Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 211 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Lepiej wiosennie i radośnie

sobota, 31 maja 2008 12:30

*

    Cholera wie, co się dzieje na moich ulubionych blogach. Zbyt wiele w nich smutku, a mało radości. O optymiźmie nawet nie wspomnę. Czyżby jakieś spóźnione wiosenne przesilenie moich ludków dopadło? A może nowalijek nie wtranżalacie?

    Ja szamię szczypioek, ogóreczki świeże, pomidory i kapustę młodą, aby uzupełnic niedobór witamin. Bo to właśne one dają radość i nadzieję, że jutro też będzie dzień i na pewno lepszy od poprzedniego. Choć nie jestem poetą, tylko pisze prozą, to nie mogłem sobie odmówić na małą rymowankę, nazwaną po roboczemu "Odą do Radości". 

*

Czytam dziś wasze blogi i jestem zdruzgotany.

Pełno w nich smutku, beznadziei, żalu i złości,

Czuję się po nich jak menel w trzy dupy zalany,

Co wszystko już stracił i brak mu radości.

*

Dośka szuka swej SZAFY, aby się odciąć od ludzi,

Na innych narzekania i brak wiary w przyszłość,

Nawet mój kompan Kuba o Pinochecie marudzi,

 Gdzie się podziała dawna wiara  i radość.

*

Parę blogów uśpionych dni swoich dożywa,

Choć jeszcze dawną świetnością je trąca,

Lecz i ona powoli, lecz stale dogorywa,

Zostanie po nich pustka i cisza męcząca.

*

Co sie do q...y nędzy dzieje?

Czyżby przesilenie wiosenne,

Za oknem wszak słońce i kur pieje,

A Wasze pisanie cierpkie i senne.

*

A przecież może być i będzie lepiej,

Słuchajcie więc dziarskiego pryka,

Co się szybciej męczy i chodzi wolniej,

Bo po sześćdziesiątce już się nie pobryka.

*

Wiosna, słowiki, gwiazdy jak byki,

Księżyc, że tylko w mordę go lać,

Dusza człowieka w radość ucieka,

Z radości zaklnę - Kurwa go mać.

*

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Kaczo i Bieszczadzko

środa, 28 maja 2008 17:41

*

    Miałem straszny sen. Nad ranem ktoś głośno zadzwonił i załomotał do moich drzwi, a gdy je otworzyłem wpadły jakieś typy kominiarkach z napisem ABW na plecach, uzbrojeni po zęby i rzucili mnie na glebę. Leż skurwielu i nie ruszaj się!  Co, myślałeś chu..., że Kaczyzm się skończył i jakąś książkę polityczną, w której szkalujesz PiS i Kaczyńskich oraz naszych kolalicjantów Leppera i Giertycha napisałeś. Na dodatek lokalna władza ci się nie podoba! Jeden wziął się za demontowanie komputera, dwóch zwalało mi książki z półek, jakaś baba buszowała w żoninej bieliźniarce, a następny skuwał mnie w kajdany. Grozili mi, że do pierdla pójdę, a nie na emeryturę.

    - Źle to wyglada - pomyślałem sobie. - Pewnie PiS do władzy jakimś przeworotem doszedł  - myśli mi się kłębiły pod czachą. - Dlaczego ktoś nadal się do drzwi dobija? - czyżby CBA dla odmiany? Nagle dotarło do mnie, że ktoś faktycznie puka do drzwi... Była to moja żona, która jak spałem poszła do sklepu i swoim zwyczajem zatrzasnęła górny zamek i kluczy nie zabrała.

    Co wysłuchałem od żony to moje, ale na szczęście nie było w domu już specsłużb Kaczorów, książki stały na swoim miejscu, podobnie jak bieliźniarka mojej małżonki. Wybaczyłem żonie jej bezpodstawny atak na mnie, bo nic tak nie poprawia nastroju jak chrupiące bułeczki, poranna kawa i świeże gazety na dodatek. Upewniłem się, że nadal mamy platformesów u władzy, a upadający PiS i Kaczory nadal się ich czepiają i krytykują, czyli wszystko jest po staremu, a popieprzone rządy partii braciszków są już tylko złym wspomnieniem. Bardziej mnie zaniepokoił artykuł w "Wyborczej", że politykierzy znowu chcą majstrować przy emeryturach. I to mnie ostatecznie utwierdziło w przekonaniu, że na emeryture odejdę od września. Tak szybko bowiem nie zdążą nic zmajstrować w najnowszej ustawie, zwłaszcza, że wakacje za pasem, a hołota polityczna lubi wypoczywać.

      Ucieszyłem się, że Dośka cała i zdrowa, co już zakrawa na cud, wróciła z Bieszczadów. Faktem jest, że wcześniej napisała mi miły list na pocztę i nawet fotki wysłała. Wszedłem na jej blog i poczytałem o jej bieszczadzkich wojażach, stadzie żubrów, które pryskały w popłochu przed jej ezoteryczną siłą, o niedźwiadkach z małymi (Jadą, jadą misie, hej hooop, tralala) i o wilkach, których szczęściem dla nich samych nie spotkała. Dała się jednak podprowadzić swoim gospodarzom i uwierzyła, że watahy wilków podchodzą do siedzib ludzkich. Owszem podchodzą, ale ostrą zimą jak są głodne, a nie wiosną, latem i jesienią, gdy pożywienia mają w bród. Bywa, że nocą na pastwiska dla cielaków się zakradają i deczko przetrzebią stado, ale nie w takich zawrotnych ilościach jak gospodarze podają, gdy chodzi im o większe odszkodowania. 

    Dośkę do łez doprowadziło zwiedzanie opuszczonego Zakładu Karnego w Kalenicy, który trawą porasta, ale parę zdjęć mi przysłała, po uzyskaniu mojego zapewnienia, że nie odezwie się we mnie dawna trauma. Dla wyjaśnienia dodam, że w podobnych ZK byłem w Uhercach i Moczarach, ale góra po kilkadziesiąt godzin. Cały swój wyrok odsiedziałen w tzw. OZ-tach, czyli takich Oddziałach Zewnętrznych, w których takich płotów, drutów kolczastych i krat nie było. Trudno bowiem montować je w namiotach. Bieszczady wtedy na więźniach stały. Ale o tym napisałem w swojej książce - Skazany na Uherce, którą część moich przyjaciół blogowych posiada.

*

Brama wjazdowa do ZK Kalenica. Pierwszy z prawej z kratami w oknach to budynek administracyjny z kabarynami (cele z twardym łożem). Dalej słupy po bramie, za którą stoi więzienny barak - czyli pięciogwiazdkowy hotel Hilton dla więziennej braci.

Z lewej strony budynki ZK, a z prawej strony ogrodzone płotem "pole namiotowe", dla skazańców z "ak" (a kury, a kaczki), czyli takich z krótszymi wyrokami. Tacy "akowcy" zazwyczaj przyjeżdżali wiosną i wychodzili na warunkowe przed zimą. Więźniowie z większymi wyrokami siedzieli w barakach.

 

Wejście frontowe do budynku administracyjnego z kratami w oknach.

"Szare mury płaczą krat oknami, drzwi zamknięto dawno już za nami. A dola twarda, zewsząd wzgarda....".  

 

Tzw. "pas śmierci" - czyli 1,5 metrowy pas ogrodzony płotami wokół więzienia, po którym biegały psy, a ile akurat nie były obżarte. Stawka wyżywieniowa dla więźnia wynosił 5,50 złotych, a dla psa 18 złotych. Oczywiście, że klawisze im co nieco podkradali z menu, gdy byli razem z nami na więziennej kuchni.

     Pewnie wtedy były jeszcze po rogach "kogutki", czyli takie wieżyczki dla strażników z których mogli strzelać do uciekinierów na pasach śmierci. Najpewniej szlag je trafił ze starości o ile wcześniej nie trafiły jako ambony dla myśliwych.

    A tak na marginesie. Gdyby nie wyrok, to bym nie był tak długo w Bieszczadach i ich nie pokochał. Teraz mnie to już nie wzrusza i żadnej traumy nie mam, a wprost przeciwnie - miłe, bieszczadzkie wspomnienia. Ale jak pomyślę, że klawisze razem z nami garowali i te samo żarło wtranżalali, to aż mnie śmiech bierze i żal serce ściska, że biedaki tak cierpieli.

     Ale póki co, to: Niech żyje wolność, Dośka i swoboda....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Rozważania na Boże Ciało

czwartek, 22 maja 2008 11:27

*

    Za oknem pochmurno i raczej parno. Mam jednak nadzieję, że nie będzie deszczu i procesja będzie miała właściwy wymiar, albowiem Boże Ciało jest ważnym świętem dla wierzących katolików, no i dla wszelkiej maści politycznych hipokrytów. Nie mam złudzeń, że te bractwo w trosce o swój polityczny image, będzie wzorem ubiegłych lat targać chorągwie, święte figury, baldachim księdza, etc... Tylko przejęte dziewczynki będą sypać kwiatki w swoich komunijnych sukienkach. Ja z racji swoich przekonań nie będę pątnikował, ale z całego serca życzę pobożnym ludziom dobrej pogody, aby ich przeżycie duchowe się dopełniło.

     W massmediach pojawiły się spekulacje o szybkiej beatyfikacji Jana Pawła II na świętego. Watykan dementuje te pogłoski, ale co tam, my i tak swoje wiemy. Obawiam się jednak, że te połoski obudzą znowu relikwiane upiory. Że znowu odezwą się nawiedzeńcy, którzy będą się domagać ćwiartowania Wielkiego Polaka na relikwie święte. Bo nic tak nie dodaje splendoru kościołom i parafiom jak kawałek kości, czy innej tkanki, badź organu świetej osoby. Nic to, że polski Papież chciał być pochowany w całości i w ziemi. Nic to, że pozostały po nim sutanny, ornaty i inne osobiste rzeczy, które mogą te doczesne szczątki zastąpić. Nic to, że po Janie Pawle II pozostały jego encykliki, kazania, słowa i przesłania. Nic to, że zostało po nim parę książek, kolędy, które śpiewał w otoczeniu przyjaciół i wiele publikacji opisujących jego pontyfikat i życie.Nic to, bo i tak jego słowa mało kto zrozumiał. Nic to, bo średniowieczna, upiorna mania kawałkowania ludzi jest nadal żywa w umysłach wiernych i wielu konfratrów w sutannach. A szkoda.

     Ja mam swój własny stosunek do relikwi, a eksponowanie ich uważam za pogański zwyczaj, zwyczaj kannibalów, plemiennych szamanów, czy wyznawców Woo-doo. Pół biedy jeśli relikwie są w stylu - kopytka osiołka, którym jechała do Betlejem brzemienna Maria z Józefem, kawałkiem szczebla drabiny do nieba , która się Jakubowi przyśniła, czy drzazgi ze słupa na którym swoje wygibasy czynił Szymon Słupnik, bądź mleko Matki Boskiej, któryn Jezuska karmiła. Gorzej, jak są to doczesne szczątki rzekomych świętych. Piszę rzekomych, gdyż diabli wiedzą czyje są to gnaty, bowiem tyle jest tych relikwi, że po ich złożeniu do kupy powstałby cały regiment sklonowanych świętych. Obawiam się, że tak samo byłoby z naszym Papieżem, którego by na przestrzeni lat "cudownie" rozmnożyli producenci relikwi.

     Zostawmy więc naszego rodaka w stanie nienaruszonym i pozwólmy mu spoczywać w pokoju tam, gdzie swoim życiem i pontyifkatem sobie zasłużył. Bowiem nic tak nie deprecjonuje świętości jak kannibalskie i pogańskie zwyczaje. I niech wreszcie powstanie te "cudowne" pokolenie Jana Pawła II, zamiast tego nędznego erzacu opluwajacych się politykierów, czy naparzajacych się tasakami kiboli. I pomyśleć, że te bractwo tak się fraternizowało po śmierci Papieża łkając przy słowach "Barki".

    Na zakończenie dodam dowcip, który ostatnio słyszałem: Święty Piotr mówi przy bramie niebios do Jana Pawła II. - A czy ty wiesz, że Twoi rodacy chcą Ciebie przerobić na relikwie? - Wiem i serce mi się kraje - odpowiedział JP II. 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (14) | dodaj komentarz

Jędrusiowe Posłowie II

niedziela, 18 maja 2008 11:17

*

     Muszę coś dodać do komentarzy, aby to co napisałem było do końca zrozumiałe. Na wstępie jednak wyjaśniam mojemu sympatycznemu koledze z Krakowa co następuje: Alkoholizm, czyli zespół zależności alkoholowej jest chorobą i ma swój numer F10. z różnymi cyferkami, które określają aktualny stan psychiczny i fizyczny alkoholika. Powstawanie tej choroby jest też znane, choć różne są szkoły na ten temat. Mi bardziej pasuje genetyczna podatność na uzależnienie, która się wyraża niedoborem chromosonu X. Taką podatność (łatwość) ma 20% pijących alkohol. Problem w tym, że nie można tego zobaczyć gołym okiem, ani zdiagnozować standardowymi badaniami laboratoryjnymi, czyli mędrca szkiełkiem i okiem . Można jednak na podstawie wczesnych sygnałów ostrzegawczych określić, kto jest blisko uzależnienia, lub w jego wczesnej fazie - wiara i czucie więcej mówi do mnie.... Jednak powstało wiele stereotypów na ten temat i dla przykładu "mocna głowa" nie oznacza, że klient się nie uzależni, ale wprost przeciwnie, że tak, gdyż jego oraganizm bardzo fajnie matabolizuje alkohol, czyli nie potrafi się przed nim bronić. Tak samo nieprawdą jest, że dziedziczymy alkoholizm, ale prawdą jest, że dzieci z rodzin alkoholowych mają 50% więcej szansy na uzależnienie. Prawdą jest, że im wcześniej zaczynamy pić alkohol, tym większą mamy szansę na uzależnienie. Prawdą jest, że kobiety pięć razy szybciej niż mężczyźni wpadają w uzależnienie i tyle samo gorzej się leczą. Ma to związek z budową ciała kobiety, psychiką i specyficzną rolą kobiety (Matka Polka, albo kult Maryjny). Takich "mądrości" mógłbym wiele napisać, ale po co?

    Uzależniamy się nie dlatego że tylko pijemy alkohol, ale dlatego, że mamy takie predyspozycje (20%) i normalnie pijemy. Do tego dochodzi trzeci czynnik - uzależnienie społeczne, czyli przebywanie w środowidku alkoholowym, które picie akceptuje, namawia do niego, bądź przymusza. Musi on jednak występować z dwoma poprzednimi.

    Często obarczamy winą alkoholika za to, że jest alkoholikiem, czyli za uzależnienie, a chętnie mu wybaczamy jego pijackie ekscesy, tłumacząc kmicicową fantazją, sarmackimi zwyczajami, polską tradycją, etc... Nic bardziej mylnego gdyż: ALKOHOLIK NIE PONOSI ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA WŁASNE UZALEŻNIENIE, ALE ZA SWOJE CZYNY PO PIJANEMU!  Musimy więc zmienić nasze myślenie, które doprowadza wielu do uprzedzeń i absurdu.  

    Wiele przed laty słyszałem na swój temat złych opini i nieuzasadnionych pretensji i sądów. To przeżyłem, ale początkowo je prostowalem. Teraz mi to zwisa wielkim kalafiorem. Rozbawiło mnie jednak, gdy leżalem po zawale przywrócony do świata żywych, a całe plejady rodziny, pacjentów, czy znajomych odwiedzały mnie w szpitalu  zostawiając różne wiktuały. Oczywiście, że po ich wyjściu rozdawałem je biedniejszym pacjentom i pielegniarkom na poczęstunek. Nie chciałem bowiem umrzeć z przejedzenia i zwiększonego poziomu cukru w cukrze. Boże, jak się wtedy każdy nad moją skromną osobą litował, jak mi współczuł, a przecież to ja sam - złą dietą, nadmierną pracą, stresami i wieloletnim paleniem papierosów na zawał zarobiłem. Ale gdy przed 25 laty podjąłem terapię alkoholkową, to odsądzano mnie od czci i wiary, że jestem moralnym zerem, śmieciem, nic nie wartym alkoholikiem, który na domiar złego chciał nim zostać. Przecież do kurwy nędzy ja nie chciałem być alkoholikiem ale chciałem pić i przez pewien czas piłem alkohol jak wszyscy. Niestety byłem w tej 20% grupie podatnych na uzależnienie co w połączeniu z alkoholem zaowocowało alkoholizmem.

     Piszesz Kubusiu, że czynni alkoholicy przez picie wyrażają swoje istnienie, czyli swoje JA, bądź Ego (tak i owszem robila kiedyś Cyganeria i atystyczna bohema). Guzik prawda mój przyjacielu, oni je po prostu zapijają, aby zapomnieć, bo ich JA alkoholika jest górą i skutecznie tłamsi resztkę dobrego JA. Poczytaj "Małego Księcia" w opowiadaniu o pijaku. Przestań się więc nad nimi litować, ale staraj się pokazać im ich upadek. Nie usprawiedliwiaj ich, bo niechcący pomagasz im w piciu, ale opierdol zdrowo, pokaż im konsekwencje ich picia, to może wtedy kogoś uratujesz. Alkoholik musi sięgnąć swojego dna, ale te dno można mu podnieść, aby nie było za późno. Niestety Jędrkowi Połoninie i innym nikt tego dna nie podniósł, tylko je jeszcze obniżał, a finał był...

     Oczywiście, że używając zbitki myślowej "zapił się na śmierć" nie musi oznaczać, że się zapił faktycznie, choć część alkoholików się zapija. Jednak większość umiera na skutek wyniszczenia organizmu alkoholem, ginie w wypadkach, popełnia samobójstwa, czy zaniedbuje, bądź lekceważy leczenie innych chorób śmiertelnych. Lekarze też w karcie zgonu nie piszą, że klient się zapił, ale, że zmarł na.... Przyczyn śmierci jest wiele. Szkoda, że wielu alkoholików umierając nie ma świadomości, iż są alkoholikami.

    Warto jednak wiedzieć, że pomiędzy Pijakiem, a Alkoholkiem, mimo, że obaj piją podobnie jest ogromna różnica: PIJAK MOŻE PRZESTAĆ PIĆ KIEDY TYLKO CHCE, A ALKOHOLIK CHCE PRZESTAĆ PIĆ ALE NIE MOŻE.

     Nadal jednak chylę czoła przed tymi, którzy pić przestali i płyną pod prąd alkoholowej rzeki, bo z prądem płyną tylko... Nie Kubusiu, nie dokończę, bo nie mam sił już z Tobą polemizować o zwykłach śmieciach, które płyną rzekami. Bo tylko takie miałem na myśli, i takie miał autor tej sentencji. Aby uhonorować trzeźwiejących alkoholików dedykuję im coś z Kamila Cypriana Norwida:

*

Coraz to z ciebie, jako drzazgi smolnej,

Wokoło lecą szmaty zapalone;

Gorejąc, nie wiesz, czy stawasz się wolny,

Czy to co twoje ma być zatracone?

Czy popiół tylko zostanie i zamęt,

Co idzie w przepaść z burzą? - czy zostanie

Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,

Wiekuistego zwycięstwa zaranie!

*

     Dlaczego lubię ten urywek wiersza i jaka jest jego analogia z trzeźwieniem pozostawiam do Waszych domysłów i interpretacji.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Jędrusiowe posłowie

czwartek, 15 maja 2008 16:58

*

     Muszę się ustosunkować do paru komentarzy odnośnie alkoholu i jego destrukcyjnego działania na Człowieka. Niestety niszczy on wszystko - Ciało - Umysł i Duszę. Dlatego tak trudno jest się wyleczyć z uzależnienia, a udaje się ta sztuka około 20% alkoholików, którzy podjęli terapię. Oczywiście, że nie ma wyleczenia całkowitego, tylko zaleczenie choroby, które polega na tym, że alkoholik nie pije i trzeźwieje. Oznacza to, że alkoholik jeśli nie chce pić, nie może NIGDY sięgnąć po alkohol. Musi być 100% abstynentem. Gdyby nawet po wielu latach ktoś spróbował alkoholu, to choroba powraca i pije się tak samo jak kiedyś i to od tego samego miejsca, w którym picie się zaprzestało. Reasumując. Picie można jedynie zatrzymać w dowolnym momencie, zaakceptować chorobę i żyć już na trzeźwo, dokonując zmian w myśleniu i budowaniu nowej sfery duchowej. Niestety, trzeźwienie musi trwać do końca życia i nie można go przerywać, ale im dłużej trzeźwiejemy, tym jest lżej, gdyż życie na trzeźwo staje się nie tylko celem zycia, ale jego normą. Im dłużej nie pijemy, tym łatwiej jest nam żyć na trzeźwo.

     Dlatego nie zgodzę się z Tiraną, która nie do końca wierzy w skutecznosć terapii. Nie dziwię się jej, gdyż może miała akurat takie doświdczenia wśród znajomych, bądź przyjaciół. Ja też mam takie, ale mam też dużo tych pozytywnych, czyli takich, że ktoś nie pije do śmierci. Szkoda tylko, że dopiero śmierć jest wyznacznikiem skuteczności terapii i dlatego ciężko znoszę śmierć moich przyjaciół, którym towarzyszę w ostatniej drodze na ten enigmatyczny drugi brzeg. Wierzę jednak, że i mnie ktoś odprowadzi do łodzi Charona i wciśnie mi parę oboli w rękę, abym opłacił ostani rejs przez Styks.

    Z artystami bywa niestety zupełnie inaczej. Bardziej skandalicznie wygląda ich pijane życie i alkoholowe ekscesy, niż u przeciętnego murarza, hydraulika, czy referenta. Problem jest w tym, że świat, czyli MY, łatwiej tłumaczy picie i powolny upadek ludzi sławnych - poetów, literatów, artystów, aktorów, etc..., i łatwiej ich rozgrzesza. Łatwiej nam bowiem powiedzieć znajomemu hydraulikowi, że pijąc zawala robotę, niż o tym samym powiedzieć artyście. Dlatego litując się, pozwalamy im na postępujące wyjałowienie twórcze i powolną śmierć, tłumacząć ich picie nadmierną wrażliwością i bólem tworzenia. Tak było z Jędrkiem i wieloma innymi artystami, których pokonał alkohol i zmarnował ich talent. Wielu nawet nie potrafiło go do do końca rozwinąć.

     Sam sobie zadaje pytanie: Jakby wyglądała nasza literatura, sztuka, czy kultura, gdyby nie przedwczesna śmierć wielu wspaniałych artystów? Jestem pewien, że bogatsza byłaby polska poezja, gdyby nie zapił się Grochowiak, Iredyński, Kofta, Osiecka, Wojaczek, Bursa, Bruno Milczewski i wielu innych. Dotyczy to też innych dziedzin sztuki. Podobnie wygląda na całym świecie. Wiele nowych prądów w literaturze, muzyce i sztuce, wiele nowych dzieł, filmów nie powstało, gdyż talent i życie zostało zmarnowane przez alkohol i narkotyki właśnie. Wiem też jedno, że pijany twórca tworzy pijane dzieła. Dzieła przeznaczone dla takich samych pijanych odbiorców. Bo tylko oni są w stanie go zrozumieć.

    Wierzcie mi, bo wiem co napisałem, gdyż sam jestem trzeźwym od 25 lat alkoholikiem, certyfikowanym terapeutą uzależnień i wedlug oceny innych - pisarzem, publicystą, dziennikarzem, krytykiem literackim i przyzwoitym Człowiekiem.

*

    "Gdy spotkacie na swojej drodze uratowanego ALKOHOLIKA, to wiedzcie, że jest to człowiek bardzo dobrego gatunku, gdyż  wbrew wszystkim płynie pod prąd alkoholowej rzeki, zdając sobie sprawę, że z prądem płyną tylko śmieci".


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487168
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl