Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 823 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Bieszczadzkie przemyślenia

wtorek, 27 kwietnia 2010 19:28

    Zazdroszczę nieraz ludziom, którzy dostąpili łaski wiary, bo wiem, że lżej im się żyje, gdy mają oparcie w Bogu. Ja niestety tej łaski nie dostałem, ale nie zaliczam się do ateistów. Nie zaliczm się, gdyż mam wątpliwości co do tego, że Bóg istnieje, ale nie mam wątpliwości, że mnie wspiera. Nie mam też potrzeby bycia w wspólnocie religijnej, ale staram się żyć między ludźmi, gdyż wierzę w dobro Człowieka. Nie wszyscy ludzie są przecież źli, a i mnie się udaje spotykać na swojej drodze ludzi dobrych. I niech tak pozostanie, bo nie chcę być hipokrytą, który chodzi do kościoła na pokaz i ze strachu, bo co inni powiedzą. Jednak bardzo podobają mi się słowa kapelana wojskowego Otto Katza ze Szwejka, który powiadał: Odkąd ludzie wymyślili Boga, to można na nim robić niezły interes, co widać wokoło. Ja do takich się jednak nie zaliczam i dobrze mi z tym. Nie lubię też, gdy jacyś nawiedzeńcy usiłują mnie nawracać na wiarę, a do potępiania mojej filozofii już się przyzwyczaiłem. Jakoś jest mi blisko do buddyzmu, który jest religią nieteistyczną (bez Boga), starszą od chrześcijaństwa, i islamu. I może dlatego buddyści nigdy nie prowadzili wojen religijnych, a czynienie dobra uważają za swoją najwyższą wartość. 
     Z ulgą przyjąłem koniec żałoby, choć żal za wieloma ludźmi, którzy zginęli jeszcze w sercu pozostał. Nie mogłem już strawić tej wielodniowej żałoby i kadzenia parze prezydenckiej, którą raczyła nas telewizja od rana do późnej nocy. Nie mogłem, bo jakie normalne społeczeństwo zniesie taką erupcję (często fałszywego) żalu, jaką epatowała nam telewizja. Ba, pogodziłem się nawet z tym, że jakieś prawicowe oszołomy odebrały mi prawo do żałoby, bo wcześniej w swoich przekonaniach bardzo się różniłem od Prezydenta i PiS, a tym samym stałem się łajdakiem  złodziejem, i  zdrajcą polskiej sprawy. Nic to.
     Cieszę się, że niedługo z rodziną pojadę w Bieszczady, które kocham i będę prowadził nocne konwersacje z Alenką przy bieszczadzkiej herbacie. Cieszę się, że spotkam znowu moich znajomych (starych i nowych) i odwiedzę Zakapiorów, którzy jeszcze nie przenieśli się na niebiańskie połoniny. Cieszę się, że na werandzie u Alenki powspominam sobie tych Zakapiorów, którzy już odeszli. Mam do nich ogromny szacunek, choć przybyli z różnych stron Polski do Bieszczadu, to jednak pokochali i wsiąkli na zawsze w bieszczadzki klimat. Skłóceni z życiem, własnymi rodzinami żyli sobie z dnia na dzień , ale w zgodzie z naturą, zapijając radości i smutki siarowanym jabolem. Byli to najcześciej ludzie wrażliwi, którzy posiadali talent do rzeźbiarstwa, poezji i malowania. To po nich pozostały Dusiołki, Cyrylki, Madonny bieszczadzkie, Rodosówki, Biesy i Czady, Jezeski Frasobliwe i inne rzeźby i obrazy. Po nich zostaly legendy i poezja Bieszczadu niesiona wiatrem połonin. To oni byli solą Bieszczadu i nadawali mu koloryt. I dlatego ponownie pokłonię się Kapliczce Zakapiorów przy Atamanii Rysia Szocinskiego w Cisnej. Bo po Zakapiorach pozostały ich historie, ludzka pamięć i ich nazwiska na tej kapliczce. A jest ona ciekawa i w pełni oddaje zakapiorski klimat.
                         *
     
Góra kapliczki autorstwa Zdziasia Pękalskiego. Nie mogło na niej zabraknąć zakapiorskiego Jezusa Frasobliwego w beczce po piwie, zwieńczonej kopułą z krzyżem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Szczęście nie trwa wiecznie

piątek, 23 kwietnia 2010 12:00

     Tak bywa w życiu,że jak się zaczyna układać, to zawsze coś stanie na przeszkodzie, aby szczęście nie mogło trwać dłużej. Widocznie Bozia, który ponoć jest miłością leci w gumy i nas doświadcza. Ale co się można spodziewać po staruszku, który jak mniemam lubi sobie deczko dać w beret, a boska ambrozja z procentami nie jest najlepszym paliwem dla rozjaśnienia umysłu. 
    Dwa tygodnie temu córka dostała wiadomość, że otrzyma mieszkanie z TBS-u. Jakoś udało nam się zgromadzić potrzebną kasę, co potwierdza moją wiarę w Człowieka, a nie w cuda i takie tam dyrdymały. Załatwiła niezbędne formalności, a ja poczułem się lżejszy o parę tysięcy. Córka teraz  czeka na stosowną umowę, aby mogła zlikwidować książeczkę mieszkaniową przepisaną na nią przez brata, a naszego syna. Rodzina musi się przecież wpierać i sobie pomagać. Tydzień trwała radość, ale nadszedł feralny czwartek.
   Najpierw wiadomość, że moja ulubiona współpracownica kolejny raz oblewa egzamin na prawo jazdy i to już, gdy praktycznie go kończyła. Niby nic wielkiego, bo można podejść kolejny raz. A jak powszechnie wiadomo, że egzaminatorzy mają zwyczaj robić kasę na oblewaniu, a instruktorzy na dodatkowych godzinach jazdy, czyli niby wszystko gra. Jednak moja koleżanka nie jest bogata i ledwie wiąże koniec z końcem, tak że opłacenie dodatkowej jazdy i egzeminu stanowi dla niej ogromny problem. A po drugie, takie oblewanie świadczy, że ci sami instruktorzy ze szkół jazdy są do dupy, skoro nie potrafią wiele nauczyć, albo są bez wyobraźni cynikami, których tylko w mordę lać.
     Po południu moja żona poszła do lekarza z duperelną sprawą, a wróciła zapłakana, gdyż lekarza zaniepokoiła pewna narośl i z podejrzeniem zmian nowotworowych wysłał ją do szpitala na biopsję. We wtorek udało jej się dostać do szpitala na chirurgię, a w środę po paru godzinach nerwowego oczekiwania zrobiono jej zabieg. Narośl wycięto i wysłano na badania histopatologiczne. W czwartek przed południem żona wróciła do domu. Czuje się lepiej, ale nadal żyjemy w lęku i obawie w oczekiwaniu na wynik badań. Te oczekiwanie może potrwać parę tygodni znając mizerię służby zdrowia. Nikomu nie życzę życia w takim stresie.
    Zadaję sobie pytanie: Dlaczego tak się dzieje, że różnym pazernym skurwielom darzy się w życiu, a uczciwym ciągle wiatr w oczy? Nie wierzę w takie klechowskie dyrdymały, że Bóg nas doświadcza i każe dźwigać jakiś enigmatyczny krzyż, i że cierpienie uduchawia. Takie bajery to dla naiwnych maluczkich i durnowatych owieczek, aby strzyc je równo. Ja jednak nadal wierzę w dobro. Wierzę, że jak je uczynię, to kiedyś wróci do mnie zwielokrotnione i dlatego nie zakładam najgorszego i myślę, że wynik będzie wykluczajacy jakiekolwiek zmiany nowotworowe.
    Szkoda tylko, że żonie przepadnie otwierający sezon rowerowy rajd w sobotę. Przepadnie, bo trudno siedzieć na siodełku ze szwami i gojącą się raną w kroczu. Żona zawsze z córkami na takie rajdy rowerowe jeździła. Mnie się odłożą w terminie wyjazdy szlakiem zamków na Dolnym Śląsku z aparatem. Mówi się trudno, czyli nic to...
     Nie mogę już się doczekać aż w nieco większym składzie dokonomy najazdu na Bukowe Alenki w bieszczadzkiej Mchawie. Już nie mogę się doczekać na spotkanie z Zakapiorką i Jędrkiem, i z naszymi wspólnymi znajomymi. Nie mogę się doczekać naszych nocnych rozmów przy bieszczadzkiej herbacie i zakapiorzenia po Bieszczadzie. Tęsknię za Bieszczadami i Zakapiorami, którzy nie przenieśli się jeszcze na Niebiańskie Połoniny.
     Rozumiesz teraz Halszka dlaczego nie byłem aktywny na blogach. Nie powiem, czytałem Wasze wpisy, ale z doskoku i nie miałem czasu, ani głowy na komentarze.
                                  *
    Krzysiu - pewnie nasze drogi przecieły się w stanicy harcerskiej w Czarnej w 1974 roky, gdzie żywociłem przez parę dni na zaproszenie uroczej druhenki Wiesi z Jawora. Fajna dziewczyna, deczko opalala mnie z Carmenów, więc szkoda, że już się nigdy nie spotkaliśmy...
     Paweł, nie pomawiaj mnie o pychę i próżność, gdy nie znasz się na moich żartach. Inni blogowicze się poznali. Tylko Alenka myśli inaczej, ale jak sama napisała, była świadkiem mojego dogadywania się na kirkucie i przy zamkniętej, remontowanej cerkwi w Baligrodzie, gdzie zrobiłem zdjęcia. Ale to zupełnie inna historia.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

SPACERKIEM PO STARÓWCE

niedziela, 18 kwietnia 2010 11:04


                                   
                                     *
     Wczoraj moja szwagierka obchodziła 50 lat swego żywota, więc nie wypadało nie pójść na rodzinną imprezę urodzinową. Pogoda dopisywała, dlatego wcześniej poszedłem z żoną na spacer z aparatem. Nakręciłem się na sfotografowanie nowo odkrytych fragmentów XIX - wiecznych fortyfikacji z czasów, gdy mój Głogów był twierdzą zarządzaną przez wojsko. W czasach twierdzy miasto się nie rozwijało, bo nic tak nie wkurza wojskowych jak rozwój miasta. Dopiero poczatek XX wieku zapoczątkował gwałtowny rozwój miasta, gdy nie był już twierdzą, a to spowodowało burzenie wielu elementów murów obronnych, zasypywania fos, bastionów, etc. Oczywiście Niemcy byli na tyle praktyczni, że nie rozbierano wszystkiego jak leci, ale jedynie te elementy, które przeszkadzały w planach urbanistycznych. Tak, że fragment podziemnej budowli z tunelemi kontrminowymi został zasypany ziemią i leżał sobie pod nią spokojnie ponad 100 lat i byłby nikt o nim się nie wiedział, gdyby nie poszerzanie ulic Krzywoustego i Wałów Chrobrego. Drogowcy wzięli się ostro do roboty i odkryli bodowlę. Później archeolodzy, konserwator zabytków...
     Miałem co prawda trochę perturbacji z ochroniarzem, który zabronił robienia zdjęć, bo pan konserwator zabronił, ale wstawiłem dziennikarską gadkę, że konserwator ma fioła i z historii Twierdzy Głogów, i emeryt zmiękł, a ja pstryknąłem kilka zdjęć. Dziadek tak się nakręcił, że mnie wypuścił z tej zony i jeszcze płot odsunął, abym wygodznie wyszedł. Potęga mojej empatii i przekonywania robią jeszcze wrażenie na maluczkich.
                             *

Oto odkryta część budowli z dawnych elementów twierdzy. Widoczne są zamurowane wejścia do tuneli kontrminowych.
                            *

            Widok budowli z prawej strony.
                              *

                   Widok z lewej strony.

     Mam nadzieję, że ten fragment fortyfikacji pozostanie i nie będzie rozebrany przez drogowców. Jednego jestem pewien, że jeszcze wiele takich ciekawostek fortyfikacyjnych znajduje się pod ziemią w parkach, które zasypane ziemią czekają na odkrywców.

     Po zrobieniu tych zdjęć nie oparłem sie pokusie, aby pstryknąć parę fotek głogowskiej Starówce, która była całkowicie zniszczona w czasie ostatniej wojny w walkach o Festubg Glogau. Resztki jej ruin przemieliła firma rozbiórkowa na tłuczeń ceglany i powstał krojobraz księżycowy. W pierwszych planach miano tam postawić osiedle betonowych wieżowców, ale roztropność umysłu jednego z głogowskich architektów spowodowała, że tych planów zaniechano i przystapiono do budowy nowej starówki na wzór tej przedwojennej i przy tych samych ulicach. Do tej pory trwają prace nad rekonstrukcją dawnej Starówki, która stała się wizytówka miasta i perełką architektury.
                            *

Nie sposób było nie zrobić zdjęcia zamku głogowskich książąt. Na pierwszym planie wśród iglaków widać fragment pomnika Jana Pawła II - "Biblioteka Pielgrzyma".
                            *
  
Na początku Starówki widać fontanny, a przy jednej z nich moją żonę.
                              *

A to już ulica Grodzka. W głębi widać kościół Bożego Ciała, który dzwigaliśmy z ruin. Nawet ja jako mały ministarnt nosiłem dachówki do windy.
                               *

A to głogowski ratusz, przy którego renowacji i odbudowie pracowałem za komuny. Są na nim w murach krople mojego potu, ale warto było.
                              *
      
A to już wieża ratusza, przy której trochę pracowałem, ale jak komuna padła, to zmieniłem zawód po wylądowaniu na rencie.
                           *

Nie oparłem się pokusie, aby nie odwrócic obiektywu i... To kościół św. Mikołaja w formie ruiny (zabezpieczonej). Tam też są ślady mojej pracy, ale z drugiej strony od Bramy Szpitalnej. 
                             *

A to już wejście do głogowskiego teatru im. Andreasa Gryphiusa, który ku sromocie władz Głogowa do tej pory stoi w ruinie. I tak ciasnota umysłu głogowskich polityków skazuje ten zabytek na powolne niszczenie. Oszołomy! Obudzcie się!!!
                               *

A to zabytkowy renesansowy portal, który pozostał po budunku dawnej komendantury wojskowej w Głogowie.
                            *

A to już koniec Starówki i widok na starą pocztę. Po lewej widać płyte na której stał pomnik Wilhelma.
                           *

A tak wyglądała głogowska Starówka po zakończeniu działań wojennych. Po lewj ruiny ratusza, na wprost ruiny kościoła Bozego ciała, a po prawej ruiny kościoła św. Mikołaja. Pozostawiam to bez komentarza dla oceny blogowiczów.
                                  *
    Pięćdziesiąt metrów za pocztą był  już lokal, w którym świętowaliśmy urodziny mojej szwagierki. Czyli koniec naszego spaceru.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

JESTEM ZNIESMACZONY

czwartek, 15 kwietnia 2010 16:20

     Doznałem małego szoku, gdy dowiedziałem się, że prezydent Lech Kaczyński z małżonką mają być pochowani na Wawelu w Krakowie. Tam, gdzie są pochowani Królowie, nasi Wieszcze Narodowi, generał Sikorski,Tadeusz Kościuszko i marszałek Piłsudski. Początkowo sądziłem, że to jakiś czarny i nie na miejscu żart. Jednak słowa kardynała Dziwisza przywołały mnie do rzeczywistości. Ten zacny hierarcha powiedział, że taką decyzję podjął na skutek prośby rodziny (Brata Jarosława) i wyszedł z założenia, że zjednoczy ona społeczeństwo. Dodał, że prezydent zginął śmiercią bohaterską. Nie ukrywam, że osłupiałem słysząc takie uzasadnienie. Do tej pory byłem przekonany, że bohaterem zostaje ktoś, kto zginął na polu bitwy, bądź w obronie życia innej osoby, albo ratując inne osoby w kataklizmach losowych. Prezydent i wielu moich rodaków zginęło w katastrofie samolotowej, która biorąc pod uwagę nawet zaszczytny cel podróży, nie miała raczej bohaterskiego charakteru. Prośba rodziny nie jest jeszcze argumentem, aby chować na Wawelu. Biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności i narodową żałobę, czuję się zniesmaczony decyzją kardynała. Decyzją polityczną i na kolanie, która jeszcze przed pogrzebem (manifestacje) dzieli nasze społeczeństwo. Społeczeństwa, którego nikt o zdanie nie zapytał. A powinien, bo Wawel to nasze wspólne dobro narodowe.
    Później czytałem wiele opinii i komentarzy na ten temat. Komentarzy ludzi zacnych, mądrych i zasłużonych, a nie jakiejś internetowej gawiedzi. Większość tych opinii, choć wyważone, są bezlitosne dla tej nie do końca przemyślanej decyzji o pochówku. Dzisiaj przeczytałem, że Prezydent z małżonką mają być pochowani nie obok Marszałka Piłsudskiego, ale w przedsionku jego krypty...
    Dla mnie Wawel jest swoistym Sanktuarium Narodowym, gdzie spoczywają królowie i ludzie wybitni. Sanktuarium, które jest już zamknięte dla innych, współcześnie zmarłych.
     Prezydent Lech Kaczyński w moim i nie tylko odczuciu nie należał do wybitnych osobistości, a jego dorobek polityczny nie był imponujący. Miał za to dziwną moc do dzielenia, a nie łączenia ludzi, ale nie był megalomanem i jestem głęboko przekonany, że nawet nie śnił o Wawelu. Znając jego przywiązanie do Powstania Warszawskiego i to co zrobił dla pamięci Powstańców bardziej by się widział na Powązkach w powstańczej kwaterze. Ja i wielu podobnie myślących widziałoby go też w krypcie Katedry  św. Jana obok Prezydenta Narutowicza, albo w krypcie Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. 
     Jestem zniesmaczony i wiem, że mój wpis może urazić uczucia innych, ale nie mam zamiaru być hipokrytą i ulegać owczemu pędowi w udawaniu żalu z tragedii w Smoleńsku. Żal mi wszystkich którzy tam zginęli i to bez względu na ich przekonania polityczne. Po prostu żal mi ludzi, którym tragiczna śmierć przerwała plany, marzenia, karierę zawodową i polityczną. Żal mi ich wszystkich, ale bez obnoszenia się z udawaną, często nieszczerą żałobą.
     Nie ukrywam, że jestem pozytywnie ujęty reakcją Rosjan, którzy nie szczędzili nam współczucia i okazywali je. Chciałbym, aby śmierć moich rodaków nie poszła na marne i stała się zaczątkiem pojednania między naszymi narodami, a taki początek został już uczyniony przez premiera Putina i prezydenta Miedwiediewa. Obyśmy tego nie zaprzepaścili przez knowania ludzi miałkich o ciasnych umysłach.
    Boję się, że po pogrzebie wrócą stare narowy, waśnie, opluwanie jadem i obrzucanie błotem, szukanie winnych katastrofy i lansowanie spiskowej teorii dziejów. Bo przecież zacznie się kampania wyborcza i obsadzanie wakatów tam, gdzie jest to niezbędne do funkcjonowania państwa. Szkoda, że dojdą jeszcze spory o pochówek na Wawelu, a nie będą one rodem z Wersalu. Większość bowiem moich rodaków jest niereformowalna....
                                  *
    "Niedobre są te chwile w życiu narodu, kiedy emocje wyprzedzają rozum."
                       (Ewa Lipska - poetka)
   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

TRAGEDIA

niedziela, 11 kwietnia 2010 14:28

     Wiadomość o tej tragedii dochodziła do mnie powoli. Jakoś nie potrafiłem sobie wyobrazić jej ogromu. Byłem wtedy w Miłkowie, gdy radio podało komunikat i koleżanka wysłała mi esemesa abym włączył telewizor. Słuchałem komentarzy i wypowiedzi polityków. Zrobiło mi się smutno, gdyż taka tragedia nie powinna się zdarzyć. Zginął Prezydent RP, jego sympatyczna małżonka, politycy z pierwszych stron gazet, ministrowie, dowództwo Sił Zbrojnych RP, księża i członkowie rodzin pomordowanych w Katyniu, którzy chcieli oddać hołd swoim bliskim i załoga samolotu.
    Komentarze były wyważone i adekwatne do tej tragicznej chwili. Każdy jednak mówił, że podobna katastrofa, w której zginęło tak wielu z politycznej i wojskowej elity nie miała miejsca w świecie.
    Gdy minęły pierwsze emocje zacząłem sobie zadawać pytania:
- Jak to możliwe, że w jednym samolocie było tak wielu ważnych ludzi?
- Dlaczego do tej pory nie wymieniono samolotów dla prezydenta i rządu, a latano starymi, często remontowanymi rzęchami, które powinny trafić na złom?
- Dlaczego przez 20 lat wymiana samolotów dla VIP-ów była sprawą polityczną, a nie kierowano się zdrowym rozsądkiem?
- Dlaczego nie skorzystano z ostrzeżeń naziemnych służb lotniczych Rosji, które ostrzegały, że pogoda jest bardzo zła i proponowały lądowanie w Mińsku, czy w Moskwie?
    Takich pytań byłoby więcej, ale nawet najbardziej rzetelna odpowiedź nie przywróci życia ofiarom katastrofy.
                               *

Zapalam symboliczny znicz dla wszystkich ofiar katastrofy, który podobnie jak śmierć naszych Obywateli jest ponad podziałami politycznymi.
                             *
    Rozumiem ból rodzin, kolegów, przyjaciół i znajomych ofiar tragedii i w jakiś wirtualny sposób łaczę się z nimi. Jednak nie rozumiem tej populistycznej manifestacji żalu na NK, gdzie wielu moich znajomych zmieniło swoje główne zdjęcia na takie żałobno-patriotyczne z czarną wstążką. Nie lubię takiej manifestacyjnej żałoby i trudno mi uwierzyć w jej szczerość. Ja wolę stać ciszej nad trumnami ofiar i nie manifestować swoich uczuć, które są często mieszane. 
    Mam jedno retoryczne pytanie: Czy ta tragedia zmieni naszą mentalność, a politycy staną się lepsi i przestaną siebie opluwać i bezsensownie ze sobą wojować?
    Piszę, że to pytanie retoryczne, bowiem wiem, że gdy tylko minie żałoba narodowa, to ONI znowu wezmą się za łby i szybko wejdą w swoje stare buty i koleiny, które prowadzą do nikąd. Wiem, że scena polityczna ulegnie zmianie i ktoś na tym niezamierzenie zyska. Niestety, jesteśmy tylko ludźmi i mamy swoje większe lub mniejsze ambicje. A nie brakuje i takich, którzy swoje ambicje przekładają ponad zdrowy rozsądek i zwykłą ludzką przyzwoitość.
    Tak było po śmierci Wielkiego Polaka - papieża Jana Pawła II. Najpierw wszyscy się bratali, lali krokodyle łzy, aby za parę dni znowu wziąźć sie za łby i apiać siebie nienawidzić.
     Zadam ostatnie pytanie: - Gdzie jest te słynne Pokolenie JP II? Pokolenie, które miało być inne, lepsze, bardziej moralne i żyjące wedlug nauk naszego Wielkiego Rodaka. Gdzie ono jest? 
     Jego nie ma, a nauki Jana Jawła II  w zapomnieniu pokrywają się kurzem historii.
                                *
     Jednak żal mi wszystkich ludzi którzy zginęli w tej bezprecedensowej katastrofie. Bo Człowiek powinien umierać ze starości wśród bliskich, a nie ginąć tragiczne...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (29) | dodaj komentarz

wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  490 913  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 490913
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9604
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3857 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości