców (922 wyzn. grek-kat, 35 mojż.). W latach 1945 - 51 wieś była w granicach ZSRR. Obecnie mieszkają w niej wysiedleńcy z okolic Sokala i różnych regionów Małopolski.

    Główna atrakcją turystyczną jest dwanaście krzyży przydrożnych, wykonanych z piaskowca. Mają wysokość do 4,5 metra. Jest też unikatowa cerkiew parafialna pw. Narodzenia NMP, wzniesiona w 1863 r. Jej nawa na planie ośmioboku, przykryta jest kopułą wspartą na wewnętrznych słupach. Jest to jedyne tego typu rozwiązanie w polskich Karpatach.

 

 

Wejście do cerkwi.

 

Cerkiew - widok z boku.

 

 

Dzwonnica przed wejściem do cerkwi.

 

 

 

Dwa z dwunastu kamiennych krzyży.

 

 

A to już gniazdo naszych poczciwych bocianów przy drodze w Polanie u podnóża Otrytu.

     Na bocianach kończę już moją wedrówkę po Bieszczadach. No, chyba, że pojadę w nie kolejny raz, ale już w ich inną część.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Ostatnia wędrówka

sobota, 28 lipca 2007 10:23

 

Żegnam Góry Sowie

    Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Jednak wędrówki po górach wzbogaciły mnie duchowo i to bardzo, a pisanie o nich wprowadziło mnie w świat dawnego wędrownika. Dobra jest taka swoista retrospekcja.

    Ktoś mi kiedyś wpisał w komentarzach, że tłuczemy się po świecie, a mamy jeszcze tyle pięknych miejsc, które można odkryć w Polsce. Dlatego chętnie czytam te blogi, które "wędrują". Nie znaczy, że nie lubię blogów poetyckich i publicystycznych. Lubię je i to bardzo, gdyż też wzbogacają duszę mą skołataną. Wędrówki moje wynikają z mojej natury trampa i łazika, a poezja i proza z mojej pisarskiej duszy.

   

    Zatem reszta moich "zapomnianych" fotek z Gór Sowich.

 

 

 

Panorama Gór Sowich w czasie ostatniej wędrówki na Wielka Sowę. Zdjęcie robiłem w połowie drogi do schroniska "Orzeł".

 

 

 

Widok z tarazu widokowego przy schronisku "Orzeł".

 

Moja rodzinka odpoczywa na schodach wieży widokowej na szczycie Wielkiej Sowy. Pewnie się wdrapią na sam szczyt.

 

Tym razem już na szczycie wieży. Te główki wielkości łebka od szpilki to moja ferajna. Ja niestety zostałem na dole. Cóż lata i zdrówko już nie te.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Góry Sowie - odnalezione fotografie

czwartek, 26 lipca 2007 13:51

 

Dobrze mieć dzieci?

    Byliśmy wczoraj po południu u mojej córki Eweliny. Wraz z zięciem zapraszali nas do siebie, a że zięć Sebastian przyjechał samochodem, to czemu było nie skorzystać z okazji.

    W czasie rozmowy zapytałem ją, czy nie ma przypadkiem moich zdjęć z Gór Sowich i Bieszczadów. Chodziło o zdjęcia na których są widoki gór, zamku Grodno i cerkwi w Bieszczadach. Okazało się, że są u niej, gdyż korzystała z nich w czasie nauki na Studium Sztuk Plastycznych. Był tam przedmiot z fotografiki, a że musiała zademonstować jakieś zdjęcia krajobrazowe, to "pożyczyła" sobie moje. Inne już robiła sama. W taki  sposób mogę je pokazać na blogu.

 

Zamek Grodno

 

    Szkielet księżniczki zamurowanej w lochu za złamanie woli ojcowskiej

 

    Ze szkieletem tym wiąże się pewna legenda:

    Pewien ksiażę, ówczesny władca zamku Grodno miał córkę. Była ona bardzo ładna, więc nic dziwnego, że miała wielu adoratorów, którzy starali się o jej rękę. Księżniczka była jednak kapryśna, knąbrna i przebierała w konkurentach jak w ulęgałkach, dając każdemu kolejnemu adoratorowi kosza. 

    Książę miał już dość fochów córki, a że jego cierplowość się wyczerpała postanowił, że ją sam wyswata. Znalazł jej na męża  bogatego , ale starego, garbatego i bardzo brzydkiego księcia. Nakazał córce wyjść za niego. Księżniczka musiała wykonać wolę ojca, ale postanowiła wziąźć sprawy w swoje ręce i samej pozbyć się uciążliwego kłopotu.

    Pewnego wieczoru namówiła swego "ulubieńca" na spacer po wieży zamkowej pod pozorem podziwiania pięknej okolicy. Gdy weszli na sam szczyt wieży, księżniczka przepuściła do okna swego kawelera, a gdy ten ogladał okolicę, ona go wypchnęła. Nieszczęsny książę spadł w przepaść i zabił się na miejscu.

    Zdawać się mogło, że sprawa została załatwiona po myśli księżniczki, która we łzach poiformowała ojca o strasznym wypadku jakiemu uległ jej przyszły mąż. Jednak na nic jej kłamstwo i płacz, bowiem ojciec widział całe zajście, gdy sprawdzał wieczorem mury zamku. Postanowił wiarołomną córkę srodze ukarać za kłamstwo, morderstwo i sprzeciwienie się jego woli. Kazał swym sługom wtrącić księżniczkę do lochu, przykuć łańcuchami do ściany, a wejście do ciemnicy zamurować. Księżniczka oczywiście zmarła w mękach z głodu.

    Od tej pory na murach zamku w bezksiężycową noc pojawia się biała postać, która wolno posuwa się po murach dzwoniąc łańcuchami. To postać pokutującej księżniczki.

    Tyle legenda. A po prawdzie szkielet wstawił jeden z dawnych właścicieli zamku, który w ten sposób przyciagał turystów płacących za jego zwiedzanie. A legenda, która przyciągała turystów nadal żyje własnym życiem i jest spisana w dwóch językach na tablicach przytwierdzonych do wejśćia do lochu. Jest też spisana w księdze o polskich Białych Damach i duchach zamkowych.

    Za pomysłowego księcia rolę szkieletu księżniczki spełniał szkielet zmarłego, samotnego listosza, którego zwłoki książę kupił od grabarza i kazał mu go spreparować.

    Po latach doczesne szczątki listonosza wróciły do ziemi, a teraz do muru lochu przytwierdzony jest model szkieletu z plastyku.

 

 

Widok z niższego poziomu wieży na zamek i okolicę

 

 

Ten sam widok, ale z najwyższego miejsca (okna) na wieży

 

Widok na jezioro i okolicę z okna, z którego księżniczka wypchnęła brzydkiego księcia. Widać po brzegach, że jezioro napełniało się wodą (zdjęcie z 2003 roku)

 

Basia z Karolinką na drewnianym (zewnętrznym) krużganku zamku

 

Widok na zaporę. Po dawnych śladach wody na zaporze i po lini brzegu widać niski stan wody w lipcu 2003 r.

 

Most wiszący nad potokiem u jego ujściu do jeziora. Widać, że stan wody był jeszcze bardzo niski. Normalnie w tym miejscu jest już szeroki zalew. Pośroku zdjęcia u góry zdjecia widać wieżę zamku Grodno. Z tej strony jest skalista przepaść, do której po wypchnieciu spadł brzydki książę.

 

Przed opuszczeniem zamku Grodno zrobiliśmy sobie zdjęcie przy dziale nakierowanym na kasztelenię i budynek dla służby zamkowej. Obecnie w budynku dla służby znajduje się kawiarnia, a w kasztelanii miało powstać schronisko PTTK.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wędrówki po Górach Sowich - V cd.

środa, 25 lipca 2007 10:16

 

Wypad na Osówkę

    W 2004 wybraliśmy się ponownie w Góry Sowie, Mój zięć oglądajęc zdjęcia bardzo się nakręcił na zwiedzenie sztolni. Ma on lekkiego bzika na punkcie II Wojny Światowej i militariów. Więc nic dziwnego, że sztolnie, jako jeden z elementów (?) wojny bardzo go zainteresowały. Dla mnie pozostało jedynie zoraganizowanie noclegów. Tym razem wybraliśmy Walim, dość sympatyczną małą miejscowość w sercu Gór Sowich. Byliśmy już tam wcześniej, ale czego się nie robi dla rodziny.

    W intermecie znalazłem dość tanie, ale za to malowniczo, bo na wzgórzu, położone gospodarstwo agro-turystyczne. Już sama nazwa "Dom na Wzgórzu" dawała rękojmię, że musi tam być fajnie. Rzeczywiście pokoje były dość ładnie urządzone, łazienka, ubikacje, stołówka, etc..., a do tego sympatyczni gospodarze.

    Po przyjeździe do Walimia, gdy maszerowaliśmy na kwaterę, szczęka mi nieco opadła na kolana, gdyż trzeba iść kamienną drogą pod górę i to z tobołami. Była co prawda wygodna droga asfaltowa i mniej stroma, ale za to o dwa kilomentry dłuższa. Jakoś się doczłapaliśmy do domu.

    Gospodarz okazał się wspaniałym znawcą terenu i na dodatek miał najnowsze mapy z dokładne zaznaczonymi szlakami do sztolni. Poinformował mnie, że jest już udostepniona dla zwiedzających sztolnia na Włodarzu, a jej dodatkową atrakcją jest to, że część tuneli i podziemnych komór zwiedza się płynąc łodzią, gdyż ta cześć sztolni jest zalana wodą.

    Pierwszego dnia ustaliliśmy plan naszego pobytu i w jakiej kolejności będziemy zwiedzać interesujące nas miejsca, aby się zbytnio nie forsować, gdyż zabraliśmy też wnuczkę Karolinkę.

    Zwiedziliśmy ponownie sztolnie w Rzeczce, ale je już opisywałem. Drugimi były sztolnie na Osówce, zwane "Podziemnym Miastem". Były tam niedokończone budowle na górze, głęboki szyb, a pod spodem monstrualne chodniki, komory, niedokończone betonowe wartownie, warsztaty i inne obiekty budowane rękami więźniów filii Gross Rosen. Jedna duża komnata była w części obudowana drewnem w formie wnętrza statku Wikingów. Ponoć miała tam być kwatera Hitlera, a przynajmniej sala narad sztabu wojsk niemieckich. Różnie o tym opowiadaja. Dość przygnebiające wrażenie robi ogromna pryzma skamieniałych worków z cementem, który już nie został zużyty do budowy. Dla ciekawości dodam, że wszystkie sztolnie były połączone torami kolejki wąskotorowej, która służyła do transportu ludzi i materiałów budowlanych.

 

Część mojej drużyny przed "Domem na Wzgórzu" przed wymarszem na Osówkę.

 

Ja z zięciem i najmłodszą córką na fundamentch tzw. "siłowni", która miała dawać energię pod i naziemnym budowlom. To zaledwie mała część tych ogromnych fundamentów.

 

Basia w tunelu transportowym. Biegł on kaskadowo od siłowni po zboczu Osówki poniżej wejść do sztolni. Miały być w nim zamocowanie transportery z przesypami do przenoszenia materiałów z dołu do samej góry.

 

Wejście do sztolni na Osówce. Na pierwszym planie Basia z Karolinką.  W czasie zwiedzania były wymagane kaski na głowach.

 

To już wnętrze sztolni. Nie robiłem więcej zdjęć, gdyż miałem za słabą lampę błyskową, a sztolnie były słabo oświetlone. Poruszaliśmy się dzięki górniczym lampkom na kaskach.

 

    Muszę dodać, że z naziemnych elementów budowli jest betonowy budynek zwany "Kasynem". Kiedyś czytałem, że zwiedzając to miejsce diametralnie pogarsza się nastrój człowieka. Nie wierzyłem w to, ale podczas zwiedzania tej budowli czułem jak mi się zmienia samopoczucie na coraz bardziej wisielcze. Narastało przygnębienie i rozdrażnienie. Moja rodzina również traciła rezon i widać było po nich narastające  zaniepokojenie. Po wyjściu z kasyna nastrój powoli wracał do normy. Do tej pory nie rozumiem czym jest to podyktowane. Powiadają, że pod budowlą są zabetonowane zwłoki setek więźniów, którzy oddali życie w czasie nieludzkiej pracy. Jest też inna wersja, która mówi o jakimś niekorzystnym promieniowaniu. Wersję potwierdzają radiesteci, których różdżki i wahadełka w tym miejscu wariowały. Coś musi być na rzeczy. A może pod kasynem jest ukryta "Bursztynowa Komnata", a bursztym jak wiadomo promieniuje. Może coś w tym jest, gdyż według niektórych poszukiwaczy Bursztynowej Komnaty, jej ślady prowadzą do Gór Sowich i w nich się urywają...

 

Wyprawa na Włodarza

   Na drugi dzień wybraliśmy się zwiedzić sztolnie na Włodarzu. Prowadził do nich wygodny szlak od naszej kwatery. Schodziliśmy po asfaltowej, a później po w szutrowej drodze lekko w dół. Gdy dochodziliśmy do Włodarza było widać z lewej strony drogi niedokończone budowle betonowe, ni to piwnice, ni schrony, jakieś fundamenty i zbiorniki. Domyśliłem się, że to podobne budowle jak na Osówce, ale położone poniżej wejść do sztolni z uwagi na strome zbocze góry Włodarz. Tam dla odmiany transportery biegłyby w poziomie pomiędzy poszczególnymi obiektami, a następnie pod górę.

    Po przejściu kilkuset metrów droga raptownie skręciła w lewo i biegła pod górę około 150 metrów. Później był ostry zakręt w lewo i już droga biegła niemal w poziomie. Przy wejściu na teren sztolni (był już ogrodzony) przywitały nas wartownicze, poniemieckie schrony betonowe, przystosowane do strzelania. Dalej stał autentyczny czołg, który obsadziłem swoją załogą.

 

Moja załoga czołgu "Rudy" . Zięć Grzegorz, jego żona, a moja najstarsza córka Ania, córka Basia, a na czołgu jego dowódca -wnuczka Karolinka.

 

Przy wejściu do sztolni stało działo, które obsadziłem wnuczką , córką i sobą oczywiście.

 

    Na Włodarzu były trzy sztolnie, ale tylko jedno wejście dla zwiedzających. Drugie było zamknięte dla turystów i zamaskowane siatką maskującą, gdyż było w trakcie budowy. Tam miało być wyjście dla krótszej trasy zwiedzania podziemi. Trzecie wejście było zasypane i dlatego  ta cześć sztolni była zalana wodą (nie miała odpływu). Dodatkową (za większą opłatą) atrakcją był rejs łodzią po chodnikach i komorach zalanych wodą. Musieliśmy się odpychać pagajami od kamiennych ścian, gdyż było dość ciasno na wiosłowanie. Miejscami ledwie się przeciskaliśmy. Jednak wrażenia były niesamowite. Przytłaczał nas ogrom wykutych korytarzy i komór, które oświatlaliśmi lampkami górniczymi. Porażała nas straszna, martwa cisza...

 

To już moja drużyna w środku. Widać po twarzach, że było tam ciekawie, ale i przygnębiająco. Brakuje najstarszej córki, która pełniła rolę fotografa.

 

 

Płyniemy łodzią. Bez kasku córka Ania, a w głębi w wojskowym mundurze i bez nakrycia głowy przewodnik.

 

 

Córka Ania trzyma na rękach trochę wystraszoną Karolikę gdy płynęliśmy łodzią.

 

 

 

Odpoczywamy po emocjach zwiedzania. Najstarsza córka szykuje kawę, którą można było kupić w kantynie polowej. Ja z zięciem i wnuczką zwiedzamy pozostałe działa i samochody wojskowe. 

 

    Należą się małe wyjaśnienia. Te sztolnie objął w ajencję pewien turystyczny biznesmen, który jest na dodatek pasjonatem militariów, a że ma wejścia i pieniądze, stąd wojskowy sprzęt i ciężka broń z demobilu, oraz mundury polowe pracowników. On podobnie jak mój zięć też ma militarnego bzika, ale znacznie więcej kasy. Stąd u niego tak na wojskowo. Armat i samochodów było więcej, ale większość zdjęć zabrał zięć na pamiatkę. Inna sprawa, że gdyby nie ten turystyczny biznesmen, który odkopał wejścia i dostosował sztolnie do zwiedzania, to długo byśmy czekali na otwarcie Włodarza. W trakcie zwiedzania elektrycy montowali jeszcze instalację oświetleniową do zalanego rejonu sztolni, która włącza się przez fotokomórkę, gdy ktoś się zbliża. 

    Na Rzeczkę i Osówkę była kasa z Unii, co jest zaznaczone na obiektach. W Rzeczce jest pumkt informacyjny, bufet, sklepik z pamiątkami i dyrekcja w ładnym budynku przed wejściem na teren sztolni.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 200  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487200
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl