Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 821 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Rajd rowerowy i wycieczka

wtorek, 30 czerwca 2009 10:40

      Ktoś musi pracować, aby wędrować mógł ktoś. Chodzi oczywiście o mnie, bo gdy ja pracowałem, to rodzinka na rajdy rowerowe jeździła i nawet wycieczkę do Niemiec zaliczyła. Jednak zdjęcia, które przywieźli ze sobą są warte pokazania moim znajomym. Nim to jednak nastąpi, to pragnę zakomunikować, że wszystkim pisałem komentarze, ale u niewielu się one zapisały. Jestem po prostu wściekły na WP, bo taka sytuacja już raz była. Nie wiem jak Was, ale mnie to wkurza.
     Od pewnego czasu moja żona z dziećmi jeździ na rajdy rowerowe po okolicy, które odbywają się pod hasłem, aby jeździć bezpiecznie w kasku. Na każdym rajdzie są konkursy, a moja ferajna powygrywała w nich książki i kaski dla rowerzystów. Ostani wypad był do Wietszyc, gdzie otwierano Muzem Dziadoszan, a w związku z tym zjechało się rycerstwo ze swoimi damami serca. Rycerze wiadomo, lubią walczyć i sie pojedynkować, co zostało uwidocznione na zdjęciach.
                              *
      
    Moja żona i córka Ania przed wyruszeniem w trasę.
                               *
               
    Na miejscu w wietszyskim grodzie zobaczono rycerza.
                                *
              
         Za chwilę dołączył do niego kolejny rycerz.
                               *
        
            Jednak wkrótce zaczęli ze sobą walczyć.
                                *
        
     Walka była zaciekła i krwawa więc trup słał się gęsto.
                                *
        
       Dochodziło też do pojedynków na śmierć i życie.
                               *
       
Zgodnie z prastarym zwyczajem dama rycerza nie pozwoliła na jego dobicie mizerykordią.
                               *
          
    Po walkach rycerskie damy zatańczyły swój taniec.

      Zdjęć mam jeszcze ponad sto, ale wybrałem te, które choć w niewielkim stopniu pokażą atrakcje rajdu do wsi w ościennej gminie. Wsi, która zafundowała sobie Muzem Dziadoszan, czyli ludu zamieszkujacego onegdaj  nadodrzańskie ziemie i na tą okazję zwołała wiciami zjazd rycerzy wszelakich.
     Kolejnym wypadem był wyjazd do Niemiec, a ścislej do Spreewaldu i zwiedzanie okolicy łodziami po kanałach w lesie, które się łączą i wpadają do Sprewy. Ale o tym za parę dni, przed naszym wyjazdem w Bieszczady.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Pracowite wakacje

czwartek, 25 czerwca 2009 15:45

     W swojej naiwności sądziłem, że jako emeryt będę miał więcej czasu dla siebie. Ale było to złudzenie, gdyż trudno tak z marszu przejść do nicnierobienia. Cholera, powinien być przed pójściem na emeryturę okres przejściowy, w ktorym pracodawca przygotowywałby klienta do wypoczynku, zdejmując kolejne zadania. Ale do rzeczy.

     Jak wszystkim wiadomo od paru lat pracuję deczko w Przemkowie i trochę się nawet udzielam społecznie i zawodowo jako publicyta w "Wiadomościach Przemkowskich" i w "Roczniku Przemkowskim". Ostatnio pomagam Lidce, mojej dobrej znajomej w Ogólnopolskiej Kampanii "Sprawdź czy twoje picie jest bezpieczne - wyhamuj w porę", która jest szfową GKRPA i ambasadorem kamapanii. Jak już wspominałem, dobrym znajomym się nie odmawia i dlatego wziąłem udział w debacie tydzień temu, która odbyła się w Przemkowskim Ośrodku Kultury. Gości przywitał i kampanie zaingaurował burmistrz Przemkowa - Stanisław Pępkowski. Po jego wystąpieniu głos zabrała Lidka Kulczyc, a prezentacji multimedialnej dokonała terapeutka i edukatorka kampanii z Zielonej Góry pani Anna Komorowska. Była telewizja lokalna, prasa (w mojej skromnej osobie), asa tadarasa. Nie powiem, dobrze wypadliśmy przed kamerą, udzielając kolejno wywiadów red. Robertowi Białemu z TV Master w Głogowie.
                               *
      
 Pani Ania, Lidka, Burmistrz przed inauguracją kampanii.

     Już za tydzień, czyli wczoraj, idąc za ciosem Lidka zorganizowała spotkanie z przemkowską młodzieżą zrzeszoną w Stowarzyszeniu LCS "Hałastra" i w Klubie Bokserkim "Gladiator". Szkoda, że nie było szefa Hałastry Tomka Kuncika, który miał przedwakacyjną radę pedagogiczną i Marka Kulczyca w-ce prezesa Gladiatora, któremy wypadła druga zmiana. Na spotkanie przyszło kilkunastu młodych ludzi. Zobaczyli prezentację spotów reklamowych kampanii i wysłuchali ciekawych wykładów, oraz wykonali test "Prawdy i mity o alkoholu" , który prowadziła studentka Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Edukacji w Wrocławiu - Ewelina Janas, będąca na praktyce w OPS. Ja służyłem jedynie swoją wiedzą i doświadczeniem. Najważniejsze, że młodzież zgodziła się na współpracę i będzie nam pomagać w innych zadaniach programowych kampanii, a parę ich jeszcze będzie.
                             *
     
Lidka otwiera spotkanie, a Ewelinka będzie promować moją książke.
                              *
     
       Lidka prezentuje młodzieży spoty kampanii.
                            *
     
     Młodzi przemkowianie ostro pracują na testem.
                              *
  
A to pamiątkowe zdjęcie z LCK "Hałastra". Od prawej moja skromna osoba w objęciach uroczej studentki Eweliny.

     Lubię służyć swoją radą i pomocą, gdy widzę sens i potrzebę  działań. A tak jest w Przemkowie. Fajnie, że młodzi ludzie mają swój alternatywny dla alkoholu i narkotyków cel w życiu, a ich pomoc w kampanii będzie bardzo przydatna. No i fajnie, że jest Lidka, która ma wspaniałe pomysły i potrafi do nich przekonać radnych i innych decydentów. Muszę uczciwie przyznać, że mam szczęście do takich ludzi. A może z latami trzeźwości nabieram umiejętności dokonywania dobrych spotkań z  ludźmi. Pewnie jedno i drugie. A tak na marginesie, Ewelina nabyła moją książkę, którą zaczęła czytać z babcią i obu się ona podobała. Opchnąłem jej ze zniżką studencką, a co!  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

Nowe wyzwanie

poniedziałek, 22 czerwca 2009 12:41

       Ja wcześniej wspomniałem w tym miesiącu podjąłem nowe wyzwanie, czyli pracę w hostelu dla uzależnionych od alkoholu w Miłkowie k/Karpacza jako terapeuta. Przyjacielom się nie odmawia, więc zgodziłem się na pracę, mimo, że sytuację finansową mam ustabilizowaną, a jakoś wyzbyłem się ciągotek do pomnażania majątku. Mam już dwa dyżury za sobą i nie żałuję. Nie powiem, aby dojechać na miejsce, muszę spędzić w autobusie ponad trzy godziny, ale miejsce, szef (Michał, jest synem mojego serdecznego znajomego dr. Piotra B.) i kadra terapeutyczna, że nie wspomnę o klientach są bez zarzutu. Jest to ważne, bo praca daje radość wtedy, gdy nie ma zgrzytów i jest dobra atmosfera. Mam świadomość, że ośrodek jest w trakcie renowacji, że tworzymy nowy program terapeutyczny, ale w duszy mi gra, że podołamy wszystkim wyzwaniom. A ja lubię nowe wyzwania.
     Miłków, to duża wieś niedaleko Karpacza i jak wiele górskich miejscowości, jest rozrzucona i ciągnie się przez parę kilomentrów wzdłuż drogi. Jest w niej bardzo ładny i zabytkowy kościół, który w najbliższym czasie odwiedzę.
                               *
       
                    Kościół w Miłkowie

     Bez zarzutu jest budynek ośrodka i choć wymaga jeszcze trochę pracy, to sprawie miłe wrażenie. Pomieszczenia są wysokie i przestronne. Jest sala terapeutyczna i komputerowa z dostępem do internetu. Chodzi wolno, ale tak bywa w górskich okolicach.
                             *
     
           Mój aktualny azyl i miejsce pracy.

      Najfajniejsze jest to, że z podwórka mam widok na Śnieżkę, a obok hostelu prowadzi szlak do zabytkowej Kaplicy św. Anny i Źródełka Miłości. Wybiorę się tam przy okazji, choć znam te miejsca, gdyż schodziłem do nich parę lat temu szlakiem z Borowic.
                              *
       
         Widok na Śnieżkę z podwórka hostelu.
                              *
      
         Widok na Śnieżkę w większym zbliżeniu.

    Jak widzicie, to trafiłem w fajne miejsce, gdzie woda czysta, trawa zielona, powietrze zdrowe, no i te widoki... Nie żałuję więc mojej decyzji.
     A za dwa tygodnie będę już z rodziną u Alenki Zakapiorki w Bieszczadach. Nie mogę się już doczekać.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Warto było czekać

piątek, 19 czerwca 2009 17:45

    Na wstępie chciałbym przypomnieć moim znajomym, że mineło pięć lat od śmierci Jacka Kuronia. Kim był Jacek? Na to pytanie musicie sobie odpowiedzieć sami. Dla mnie był on Człowiekiem wielkiego formatu, takiego przez duże "C". Był nietuzinkowym politykiem, otwartym na sprawy innych, pełnym troski o ludzi, którzy z różnych powodów zostali wykluczeni z normalnego życia. Do tej pory nazywamy zasiłki dla bezrobotnych "kuroniówkami", podobnie jak kuroniówkami nazywamy darmowe zupy serwowane dla biedych przez Caritas, kościoły, czy inne organizacje i instytucje. Wielokrotnie kpiono z tych zup, ale Jackowi chodziło bardziej o obudzenie wrażliwości społecznej, aby bogaci, choć w minimalnym stopniu podzielili się swoimi pieniędzmi z potrzebujacymi. On przecież miał świadomość, że sam nie nakarmi wszystkich głodnych. Dla malkontentów dodam, że Jacek na te zupy przeznaczał większość swojej ministerialnej pensji. Taki był Jacek właśnie.
                              *
           
Ja z Jackiem Kuroniem i Małgosią Praisner w Dębe k/Warszawy.
                       
      Opowiadała mi Jola, moja serdeczna znajoma, że na pogrzeb Jacka, mimo padającego deszczu przyszły tysiące warszawiaków. Chowano go w prostej sosnowej trumnie, a pożegnanie nad grobem wypowiedziane przez jego przyjaciela Adama Michnika na zawsze zapadło w ich pamięci. Bo Jacek jak mało kto, zasługuje na pamięć. Po Jacku pozostały mi nasze wspólne zdjęcia i jego pięć książek z dedykacją i autografem.
                          *
     A teraz weselsza wiadomość. Od dawna planujemy z żoną wyjazd w Bieszczady na zaproszenie Alenki Zakapiorki do jej Bukowego. Wcześniej rozmawiałem o tym przez telefon z Alenką, a dzisiaj zadzwonił Książę Jedrek i omówiliśmy nasz wyjazd. Bo Jedrek bierze na siebie transport. Nie wiemy jeszcze, czy pojedziemy 5, czy 6 lipca, bo to zależy, kto mu pożyczy samochód. Podobało mi się, że już na wstępie dogadaliśmy się w kosztach podróży - wiadomo, paliwo kosztuje. Lubię jasne sytuacje i to nas odróżnia od kobiet, które myślą sercem, a nie głową przez kiesę. Wiadomo, że kochajmy się jak bracia, a dzielmy się jak Żydzi, to wtedy nie będzie problemów i niedomówień. Już liczę dni do tego wyjazdu i nie mogę się nań doczekać. Ważne jest to, że się ziszczą moje wakacyjne marzenia. No i najważniejsze, że zobaczę i poznam Alenkę, bo znam ją do tej pory z blogu i wiem, że ma miły i ciepły głos.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Tydzień z głowy

poniedziałek, 15 czerwca 2009 13:19

     Minął tydzień od wyborów do PE, więc skończyła się kampania wyborcza, spoty, opluwanie i obiecywanie gruszek na wierzbie. Wybory były i się zbyły. I bardzo dobrze, bo mnie już to mdliło.
     Tydzień minął dość pracowicie, choć był w nim i moment smutny - zmarła moja dawna sąsiadka, matka mojego kolegi z młodości. Byłem na pogrzebie, bo bardzo ja lubiłem, gdyż była osobą z poczuciem humoru, pogodną i można było sobie z nią fajnie porozmawiać. Spotykaliśmy się od czasu do czasu i wtedy wspominaliśmy dawne czasy, sąsiadów, którzy odeszli, o wnukach, dzieciach, no i o zdrowiu. Spotkałem na cmentarzu jej córką Dankę i syna, mojego dawnego kolegę Leszka, którego nie widziałem ponad 40 lat. Ledwie go poznałem, a i to za pomocą jego siostry. Pogadaliśmy sobie trochę, złożyłem mu kondolencje i... Kiedyś go odwiedzę, bo mieszka w innym, choć ościennym województwie.
     Najważniejsze, że sfinalizowałem propozycję mojego dobrego znajomego, który mi zaproponował pracę w Hostelu dla uzależnionych w Miłkowie k. Karpacza. Prowadzi go jego syn Michał, który jest specjalistą psychoterapii uzależnień. Miło, jak starzy znajomi pamiętają o emerycie. Choć po prawdzie nie musiałem tej propozycji przyjmować, bo emerytura i to co sobie dorabiam wystarczają mi na spokojne życie, ale dr. Piotra B. bardzo lubię, gdyż mi kiedyś pomógł, a i później mi pomocy nie odmawiał. W takiej sytuacji nie potrafiłem i nie chciałem mu odmówić.
      Mam już pierwszy dyżur wekendowy za sobą i jestem zadowolony, bo robię to co lubię, czyli terapię grupową i indywidualną. Choć mam świadomość, że muszę się jeszcze wdrożyć w program terapeutyczny. Ale sam Miłków jest położony w Karkonoszach, a z ośrodka widzę Śnieżkę, Kopę, Czarną Kopę i  pół pasma górskiego. No i te górskie powietrze, które powoduje, że sen na materacu w śpiworze jest tak twardy, że przespałem noc i wstałem wypoczęty. No i pensjonariusze hostelu też są fajni, nie mówiąc o kadrze z której część to moi dobrzy znajomi. Nic to, że dojazd w jedną stronę zajmuje mi 3,5 godziny autobusem.
     Następnym razem wezmę aparat i zrobię fajne ujęcia panoramy gór z uwzględnieniem Śnieżki. 
     Miłe jest to, że ktoś o mnie pamięta i mi ufa, choć między Bogiem, a prawdą nigdy nie myślałem, że ziszczy się moja propozycja z odwyku sprzed 26 lat o pracę na oddziale odwykowym. Dr. Piotr powiedział mi wtedy, że i owszem, ale po roku jak utrzymam trzeźwość i poukładam swoje sprawy rodzinne. Po roku już miałem inne, aborbujace mnie zajęcia na rzecz trzeźwości, a tym samym coraz mniejszą chęć do pracy na oddziale. Bumerang puszczony cwierć wieku temu powrócił do mnie właśnie teraz, gdy jestem zadowolonym z życia emerytem.
     Nie ukrywam, że jest to moja dobra decyzja. Bo powrót do mojej dawnej poradni i na oddział jest już nieaktualny. W Miłkowie będzie mi lepiej, a świadomość, że to nie ja składałem propozycję pracy, jest dodatkowym, miłym akcentem.
    


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  490 882  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 490882
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9604
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3857 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości