Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 817 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Przedświątecznie

wtorek, 30 marca 2010 16:49

     Czuć już wiosenną atmosferę i zbliżające się Święta Wielkanocne. Czas na życzenia i oby nam się one wszystkim ziszczyły. Ale na razie wracam na ziemię i do wspomnień, bo jakoś nie mogłem znaleźć czasu na napisanie nowego wpisu. Miałem bardzo aktywnie wypełniony czas.
    W minioną środę byłem w Przemkowie na spotkaniu Gminnej Komisji Rozwiazywania Problemów Alkoholowych. Komisja spotkała się z grupą radnych i zapoznała ich z dokonaniami z ubiegłego roku i planach na ten rok, a było czym się pochwalić. Nieskromnie dodam, że i moja w tym mała zasługa. Przynajmniej tam mówią. Nie brakło również dyskusji i różnych, mniej lub bardziej ambitnych pomysłów.
                           *
Za chwilę zacznie się prezentacja dokonań komisji. Moderatorem była jej szefowa Lidka.
                              *

Grupa radnych ogląda z zaciekawieniem pokaz multimedialny.
                           *

             Tomek bajeruje panią radną.
                         
     Słuzba nie drużba, więc w czwartek pojechałem na dużur do Miłkowa, gdzie okazało się, że w sobotę mamy pierwszą rocznicę hostelu. Szef Michał sypnął groszem, a chłopaki się postarali, więc uroczysty obiad był galanto. Żurek z jajkiem i białą kiełbasą, młode ziemniaki z kotletem z piersi kurczaka i udkiem z rożna, do tego smaczna surówka, a na deser ciasta wszelakie i soki bezalkoholowe. Nawet nasze koleżanki po fachu zapomniały o odchudzaniu i wtranżalały te specyjały bez zbędnego obcyndalania się. Nie brakło przy tej okazji wspomnień i podziekowań dla terapeutów. Ale przed obiadem mieliśmy zespół kliniczny i dużą społczność na koniec miesiąca. Na razie trwa mały remont, ale od przyszłego roku chcemy rozszerzyć naszą ofertę o całodobowy ośrodek terapeutyczny dla uzależnionych. Mam nadzieję, że sił mi starczy i Alzheimer się nie upomni, to jeszcze tam popracuję.
                           *

Już niedługo ostro ruszy wiosna, drzewa się zazielenią, a wtedy...
                            *
   Ale na razie życzę wszystkim znajomym, przyjaciołom, wrogom i tym co mój blog odwiedzają zdrowych, spokojnych i obfitych Swiąt Wielkiej Nocy. No i smacznego jajka, mokrego dyngusa i oby nam się dobrze działo.
                     *
   
         No to na zdar rebiata!

                     *
           :-):-Dlimoo:-)0:-):8;-):-]piratserce]:->:-/telefon:-)
  
            serce:-):8limoo:-)0:-):-/serce@)-->-->--;-)]:->(*-*):-o:-]serce
Chciałaś Violka wielkanocnie to masz. Niech te pisanki opromienią twoją dietę bez efektu jojo.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Coś mnie naszło.

wtorek, 23 marca 2010 19:24
 

            Wielkieś mnie uczyniła pustki w domu moim...
           Mógłbym napisać, lecz nie napiszę
           Uwielbiam w swym życiu błogi spokój
           I tę wszechogarniającą ciszę


       Kiedyś, gdy dawałem sobie jeszcze w beret moja ślubna robiła mi "ciche dni". Co tam dni, to były nieraz tygodnie, a ostania cisza trwała prawie rok. Było, minęło i mam nadzieję, że to se ne vrati. Teraz, po ponad ćwierć wieku bywają i owszem ciche godziny, ale jak małżeństwo się nie sprzecza, to znaczy, że coś z nim jest nie tak. A może po 33 latach pożycia z małżonką, a w tym ponad 26 lat na trzeźwo spowodowało, że ślubna zmieniła swój punkt widzenia i zrozumiała, że milczenie nie zawsze jest złotem, wiec wybrała pewniejsze srebro. Pomijając oczywisty fakt, że mamy jedną kanapę, a łóżko polowe dawno szlag trafił, więc nawet spać osobno nie ma jak.
      W swojej pracy zawodowej mam mieszane uczucia jak żony alkoholików, często poniżane i bite przez „pana i władcę" pytają mnie co mają zrobić. Rozsądek i uczciwość zawodowa nakazują mi powiedzieć, aby kopnęła w dupę pijanego dziada, zgłosiła sprawę na policję, założyła niebieska kartę, wystąpiła o rozwód i eksmisję z klauzurą natychmiastowej wykonalności. Ale wiem, że nie tego panie oczekują, a jeśli już, to raczej „złotej" recepty i panaceum na odmianę swego zapijaczonego tyrana. Rzadko  przyjmują do wiadomości, że jak nie można pijaka zmienić, to lepiej zmienić siebie i uwierzyć, że bez pijanego ciula sobie doskonale poradzą w życiu.
      Kiedyś miałem w terapii pewną Bogusię. Mąż alkoholik, domowy tyran, ona zaniedbana z nadwagą, smutna, wystraszona i bez wiary w odmianę swego losu. Męczyła się tak wiele lat i byłaby pewnie więcej, gdyby nie to, że mąż alkoholik wyczerpał u Bozi swój potencjał na szczęście. Gdy ona była w pracy, to on jak zwykle dał sobie w beret i gdzieś posiał swoje klucze od mieszkania. Gdy go zaczęło suszyć, to chciał wyskoczyć na piwo, a że drzwi były zamknięte, to w swoim pijackim widzie postanowił przejść na trzecim piętrze na balkon sąsiada, aby przez jego mieszkanie wyjść na dwór. Potencjał na długie i zapijaczone życie u Bozi się wyczerpał, więc pierdolnął z góry na beton i po paru godzinach wyzionął ducha na OIOM-ie...
     Poradziłem Bogusi jak załatwić formalności pogrzebowe, zasiłek, polisę ubezpieczeniową, rentę na dzieci i...
     Spotkałem ją za parę miesięcy ale jakąś odmienioną. Wyładniała, wyszczuplała i widać było radość na jej twarzy. Powiedziała mi wtedy, że nie wierzyła w to co jej kiedyś mówiłem, ale gdy stanęła przed faktem dokonanym, to odmieniła swoje życie, korzystając z moich wcześniejszych rad. Teraz ma wcześniejszą emeryturę, dzieci i wnuki w Anglii i dużo czasu dla siebie, który wykorzystuje na odwiedziny dzieci i wnuków.
     Takich, ale mniej drastycznych przykładów mógłbym podać wiele. Bowiem warto uwierzyć we własne siły i możliwości. i pozbyć się tego, co pijany mąż wmawia, że bez niego są one niczym i zginą jak ruda mysz pod miotłą. Kobieta sobie świetnie da radę bez męża alkoholika - wystarczy w to uwierzyć.
                            *
               Violce na pamiątkę z Zamku Grodno
                           *
 
Tyle zostało z dumnej księżnej Violki na Grodnie. To pewnie na skutek złej diety i odchudzania bez efektu jojo.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

A życie toczy się dalej...

sobota, 20 marca 2010 15:16

     Trochę się działo w ostatnim okresie. Gdy dyżurowałem w Miłkowie odwiedził mnie kolega Jacek, którego poznałem w ubiegłym roku podczas moich wędrówek po Bieszczadzie. Pogadaliśmy sobie o tegorocznym spotkaniu w Bieszczadach, o zdrowiu i innych sprawach życiowych. Jacek wybiera się na zasłużoną emeryturę. Widać mu już dopiekły te polityczne "reformy" w służbach mundurowych i woli się "wynieść" na pełną emeryturę, niż znosić idiotyczne pomysły i fochy szefów, polityków i wszelkiej maści hołoty, która się przy "reformach" kręci. Na koniec pstryknęliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie w moim pokoju.
                            *

                Jacek i ja w Miłkowie.

     Życie nie znosi próżni, a emerytowi nie dane jest wypoczywać. Myślałem, że już na zawsze pożegnałem się z swoją dawną firmą i już sobie swoje życie zawodowe i duchowe poukładałem jak należy, a tu masz babo placek. Mój dawny zespół terapeutyczny się zmienił, przyszły nowe terapeutki, które na nadmiar zdrowia raczej narzekać nie mogą i... jedna zachorowała, druga poszła do szpitala i nie ma komu pracować. Mój szef (ten sam co w Miłkowie) poprosił mnie abym przyszedł na zastępstwo i... Zgodziłem się, ale bez nadmiernego entuzjazmu, gdyż mam świadomość orki jaka mnie czeka. Wyszło jak wyszło i na razie sam ciągnę terapię na oddziale i czekam, aż wróci jedna z terapeutek. I nawet jak wróci, to nic się nie zmieni na lepsze, gdyż kolejna szykuje się na jakieś kilkudniowe badania w szpitalu. Powiadają, że jak Bóg chce kogoś ukarać, to go w ciemię pierd.... Mnie walnął i to mocno. Nic to, trzeba będzie przeżyć chwilowe ocipienie. A i kasa też się przyda, choć nie ona była powodem mojej zgody, jeno prośba szefa, a szefowi się... 
                              *

Nasz dawny zespół terapeutyczny. Została z niego Arleta (pierwsza z lewej), oraz Renia, która siedzi przy mnie. Nie ma już szefowej Magdy (druga od lewej), nie ma Bożenki (trzecia od lewej) i pielęgniarki Ani stojącej z tyłu. 
      Magda odeszła na lepszą fuchę, Bożenkę zredukowano z powodu kryzysu, Ania wróciła do pracy na swoim dawnym oddziale, a ja poszedłem na emeryturę. Szkoda tego zespołu, bo jakoś się zgraliśmy i było fajnie.
     A teraz coś dla ducha. Dzisiaj byłem na Sejmiku Towarzystwa Ziemi Głogowskiej, w którego władzach jestem. Fajnie wypadła multimedialna prezentacja naszej trzyletniej kadencji. Wydaliśmy parę książek z historii Głogowa, przewodnik turystyczny, legendy i inne publikacje broszurowe z ciekawych wykładów i konferencji naukowych. Nazbierało się tego trochę. Przez trzy lata odbyło się wiele ciekawych wykładów historycznych. Po tym "sprawozdaniu" zarząd uzyskał absolutorium i... Nastąpiły pewne zmiany w wyborach władz i paru nowych dokoptowaliśmy na miejsce tych, którzy odeszli na drugi brzeg, albo z uwagi na zdrowie nie mogą być w pełni dyspozycyjni. Fajnie, że zasilili nasz młodzi ludzie, którzy mają szansę na rozwinięcie swoich skrzydeł i realizację nowych pomysłów. Najważniejsze, że prezes i jeden z zastępców zgodzili się na powtórną reelekkcję na najbliższe trzy lata.
     A teraz coś dla zaspokojenia mojej "próżności". w najbliższą środę jadę do Przemkowa na uroczyste posiedzenie GKRPA, na którym odbędzie się prezentacja ubiegłorocznych dokonań na niwie trzeźwości i przyjęcie nowych zadań do realizacji. Ja brałem w tym udział, bo jakoś wsiąkłem w ten Przemków i lubię ludzi z którymi współpracuję. To jest świetny i kompetentny zespół, z którym wiele można zrobić, a i mnie się przyda trochę  "kadzidła i wrzosowego miodu" na moje skołatane serducho. Bo dobrych słów nigdy za wiele, podobnie jak spotkań z innym, fajnym Człowiekiem. Pewnie i płytę z prezentacją naszych ubiegłorocznych dokonań dostanę. Miło mieć taką pamiatkę dla wnuków, aby dziadka mile wspominali jak odpłynę na drugi brzeg Styksu.
                          *
    
Zdjęcie "rozwodowe", czyli ja z Lidką, moją szefową w Przemkowie. Mam nadzieję, że mąż Lidki się nie obrazi, bo znamy się zawodowo jak jeszcze panienką była i fachu się uczyła. A że była i jest pojętna, to fajne rzeczy wymyśla i dobrze kieruje zespołem. No i zdjęcie wykadrowałem z grupowego. Czego ten komputer nie potrafi.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Za oknem biało

poniedziałek, 15 marca 2010 10:48

     Gdy wyjeżdżałem i dojechałem w czwartek do Miłkowa pogoda była wiosenna. Jednak coś się Bozi pokićkało i na drugi dzień zaczął padać śnieg. Temperatura dodatnia, a więc śnieg się topił. W niedzielę trochę naprószyło w Miłkowie, ale za to w Jeleniej Górze padał deszcz i było jesiennie. Gdy autobus piął się w górę do Podgórek, to śniegu było do cholery, a nawet pługi śnieżne były w robocie. Od Świeżawy było wiosennie i tak do samego Głogowa. W niedzielę Najwyższy sobie walnął deczko ambrozji i uraczył nas śniegiem a piać od nowa. Dzisiaj mam słoneczko za oknem, temperaturę dodatnią i śniegu dość sporo. Nawet drzewa są białe. Coś mi się zdaje, że z tym globalnym ociepleniem to jedna wielka kicha i chyba ktoś na tym kasę robi. Ale do rzeczy...
    Kasia Rzeszowianka obwinia siebie za brak wiedzy o krzyżach pokutnych. Droga Kasiu, krzyże pokutne przyszły do nas z Niemiec, bądź Czech i dlatego najwięcej ich na Dolnym Śląsku, ponoć 580. W całej Polsce jest ich 600. Dlatego nie ma ich w Twoich stronach, bo gdzie Rzym, a gdzie Krym. Ale za to u Ciebie są piękne cerkiewki, a u nas są i owszem, ale współcześnie postawione, bądź zaadoptowane z ewangielickich kościołów przez prawosławnych i grekokatolickich Łemków, których prawem kaduka deportowano z Łemkowiny na Ziemie Zachodnie i Północne. Niby komuszkom chodziło o ich rzekomą współpracę (sic!) z UPA, a tak po prawdzie chodziło o wynarodowienie i stworzenie jednolitego etnicznie państwa powszechnej szczęśliwości. Komuszy marsz do świetlanej przyszłości na szczęście się skończył i mamy demokrację, a w niej... Teraz za to jeden z Kaczorków obiecuje nam powszechny wyjazd do Egiptu za parę lat. Pewnie na budowniczych nowych piramid. 
     Moja znajoma  w komentarzach pyta, czy są leki na to, aby przestać pić. Otóż takich nie ma, są jedynie wspomagające dla tych, co nie piją idąc w zaparte, bądź wymuszają abstynencję anticolem, czyli takim "straszakiem" dla desperatów. Po anticolu jak się wypije, to można się przenieść na łono Abrahama i kwiatki powąchać od spodu. Takim desperatom można serwować różne antydepresanty  i psychotropy, aby samopoczucie poprawić. Jednak nie ma leku, który skutecznie usunie głód alkoholowy, zmieni myślenie i zachowanie, że o duchowości nie wspomnę.
     Ja nie piję dzięki tarapii, a wszelkie "wspomagacze" lekowe omijam szerokim łukiem. Ja tam wolę trzeźwieć duchowo, bo trzeźwienie fizyczne i umysłu mam już dawno za sobą. Bo aby wytrzeźwieć należy usunąć skutki picia, zmienić swoje myślenie i zachowanie o 180 stopni i do końca życia inwestować w sferę duchową, która odpowiada za system wartości, zainteresowań i spotkań z dobrym Człowiekiem. Ja na razie wiem tylko, że dzisiaj będę trzeźwy, a jutro... Też jest przecież dzień. Wybór należy do mnie. I tak mi przeleciało prawie 27 lat. Ponad ćwierć wieku życia bez alkoholu i katowania siebie bólem, że już NIGDY nie wypiję. No i bez zawracania sobie dupy prochami. Trzeźwość to mój wybór i dobrze mi się żyje bez alkoholu. Nie widzę w tym też żadnego bohaterstwa, ani szczególnych zasług. Ja po prostu uratowałem swoje sobacze życie, rodzinę, system wartości i zainteresowań w jakich mnie wychowano. Czyli nikomu łaski nie zrobiłem, bo świat bez takiego alkoholika jak ja, nie byłby gorszy, ani lepszy. On by istniał nadal, tylko ja bym kwiatki wąchał od spodu kichając w dębowej jesionce. A tak żyję i wierzę, że jeszcze czegoś ode mnie ten świat oczekuje.
     Fajnie piszą moje znajome blogowe poetki o wiośnie, ale do kurwy nędzy dlaczego się ona opóźnia? Bo ja mam już pomysł na wycieczki szlakiem zamków Dolnego Śląska. Znalazłem bratnią duszę z samochodem, która powędruje ze mną. Ja dam na paliwo (gaz), bratnia dusza samochód, papu na pół i... Komu w drogę, temu trampki.
                         *
    
Mam w planie kolejne zwiedzenie zamku Grodno. Widok zamku z dołu.
                           *

Aby ze szczytu wieży pooglądać zamek (część w ruinie) i okolicę.
                          *
     Dziękuję Indiance za przysłanie mi swojego tomiku poezji "Liryki Zachodzącego Słońca". Ja Ci skarbeńku za to wysyłam swoją pierwszą książkę "Wędrowiec czyli skrzydlata dusza".
                             *
    Dla zainteresowanych moimi alkoholowymi i trzeźwościowymi zmaganiami mam jeszcze parę egzemplarzy do sprzedania "Usłyszałem pukanie od spodu", która, jak mawiają dobrzy ludkowie jest pomocna w trzeźwieniu i zaprzestaniu picia.
                            *
    Przy porannej kawie przeczytałem w Wyborczej, że prezydent Rosji podpisał ustawę, która zamienia onuce w armii rosyjskiej na bardziej funkcjonale skarpety. Bo nic tak nie cuchnie jak Wańki onuce od roku już nie zmieniane.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Przemyślenia

środa, 10 marca 2010 10:54

     Po wycieczce krajoznawczej pora na moje rozważania o życiu. Po wycieczce zostają miłe wspomnienia i parę zdjęć, a życie toczy się nadal.
     Mam od pewnego czasu wrażenie, że biegnie ono zbyt szybko, za szybko. Nie chodzi o to, że narzuciłem sobie jakieś zawrotne tempo i biorę nadal udział w wyścigu szczurów. Nic z tych rzeczy, bo już dawno nie pędzę za sukcesami i nie muszę niczego udowadniać. Czuję sie spełniony, choć nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Nadal wierzę, że świat coś jeszcze oczekuje od takiego mizernego robaczka jak ja. Nie są to już jakieś wygórowane oczekiwania, ale jeszcze parę książek zdałoby się napisać, kilkanaście publikacji, no i paru nieszczęśników ściągnąć z alkoholowej rafy na bezpieczną wodę. No i jak dobry Bóg da, to większej gromadki wnuków doczekać.
     Nie czuję się stary, bo dusza u mnie młoda, nie czuję się zramolały, bo mam jeszczę trochę wigoru i parę pomysłów na życie. Jednak zegar tyka, a czas płynie nieubłagalnie, ale mam nadzieję, że moja świeczka życia jeszcze się trochę popali. Dlatego w swej duchowości fotelowej bardziej wykorzystuję podarowany mi czas i nie marnotrawię go na jałowe spory, głupie i pochopne decyzje, których bym potem żałował. Nie szukam nowych przyjaciół, ale pielęgnuję te przyjaźnie co mam. Staram się być wśród ludzi i dla ludzi, ale bez przesady. 
    Niedawno zadzwonił do mnie mój dawny klient z prośbą, abym mu znalazł kogoś do pomocy w montowaniu mebli, bo on niekumaty w tej dziedzinie. Niestety czasu było niewiele i nie mogłem mu pomóc. Jednak sobie wtedy pomyślałem - stary, przecież mi obiecałeś, że będziesz chodził na grupę, a słowa nie dotrzymałeś. Teraz jesteś sam i masz banalne problemy, a nie byłoby ich, gdybyś był z nami. Jestem pewien, że nikt by ci nie odmówił pomocy, a tak...
     Źle się dzieje, gdy sami się skazujemy na samotność, bo przecież człowiek jest istotą stadną i nie powinien żyć w osamotnieniu. A ty się brachu na taki los sam skazałeś, wierząc, że sam sobie poradzisz z problemem. Nie powiem, z abstynencją sobie jeszcze radzisz, ale farmakologicznie, a nie terapeutycznie. Szkoda, że zapomniałeś prostej prawdy - alkoholik pije w grupie i powinien trzeźwieć w grupie. Bo w grupie jest raźniej i bezpieczniej w myśl starego porzekadła: "Kupą mości panowie. Kupa śmierdzi, kupy nikt nie ruszy".
     Ja nie piję 27 rok i to dzięki temu, że nie jestem sam. Bo skoro alkoholik to taki "kiszony ogórek", to niech sobie siedzi razem z innymi kiszeniakami, bo nigdy nie stanie się świeżym i pachnącym ogórkiem. To se ne vrati, jak mawiają nasi sąsiedzi z południa. Ja na szczęście mam swoich kiszeniaków, ale mam też wielu znajomych wśród zielonych ogórków. Jednak bezpieczniej czuję się wśród ogórasów, którzy się zakisili, wyskoczyli z alkoholowej zalewy i przerwali proces kiszenia. Bo ciągłe kiszenie doprowadzi do samounicestwienia. Dlatego bądźmy wśród swoich na dobre i na złe. Nie odrzucajmy jednak przyjaźni i znajomości normalnych, zdrowych ludzi. Nie odrzucajmy świata, bo jesteśmy jego cząstką. Nic to, że małym i nic nie znaczączym pyłkiem, który istnieje w wszechświecie. Bo tak długo jak istniejemy możemy być potrzebni, a świat czegoś będzie od nas przecież oczekiwał.
     Świadom reakcji na mój wpis o walentynkach z całą premedytacją nie napisałem o Święcie Kobiet 8 marca. Postanowiłem sobie, że nie będę się wymądrzał, co nie znaczy, że o Paniach zapomniałem. Nadal Was odwiedzałem na blogach i wpisywałem swoje mniej lub bardziej udane rymowanki. Słałem pozdrowienia serdeczne i różyczki. Moim paniom w domu kupiłem po tulipanie i stosowne życzenia złożyłem, a znajomym esemesy z życzeniami wysłałem. Wolałem się jednak publicznie nie wypowiadać, bo nie lubię tracić znajomych, a Święto Kobiet wzbudza różne, często skrajne emocje i prawem kaduka jest uważne za komunistyczne przeżytek. A przecież geneza jego powstania nie była komunistyczna, jeno komuchy je przywłaszczyli i zdeprecjonowali. Dla Pań zawiedzionych moim milczeniem stawiam swój krzyż pokutny bez rytu...
                             *
          
Posypuję głowę popiołem ze słowami mea culpa, mea maxi mea culpa.

     Jutro jadę na cały wekend (powolniak) do Miłkowa. Dla chleba panie, dla chleba. A dla ducha, to wpadnie do mnie kolega Jacek, którego poznałem w Bieszczadach. Jest teraz w Karpaczu. Oj sobie pogadamy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  490 882  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 490882
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9604
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3857 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości