Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 821 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

WIOSNA TO PORA RADOSNA

czwartek, 28 lutego 2008 17:41

*

     Pewnie idzie wiosna pełną parą, bo niektóre krzewy puszczają pąki i ptaszki inaczej śpiewają, no i jest coraz cieplej. Nie chcę się wymądrzać, ale to chyba przez te amerkanckie święto zakochanych Walentynki. Jak się zima zorientowała, że obchodzimy w lutym dzień zakochanych, zamiast w Sobótkę, albo Noc Świętojańską, to się obraziła i dała dyla.

    Wiem, że się (być może) komuś narażę, ale nie trawię jakiś kretyńskich zwyczajów z obcej nam, jankeskiej tradycji, gdy mamy swoją własną i to dziesięć razy lepszą. I pomyśleć, że o mały włos mogliśmy obchodzić Święto Dziękczynienia, bo hodowcom indyków się ono ubzdurało i zamarzyło. A mnie się marzy kurna chata... A kysz, zgiń, przepadnij maro piekielna.

    Konia ze złotym rzędem temu, kto mnie przekona, że amory w lutym z glutem pod nosem są lepsze, zamiast miłosnych wyznań (i czegoś więcej) w Noc Sobótki, zwanej też Kupałą, albo Nocą Świętojańską. Oj pamiętam stare, dobre, młodzieńcze i kawalerskie czasy, gdy w tą tajemniczą noc z wybranką serca, na przydechu mówiłem - Kocham Cię, a ręka gdzieś tam błądziła w zakazane rewiry uroczego dziewczęcia. Tego się nie da zrobić w lutym, bo gluty pod nosem, katar, kaszel i te cholerne barchany, swetry, spodnie, kurtki... A kysz! 

     Dzisiaj było fajnie, bo załatwiłem wszystkie sprawy redakcyjne, dostałem fajne książki historyczne na zachętę, gdyż chcę trochę o regionalnej historii pisać. Później załatwilem kolejne zlecenie za całkiem sensowne pieniądze. Wczoraj też było nieźle, bo dostem dodatek kierowniczy 300 złotych z wyrównaniem od stycznia, tak, że przyszłość rysuje się w cieplejszych, wiosennych barwach.

    Nic to, że dwóch sponsorów mi na razie odmówiło, bo ta nowa władza to jakieś łyczki nie czujące kultury. Smalę to bo wierzą, że Najwyższy mnie nie opuści w potrzebie i nie da mi sczeznąć z dyskietką w ręku przed wydawnictwem. Może tylko mnie tak doświadcza w myśl biblinej zasady, że krętymi ścieżkami chadza łaska Pana i niezbadane są ścieżki Boże. Wiara wszak czyni cuda, a nie ma piękniejszego słowa niż "Ufajcie". O czym napominał w czasie kazania nawalony jak stodoła kapelan Otto Katz, którego Szwejk był pucybutem. Ufam, że trafią się jeszcze lepsi sponsorzy, a ja pokroczę nieco dłużej cierniostą drogą grzechu (też słowa Katza).

     Dzisiaj dostałem książkę, w której są wiersze Indianki, a jutro moja połówka wyśle jej z rana moją. Sorki Indianko, tak jakoś wyszło.

     Jutro jadę z bratem odwiedzić rodzinę, której lata całe nie widziałem. Już zaanonsowałem nasz przyjazd, który wywołał radość w ich głosie.

    Śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą. No i sponsorów, aby węża w kieszeni nie mieli.

    Na zdar rebiata! :-) :-) :-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

NIE MA JAK JOŻIN

sobota, 23 lutego 2008 10:45

*

     I pomyśleć, że piosenka o Jożinie z bażin napisana ponad trzydzieści lat temu za gąsiorek śliwowicy dla zespołu ze Zlina będzie miał swój renesans w Polsce. Można powiedzieć, że internauci sfiksowali, a piosenka Mladka, która się doczekała już wielu transkrypcji zrobi taką furrorę w naszym kraju. Nawet Ivan Mladek i "tancerz" Ivo Pesak nie rozumieją skąd taka popularność ich piosenki. Nic dziwnego, że Banjo Band ma swoje koncerty w Polsce, a publika skanduje Jożina.

    Myślę, że popularność tej właśnie piosenki wynika z przesycenia naszego rynku rozrywkowego tandetną szmirą z Zachodu. Mamy już pewnie dosyć różnych Dod, Mandaryn i kolczykowanych farbowańców. Dlatego szukamy czegoś bardziej swojskiego i ożywczego, aby nie dać się zwariować. Może właśnie dlatego  zapalają się i gasną różne gwiazdki, gwiazdeczki na piosenkarskim niebie, a pewni wykonawcy, choć nieco niszowi trwają i trwać będą. Będą, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto nie pozwoli o nich zapomnieć. Piosenki Osieckiej, Grechuta, Ummer, Turnau i inni będą wieczni. A kto będzie za trzy lata pamiętał o cycatej Dodzie, naiwnej Mandarynie, czy durnowatym farbowanym Wiśniewskim? Nie zawsze "wszystko na sprzedaż" powoduje nieśmiertelność.

     Mam już dwie odpowiedzi od sponsorów. Jedna negatywna, a druga w miarę pozytywna. Ta pierwsza to od starostwa, które mnie informuje, że guzik dostanę, ale życzy mi sukcesów (sic!) literackich, w które samo wierzy. Druga to od mojego kochanego miasta, które scedowało moją prośbę na pewną komisję, wychwalając moje dotychczasowe osiągnięcia zawodowe. Jestem zaiste pod wrażeniem wiary starościny w mój literacki geniusz i z pokorą przyjmuje jej odmowę. Bo i jak, ja pierwszy naiwny mogłem uwierzyć, że władza PO da coś na kulturę, nawet w wykonaniu takiego nędznego robaczka (czytaj geniusza literackiego) jak ja. 

     Miasto też postapiło dyplomatycznie odsyłając moją skromną prośbę do pewnej komisji, wychodząc z założenia, że ona mnie dobrze zna i coś mi tam uszczknie. Jednak pisama polecające od samego Prezydenta Miasta muszą mnie napawać optymizmem i dawać wiarę w lepszą, świetlaną przyszłość.

     Być może będę musiał napisać jeszcze do rezerwowych sponsorów i paść przed nimi na kolana prosząc o parę groszy dofinansowania. Na szczeście wymieniłem już tusz w mojej drukarce z pustego na pełny. Wesołe jest życie staruszka i krętymi ścieżkami chadza pańska łaska. Niezbadane też są Boże ścieżki literatów. Nawet tak mało znanych jak ja.

    Ale póki co, to włączam sobie Jożinka i oświadczam, że swoją czwartą książkę wydam już swoim własnym sumptem, jak dostanę odprawę emerytalną. A co!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

NO I PO PTOKACH...

środa, 20 lutego 2008 17:31

*

    Nie miałem wiele czasu aby coś sensownewgo napisać. Wiadomo - Akcja "Nowy Mebel". Na szczęście mam ją już za sobą, choć jej koniec odtrąbiłem dopiero w niedzielę po południu. W niedzielę do południa jeszcze obrazki wieszałem na ścianach, bo jak się małżonka zaweźmie, to nie odpuści. Wiadomo Baba! Tak, wiem, że w tym momencie dostanę od Dośki opierd...., że niby płci pięknej nie szanuję. Ale co tam Dośka, kupiłem bazuki i jestem gieroj.

    Jak już wspomniałem wraz z nowymi meblami zstąpił nowy duch, który odnowił oblicze mieszkania. Tego mieszkania. Ale co dostaliśmy w kość to nasze. Najbardziej mi się chciało śmiać z moich pań, których bolały mięśnie rąk i nóg, że o kregosłupach nie wspomnę. No ale cierp ciało, jak się zachciało...

    Nawet się nie spodziewałem ile rzeczy, papierów, połamnych lampek, długopisów, kabelków i pospolitego złomu się nazbierało w zakamarkach szuflad, szafek i półek. Oj mieli "Nurki Śmietnikowe" , pardon - Pewexsowcy używanie i pewnie coś uszczknęli dla siebie, bo za parę godzin był idealny porządek w śmietniku. Acha, tych "skarbów" i starych mebli nie wrzucałem do kubłów, ale postawiłem na tzw. "wystawkę". Bo i jak pewexsowcom nie pomóc, to też Dzieci Boże. Okazało się, że chociaż nowe meble są większe, to trudno było nasze skarby po selekcji w nich upchnąć. Najważniejsze, że swoje mam w jednym segmencie, a nie w dwóch miejscach jak dawniej.

     Dziękuje moim przyjaciołom z blogu za słowa otuchy i wsparcia w tych strasznych dniach horroru i babskich rządów. Oprócz Doski, która mnie zje... jak kapral szeregowca. Ale Dośkę to zastrzelę z bazuki, albo RGPpanc. Ma to jak w banku. Pewnie i żal mi jej będzie, bo to też Stworzenie Boże i w dodatku płci pięknej. No i nic jej nie brakuje, a wiem co piszę. Fotki nie kłamią.

     Pewnie wiosna idzie, a przynajmniej dzisiaj było u nas bardzo wiosennie. To chyba za sprawą Akcji :"Nowy Mebel".

    Cieszę się również, że wszyscy moją książkę otrzymali na czas. Aczkolwiek "czas" priorytetu pocztowego to pojęcie względne. Kasa za książki też spoczywa bezpiecznie na koncie. Czyli wszyscy powinni być zadowoleni. A ja już pracuję ostro nad czwartą. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

HORROR!!!

piątek, 15 lutego 2008 13:28

*

    Jak  się kobieta zaweźmie, to szkoda gadać, a jak trzy, to horror, płacz i zgrzytanie zębów. Tak, wiem, że się narażę blogowiczkom płci pięknej, ale muszę gdzieś swoje emocje rozładować.

     Najpierw jednak coś przyjemnego. Byłem dzisiaj u kolejnych sponsorów, którzy wlali nieco otuchy w moje skołatane serduszko. Jednemu to nawet zadedykowałem poprzednią książkę, która się uchowała na półce prezesa z poprzedniej darowizny. A powiadają, że nowa władza czyści wszystko po starej, a tu masz. Nawet po starym prezesie nowy półek nie posprzatał i tym sposobem przetrwały moje trzy ksiażki, które podarowałem półtora roku temu za sponsoring. Nowy prezes się ucieszył z dedykacji i liczę na jego hojność tym razem. Najważniejsze, że lubi czytać i choć jest młodszy niż ja, należy do czytelniczego gatunku, który niestety zanika. A szkoda.

     Za to w domu moja ślubna wpadła na pomysł, aby zrobić wymianę mebli. Nowe stały sobie spokojnie u mnie w pracy i jeść nie wołały, a do starych miałem emocjonalny stosunek. Bowiem kupiłem je w pierwszym małżeństwie za pozyczkę "MM". Ale do rzeczy. Ślubna zorganizowała transport, córka swoich kolegów do targani mebli, a ja musiałem zmienić swoje urlopowe plany i zamiast się uduchawiać na wyjeździe, to muszę im asystować przy tej operacji "Nowy Mebel".

     Miałem ci ja w planie spotkać się w Przemkowie z redakcją "Wiadomości Przemkowa", odebrać książki i uzgodnić nowe artykuły. Na szczeście część spraw załatwiłem telefonicznie, a resztę przełożyłem na po feriach. Przy okazji dostałem propozycję, aby coś napisać do "Rocznika Przemkowskiego" i to od mojego starego znajomego z którym razem z moją córką stawałem pięć razy po odbiór nagród za ogólnopolskie konkursy historyczne i to na Zamku Królewskim w Warszawie. Konkursy organizował Ośrodek "Karta" i Fundacja Batorego. Stefan Dudra, bo tak się nazywa mój znajomy jest dr.hb. historii, ale kiedyś byl nauczycielem i wychowawcą mojej córki w technikum. Fajny facio i choć zrodzony już w Przemkowie stale podkreśla, że jest Łemkiem. Parę książek na ten temat napisał, a i jego brat jest prawosławnym księdzem w Zielonej Górze. Cieszę się z jego propozycji.

    Horror przemeblowania trwa, ale ja jestem ponad to. Spokojnie sobie piszę na nowej klawiaturze (dzisiejszy zakup) i czekam na godz 15, bo o niej pojedziemy po nowe meble do mnie do poradni. Fajnie, że te stare wezmą sobie w części moje córki do swoich pokojów, a mi serce z żalu nie pęknie. Rzeczywiście, te ich stare meble, choć młodsze wiekowo od moich są w opłakanym stanie i nic dziwnego, że wylądowały na śmietniku. Tam już śmietnikowa brać się nimi zajęła. Więc wszystko gra. 

     Boże, jak ja nie cierpię jakichkolwiek zmian w domu. Nie cierpię, gdyż wychodzę z założenia, ze to chałupa ma mi służyć, a nie na odwrót. Ale jak się baby dopuści, to i z kija wypuści. Mam nadzieję, że przeżyję meblową operację bezzawałowo.

     Choć z drugiej stony,  może to żonie pozwoli oderwać się od smętnych myśli o Elce z bagien. Teraz jest na chorobowym i pewnie tak szybko nie wróci do pracy. No, chyba, że Elkę oddadzą gdzieś do ZOO. Czego się doczekać nie mogę. Ale póki co, to jej dedykuję Jożina z bażin. Howhh!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

JAK ZWYKLE SCHODY

piątek, 08 lutego 2008 17:23

*

      Mam już pierwszy etap ganiania po sponsorach za kasą. Mam pewne zapewnienia, ale jak znam życie, to będę musiał zrobić dogrywkę. Obawiam się, że nowa władza nie bardzo mnie kocha i może mi zrobić małe kuku. Ale cóż, taki już los lokalnych pisarzy, którzy zmagają się z finansową materią.

    Cieszę się, że moje ksiażki doszły już do adresatów, bo jakoś naszej poczcie nie dowierzam. Przed świętami miała tempo żółwia i mogło to jej zostać na dłużej.

     Mam też mały zgryz, bo w ośrodku, w którym moja małżonka pracuje rządzi od roku szalona dyrektorka, która okrutnie się uwzięła na pracownice podległej sobie jednostki. Sprawa obiła się o prasę, ale to tylko zaogniło dyktatorskie zapędy tej pani. Oliwy do ognia dolał fakt, że te pracownice zakładają związki zawodowe, aby bronić swoich miejsc pracy i własnej godności. Moim zdaniem ta pani stosuje mobbing i ma gdzieś godność pracowników, ich uczucia i wrażliwość.

     Nikt nie potrafi się z nią dogadać, bo jak się mówi o profilaktyce, to ono o niebieskim niebie i latających ptaszkach. Opinię taką potwierdza wielu jej byłych interkulatorów. Byłbym jednak niegodziwcem, gdybym na jej cześć nie sparafrazował czeskiej piosenki "Jozin z bazin" (Józek z bagien) i nie napisał własnej o Elce z bagien. 

 http://www.youtube.com/watchv=HfAlfJoUweQ&eurl=http://www.joemonster.org/filmy/6826/Kaczor-z-bagien

 

                     Elka z bagien 

Jest w Głogowie gdzieś ośrodek niedaleko strumyka, 

Rządzi se w nim straszna Elka, która gryzie i bryka.

Wojowała, namieszała gryzie też pracowników,

A jeden sobie zemdlał wzięła się za pijaków.

            Elka z bagien maszeruje do pracy,

            Ciągle myśli kogo zębem zahaczy,

     Elka z bagien stale ostrzy swe zęby,

     Bo jak kogoś nie pokąsa to się bierze za dęby

       Bo na Elkę z bagien znajdzie się też bat,

       Jest to wolna prasa i ktoś  na to wpadł.

 

                        *

Raz Danuta napisała w brukowym tygodniku,

Zrobiła z Elki ofiarę, a leni z pracowników.

Opluła też zacnych ludzi, bo wstyd u niej żaden,

Bo Danuta tak jak Elka sama też jest z bagien.

            Elka z bagien maszeruje do pracy,

            Ciągle myśli kogo zębem zahaczy.

            Elka z bagien stale ostrzy swe zęby,

            Bo jak kogoś nie pokąsa to się bierze za dęby.

       Bo na Elkę z bagien znajdzie się też bat,

      Jest to wolna prasa i ktoś  na to wpadł.

                           *

Przyjdzie pewnie smutny koniec na straszydło z bagien,

Elka zębem się zagryzie z Danutą na amen.

Może przejrzy też prezydent, co się tylko dąsa,

Bo jak będzie nadal ślepy, Elka go pokąsa.

            Elka z bagien maszeruje do pracy,

            Ciągle myśli kogo zębem zahaczy.

     Elka z bagien stale ostrzy swe zęby,

     Bo jak kogoś nie pokąsa to się bierze za dęby.

        Bo na Elkę z bagien znajdą bat, że ho, ho!

        Pewnie ją wywiozą do jakiegoś ZOO

                            


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  490 886  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
2526272829  

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 490886
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9604
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3857 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości