Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 821 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wiosną odbija

poniedziałek, 30 marca 2009 10:27

      Wiosna, to nie tylko pora miłosna, ale okres, w którym komuś nieźle odbija. Tak odbiło gminnym urzędnikom w gubińskiej gminie. Co ma Gubin do Głogowa. Nic, ale ja lubię wszelkie idiotyzmy i próbuję się z nich nabijać. A jest z czego.
    Rzecz ma się w tym, że gospodarzowi Grzegorzowi jego własna krowa weszła w szkodę sąsiadowi. Trochę narozrabiała i dla podkreślena swojej obecności wykasztaniła się na posesji sąsiada. Sąsiad tak się zdenerwował, że o żadnym dogadaniu słyszeć nie chciał, co już samo w sobie źle o nim świadczy. Podał więc Grzegorza do sądu, ten niespodziewanie szybko osądził i wlepił zacnemu gospodarzowi 20 godzin pracy społecznej na rzecz gminy. Gospodarz chcąc mieć wyrok z głowy zgłosił się do gminy, aby pracę wykonać. Urzędnicy dali mu dziewiczej nowości szpadel i kazali wykopać kilkadziesiąt metrów rowu. Grzegorz czas swój cenił, więc zamiast szpadlem, wyrył rów koparką przez dwie godziny i poszedł zgłosić wykonanie zadania. Urzędnicy stwierdzili, że szpadel nie był używany i w swojej tępocie zgłosili do sądu, że Grześ pracy swej nie wykonał szpadlem i na domiar złego za szybko. Sąd się wnerwił i kazał gospodarzowi za to odsiedzieć 13 dni. Grzegorz, gdyby to nie był czas na wiosenne prace polowe, pewnie by sobie zrobił mały urlop w pace na koszt państwa. A tak?
     Cóż ma zrobić biedny gospodarz. Pownie może odwołać się do sądu wyższej instancji licząc na zdrowy rozsądek sędziów. Bo gminnych urzędników nic już nie zmieni. Pikanterii temu wydarzeniu dodaje fakt, że gminie i sądowi nie chodziło wcale o ten rów, który został galanto wykopany, tylko aby Grzesia bardziej upodlić. Bo dla nich kara musi być długa i uciążliwa, a nie dająca jakiś pożytek. Pewnie chodzi też o prewencję szczególną, aby inne krowy w szkodę nie włazily i nie srały po posesjach pieniaczy. W związku z tym napisałem taki żartobliwy wierszyk.

Taka gmina
Ma zacny gospodarz Grzegorz
Dziś kłopotów co niemiara
Krowa jego weszła w szkodę
Nawaliła kupę i narozrabiała

Sąsiad za to tak się zbiesił
Pod sąd wezwał więc gagatka
Sąd szybko wyrok ogłosił
Praca społeczna, lub odsiadka

Szybko się uwinął Grzegorz
Lecz ci z gminy to tępaki
Za szybko zrobiłeś bratku
Pójdziesz za to więc do paki

Jaki więc morał z tego wynika?
Nie ma nic gorszego od tępego urzędnika 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (32) | dodaj komentarz

Moja Viktoria

środa, 25 marca 2009 15:09

     Tytuł wpisu nie ma nic wspólnego z piosenką Riedla, ale jest o mojej małej wygranej z oporem materii ZUS. Jak pamiętacie, pisałem, że podaję ZUS do sądu, bo mi nie zaliczył paru miesięcy pracy w spółdzielni produkcyjnej i to nie byle jakiej, bo rolniczej. Czekałem tylko na termin rozprawy. Dwa dni temu jak każdy szczęśliwy emeryt, otrzymałem nową decyzję o podwyżce emerytury, Nie powiem, może być. Wczoraj, ale już listem poleconym otrzymałem kolejną decyzję, ale z pismem przewodnim. Nowa decyzja opiewała na o 6 zł. netto wyższe świadczenie. Bomba!  W piśmie wyjaśniono, że mi uznali pięć miesięcy z siedmiu, bo otrzymali z archiwum pismo, iż od końca.kwietnia 88 r. byłem członkiem spółdzielni rolnej. Nawet nie wiedziałem że byłem, bo ostatnie miesiące przebywałem na L-4 i na walnym zebraniu nie byłem. Od walnięcia byli inni. A wzmiankowana spółdzielna "Nasza Szkapa" nie raczyła mnie powiadomić, że dołączyłem do zacnego grona członków. W piśmie pytano, czy w tej sytuacji nadal swój pozew do sądu podtrzymuję.
    Sprawę dogłębnie przemyślałem i dzisiaj wycofałem pozew, bo nie będę się szarpał o dwa miesiące, które i tak przechorowałem. Jest kryzys, więc nie będę państwo naciągał na koszta. Fakt, że moja Viktoria nie była całkowita, ale w 2/3, ale powiedzialem sobie. A co mi tam, pójdę z ZUS szewskim targiem, a skoro oni mnie dodali, to ja im deczko odpuszczę. Ludzkie panicho przecież jestem. A co!
    Choć przez trzy dni wiosna zrobiła mi kuku, bo lało jak z cebra. A wczoraj dla odmiany śnieżek popadywał i wiatr duł syberyjskim zimnem, tak dzisiaj się trochę ociepliło i słoneczko wyszła zza chmur. No i wrocił mi lepszy nastrój. Kaprysy pogody potęgowały moje rozterki duszy, kogo wskazać do "Kreativ Blogger". Nie bardzo wiem o co w tym chodzi, ale chciałem się wywiązać z prośby Zakapiorki. Po wielu godzinach namysłu i wewnętrznej walce, bo was kurczę wszystkich lubię i szanuję, wskazałem tych, co wskazałem. Myślę, że dokonałem dobrego wyboru.
    Między Bogiem, a prawdą, nie nadaję się na jurora. Zbyt uczuciowy jestem, a na dodatek każdy blog ma w sobie coś magicznego, coś co mnie wzrusza. Padło jednak na Tirenę za jej wspaniałe opowiadania i na Dośkę, za jej walkę o syna i odwagę, że o tym pisała. Może ktoś powie: No tak, sam jest pisarzem, więc mu bliższa Tirena ze swoją prozą. Jest też trapeutą, więc wytypowanie Dośki jest oczywiste, etyka i takie tam pierdoły. Może tak, a może nie. 
    Jakoś jednak nie widzę zawistników wśród moich blogowych przyjaciół, więc moje dywagacje o moich rozterkach duchowych można o kant dupy rozbić. Ot co.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

Ja trza, to trza

wtorek, 24 marca 2009 11:25
    Zostałem nominowany do "Kreativ Blogger" przez zacną Zakapiorkę.
http://zakapiorskiewspomnienie.bloog.pl



W związku z tym, że lubię Was wszystkich mam cholerny zgryz ze wskazaniem kolejnego blogu, ale jak mus, to mus. Wskazuję więc:

Tirenkę - http://tirena.bloog.pl za cudowne opowiadania,
oraz:
Dosię - http://chimerawdomu.bloog.pl  za cywilną
odwagę i wiarę w komentatorów

Proszę konsultantów o opinię, czy czegoś nie namieszałem.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Ptaszki świegolą...

sobota, 21 marca 2009 14:18

    Za moim oknem, no i słoneczko świeci. To znak, że wiosna nadeszła. Wczoraj na moim osiedlu przedszkolna młódź od samego rana waliła w bębenki, kastaniety, tamburynki, grzechotki, aby wszyscy wiedzieli, że idą topić Marzannę. Ja tam do Marzenek, Marzannek nic nie mam, a nawet na odwrót, ale symbol zimy niech sobie płynie Odrą do morza na pohybel.
    Także na miłych sercu memu blogach też się wiosennie zrobiło, choć nie brak utyskiwań, że u nich szaro i pochmurnie. Ale nie można mieć wszystkiego na raz, a może jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Warto o tym pomyśleć.
    Najbardziej mnie ucieszyło, że darzy się Emilce z Ostródy i ma w czym wybierać po wiosennej odmianie wiarołomnego. Choć od przybytku głowa nie boli, to... Warto z rozwagą.
     Mazureczce też się fajnie darzy z pracą jej i męża. Widać moje kciuki i życzenia pomogły. Co prawda jakoś biedulka niedomaga zdrowotnie, ale cóż, klimat na Warmii i Mazurach ostry, no i nie można mieć wszystkiego aby nie ześwirować. Zdrówka więc jej życzę. 
    Mojej Ciapie też się zaczęło darzyć i wyszła z dołka. Ba, nawet coś napisała u siebie na blogu. Tak trzymaj Ciapa, a życie za wszarz i wal w mordę.
    Kumpel Patrtyk, po zdradzie wiarołomnej i za moją radą, wziął się w garść i wybył w Polskę. Fajnie, że wraca do formy, bo jak robić rewolucję z dołem i zawodem. Jutro wpadnie do mnie na kawę i po długo wyczekiwaną, pierwszą książkę.
    Dośce też się darzy, choć jakoś jest powściągliwa na blogu, ale wizyta rodziny i teścia, każdego przystopuje. No i te akcje błysk saperką. No, ale czego normalnego można się po Zołzie spodziewać? Na zdar Dośka i do zoba.
    U Zakapiorki też wiosennie, choć tęskno za Bieszczadami i Połoninami. Bo dla zakapiora nie ma życia jak na połoninie. Ale maluczko, maluczko, a wyruszymy Szlakiem Zakapiorów.
    Danuśka, też jej się darzy i legendy toruńkie publikuje. Oj ciekawe są one niemożebnie... Choć moje uwspółcześnienia nie bardzo. Cóż, nie każdy musi miłować Rydzyka.
    Żaba, pochłonięta remontami, piłowaniem, listwami, sadzeniem jakiejś dymki i begonii nie ma czasu mnie odwiedzić i dobrym słowem uraczyć. Woli piłować swoją piłą łańcuchową. A co mi tam, przeżyję.
     Miłe poetki - Hania, Olesia, Aga, Renia i inne, też czują wiosnę, co widać po ich wiosennych wierszach. Miło mi, że Wena ich nie opuszcza. I oby dalej im sprzyjała. Również Tirenki, po wywczasach, Wena nie opuszcza i oby tak dalej.
    Monia się uczy i zmaga z oporem materii, M spodziewa się dzidziusia i jest szczęśliwa. Kwiaciarka nadal foto-kwieciem zajęta, Gelunia zmienną jest i basta. U reszty moich przyjaciół, których z imienia, czy nicka nie wymieniłem, też wiosennie i darzy się szczęściem, ale nadal wolę trzymać kciuki. U Wędrowco vel Pielgrzyma ostatnio markotnie, ale to minie i będzie dobrze. Ja to czuję.
    Lubię się radować, gdy moim znajomym się układa, że są zadowoleni z życia i że są szczęśliwe. Bo taka moja natura.
    A ja? Zniewolony prezentem z ZUS pozwoliłem sobie na odrobinę luksusu i wymieniłem baterię wannową. A co! Miałem do starej dokładać i się wkurzać, że cieknie jak stara rura? Fajnie, że już wszystkie baterie umywalkowe, zlewozmywakowe mam nowe. Niby drobna rzecz, a cieszy.
     A na zokończenie dodam. A qurwa nie mówiłem, że szczęśliwe życie składa się z drobnostek, o ile je potrafimy dostrzegać i łączyć w jedno. I tej mojej maksymy trzymajcie się rebiata, to pożyjecie długo i szczęśliwie.
     Tylko z polityków przykładu nie bierzcie, bo to gołota i żenada.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (32) | dodaj komentarz

Czuć już wiosnę

środa, 18 marca 2009 13:05

     Za oknem pięknie świeci słoneczko i chłodny wiaterek ustał. Od razu lżej mi się zrobiło na duszy, a i sił nabrałem do twórczego życia. Przy czym słowa "twórczego" proszę nie rozumieć jako weny do pisania, ale bardziej czynnego życia. Ładuję więc akumulatorek do aparatu i zacznę chodzić na spcery, aby robić wiosenne zdjęcia. Bo tylko patrzeć, jak zaczną się wiosenne zmiany w przyrodzie i nie tylko. Na razie widać tylko więcej dziur na drogach, ale to bardziej zmartwienie kierowców, a nie mnie pieszego. Ja chodzę chodnikami.
     Wraz z nadchodzącą wiosną naszły mnie jednak pewne wątpliwości, a to za sprawą porzekadła, że wiosna to pora miłosna. Zastanawiam się, czy to pora na nowe miłości, czy rozwijanie tej wcześniejszej. Obawiam się jednak, że bardziej chodzi o to pierwsze. Coś musi być na rzeczy, bowiem wielu przeżywa rozstania z ukochanym, badź lubą. I tego właśnie nie rozumiem, bo za moich czasów było wiosną więcej inwestowania w wcześniejszą miłość. Może nie rozumiem nowych czasów i młodzieży. Fakt, wapniak już jestem.
    Z bólem serca wspieram tych, od których miłość odeszła z topniejącym śniegiem. Nie rozumiem ich partnerów/partnerek, którym słoneczko w dupę przygrzało i się w główkach poprzewracało. Rozumiem, można zmienić wiosną samochód, dżinsy, buty, ale nie chłopaka, czy dziewczynę. Być może pierwsza miłość zawsze jest tą wspaniałą i gwałtowną, ale raczej nie tą, która przetrwa próbę czasu. Tak było u mnie i tak dzieje się u innych. Na szczęście dla mnie pierwsza miłość jest tylko wspomnieniem, które opisałem w swojej pierwszej książce. Później były inne, bardziej lub mniej szalone amory, aż zakochałem się ten ostatni raz i... zaobrączkowałem się na dobre i złe.
    Jednak żal mi tych, których partner okazał się durniem i zerwał. Jedno moim znajomym powiem, że odpłakać trzeba, trochę poklnąć i lachę położyć na wiarołomnego, czy wirołomną. Będą przecież następne poznania, zakochania i uniesienia, ale wzbogacone o pierwszą nauczkę. Bo takie jest właśnie życie.
    No i nie ma miłości bez bólu... Jak powiedziała małpa, gdy całowała w dupę jeża.
    Dlatego wszystkim opuszczonym i załamanym życzę kolejnej, ale bardziej dojrzałej miłości. Bo, że ona nadejdzie, to nie mam najmniejszej wątpliwości.
             Głowa do góry chłopcy i dziewczyny.
             Nie znacie przecież  dnia ani godziny.

PS. Na konto wpłynęła mi emerytura. Coś podejrzanie wysoka. Czyżby ZUS się we mnie zakochał? Jeśli tak, to oby jak najdłużej pałał tą miłością.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (34) | dodaj komentarz

wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  490 893  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 490893
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9604
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3857 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości