Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 212 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

I nie odpuściła...

niedziela, 29 maja 2011 16:20

   Już kiedyś wspominałem, że moja ślubna zaplanowała sobie mały remoncik w moim pokoju. Wczesniej kupiła tapety, emulsję białą, jakieś kleje i inne untensylia niezbędne to tego szlachetnego przedsięwzięcia. I żeby było śmieszniej, to za moje pieniądze oczywiście. Te dupsoły sobie stały spokojnie, bo przecież jeść nie wołały i czekały na sposobniejszą okazję, czyli moją wenę do roboty. A ta jak na złość nie nadchodziła, bo ciągle coś mi wypadało bardziej ważnego i pilnego. Jednak w piątek moja Renia wraz z córką i wnuczką zaczęły ściągać obrazy ze ścian, wynosić moje książki, i tak im do wieczora zeszło. Już wtedy wiedziałem, że się nie wywinę od roboty, więc pomyślałe sobie, że przszła kryska na Matyska. Nie ukrywam też, że powodów do radości raczej nie miałem.

    W sobotę pobudka, śniadanko i hajda do roboty. Obie z córką wzieły się za zrywanie starych tapet, a ja raczej markowałem robotę, bo cosik nie byłem do niej przekonany. Wena, co prawda lekka, dopadla mnie przy malowaniu sufitu, tak że pędzlem odcinałem paski przy suficie, a syn wałkiem zapieprzał resztę sufitu, niczym Rafael Santi freski. Nie pozostało mi nic innego, jak pokierować robotą, aby był lepszy efekt - żona z córką cięły tapety na wymiar, syn smarował ściany klejem, a ja kładlem tapety. Na wieczór było pół pokoju gotowe. Reszta została na niedzielę, bo żona stwierdziła, że agnostyk i tak dnia świętego nie święci, więc nie może być mowy o obrazie moich uczuć religijnych, czy innym świętokractwie. Na szczęście o 14 z minutami zakończyłem moje zbożne dzieło, a pokój nabrał dostojeństwa. Jak się tylko wnuk obudzi z pobiedniej drzemki, to powbijam gwoździe i powieszę i powieszę swoje landszafty, aby mnie markotno nie było. Większość z nich, to prezenty od zaprzyjaźnionych artystów, którym kiedyś pomogłem. Jest też jeden od kolegi i dwa od dzieci.

    Nie ukrywam, że ręce mi się wydłużyły za kolana od ciągania mebli, nogi mnie bolą, łupie w krzyżu i w kolanach. Nie powiem, że jak już robotę skończyłem, to ślubna łaskawie zauważyła, że mój wiek i zdrowie, raczej mnie nie pretenduje do funkcji malarza-tapeciarza. Była to co prawda musztarda po obiedzie, ale lepiej późno niż wcale. Pewnie moja połówka ma refleks szachisty, bo przy robocie kurwowałem, stękałem, sapałem, kwękałem i dla pucu brałem leki. Jednak jej to jakoś nie ruszało i pewnie myślała, że sobie pogrywam i ściemniam. A ja na prawdę i bez żadnej ściemy cierpiałem męki Syzyfa.

                          *

       

    Mam nadzieję, że już żadnego remontu nie wymyśli, ale na wszelki wypadek postawię na jej cześć krzyż pokutny z rytem cepa. Moja pokora wobec remontów i anielska cierpliwość na dopusty Boże już się skończyła.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Życie nie jest łatwe

środa, 25 maja 2011 11:15

    Dziękuję za komentarze na moim wpisie. Są one mądre i pouczające. Pouczające, gdyż każdy z nas ma inne wyobrażenie o "swojej" wolności i umiejętności jej zagospodarowania. I bardzo dobrze, bo różnorodność opinii wzbogaca nasze postrzeganie świata i innych ludzi. Warto więc korzystać z przemyśleń innych, a i dobrego słowa również nigdy za wiele. Mamy wszak demokrację, wolność słowa, myślenia, wyznawania religii, etc... i niech tak pozostanie.

    To, że WP płata nam psikusy wiemy od dawna. Nieraz mam problem z wejściem na mojego bloga, bywa, że z logowaniem, ale nie zrażam się i trwam w nadziei, że będzie lepiej. Bo z WP jest tak jak z życiem, bywa lepsze, gorsze, czasami marne, ale żyć trzeba, a problemy trzeba brać na klatę. Nie warto się poddawać, można upadać, wstawać i dalej iść, ale nie należy ustawać. Ostatnio jakiś komunikat mi wyskakuje przy logowaniu, ale klikam w krzyżyk i znika, olewając tym samym propozycje WP. "Stary" już jestem i zmian nie lubię. Ot co.

    Dziękuję Bożence Promyczkowi, która napisała mi na pocztę powody swojego zniknięcia wraz z blogiem. Ma ważne powody, które rozumiem i szanuję, choć mi żal jej odejścia. Ponieważ napisała mi o tym prywatnie, to szanując jej prywatność, nie upubliczniam  powodu zniknięcia. Podobnie było z Iwonką Wędrowcem, też mi napisała i ja to szanuję. Powody likwidacji swego bloga opisała i nie są one tajemnicą. Muszę też powiedzieć Obserwatorowi, że Wędrowiec założyła swój nowy blog i powiadomiła o nim swoich dobrych znajomych. Tak, że nie mogę brachu nic wiecej o nim powiedzieć, jedynie to, że nie mam go wpisanego nawet w ulubionych, bo mnie o to prosiła. Mam go wpisanego w swojej wyszukiwarce w linkach, abym za każdym razem nie musiał go wpisywać. Tak, że nie jest on dostępny dla pozostałych.

    Na jednym z blogów przeczytałem o postępującej biedzie wielu ludzi. Tak, jest to prawda, ale nie zawsze ta bieda wynika z nieudolności i złego fatum. Często jej powodami bywa patologia, albo minimalistyczne potrzeby  życiowe i brak wiary w odmianę swojego losu. Wielu woli żyć pod kreską, korzystać z różnych zasiłków, bloczków żywnościowych, zapomóg i darów, zamiast poszukać jakiejkolwiek pracy. Jako terapeuta mam w tej mierze bogate doświadczenie i mogę się jedynie dziwić takiej postawie i czesto być wobec niej bezsilny.

    Dla mnie bycie wolnym oznacza również wzięcie odpowiedzialności za swoje życie. Robię to i jakoś żyję, choć nie należę do krezusów finansowych, do ludzi majętnych. Dlatego nie zadowalam się emeryturą, która może by i starczyła na styk, ale biorę wiele propozycji pracy, choć nie zawsze gratyfikacje finansowe mnie zadowalają. Ale takie myślenie powoduje, że starcza mi od pierwszego do pierwszego i jeszcze parę złotych mogę zaoszczędzić na "czarną godzinę". No i bronię się przed kredytami, a jeśli już, to biorę niewielkie i możliwe do spłacania bez obawy wpadnięcia w pułapkę zadłużenia.

    Bo tyle naszej wolności, ile sami jej sobie damy, mając na uwadze mądre przysłowie: Każdy jest kowalem swojego losu i grabarzem swojego żywota.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Być wolnym...

sobota, 21 maja 2011 12:45

       Do napisania moch przemyśleń zainspirował mnie wpis na blogu Alenki o wolności właśnie. Zgadzam się z nią całkowicie, że wolność w szerokim pojęciu jest wartością samą w sobie. Wolność dotyczy wielu aspektów naszego życia i staje się darem, jeśli potrafimy ją sensownie wykorzystać i zagospodarować. Alenka ma swoje marzenie, aby poczuć wolność, którą daje lot szybowcem. Bardzo ładnie o tym napisał Jędrek, który ma uprawnienia szybownika. Z całego serca życzę Alence, aby poczuła się wolną w przestworzach, wraz z ukochanym Jędrusiem.

    Ja na razie nie wybieram się na lot szybowcem, bo takiej możliwości nie mam, a i zdrówko jakie takie, co raczej mnie wyklucza z zacnego grona szybowników. Prędzej bym się załapał na lot balonem. Ale i to nic pewnego.

    Zgadzam się z Alenką, że wolności nie mogą doświadczyć ludzie zniewoleni czymkolwiek i od czegokolwiek. Może to być w moim rozumieniu alkohol, narkotyki, seks, hazard, zakupy i inne. Może to być chora ideologia, nienawiść, skrajny dewotyzm, i wszelkie "izmy", których pełno w ludziach. Nie ma też absolutnej wolności, gdyż żyjąc w społecznościach i państwach zorganizowanych podlegamy pewnym rygorom, kodeksom, ustawom i mniej lub bardziej chorym przepisom. Na to musimy się zgodzić, ale mamy realny wpływ na zakusy wszelkiej maści polityków, którzy chcą nam wolność ograniczać do minimum. Bo takie prawo do obrony daje nam demokracja właśnie. Więc korzystajmy z tego prawa.

    Mnie bardziej interesuje wolność osobista, czyli swoboda myślenia, działania, podejmowania wszelkich decyzji i kierowania wlasnym życiem, ale wiem, że za wszystkie moje decyzje i działania ponoszę odpowiedzialność, jeśli nie karną, cywilną, społeczną, to przede wszystkim moralną przed własnym sumieniem. Tak, gdyż jestem zwolennikiem słów Seneki, który powiedział, że gdy prawo coś dopuszcza, to pozostaje jeszcze nasze sumienie. Podobnie uczyła mnie moja babcia - abym żył tak, by nikt nie płakał z mojego powodu i bym mógł się bez odrazy przejrzeć w lustrze. I dlatego od 28 lat staram się sprostać naukom mojej babci i filozofa Seneki. I mam nadzieję, że mi się to lepiej, lub gorzej udaje.

    Dla mnie poczucia prawdziwej wolności  doświadczam w Bieszczadach, gdzie czas biegnie wolniej, a ludzie są lepsi. O dzikiej przyrodzie nie wspomnę. Dlatego mam nadzieję, że poczuję się wolnym, gdy z własnym prawkiem w swoim samochodzie będę pokonywał kilometry na dużej i małej pętli bieszczadzkiej. Bo bieszczadzka wolność, to wędrówka przed siebie bez ograniczenia czasowego. Wędrówka, w której mogę się ztrzymać, coś zobaczyć, porozmawiać ze znajomymi, pstryknąć pare zdjęć, etc... Wędrówka do miejsc, które utrwaliły się w mojej pamięci, do ludzi, których cenię i lubię, do bieszczadzkiego powietrza, zapachu lasów, połonin i górskich potoków. To również wędrówka po nowe doznania i odkrywania miejsc, w których jeszcze nie byłem.

    Podobnego uczucia wolności doświadczę zwiedzając stare zamki, ciekawe miejsca, stare kościółki. Bo czuć się wolnym, to usiąść sobie na ławeczce, zadumać się w podziwianiu miejsca gdzie się znalazłem i nie patrzeć na zegarek. Mam wię nadzieję, ze to mi się uda, bo innej opcji nie dopuszczam do swojego umysłu.

                     *

       Cerkiewka bieszczadzka.

                         *

Zamek w Czerninie, który odwiedzę ponownie.

                          *

       

Żobaczę też krzyże pokutne - ten jest w Mirocinie Dolnym.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Granda na KUL-u.

wtorek, 17 maja 2011 16:19

   Jak wiecie nie należę do apologetów purpuratów. Jednak nie mogę przejść obojętne od hańby na KUL-u, za sprawą niejakiego Grzegorza Brauna, reżysera z Wrocławia. Ten osobnik wsławił się wcześniej bezpodstawnym oskarżeniem o agenturalność prof. Jana Miodka, znanego piewcy poprawnej polszczyzny w telewizji i gazetach. Oczywiście braunowe ględzenie i pomówienie zacnego profesora znalazło swój epilog w sądzie, gdzie herr Braun przegrał sprawę o zniesławienie z kretesem i musiał przeprosić prof. Miodka.

    Herr Braun miesiąc temu w auli głównej KUL-u prezentował swój film "Eugenika - w imię postępu". W czasie dyskusji po projekcji ta kanalia znieważyła nieżyjącego już wielkiego kanclerza KUL, abp. Józefa Życińskiego pomawiając go, że był agentem SB. Gdy jeden sprawiedliwy student bronił nieżyjącego arcybikskupa, to oszołom Braun dodał, że abp. Życiński mienił się tylko biskupem, a na dodatek był kłamcą i łajdakiem. Używał sobie na zmarłym kilka minut i.... zebrał brawa od studentów. Gdy "Gazeta Wyborcza" parę dni temu to opisała, to na KUL się zrobił szum i w efekcie herr Braun dostał zakaz pojawiania się w tej zacnej Alma Mater, zarząd Koła Naukowego Historyków  Studentów KUL (oni Brauna zaprosili i firmowali jego brednie) został odwołany, koło na rok zawieszone, a opiekun naukowy studentów został zdymisjonowany. Czyli sprawiedliwości stało się zadość, ale dręczy mnie pytanie - dlaczego tak późno zareagowano i to dopiero po nagłośnieniu afery przez "Wyborczą"?

    Rozumiem, że kościelne młyny mielą powoli, ale to nie była jakaś sprawa religijno-dogmantyczna godna głębszego pochylenia, tylko chamskie obrzucenie kalumniami i błotem nieżyjącego już abp. Życińskiego przez skrajnie prawicową kanalię. Pomijam fakt, że zmarły kanclerz nie może się już bronić, a broniącemu jego dobrego imienia studentowi odebrano głos.

     Nie ukrywam, że prywatnie bardzo lubiłem  abp. Życińskiego za jego cięty język, celne riposty i za całokształt jego intelektu. Dodam też, że choć nie zwsze się z nim zgadzałem, to go po ludzku szanowałem.

    Pamiętam jak w latach pięćdziesiątych  w kościołach podczas mszy zbierano pieniądze na KUL, a moi rodzice zawsze dawali na katolicką uczelnię jakieś datki. Dlatego bardzo mnie boli, że ta szacowna Alma Mater od pewnego czasu przechyla się w kierunku Radia Maryja i bzdetów mnicha Rydzyka, które mają tyle wspólnego z "katolickim głosem w naszych domach", co za  komuny "Trybuna Ludu" z ludem pracującym. Mierzi mnie też, że różne oszołomy o skrajnych pogladach w stylu Cezarego Michalkiewicza i Cejrowskiego Wojciecha, pałętają się po korytarzach tej uczelni niczym jej zacni pracownicy. Ale to już nie moja broszka. Wychodzi jednak na to, że oszołomstwo, pomówienia i pospolite chamstwo w naszym kraju mają się dobrze i wręcz rozkwitają, niczym biała lelija na grządce.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

O jasna dupa

sobota, 14 maja 2011 11:58

    Nie ukrywam, że z pewną obawą wchodzę na swój blog. Nie, nie z powodu obawy o komentarze, ale o smutne wieści od Was właśnie. Co się dzieje do jasnej dupy, czyżby wiosenna aura tak podziałała, że niektóre blogi znikają jak kamfora, a ktoś się żegna na bliżej nieokreślony czas? Pół biedy, gdy ktoś zakłada nowy blog i kontynuuje go na innym portalu. To akurat rozumiem, bo mnie nieraz krew zalewa za fiksowanie WP, ale się nie poddaję i trwam przy niej wiernie jak Ordon na swojej reducie. Bywają też inne tego powody...

    Zwaliło mnie pożegnanie Eli, którą bardzo lubię i jej wiersze z przyjemnością czytam. Cóż, takie jest życie, więc liczę w skrytości ducha na jej powrót do pisania i komentowania na moim blogu. Na pocieszenie mam jej tomiki poezji, które mogę sobie poczytać, jak mnie żałość ściśnie za serce. Ale i tak czegoś żal.

     W tajemniczy sposób zniknęła moja miła znajoma Bożka "Promyczek", same też zniknęły jej blogi z moich ulubionych. Może Ty Alenko wiesz coś o tym więcej, bo mnie to bardzo martwi. Nie ma już bloga mojej kochanej "Ciapy", którą wspierałem i jej doradzałem. Myślę, że Ciapa sobie fajnie życie ułożyła i nie ma czasu na blogowanie.

    Na domiar złego Danusia "Blondyna" (pisze swój blog na Onecie(, ale przez jakiegoś chama Krzysia nie można na razie wpisywać u niej komentarzy. Mam nadzieję, że to chwilowa niedyspozycja.... Ale póki co, to dedykuję Danusi moją ripostę dla Krzysia:

                       *

          Krzysiu to pewnie wielki AS

            Co tam AS.... KUTAS

     Który zamiast chamsko komentować

   U Danusi, powinien się ze wstydu schować

I pisać sobie palcem po chińsku, znak po znaku

     W kibelku na ścianie... jak zrobi kaku

                      *

    Nie oparłem się sympatycznej krytyki wierszy Danusi, które opublikowała na blogu, a najpewniej miały być odebrane jako jeden większy poemat o miłości, tęsknocie i fiołkach. Dla mnie Danusiu każda strofa jest osobnym wierszem, które po małej korekcie nadają się do kieszonkowego tomiku.

                       *

      Rozbroiła mnie Danusia swoim erotykiem

  Który wyraża miłość, tęsknotę i zapach fiołków

 I to grodzie gdzie PiS rządzi wraz z Rydzykiem

   Pewnie by ich zmusić do miłosnych fikołków

     Nabrała odwagi i nie wchodząc w układy

    Opublikowala na blogu, a nie do szuflady

       Widzę, że nasza zacna Niewiasta

             Na poetką nam wyrasta

                       *

    Rozbawił mnie ostatni wpis Dośki, której zarzucali jacyś komentatorzy z bożej łaski, że zaczęła kochać bardziej męża, gdy miał zawał. Dosiu, ja jestem starym postzawałowcem i wiem, że moja Renia kochała mnie tak samo po zawale, jak i przed. W szpitalu też mnie odwiedzała i żarełko przynosiła, ale jeno z troski, abym nie podupadł bardziej na zdrowiu. Pewnie w myśl biblijnej zasady, że chorych należy odwiedzać, a głodnych nakarmić... Jaja były jak berety, jak zapłakana podała mi sałatkę z górą majonezu, gdy tylko najgorsze minęło, a ja swe oczęta otworzyłem. Trzeba było widzieć minę lekarza, który był przy mnie i na widok takiej porcji niezdrowego cholesterolu mało sam zawału nie dostał. Ja tam byłem skołowany po morfinie (podano mi na uśmierzenie bólu) i było mi wsio rawno co będę kuszał, bo głodny byłem jak diabli - zawał dostałem przed śniadaniem, a do żywych wróciłem przed kolacją. Ale biedny lekarz... Czyli Dosiu w takim przypadku nie obowiązuje parafraza wiersza ks. Twardowskiego: "Spieszcie się żony kochać mężów swoich. Tak szybko zawałów dostają".

     Jednego możecie być pewni, że będę z Wami do końca dni swoich. A gdy przeczytacie na moim blogu fraszkę (zapisałem ją  wraz z loginem i hasłem w moim testamencie), to będzie znak, że jestem już na drugim brzegu:

                      *

             Żyłem z Wami, cierpiałem

                 i płakałem z Wami 

                Dziś mnie już nie ma

     Więc żyjcie, cierpcie i płaczcie sobie sami! *

                              *

   Tylko czy takich zakapiorów cholera weźmie?

                           *  

                                             

* To nie moja fraszka, ale śp. Sztaudyngera  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 209  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487209
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl