Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 213 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wszyscy ludzie dobrej woli

wtorek, 22 lutego 2011 16:49

    Pisanie bloga jest chyba najlepszą formą na odreagowanie stresów i poznanie fajnych i sypatycznych ludzi. Niektóre zanajomości przekształcają się w dozgonną przyjaźń. Tak jest z Alenką i Jędrusiem z którymi połączyła mnie bieszczadzka miłość do Bukowego. Bo i jak nie lubieć sympatycznej Alenki, która ma serce na dłoni, słowiańską duszę, bardzo dużo ciepła i ogromną empatię. No i nadajemy humanistycznie na tych samych falach. Jak nie lubieć Jędrusia, z którym dzieli nas wiele - on ścisłowiec - ja humanista, on amator sportów ekstremalnych - ja uwielbiający święty spokój, on cierpliwy i wspaniały wykładowca - ja narwany słuchacz. Lubię słuchać jego tez, wywodów naukowych i porad życiowych, choć swoje doświadczenie życiowe mam. Co tam, niech se Jędruś pogada, a ja i tak po swojemu zrobię. I to jest właśnie fajne. Nawet nie wiecie, jak się bardzo cieszę, że Alenkę i Jędrusia połączył los. Bardzo wiele działo się na moich oczach. A pasują do siebie jak dwie połówki serduszka (do wyboru poniżej). Nie rozumiem tylko dlaczego Alenka ma się katować na jakiejś maszynie. Oj przybastuj Jędruś, bo jak się spotkamy, to Ci tak przywalę, że polecisz wyżej od szybowca, na którym latałeś.

    Pewnie więcej przyjaźni by się zawiązało, gdybym się z Wami spotkał. Może tak się stanie, bo moja karma wędrowca, ciągle gdzieś mnie gna. No i wierzę bezgranicznie, że człowiek jest spotkaniem. Więc wszystko się może zdarzyć. Tylko jak mnie ktoś spotka, to niech mnie walnie w łeb i zawoła: Cześć pierdolony Beduinie. Bo ja jakoś się na boki nie rozglądam i wędruję z głową w chmurach. Na szczęście moi znajomi płci obojga (niezależnie od wieku), o tym wiedzą i z powodzeniem stosują powyższą metodę.

     Lubię ludzi, ale boleję, że żyjemy w czasach, które nas dzielą. Zbyt bowiem łatwo ulegamy mędrkom wszelkiej maści i często zamykamy się w swoistych gettach, wręcz kokonach, z których jeśli wyrwiemy się na chwilę, to tylko po to, aby udowadniać swoje racje, pouczać, przekonywać, zbawiać i opluwać nawzajem.

    Byłoby o wiele piękniej i spokojniej na świecie, gdybyśmy potrafili spokojnie rozmawiać i słuchać się bez złości, przerywania i zbędnych emocji. Byłoby wspaniale, gdyby wszyscy byli dobrej woli. Woli do łączenia, współdziałania, a nie dzielenia i wojowania.

    A teraz sprawy przyziemne. Nadal utrwalam moje "umiejętności" przyszłego kierowcy. A jak już utrwalę, to... Na razie muszę zrobić przegląd samochodu, wymienić olej, filtry i pewnie płyn hamulcowy. Podokręcać jakieś śrubki i wymienić duperelny ściągacz gumowy, może podkładkę, czy jak się toto gówno nazywa, bo deczko mi tłumnik telepie. Nie są to wielkie koszta, ale nie lubię gdy mi coś nie gra jak w zegarku. Lepiej dmuchać na zimne, niż psioczyć jak coś będzie się telepać, czy rzęzić. Wyznaję zasadę, że jak się chce dobrze jechać, to trzeba coś posmarować, czy wymienić. Mam na to czas, bo wiosny jakoś nie widać na horyzoncie.

    W czwartek wybywam do Miłkowa i wracam w niedzielę. Wiem już, że za tydzień powtórzę ten sam wyjazd. Nie ukrywam, że jestem już tymi wyjazdami zmęczony. Bo jeżdżę do pracy przecież, a nie na wywczasy do wód. 

                      *

       

    To jeszcze walentynkowe amory.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Mój mały misz masz

piątek, 18 lutego 2011 15:02

      Chciałbym podziękować za krzepiące ducha, ale i pełne troski komentarze. Oczywiście, że pojadę swoim samochodem poćwiczyć na placu manewrowym z zięciem. Podjąłem taką decyzję i fertig. Posłucham Alenki, która mi odradzała boczne drogi, bo licho nie śpi. Nie posłucham "twardejkupki", bo na ch... mi samochód stojący na podwórzu. Każda godzina jazdy kosztuje, a u mnie limit kasy na samochód i prawko powoli się wyczerpuje. A ewentualne błędy? Cóż, nie popełnia ich ten, co nic nie robi. Zależy też dużo od egzaminatora, bo jeśli będzie wredna piła, to upierdoli za byle co, a jeżeli trafi się  przyjazny, to oko przymknie na pierdółkę. Ale jak popełnię rażący błąd, to nie ma pomyłuj, bo kamera nagrywa jazdę. Liczę więc na łut szczęścia i wyrozumiałość egzaminatora, bo do tej pory to ja dupy dałem, a nie egzaminator.

     Piszesz "kupka" o złych nawykach kierowcy. Ja nim jeszcze nie jestem, więc nawyków ci u mnie raczej mało. Można mówic jedynie o niedociągnięciach i oby ich jak najmniej było.

    Lubie czytać Wasze porzemyślenia, rozterki i wątpliwości. Pytanie jak żyć, zawsze pozostanie bez odpowiedzi, bo każdy ma inny pomysł i sposób na życie. Współczuję tym, którzy takiego pomysłu nie mają. Mój sposób na życie jest wypadkową moich przeżyć, doświadczeń, błędów, porażek i wygranych. Ale wiem jedno, że mój czas powoli dobiega końca, wiec muszę go sensownie wykorzystać, aby go bez potrzeby nie trwonić na jałowe dyskusje i przegrane z góry sprawy. A takimi są: dysputy polityczne, stosunek do katastrofy smoleńskiej, religii, Boga i zbawienia, że o innych duperelnych Walentynkach nie wspomnę. Bo przecież przez tego Walentego (też mi święty) straciłem dwóch przyjaciół blogowych rok temu. A co mi tam, ale czegoś jednak żal. Ja jestem tradycjonalista, więc wolę Noc Kupały (Świętojańską), trele słowików, zapach bzu, szum nocy letniej, ale daję innym prawo do Walentynek i miłosnych ochów, echów w mroźny wieczór z glutem pod nosem. Dawać zarabiać (Walentynki to komercja i biznes) bliźnim to też godne i sprawiedliwe. Na wszelki wypadek swojej ślubnej wysłałem małą walentynkę esemesem.

    Mimo, że już po Walentynkach, święcie murarzy i tynkarzy (walę tynki), to zasyłam spóźnione całuski i serduszka dla moich przyjaciółek blogowych. Dla przyjaciół również. A co mi tam.

     A dla pewnej miłej blogowiczki dedykuję: Miłość przychodzi nagle i to w każdym wieku. Ja wiem, że Twój nieznany Wędrowiec już idzie do Ciebie. Jest blisko, coraz bliżej. Cierpliwości i więcej wiary w siebie życzę.

                        *   

   

Moje serduszka do wyboru i na każdy gust... jak mniemam. 

    PS. Już jestem po jeździe moim samochodem. Nie powiem, sprawował się nieźle, a i mi te cholerne łuki wychodziły. Oczywiście nieco innym sposobem niż się uczyłem, bo mój ma inny skręt kierownicy i nieco mniejsze gabaryty. Bardziej mi chodziło o przełanie strachu i nauczenia się pewnej swobody w prowadzeniu na placu manewrowym. Warunki jazdy były fatalne, bo spadł snieg i nie było widać pasów, jeno tyczki i pachołki, a te stoją raczej z rzadka, Cóż, radzić sobie trzeba w najgorszych warunkach. Upewniam się, że jednak zrobiłem dobry interes.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Znowu jestem

wtorek, 15 lutego 2011 16:15

    Tak się jakoś złożyło, że dopiero dzisiaj znalazłem chwilę czasu dla swojego blogu. Nie ukrywam, że rola zapracowanego emeryta coraz mniej mnie rajcuje i jak tylko uporam się płatnościami, to pewnie dam sobie trochę siana z pracą. Coraz bardziej czuję się też zmęczony takim trybem życia. I oby było śmieszniej, to choć prawka jeszcze nie mam, a już w pierwszej dekadzie marca będę musiał zapłacić OC i zrobić przegląd techniczny, a na to pójdzie mi około tysiąca. Cóż, utrzymnie samochodu jednak kasztuje... Jak każda przyjemność.

     Dziękuję moi przyjaciele blogowi za miłe słowa i tęsknotę za moimi nowymi wpisami. Muszę coś wyjaśnić, że to nie moje lenistwo, ale wyższa konieczność zawodowa spowodowały, że na pięć  dni zniknąłem z wirtualnej rzeczywistości. Teraz mam więcej wolnego, więc będę się bardziej przykładał do nowych wpisów i komentarzy u Was. Dzisiaj postaram się trochę nadrobić zaległości.

    Wpadłem na pewien pomysł. Skoro mam już samochód, to po jaką cholerę wykupuję sobie dodatkowe godziny jazdy, które odczuwam na kieszeni. Przecież mogę pod okiem zięcia Sebastiana potrenować na nim za darmo na placu manewrowym, czy na bocznych drogach, gdzie glin nie uświadczysz. Oni teraz oszczędzają na paliwie i amortyzacji wozów, pewnie też mają jakieś limity, więc wolą stać przy głównych drogach, niż na bocznych, gdzie kierowców jak na lekarstwo. Decyzję już podjąłem i z zięciem się dogadalem... Więc prowadź mnie Boże. I na egzamin też z nim pojadę, a co. Przecież teraz bardziej chodzi o nabranie wprawy, bo czegoś się przecież nauczyłem przez te kilkadziesiąt godzin jazdy pod okiem Karola.

    O reinkarnacji i moich przekonaniach nie będę na razie pisał, bo wszyscy znają moje zdanie. Kto je rozumie i szanuje, tego nie muszę przekonywać, a kto się z nimi nie zgadza i na dodatek chce mnie prowadzić za rączkę do zbawienia wiekuistego, to i tak go nie przekonam. Jedno tylko powiem: Każdy ma swoje wyobrażenie o zbawieniu, wielu chce pójść do nieba... I bardzo dobrze, ale ja się tam nie wybieram, no i nie mam już sił tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem. Podobnie jest w kwestiach politycznych. Nie jestem politykiem, więc nie muszę nikogo przekonywać do "jedynie" słusznej opcji, ale nadal uważam, że większość naszych "wybrańców losu", to banda idiotów i niekompetentnych błaznów. Aż dziw bierze, że nie mając  nic do powiedzenia, ciągle bryluja przed kamerami i mikrofonami, pierdoląc dyrdymały ku radości maluczkich i zniesmaczeniu bardziej kumatych. Zamiast ich słuchać, wolę poszamać ciasteczka i inne smakołyki u Alenki, Danusi, czy Mazureczki, albo poczytać wiersze, wspomnienia, czy pooglądać fajne zdjęcia, że o sprawach życia codziennego nie wspomnę. Na Waszych blogach oczywiście.

     Dziękuję za miłe slowa i wyróżnienie mnie na innych blogach, postaram się przy okazji odwdzięczyć tym samym.

                         *

          

Obym nie musiał nigdy jechać za takim "kolarzem". Innym zmotoryzowanym też takiej jazdy nie życzę.

    


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

A to się porobiło

wtorek, 08 lutego 2011 13:47

    O rany, ale narozrabiałem swoim pisaniem. Jędruś, ja Ciebie bardzo lubię i szanuję Twoje życiowe rady. Zastanawia mnie jednak o czym mam pisać, skoro niebezpieczne są moje światopoglądowe rozważania. Nie będę przecież pisał o dupie Maryni, czy podawał przepisy na żarełko, albo ciągle zanudzał swoim egzaminem na prawko. Święte słowa zacny brachu, że swoimi wpisami mogę się narazić wielu ludziom, ale ja już taki jestem, że ciągle idę pod prąd, do źródeł, aby dotrzeć do archetypów swojego jestestwa. No i 28 rok płynę niestrudzenie pod prąd alkoholowej rzeki z dobrym skutkiem. Tak więc ryzyko mam wkalkulowane w swoje życie i pisanie. Co do miejsca na blogu, gdy się skończy, to mam już przygotowany kolejny o podobnej nazwie i takim samym wyglądzie. Co do "misjonarzy", którzy chcą mnie nauczać i zbawiać, mam jedyną odpowiedź. Sorki, ja szanuję tych co chcą iść do nieba, ale oświadczam, że ja się tam nie wybieram i to z przyczyn światopoglądowych właśnie. Ja wierzę po prostu w reinkarnację. Howgh!

     Co do reinkarnacji, to muszę ci Sowek powiedzieć, że ja wierzę w taką wyższego rzędu, czyli, że dusza ludzka może się wcielić jedynie w drugiego człowieka, a nie w świnkę, chomika, czy inne myszowate stworzenie Boże, że o insektach nie wspomnę. Ewoluuję w stronę buddyzmu, który jest filozofią (religią) nieteistyczną, a jego przesłaniem jest: "Możesz w nic nie wierzyć, możesz wierzyć w co chcesz, czyń jednak dobro". I dlatego, aby zasłużyć na lepsze wcielenie staram się czynić dobro i żyć według większości przykazań dekalogu mojżeszowego. Może to wystarczy na lepsze wcielenie, albowiem spisane będą nasze myśli i czyny. Tak, że śpijmy Sowek spokojnie, a będziemy galanto zreinkarnowani. Bo kto śpi, ten nie grzeszy.

     Jak już wspomniałem, w czwartek jadę na dyżur do Miłkowa i wracam dopiero w niedzielę późnym wieczorem, a jutro mam wyjazd po południu po pracy do Przemkowa, więc nie będę miał na wpisy czasu do poniedziałku. Nie oznacza to, że nie wpadnę sobie poczytać komentarze przed wyjazdami.

     Dzisiaj sobie pojeździłem samochodem po mieście według znaków drogowych i jakoś mi szło. Zaliczyłem też łuki, górki, parkowania, zatoczki i czego tam egzaminacyjna Bozia nie wymyśliła. Zaliczyłem i to z małymi potknięciami. Oby tak dalej.

      A jak już prawko zdobędę to:

                         *

       Będę się stosował do znaków poziomych.

                            *

Nie będę się narażał policji drogowej i grupom pościgowym.

                          *

     Będę się też stosował do znakow pionowych.

 

     Nie będę szalał na drogach, przekraczał dozwolonej szybkości i dostosuję prędkość do warunków jazdy. Szalom!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

Samo życie

niedziela, 06 lutego 2011 11:06

      Rozbawiłeś mnie Gromyc swoim komentarzem. Widzę brachu, że wiara Twoja uległa pewnemu osłabieniu. Rozmiem, że w ciekawych czasach nawet najbardziej wierzący popadają w zwątpienie, albo nawet w ateizm, a tylko część ucieka w fanatyzm religijny. Jednak muszę Ci przypomnieć co napisano w Piśmie dla maluczkich i wielkich, aczkolwiek ci ostani to olewają: "Bozia jest nieskończoną miłością i choć niezbadane są jego wyroki, i krętymi ścieżkami chadza jego łaska, to on kocha maluczkich, i cierpi, gdy oni błądzą". Błądzisz więc mój synu, ale błądzenie jest ludzką rzeczą. Czyli kroczysz ciernistą drogą grzechu - jak mawiał przezabawny feldkurat (kapelan wojskowy) Otto Katz do Szwejka i żołnierskiej braci, gdy był zalany w trzy dupy. Aczkolwiek nasz oberfeldkurat Głódź gorsze dyrdymały wygadywał w stanie wskazującym na solidne przygotowanie do posługi religijnej. Ale do rzeczy. Ja brachu jestem spokojny o moje życie po życiu, bo jak wspomniałem, wierzę w reinkarnację, gdzie na lepsze wcielenie liczą się sumy dobrych uczynków. Szalom!

                         *

     

To ja w oczekiwaniu na lepsze wcielenie w tunelu o którym pisze Gromyc. Dość ciekawie i milutko się to zapowiada.

 

     Jak już wcześniej napisałem, to jestem najbardziej zapracowanym emerytem na tym łez padole. Wielu mnie chce po prostu rozerwać. Od lutego pracuję w Miłkowie od czwartku, czyli jedną dobę więcej. Na razie co dwa tygodnie, ale licho nie śpi i wszystko się może zdarzyć. Bo niezbadane są pomysły mojego szefa Michała i dość krętymi ścieżkami chadzają jego myśli. No i popatrzcie ludkowie, facio z buźki sympatyczny w kontaktach osobistych milutki, ale te jego pomysły... Pożyjemy - zobaczymy. Najważniejsze, że nie gozi mi skapcanienie przed telewizorem w bamboszach, albo co nie daj Boże uświerknięcie z nadużywania napojów wyskokowych w osielowej oazie dla emerytów bez pomysłu na życie.

     Stefan, ja rozumiem, że polityka i politycy mogą bawić, albo przyprawić o udar serca, czy mózgu, a już na pewno doprowadzą do tego, że wielu będzie zmuszonych odwiedzić specjalistę psychiatrę, czyli lekarza od czubków. Dlatego postanowiłem nie zwracać uwagi na ich myśli, słowa i czyny, gdyż są niepojęte i nieogarnione moim umysłem. Ujmę to tak - gdyby hucpa, chamstwo i głupota ludzka umiały fruwać, to nasi pilitycy fruwaliby po sejmie i senacie niczym gołębice. I na dodatek by srali z góry na nas. Howgh!

                         *

   

            Warto było czekać

           Na te ciekawe czasy

            By na własne oczy

            Cuda te zobaczyć

           Gdy przecierał oczy

            Zadziwiony świat

           Warto było czekać

          Klepiąc biedę wiele lat

                     *

     Dzięki ci Boże, że żyję w takich ciekawych czasach. Nic to, że to przekleństo wymyślone przez chińskiego, bądź żydowskiego (niepotrzebne skreślić) mędrka, który bał się postępu na świecie.

     Ale póki co, to wczoraj ugotowałem swój słynny bieszczadzki bigosik, który niczym ambrozja rozpływa się w gębie. Nie będę konkurował z moimi zacniejszymi koleżanakami z blogu, więc nie zapodam całej procedury gotowania. Podam jeno proporcje składników: 2:1:1:1:0,10 z wieloma przyprawami do smaku.

     Właśnie mój syn się nim zajada przed wyjazdem na II zmianę do huty. A jak mu się uszy trzęsą... Ja zjem później w porze obiadowej i w czwartek przed wyjazdem do Miłkowa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 211  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28      

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487211
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl