Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 823 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

To i owo

niedziela, 27 czerwca 2010 11:19

     Za tydzień druga tura wyborów. Cóż, choć PO to nie moja bajka, zagłosuję na Bronka. Na Jarka nie, bo nie lubię mściwych i kłótliwych kameleonów ogarniętych manią władzy i wielkości. Nie mam też zaufania do starych kawalerów, którym nikt nie powie - czołem zięciu, nawet gdyby go w sianie z córką zdybał. Wolę Bronka z piątką dzieci i jedną żoną, bo i ja czwórkę wychowałem i jedną żonę posiadam. No i marzy mi się normalny, tolerancyjny Kraj bez fobii i "izmów", otwarty na Unię, a nie kruchta i zaścianek z ludowym katolicyzmem, z Rydzykiem, i moherami.
     Za trzy tygodnie będę z moją ferajną w Bieszczadzie - w Bukowym Alenki, a tam... Oj bedzie się działo. Jak będziemy w Lesku to dam sygnał, aby zakapiorstwo wyszło pod kapliczkę na rozstaju dróg na Baligród i Mchawę. No i może po drodze wstąpimy na chwilę do Zdzisia Pękalskiego, aby wlać miód w serce skołatane widokiem unikatowej galerii bieszczadzkiego artysty.
     W komentarzach poradzono mi, abym brał aparat do terebki. Gwoli wyjaśnienia - nie jestem Teletubisiem i torebki nie noszę, nawet szaszetki, czyli tzw."pedałówki". No i mam prawdziwy aparat określonych gabarytów, co prawda średniej klasy, a nie kompaktowe maleństwo, co do kieszeni się zmieści, ale radę przyjmuję z rozwagą i pokorą. Oczywiście, że swój "sprzęt fotograficzny" zabieram w Bieszczady, bo inaczej być nie może.
     Co do Lubiąża, to ma on również swoje legendy o lochach i kryptach. Faktem jest, że w tych podziemiach produkowano w czasie wojny części do V1 i V2, że w kryptach leży kilkadziesiąt zmumifikowanych ciał dawnych władców z książęcych rodów. Prawie prawdą jest, że w podziemiach Lubiąża ukryto Bursztynową Komnatę, aczkolwiek prawie robi wielką różnicę. Nie ma bowiem zamku na Dolnym Śląsku, czy sztolni w masywie Włodarza i innych miejscach, gdzie by tej komnaty i skarbu nie ukryto. Niejasne są też losy Skarbu z Wrocławia (wtedy Breslau), który też tam "prawie" ukryto. Faktem jest, że gdy wojsko penetrowało podziemia, to znaleziono w lubiąskich podziemiech beczkę pełną zabytkowych złotych i srebrnych monet. Faktem jest, że władze wojskowe na tym skarbie łapę położyło, aby po paru latach odnajdywać je na aukcjach "zgniłego Zachodu". Cóż agentów wywiadu trzeba czymś było opłacać.
     Prawdą jest, że zamków i pałaców ci u nas na Dolnym Śląsku dostatek, a każdy z nich ma swoją legendę i zapewnienia, że to właśnie tam ukryto Bursztynowa Komanatę i Skarb Wrocławia, że o pomniejszych skarbuniach nie wspomnę. Prawdą jest, że wiele z nich posiada swoje tajemnice, które moze kiedyś wyjdą na jaw. Prawdą jest, że sztolnie Kompleksu Riese (Włodarza) też mają swoje niewyjaśnione tajemnice, o których żyjący jeszcze naoczni swiadkowie boją się mówić. Prawdą jest, że jak się wchodzi do "kasyna" na Osówce, to dobry nastrój pryska i pojawia się narastający niepokój. Sam tego doswiadczyłem.
    Prawdą jest, że nie rozumiem tych, którzy wolą  prażyć się na plażach Kanarów, Lazurowych Wybrzeży i innego modnego badziewia, zamiast podziwiać wspaniałe polskie miejsca, które są nierzadko prawdziwymi perełkami architektury, historii, legend i przyrody.
    Prawdą jest, że dokąd sił mi stanie, to będę zwiedzał nasze dolnoślaskie zamki, klasztory cysterskie, Joanitów, czy Templariuszy, którzy na Dolnym Śląsku stawiali swoje kościoły, wieże obronne i komandorie. Oby mi tylko życia stało na moje marzenia. Ale póki co, to jadę w Bieszczady z aparatem fotograficznym. Powtarzam... z APARATEM, a nie kompaktowym małym gadżetem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Nieplanowana wycieczka

czwartek, 24 czerwca 2010 15:32
     Jak już pisałem wcześniej, żona miała wyznaczoną wizytę u onkologa w Opolu na miniony wtorek. Jeszcze rano się upewniła czy będzie przyjęta, więc zatankowaliśmy znajomym samochód i w drogę. Przed Wrocławiem dostała telefon żeby nie przyjeżdżać, bo lekarza nie będzie. Chwila konsternacji i wściekłości, i pytanie co robić. Wracać, czy po drodze gdzieś zajechać i coś zwiedzić. Wpadłem na pomysł, że po drodze możemy zwiedzić w Lubiążu zabytkowy pocysterski zespół pałacowo-klasztorny. No to odbiliśmy trochę z trasy i ujrzeliśmy te cudo.
                                   *

     Wygląd pocysterskiego zespołu pałacowo-klasztornego
                     (zdjęcie z internetu).

     Opactwo Cystersów w Lubiążu istniało od XII wieku i prowadziło ekspansję na cały Śląsk. Cystersi mieli ogromny wpływ na życie religijne, kulturowe i ekonomiczny rozwój tego regionu. Klasztor lubiąski ze swoją imponującą fasadą barokową stał się w XVII wieku dzięki malarzowi Michaelowi Willmannowi centrum śląskiego malarstwa barokowego. Po kasacie zakonu i sekularyzcji w 1810 roku znajdowała się w nim stadnina koni i zakład dla umysłowo chorych. Ostatnia wojna choć oszczędziła budynki, to postępowała dzika dewstacja przez żołnierzy radzieckich, szabrowników i władze polskie, co doprowadziło do popadania tego wspaniałego obiektu w ruinę. Dopiero od 1989 roku Fundacja Lubiąż podjęła starania o zachowanie tych budynków i stopniowy remont. Obecnie można zwiedzać kilka imponujacych sal, korytarzy i remontowany kościół klasztorny. Mam nadzieję, że z czasem ten obiekt odzyska swoją dawną świetność, ale jak znam życie, to wiele jeszcze wody w Odrze upłynie nim to nastąpi. Szkoda, że nie miałem ze sobą aparatu i robiłem zdjęcia moją skromną komórką, więc wyszły jak wyszły.
                                  *

           Wejście na teren zespołu pocysterskiego.
                                  *

         Widok na kościół klasztorny i kaplicę.
                              *

       A to już sala wystawowa w części pałacowej.
                               *

Wejście do części pałacowej z salą balową w stylu barokowym. 
                                 *

A to już sala balowa w stylu barokowym - wspaniałe rzeźby i plafony. Na suficie są ogromne malowidła na płótnie zamiast fresków pędzla M. Willmanna.
                                  *

Dziedziniec klasztorny - widok na kaplicę i kościół klasztorny.
                               *
      
Widok nawy głównej - prezbiterium. Niestety w trakcie remontu.
                                *

        Prezbiterium z postumentem ołtarza głównego.
                               *
        
Nawa główna kościoła z widocznymi podwyższeniami, na których stały pięknie rzeźbione drewniane stalle dla zakonników, dostojników kościelnych, kanoników. W głębi widać dwie podmurówki na ołtarze w części dla wiernych i resztka z ambony. W części dla mnichów ambony nie było.
                                 *
       
Korytarz klasztorny, po boku są cele mnichów i kominki do ogrzewania cel.
                            *
    
Piękny główny refektarz na specjalne spotkania i uroczyste posiłki.
                               *
          
               Jeden z fresków refektarza.
                              *

Przed budynkiem głównym stoi z boku dawny browar, w którym mnisi piwo warzyli. Cystersi swoje dochody czerpali z winiarstwa, warzenia piwa, hodowlanych stawów rybnych. Mieli prawo bić swoje monety, pobierać dziesięciny od chłopów i myto od spławanych Odrą towarów.
                                *
        
Dwie wspaniałe wieże na bydynku głównym z wejściem do części pałacowej.
                                *

              Barokowa fasada budynku głównego.
                             *
      
Ostatni rzut oka na wejście do zaspołu klasztorno-pałacowego opactwa.
                               *
          
Jedna z rzeźb kamiennych przez budynkiem głównym.

     I to już koniec nieplanowanej wycieczki do Lubiąża. Odwiedzę go jeszcze, ale z moim aparatem, a nie cienką komórką.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Wieczór Trzech Poetów i czyli zakończenie XVI GKL

niedziela, 20 czerwca 2010 11:21

     Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Dobiegły końca Głogowskie Konfrontacje Literackie, które wiele wniosły do mojej skrzydlatej duszy i stały się balsamem na moje skołatane serce zawałowca. Co przeżyłem to moje, choć szkoda, że z przyczyn subiektywno-zdrowotnych musiałem sobie odpuścić slam literacki i dwa spotkania z przyjaciółmi. Cóż, tak bywa w życiu, że nie można mieć wszystkiego.
     W ostatnim dniu odbyły się trzy spotkania autorskie ze znanymi poetami, choć jak powiedział maestro Piotr Mosoń - było na sali poetów wielu. Padło jednak na tych trzech...
                             *

Czas oczekiwania na wejście pierwszego gościa umilał nam duet pięknej skrzypaczki i nie mniej przystojnego harmonisty. Dawali subtelnie i delikatnie czadu.
                              *
       
Wreszcie na scenę wtarabanil się maestro Piotr Mosoń i zaprosił pierwszego poetę Piotra Macierzyńskiego. Piotr jest laureatem wielu prestiżowych konkursów literackich i autorem paru tomików poezji i nie tylko. Bo publikuje w wielu miejscach.
                             *

No i zaczęło się przepytywanie poety. Nie powiem, radził sobie nieźle, a na pytanie od kiedy pisze odpowiedział, że od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Tak bywa, że jak się spotka Piotr z Piotrem, to jeden musi być bardziej rogaty od drugiego. Cóż samo życie.
                             *
                    
Jak przystało na poetę, Piotr przeczytał kilka swoich wierszy, bo i o czym w końcu poeta może bajerować. Fajne to były wiersze.
                               *

Kolejnym gościem był poeta z Poznania Tadeusz Strimer, laureat paru konkursów i autor paru tomików wierszy. Tadeusz jak powiada żyje z budowania domów, bo jest budowlańcem, a pisze przy okazji jak mu w duszy zagra.
                            *

Tadeusz nie tylko opowiadał o swojej twórczości, ale również czytał swoje wiersze. Jego wiersze były inne niż Piotra, bo przecież każdy poeta ma inną wrażliwość i postrzeganie rzeczywistości. Gdy jeden z jego wierszy zarecytowała Kinga był wzruszony i zaskoczony jego brzmieniem.
                             *

Piotrek wita trzeciego poetę z Gdańska Sławomira Płatka. On też parę konkursów wygrał i parę tomików popełnił. Jednak jak twierdzi żyje z wina, ale tego z wyższej półki, którego jest znawcą, kiperem, sprzedaje je, zamawia, czyli jest związany z bracią winiarską w całym tego słowa znaczeniu. Bo dobre wino to poezja sama w sobie - powiedział.
                            *

Sławomir również czytał swoje wiersze, które niczym dobre wino dodawały skrzydeł i były balasamem dla sera, duszy i...
                            *
    Aha, Ernest Bryll również czytał swoje wiersze z swoich tomików. Nie ma chyba takiego poety, który jest w stanie zapamiętać swoje wiersze. Może z wyjątkiem śp. Broniewskiego, który kilka z nich recytował na pamięć na wieczornicach autorskich. Ale Broniewski pisał je rymowane, a te szybciej zapadają w pamięć i nie zawsze bywał do końca trzeźwy. W jego przypadku alkohol dodawał mu skrzydeł.
                              *
      Trochę mnie dziwiała przewrotność wypowiedzi poetów. Niby im na wygranych konkursach nie zależy, ale piszą na nie wiersze i wysyłają. Może tylko po to aby zaistnieć, a nie dla samej wygranej. Trudno mi w to uwierzyć, bo ja też brałem udział w kilku konkursach literackich i po cichu liczyłem na wygraną, co się w wiekszości z nich sprawdziło. Mnie też wypromował jeden z konkursów, ale jak zacząłem wydawać książki, to już w konkursach nie startuję. Cóż, można i tak.
     Dla mnie konkurs ma sens wtedy, gdy jego zwieńczeniem jest wydany tomik konkursowych prac i spotkania autorskie dla laureatów. Konkurs w stylu "Łomianki z bliska" dla mieszkanców i "Łomianki z oddali" dla zamiejscowych, który kończy się jedynie jakąś symboliczna nagrodą nie ma sensu, bowiem nie promuje on laureatów, a jedynie same Łomianki, które diabli wiedzą, gdzie leżą.

     O wynikach konkursów nie napiszę, bowiem tak to szybko się działo, a paparazzi blokowali mi możliwość zrobienia sensownych zdjęć.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

XVI GKL, czyli Ring Dyskusyjny i....

sobota, 19 czerwca 2010 10:42

     To już drugi dzień konfrontacji. Tym razem w bibliotece na osiedlu "Hutnik" odbyły się dwa ciekawe spotkania. Jedno, to ring dyskusyjny dwóch krytyków literackich, poetów, prozaików i znawców literatury - Czesia Markiewicza z Leszkiem Żulińskim. Tematem spornym była: Literacka karuzela współczesności. Czesiu i Leszek dyskutowali zawzięcie i podbijali bębenek emocji. Trudno opisać ich zawziętą dyskusję, bo nazwiska poetów, tytuły wierszy wylatywały z ust interkulatorów niczym z ruskiego cekaemu. Trudno było za nimi nadążyć, zwłaszcza, że Czesiu miewał lietarckie odloty i zmieniał temat. Jednak pan Leszek go sprowadzał na właściwe tematy. Było super. Bardzo mi się spodobała końcowa konkluzja Leszka Żulinskiego: Wierzę, że słowo pisane, poezja, proza nie zginie, może co najwyżej zejść do nisz, katakumb, ale tam my, miłośnicy poezji będziemy ją czytać, pisać i wydawać. Pokrzepiajace to słowa i jakaś nadzieja, że różne głupawe showy, jakieś tańce z małpami, czy śpiewać każdy może, nie zniwelują słowa pisanego, subtelnej poezji i ciekawej prozy.
                                 *
 
W oczekiwaniu na ring - poetki Joasia Lehman i Kasia Swędrowska obie polonistki z swoimi uczniami. Po ich minach widać, że będzie ciekawie.
                              *
      
Czesiu Markiewicz i Ja. Znam się z Czesiem kupę lat i może dlatego jestem wesoły, a Czesiu spode łba spozira i groźnie patrzy. To pewnie taka zagrywka bokserska przed walką, aby przeciwnika zdeprymować.
                                  *
     
Ring wolny - pierwsze starcie, czyli Czesiu Markiewicz i Leszek Żuliński wymieniają delikatnie (jeszcze) ciosy, sondując technikę przeciwnika.
                              *
    
         Czesiu wyraźnie dąży do zwarcia...
                          *
     
Pan Leszek się nie daje, ale wyraźnie kikuje do narożnika.
                             *
           
Wreszcie kładzie rękawice na stole i przyjmuje groźną postawę do dalszej walki. Wyprowadza kilka ciosów i....
                             *
     
Czesiu wyraźnie zamroczony zbiera siły, aby skontrować i przywalić...

     Na szczeście walka była na niby i krew się nie polała. Była emocjonująca, ale wyraźnie wyrównana i bardzo pouczająca. Na koniec walki przeciwnicy podali sobie ręce i udali(śmy) się na galanto poczęstunek, aby nadwyrężone siły zregenerować.
                                 *
     
Nie omieszkałem zrobić sobie zdjęcia z panem Leszkiem.
                                *
    Po przerwie na poczęstunek odbyło się spotkanie autorskie z Ernestem Bryllem - człowiekiem instutycją - pisarzem, poetą, autorem piosenek, dramatopisarzem, dziennikarzem, tłumaczem literatury, dyplomatą, ambasadorem (sorki, jeśli coś pominąłem). No i zaczęło się dziać. Okazało się, że pan Ernest jest ciepłym i miłym erudytą, a poruszane przez niego tematy wprowadzały nas w inny świat. Ba, sam zaprezentował parę swoich wierszy, a robił to wspaniale. Również organizatorzy też zadbali, aby parę wierszy przedstawili nasi młodzi aktorzy od Piotrka i Bartka.
                             *
    
Najpierw należało przywitać i zaprezentować miłego gościa. Ernesta Brylla wita dyrektorka biblioteki Izabela Owczarek.
                              *
         
Pan Ernest powiedział nam na przywitanie parę miłych i kurtuazyjnych słów. Jednak nie pozwolono mu na dyplomację i w obroty wziął go...
                             *
     
Prezes GSL Krzysiu Jeleń, który miał pytań co niemiara. Nie brakło też recytacji wierszy pana Ernesta przez naszych młodych aktorów:
                             *
          
                        Tomka...
                             *
         
                         Kingi...
                           *
         
                    i Dagmary...
                         *
         
Również pan Ernest nie chciał być gorszy i zaprezentował swoje wiersze, a robił to wspaniale.
                       *
     Było wiele watków poruszonych na spotkaniu autorskim. Sympatyczny gość bolał, że teatr współczesny idzie mniej w kierunku słowa i treści, a bardziej w stronę obrazów i symboli. Nie brakło anegdotek z bogatego życia pana Ernesta, pytań o przyszłych noblistów z Polski, co pan Ernest skwitował: Nobel nie jest wykładnią samego tealentu, ale różnych składników, w tym politycznych, więc jest tylko formą nagrody, a nie miernikiem umiejętności i talentu laureata.
     Spotkanie trwało dwie godziny, bo nie sposób było się nudzić. Na zakończenie sympatyvczny gość sprowokowany pytaniem co by poradził młodym poetom powiedział: Szukajcie własnej drogi, piszcie co czujecie, unikajcie sztampy i zawiści do kolegów po piórze. Bowiem znamy  z historii literatury takie przypadki, które nikomu na dobre nie wyszły...
                             *
   
      Pan Ernest Bryll i moja skromna osoba.
   Nie mogłem sobie odpuścić zdjęcia z takim gościem. No i paru prywatnych słów, gdyż Pan Ernest zna się dobrze z moim wujaszkiem z Warszawy, który jest emerytowanym dziennikarzem i redaktorem z TVP.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Coś dla duszy, czyli XVI GKL

piątek, 18 czerwca 2010 10:01
     Kolejne XVI Góogowskie Konfrontacje Literackie rozpoczęły się wczoraj VII Potyczkami Satyrycznymi "O Złoty Bucior", pod znamienną nazwą "Niebo czy piekło". Było super i ubaw był po pachy, albowiem organizatorzy przedstawili 50 utworów satyrycznych (teksty, wiersze, skecze) w formie kabaretowo-teatralnej. Nie mam wątpliwości, że w taki to sposób robi się satyryczny kabaret, który jest kompilacją teatru, kaberetu, czy szkolnych wystepów na akademiach "Ku Czci". Sorry za te akademie, przecież pamiętają je tylko takie zgredy jak ja, bo teraz się takiej błazenady nie uprawia. Ale do rzeczy.
                           *

Piotrek Mosaoń i Bartek Adamczak zaczynają potyczki. Aczkolwiek dziwny to mariaż diabła ze świętym.
                              *

Diabeł Bartek Adamczak zapisuje do życia wiecznego hydraulika łapownika, w którego się wcielił Emil Pietrzak.
                                *

To już gra aktorska, a nie występ. Nasi młodzi artyści Ola, Dagmara, Tomek, Mateusz i Kinga dają czadu.
                                *

Rób Kabaret, czyli "Wszyscy święci balują w niebie" był kompilacją jazzu, rapu, bluesa i Międzynarodówki. Artyści dali z siebie wszystko.
                                *
      
       Akompaniował im Mateusz na harmonii jazzowej.
                              *
        
                 Solowy występ Dagmary
                             *
      
               Solowy występ Tomka.
                          *
      
Szczęścia, zdrowia Młodej Parze, czyli duet Dagmary i Tomka - jak oni się kochają.... Jeszcze.
                              *

Jestem w wieku, że czas pomyśleć o życiu wiecznym. Wybieram piekło, bo przy tak uroczych Diablicach nie może być w nim źle.
                                 *
        
Święty Krzysztof, czyli maestro Krzysiu Jeleń daje swój kaberetowy popis (nie mylić z POPiS).
                                  *
      
Poskromienie złośnicy (Panny Młodej), kolejny występ Dagmary.
                               *
  
   Kinga jako dyspozytorka PKS relacji Londyn - Białystok.
                                   *
  
         Tomek, Ala i Krzysztof w kolejnym występie.
                              *

Miło jest oklaskiwać - klaszcze Kinga, Ola, Dagmara i Tomek. 
                                *

Nareszcie Głogowianin! Czyli nadeszła wiekopomna chwila - ogłoszenie wyników satyrycznych potyczek "O Złoty Bucior". Wacław Niwczyk z Głogowa odbiera nagrodę za III miejsce od Krzysia Jelenia i szefa GKL Stefana Górawskiego. Gratuluję! 
    Młodzi artyści z grupy teatralnej są podopiecznymi Piotrka Mosonia i Bartka Adamczaka. (cdn) 
            

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  490 913  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 490913
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9604
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3857 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości