Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 212 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wiosna, słowiki....

poniedziałek, 28 kwietnia 2008 9:30
    

        Wiosna to pora miłosna i na wszelkie prace na działkach, spacery i te inne wielkie sprawy wiośnie przypisane. Wiosną ludziom nieźle wali w dekiel i biorą się za przemeblowywanie mieszkań. Przez cały rok sobie meble stoją i nikomu nie wadzą, a wiosną coś zaczyna naszym paniom odbijać i hajda do przestawiania mebelków.

     Nie zawsze przestawianie gratów jest potrzebne i nie zawsze jest wykonalne, ale co tam, nasze panie wiedzą lepiej, a to już wystarczy jako impuls na wiosenne zmiany. Przypominam sobie taka sytuację sprzed wielu lat, gdy kolega poprosił mnie o pomoc w przestawianiu wielkiej szafy, bo jego ślubnej się ubzdurało, że musi ona stać w innym miejscu.

     Targaliśmy ją cały dzień wraz z kumplem pod komendę jego małżonki, która chciała ją po swojemu, czyli nieco inaczej ustawić. Nie powiem, ręce miałem jak małpiszon wyciągnięte do kolan od tego targania, ale na plus małżonce kumpla należy zapisać, że pozwoliła nam się posilać i pokrzepiać winem swojskiej roboty. Pod wieczór padaliśmy na pysk ze "zmęczenia", a że obciągnęliśmy z pół balona wina to szafę ustawiliśmy jak należy. Wtedy okazało się, że stoi dokładnie w tym samym miejscu co stała. Fakt, ręce mi przez dwa dni wracały do normalnej długości, kaca leczyłem nieco dłużej, ale było warto. Bo to nie było jakieś wino marki "Wino", ale zupełnie przyzwoite z wiśni i wzmocnione dla powagi swojej mocy spirytusem. Stąd prosty wniosek, że nie wszystko da się zmienić bez popsucia dobrego wizerunku i kaca na dodatek.

     Opowieść o tej cholernej szafie ma charakter metaforyczny, bo to się tyczy wszelkich niepotrzebnych prac, na które jesteśmy wiosną narażeni. Nic to, że lepiej sobie słoneczną wiosną na łonie przyrody powzdychać, słowików posłuchać, czy bara bara uskutecznić. Według pań naszych lepiej tyrać w takt ora et labora. O zgrozo!

     Nic więc dziwnego, że prawdziwie wiosenna pogoda i słońce na niebie nastawiły mnie nieco rewolucyjnie i żeby dodać ducha maltretowanym facetom. Aczkolwiek ich nieco mniej na blogach. Widać, że mężczyzna ma przechlapane na starcie. A szkoda.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

MISZ MASZ

środa, 23 kwietnia 2008 17:38

*

     Już postanowiłem, że na początku sierpnia zacznę załatwiać formalności emerytalne. Fajnie, że nie muszę się śpieszyć i miłe to uczucie. Co prawda moi klienci mi gratulują, ale chyba nie wyobrażają sobie poradni bez mojej skromnej osoby. Ja też sobie tego nie wyobrażam. Bo bez fałszywej skromności mogę powiedzieć, że jestem już żywą legendą ruchu trzeźwości, który 24 lata temu tworzyłem w moim mieście. Nie przewidziałem tylko, że to tak ze skromnego Klubu Abstynenta wypączkuje i tak wiele pożytecznych inicjatyw powstanie. Chociaż uważam się za agnostyka, to wierzę jednak, że dobry Bóg pomagał mi jak diabli i nie pozwolił mi sczeznąć w jakiejś knajpie przed 25 laty. Cóż, jestem z tych, którzy nie bardzo wierzą w jego istnienie, ale nie mają wątpliwości, że nam pomaga. I niech tak pozostanie.

     Trochę jest mi żal pani Sowinskiej, że podała się do dymisji. Lepsza taka męska decyzja niż publiczne odwołanie ze stanowiska. Cóż, narobiła sporo głupot, ale myślę, że jest na codzień osobą miłą i ciepłą i więcej dobrego zrobi dla swoich pacjentów jako lekarz, niż dla dziatwy jako rzecznik. I tego jej życzę.

     Rozbawiła mnie draka w krakowskim PiS, że imć Ziobro vel Zero wymiksował Wassermana vel Jakuzi z partyjnej fuchy. Mnie tam rybka, bo PiS i ci panowie zwisają mi wielkim kalafiorem, podobnie jak o. Belzebub Rydzyk, prałat Jankowski, czy arcybiskup Flacha Głódź. Nie mój cyrk i nie moje małpy. To bardziej problem mojego blogowego kumpla Kuby z Krakowa. Ale wierzę, że PiS się pokawałkuje na członki i zniknie jak LiD w niebycie.

     Cieszę się, że moja blogowa kumpela Dośka wybiera się (sic!) w Bieszczady. Znając jej przygody i ogromny talent do stwarzania sytuacji krytycznych, ba, wręcz niebezpiecznych dla zdrowia i życia, to bardzo się obwaiam o.... Bieszczady właśnie. Proszę więc naszą Dośkę - przybastuj deczko w swoich wędrówkach i nie wypłosz na wieki wilków, niedźwiedzi, rysi i jeleni. Nie wypuść w przypływie dobrego serca ze swoich mateczników żubrów, które dożywają swoich dni w ciszy i spokoju. Nie popędź kota Zakapiorom, którzy przetrwali na Połonionach. To już starzy ludzie i swoje przeżyli. Więc daj im na flaszkę jak poproszą. No i nie bierz się za koszenie trawy, bo sezon na żmije się zaczyna i któraś z nich mogłaby Cię ujeb... Ale na wszelki wypadek weź surowicę ze sobą i wysokie buty. A poza tym, niech Cię prowadzą Dusiołki, Czady, Biesy i Bieszczadzkie Madonny. I pokłoń się Bieszczadzie ode mnie i powiedz, że też się wybieram na Bieszczadzkie Anioły.

     Miło mi, że odwiedzają mój blog nastolatki płci pięknej. Ba, lubię czytać ich wpisy i wiersze na ich blogach. Bardzo mnie one racjują, gdyż przenoszą mnie w czasy prehistoryczne. Jak widać młodzi i teraz mają swoje problemy i stąd wniosek, że nic się nie zmieniło, ale deczko unowocześniło. Najważniejsze, że prawdziwa miłość nadal istnieje, a jak wiadomo nie ma miłości bez bólu..., jak powiedziała niegdyś małpa całując w dupę jeża. To żart oczywiście. Szkoda tylko, że mam problemy z komentowaniem ich wpisów. Cóż, wapniakiem już jestem, a nie chcę wyjść na starego pierdziela, który tylko pouczać umie.

     A tak na marginesie. U mnie blues i luz. Teksty napisałem i do redakcji wysłałem. Prace konkursowe dojrzewają i czekają na ostateczną korektę, wydrukowanie i wysłanie. Kolejną (czwartą) książkę dopieszczam jak nnie wena dopadnie i...., nadal szukam sponsorów na wydanie tej trzeciej. O mój Boże, skrusz serca tych, od których los mojej książki zależy. A poza tym jestem zdrowy, czego i Wam życzę.   

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

Czuję się już emerytem

sobota, 19 kwietnia 2008 13:43

*

     I to za sprawą nowej ustawy zrównującej prawa kobiet i mężczyzn, którą Sejm uchwalił, Senat przyklepał, a Prezydent Lech Kaczyński w czwartek podpisał i ma ona od maja już obowiązywać.

     A cóż to w tym takiego wielkiego - zapytacie? Otóż to, że mogę sobie spokojnie spać, bez obawą utraty pracy. Bez obawy, że liberałowie-platformesi zlikwidują okres ochronny przed nabyciem praw emerytalnych. Bez obawy, że te polityczne błazny skarzą mnie na bezrobocie i głodową egzystencję. Bo im przecież wszystko zwisa wielkim kalafiorem. Bo oni mają nas maluczkich w dupie.

    Na emeryturę wybieram się od września, aby dostać jeszcze jubileuszówkę za 40 lat pracy. Najśmieszniejsze jest to, że choć ZUS mi zaliczył 42 lata tyry, tak moja firma dwa lata mniej. Opierała się bowiem na peerelowskiej ustawie, że do stażu nie wlicza się lat pracy, gdy zostało się zwolnionym dyscyplinarnie. A taki drobny epizod mam w swojej biografi.

     A jak pójdę na emeryturę, to wyjadę w Bieszczady, przejdę Szlakiem Zakapiorów, wejdę na Połoninę Wetlińską, usiądę na trawie i pykając fajeczkę będę się upajał widokiem Hnatowego Berda i kontemplował zakapiorskie historie. I za parę dni...

    Wrócę do domu, aby od nowa podjąć pracę w starej firmie, gdyż nie wierzę, że emerytura pozwoli mi na spokojne życie. Jednak zawsze będę mógł swoim oponentom powiedzieć to..., że mi teroz wszystko lotto.

     Na zdar rebiata! Wesołe jest życie staruszka.

     Na swój blog wpadałem na chwilę, gdyż byłem zajęty pisaniem tekstów do "Wiadomości Przemkowskich", oraz haseł do EZG. Właśnie skończyłem i wysłałem do redakcji ostatni tekst. Świat jest piękny, a wekend dopiero się rozpoczął. Miłego wekendu zatem życzę.

    


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

U przyjaciół

piątek, 11 kwietnia 2008 20:18

WERNISAŻ

    

     Nadchodzi taki czas, że trzeba się nieco odchamić, gdyż można łatwo zburaczeć. Ile buractwa w naszym kraju, wie każdy. Dlatego z radością przyjąłem zaproszenie na wernisaż moich serdecznych przyjaciół - Renaty Bułkowskiej i Jerzego Szymona Gaja, który odbywał się w głogowskim  zamku w sali wystawowej muzeum. Wystawione prace stanowiły przekrój dziesięciu lat twórczości młodych artystów. Wcześniej niektóre z prac oglądałem na trzech poprzednich wernisażach, ale było też wiele prac nowych, pachnących jeszcze farbą i werniksem.

 

 

 

Awers zaproszenia. W chińskim znaku Yang Yin jest wkomponowana część obrazu Renatki (Lilie wodne) i Jurka (Pejzaże).

 

 

Zaproszenie na wernisaż dla żony i mnie

 

     O twórczości artystów można pisać bardzo dużo, są oni bowiem atrystami wszechstronnymi. Renatka maluje, rysuje, tworzy ciekawe, orientalne stroje, oraz kolorowe pisanki, kraszanki, czy rzeźbione jajka różnej wielkości. Jurek dla odmiany para się rzeźbą w metalu, metaloplastyką, fotografiką i pięknie też maluje. Oboje zajmują się malowaniem fresków w pałacu w Czernej, który ratuje przed ruiną nowa właścicielka pani Iwanicka.

 

 

Kim jest Jurek Szymon Gaj? Tak artysta pisze o sobie

 

     Szczególnie mnie urzekły nowe obrazy Renatki inspirowane impresjonistami, Monetem - lilie wodne i nenufary, oraz obrazy małych dzieci inspirowane Degasem. Bardzo podobały mi się drzwi inkrustowane w dawnym stylu. Również Jurek, którego znałem bardziej z rzeźb i pięknych zdjęć, pokazał nowe obrazy z seri Smoki, Bagna, Pejzaże. Temat smoków zaczerpnął z starożytnej kultury Wschodu. Szkoda, że nie miałem aparatu aby uwidocznić prace artystów, ale mam nadzieję, że znajomi fotograficy mnie poratują.

 

Kim jest Renatka?

     Jest artystką, ale na kawałek chleba zarabia terapią. Jest bowiem świetną terapeutką, która pomaga młodocianym ofiarom gwałtu, molestowania, prostytucji i przemocy domowej. Na początku jednak terminowała u mnie i miała zadatki na wspaniałą terapeutkę uzależnień i współuzależnienia. Współpracowaliśmy trzy lata, ale ona wybrała trudniejszą działkę - pracy z dziećmi. Z wykształcenia jest pedagogiem, więc może dlatego. Przebolałem "zdradę" Renatki i jeszcze wiele miesięcy byliśmy razem w tandemie w poradni. Renia była dla młodzieży, ja dla dorosłych.

 

Renatka i ja na dyżurze w "KONTAKCIE". Oj dokarmiała mnie rogalami.

 

To już nasze pożegnanie, gdyż dostałem lepszą propozycję pracy. Widać, że Renia nie jest zachwycona odejściem moim, choć sama z częścią naszego zespołu terapeutycznego niedługo też odeszła do Stowarzyszenia na Rzecz Dzieci i Młodzieży "Szansa", które powołali, aby zapełnić powstałą lukę.

 

    Jak widać ze zdjęć Renatka wygląda na artystkę po stylu ubierania się. Choć zdjęcia są sprzed 12 lat, to ona niewiele się zmieniła. Dla niej czas się zatrzymał w miejscu. Mnie niestety nie oszczędził i przybyło mi wiele siwych włosów na głowie i brodzie, no i "parę" kilogramów. Cieszę się, że Renia o mnie i mojej żonie pamięta, i zaprasza na swoje wystawy. A warto na nie pójść, gdyż wzbogacają duchowo i pozostawiają wspaniałe doświadczenia duchowe, i co najważniejsze bardzo wyciszają emocjonalnie. Nawet smoki Jurka są bardzo przyjazne i działają na mnie terapeutycznie.

     Dla Reni artystyczne tworzenie, podobnie jak moje pisanie stanowią odskocznię i bezpieczną niszę od naszej trudnej pracy. Pracujemy bowiem z ludźmi skrzywdzonymi przez los i życie. Pracujemy na poziomie tragedii rodzin z dużym pokładem żalu, krzywdy, złości, a nawet nienawiści. Warto mieć swoje własne Idaho, jakiś bezpieczny azyl, bądź niszę, w którą można się schronić i odreagować emocje. Inaczej byśmy się szybko wypalili zawodowo.

    Wernisaż cieszył się dużą frekwencją, więc nic dziwnego, że spotkałem na nim wielu swoich znajomych i przyjaciół. Bo też na otwarcie przyszło wielu naszych wspólnych znajomych i przyjaciół właśnie. Od jutra wernisaż mogą oglądać inni głogowianie w ramach czasowych ekspozycji glogowskiego muzem.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

"Pracowita" sobota

niedziela, 06 kwietnia 2008 10:06

Wycieczka w przeszłość

*

     Moje magiczne miasto Głogów ma swoją ciekawą historię. Właściwie to każdy wiek, każde dziesięciolecie zasługuje na opisanie. Bowiem działy się w nim różne ciekawe historie i to nie zawsze łaskawe. Nie omijały mojego miasta wojny, najazdy, pożary i utarczki z kanonikami. A, że Głogów leży nad Odrą, to nic dziwnego, że spełniał rolę obronnej twierdzy i to od początku swego istnienia, gdy był jeszcze grodem.

     Piszę o nim "magiczne" miasto, bowiem takie jest, czego wielokrotnie dowiodło. Dla przykładu po dziesiątkach lat bycia zamkniętą twierdzą, "wyzwoliło" się z władzy wojskowych i zburzyło cześć murów, bastionów, bram, fortów i czego tam jeszcze wojskowa Bozia nie wymyśliła. Poradziło sobie z okupacja Naopoleona, kontrybucjami i rospasaniem sołdatów. Przeżyło II Wojnę Światową i obronę "Festung Glogau". Zrujnowane w 95% i rozszabrowane przez "wyzwolicielską" Armię Czerwoną dzwignęło się z ruin, abo osiagnąć swoja dawną klasę i cześć dawnej urody.

   - Co mają wojskowi do miasta? - zapytacie. Otóż mają i to dużo, bo przez całe dziesięciolecia, ba, nawet wieki, mogą skutecznie blokować jego rozwój i gnuśnieć w obrębie murów. Bo jak wszystkim wiadomo - tam gdzie się kończy logika, to zaczyna się wojsko. I tak bylo z moim miastem, które na poczatku XX wieku zrzuciło "jarzmo" wojskowych idiotów i zaczęło się rozbudowywać, aby osiągnąć status średniej wielkości ciekawego i pięknego miasta z własnym teatrem i małym ogrodem zoologicznym. A jakie parki z egzotycznymi roślinami, które na zimę umieszczano w szklarni, w nim były.

        Nie brak w moim miescie ludzi "pozytywnie zakręconych" (w tym i moja skromna osoba), dzięki którym udało się ocalić od zapomnienia prawdziwą historię miasta i zachować wiele ciekawych miejsc i zabytków przed "upolskowianiem" miasta przywróconego do macierzy. Dlatego też powstało nowe Stowarzyszenie Miłośników Głogowskich Fortyfikacji "Twierdza Głogów", aby chronić dawne fortyfakcji, popularyzować wiedzę o nich i stworzyć  ciekawy szlak turystyczny. To właśnie Ci pasjonaci na dwa dni otworzyli dawne forty, bastiony i kazamty, aby głogowianie mogli powędrować w przeszłość barwną, ciekawą i tragiczną. Był to strzał w dziesiątkę, bo tylko pierwszego dnia fortyfikacje zwiedziło 1400 osób. Tylko przyklasnąć tym pasjonatom pod wodzą deczko starszego pana Józefa Wilczaka i życzyć im samych sukcesów.    

    Nawet dla mnie, starego głogowianina, który w dzieciństwie i młodości wszelkie lochy, bunkry, kazamaty, podziemne szpitale i ruiny własnymi nogami przemierzał szukajac skarbów, tunelu pod Odrą i do Berlina (bo ponoć i takie dziwy i cuda w nim były), retrowycieczka zrobiła wrażenie. Odwiedzając ponownie dawne miejsca i to po pięćdziesięciu latach, nawet ja, stary wycierus lochowo-ruinowo-fortyfikacyjny daznawałem swoistego katharsis. I dlatego nawet błakające się dusze dawnych głogowian na zdjęciach uwidoczniłem.

*

Wycieczkę rozpocząłem od malowniczej cerkwi prawosławnej posadowionej na starym blockhausie. Jest to świątynia prawosławnych Łemków deportowanych w ramach akcji "Wisła" w 1947 r. na Ziemię Głogowską.

Ta sama cerkiew ale z drugiej strony. Zdjęcie wykonał mój kolega wycieczkowy Kazik Zawadzki z posadowionego nieco wyżej parku.

Następnie udałem się pod dawny szpital podziemny przed Wyższą Szkołą Zawodową. Budynek ten był przed wojną i w czasie niej szpitalem miejskim, a po wojnie pełnił rolę Ośrodka Zdrowia, aby na wiele lat stać się Ośrodkiem Szkolno-Wychowawczym. Od paru lat jest wyższą uczelnią. Oto wejście do podziemnego szpitala.

Wnętrze podziemnnego szpitala. Szkoda, że udostępnino tylko jego część. Szpital podziemny został wybudowany w latach przedwojennych na cele zbliżajacej się II Wojny Światowej.

Ze szpitala udałem się z Kaziem do fortyfikacji Fortu Stern, ale zrobiłem zdjęcie drugiego blockhausu, aby pokazać, że czas go nie oszczędził. Teraz służy bezdomnym za "sypialnię".

Wejście do bloku koszarowego i poterny nad fosą fortu. Niestety budowla jest zajęta przez bezdomną rodzinę. Miejsce to ma dla mnie znacznie historyczne i osobiste, bowiem w nim straciłem swoje dziewictwo i to w młodym wieku, tak, że teraz byłbym podpadał pod Sowińska Lex i wraz z moją pierwszą miłością wylądowałbym w pudle.

Początej fosy okalającej Fort Stern. Jest jeszcze zaniedbana, ale mam nadzieje, że  wróci do dawnej świetności. 

Okna strzeleckie z poterny na ścianie fosy.

Wrócliliśmy pod kościół Bożego Ciała, pod którym są ogromne krypty. Były one wykorzystane na pochówek znaczących ofiecjeli dawnego Głogowa. W czasie obrony "Festung Glogau" byly one wykorzystane na podziemny szpital, podobnie jak wiele piwnic w mieście. Oj, poczekamy sobie w kolejce.

Wejście do krypt.

A to już początek podziemnego wejścia do krypt.

Jedna z krypt, która pełniła rolę sali operacyjnej.

Po zwiedzeniu krypt udaliśmy się do fosy miejskiej. Nie oparłem się pokusie zrobobienia zdjęcia kościołowi Świetego Mikołaja, który jest jeszcze w ruinie. Jako renowator zabytków (jeszcze za komuny) ratowaliśmy kościół przed całkowitym rozpadem. Przed kościołem są mury obronne.

A to już początek fosy. W głębi widać most nad fosą.

Środkowa część fosy z wejściami do kazamaty i tuneli kontrminowych. Tunele są wysokie na ok 180 cm i stopniowo się zniżaja, aby na rozwidleniu w trzech kierunkach miały wysokość poniżej metra. Aby spenetrować dalszą ich cześć należy iść na kolanach, a w końcowych odcinkach nawet czołgać. Tunele zostały po śmiertelnym wypadku chłopca zamurowane, a od roku mają solidne metalowe bramy.

Początek tuneli kontrminowych. Dalej jest zakręt w prawo, później w lewo, aby dojść po 100 metrach do trójtunelowego rozgałęzienia. (zdjęcie Kazika)

Kazamata w całej okazałości (zdjęcie Kazika).

A to już boczne wyjście z fosy od strony Wałów Chrobrego.

Wieżyczka na narożniku fosy zwana kawalierrą.

Nad fosą widać okazały budunek głogowskiego Sądu Rejonowego.

Tablica z piaskowca upamiętniająca wyjście Francuzów z Głogowa po klęsce Napoleona. Poniżej tablicy jest zamurowane wejście do piwnic sądu. W latach piećdziesiątych jeszcze wchodziłem do przez nie do drzwi piwnic sądowych.

A to już widok na ostatni odcinek fosy. Udajemy się do ostatniego celu wycieczki - bloku koszarowego.

Część naziemna bloku koszarowego przy ulicy Szkolnej. Widać wyjście ewakuacyjne i czapki kominów wentylacyjnych. Na drugim planie mury obroone z wieżyczką.

Wejście do bloku koszarowego. Oj, poczekamy sobie w kolejce.

Widok na klatke schodową do izb żołnierskich. Za moich eksplorerskich czasów  nie było barierek zabezpieczajacych i paru moich kolegów spadło. Jeden złamał sobie rękę.

To samo ujęcie, ale z aparatu Kazika. Dlaczego? O tym na końcu.

Pan z dokumentami pod pachą to przezes SMGF"TG" Józef Wilaczak.

Izba mieszkalna żołnierska. W głębi widać drabinę do wyjścia ewakuacyjnego.

Widok drugiej izby żołnierskiej z góry.

To już koniec wycieczki. Kolejka nadal spora. W głębi wieża kościola św. Mikołaja w ruinie. Po prawej stronie Sąd Rejonowy.

Wieża kościoła św. Mikołaja nocą. Władze miasta ufundowaly taka iluminację jako atrakcję turystyczną.

*

     Proszę zrócić uwagę na białe kropki o różnej średnicy na zdjęciach z podziemi. występują one u mnie i u Kazika. Kazik przyszedł po wycieczce do mnie, aby porównać swoje zdjęcia z moimi. Myślał, że obiektyw mu się zabrudził. Na moich było to samo, ale tylko na niektórych zdjęciach podziemnych. Zastanawialiśmy się o co chodzi. Wyjaśnił nam to mój syn, który oglądał na Discovery program i wychodziło z niego, że te białe punkty to zdjęcia duchów, czy błądzących duszyczek. Zacząłem w to wierzyć, gdyż taki zbieg okoliczności byłby raczej niemożliwy. Tak więc mieliśmy też pozaprogramowe spotkanie z duchami, ale bardzo spokojnymi i przyjaznymi. 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 210  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487210
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl