Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 213 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Oby Nam się dobrze działo....

piątek, 31 grudnia 2010 19:13

     Ostatnio byłem zaganiany, więc na dobry początek dziękuję Wszystkim za życzenia i miłe komentarze.

     Działo się to za sprawą nawału pracy i córki mieszkania. Oj dzieje się dzieje. Najpierw odbiór mieszkania, zgłaszanie drobnych usterek i kupowanie różnych duperel do nowego lokum. Jakieś lampy, pralki , lodówki i inne dupsoły. Do tej pory moja ślubna siedzi u córki i jej pomaga. Mnie obarczyła wieszaniem lamp u nas w domu, bo swoje córka zabrała. Boże, jakie badziewia sprzedają w tych marketach. Jedną lampę powiesiłem i działa, ale druga w przedpokoju nie chciała odpalić. Trzy żarówki szlag trafił, mnie lekko prąd popieścił , bezpiecznik wywaliło i nic. Wkurzyłem się deczko i zawiesiłem starą, która czasy komuny pamięta, ale jest niezawodna. W poniedziałek Renia pójdzie te badziewie wymienić na sprawną i mniej porypaną.

     We wtorek kupiłem sobie samochów - "Suzuki Sfift" i jestem z niego zadowolony. Mam też nadzieję, że pare lat na nim pojeżdżę. Zieć, co go mi odprowadzał na posesję drugiego zięcia bardzo go chwalił, bo silnik cichutko pracuje, odpala za pierwszym razem i nie kaszle, biegi wchodza leciutko i nie zgrzytają, hamulce są super, a kopa ma takiego, że hej. Podobną opinię ma o nim mechanik, który był przy zakupie i próbnej jeździe. No i utargowałem 200 złotych, którymi się długo nie nacieszyłem, gdyż córka naciagnęła mnie na mikrofalówkę do nowego mieszkania. A co mi tam, niech pozna tatowe serce.

     Wczoraj byliśmy w takiej miłej kawiarence bezalkoholowej na Starówce, aby święcić ponad dziesięć lat trzeźwości naszego dawnego klienta (obecnie dobrego znajomego). Pogadaliśmy, powspominaliśmy, popiliśmy gorącej czekolady pod ciasta z lodami, a ja dodatkowo dwie coca cole wypiłem, bo cosik mnie po słodkim suszyło. A co! Mamy ogromny szacunek dla naszego znajomego, który wyrwał się z dziesięcioletniej bezdomności, alkoholizmu, ułożył sobie życie z miłą i ładną Marzenką po przejściach i znalazł fajną pracę. No i zaczął budować sobie skromny dom w swoich stronach, aby na emeryturze (za 3,5 roku) w nim zamieszkać. Miłe to było spotkanie i takie budujące. Później odwieźli nas do domu swoim samochodem. Oby wiecej takich miłych spotkań.

     Mijający rok był udanym rokiem i wiele przyniósł mi radości (choć i smutków nie brakowało), sukcesów i spełnionych marzeń. Szkoda, że prawko oblałem, ale mam nadzieję je zdać w miarę szybko, bo samochód mnie dodatkowo motywuje. Tylko pracy mi przybędzie, a co za tym idzie i kasy. Poradzę sobie z własnym samochodem, bo dużo czasu i zdrowia oszczędzę zamiast marnować go na przystankach PKS.

     ŻYCZĘ WSZYSTKIM ZDROWIA, SZCZĘŚCIA I SPEŁNIENIA WSZYSTKICH MARZEŃ W NOWYM 20011 ROKU. I OBY NAM SIĘ.... MOI PRZYJACIELE.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

ZDARZENIE

piątek, 24 grudnia 2010 14:27

     Spotkało mnie dzisiaj coś dziwnego. Mimo wolnego jechałem rano do pracy, aby podzielić się opłatkiem i złożyć życzenia naszym pacjentom na oddziale, wypić kawę i przekąsić nieco świątecznego ciasta.

     Na dworze była zimowa aura spowita w mgle, a w oddali było widać jakiś zapóźnionych klientów osiedlowych sklepów. Na przystanku kumunikacji miejskiej byłem sam, ale po chwili dosiadł się do mnie jakiś dziwny pan z długimi siwymi włosami i siwą brodą. Zaintrygował mnie, bo był biednie ubrany, ale był czysty i bez tego charakterystycznego zapachu bezdomności. Podzieliłem się z nim dobrym słowem i papierosem, zaczęliśmy rozmawiać. Był to raczej jego monolog o marnościach tego świata. O tym, że pełno w naszym kraju zawiści, nietolerancji, małości, małostkowości i pieniactwa. Mówił, że młodzi nie szanują starszych, a i starsi patrzą na siebie wilkiem i wolą się obrażać i mówić podniesionym głosem, zamiast spokojnie rozmawiać. Bo tylko ze spokojnej dyskusji może coś dobrego wyjść. Przyznałem mu rację, ale powiedziałem, że świat i tak jest piękny i że nie wszyscy ludzie są źli. On też mi rację przyznał dodając ze smutkiem - gdyby teraz Jezus zszedł na ziemię w naszym kraju, to z jego filozofią miłości zostałby zlinczowany i ponownie ukrzyżowany. Oj tak - odpowiedziałem.

     Żegnając się z nim on dodał - wiesz Misiek, długą drogę razem przebyliśmy i to idąc pod prąd. Nieraz miałeś chwile słabości i zwątpienia, potykałeś się, ale ktoś cię przytrzymywał przed upadkiem, abyś szedł nadal swoją drogą. Jego słowa wprowadziły mnie w stan zadumy. Kto to jest i skąd zna moją ksywkę z pierwszych lat trzeźwienia, którą mało kto już pamięta.

      Gdy wróciłem do rzeczywistości zobaczyłem, że jestem na przystanku sam, a w oddali było widać zamazaną we mgle postać, ale w takiej dziwnej, jasnej poświacie.

     Nie wiem, czy to spotkanie było prawdziwe, czy był to tylko wytwór mojej wyobraźni w ten podniosły, wigilijny poranek. Nie będę dociekał prawdy, więc niech tak niech tak pozostanie.

                      *

    

Jeszcze raz życzę wszytkim zdrowych i spokojnych świąt w ten wigiliny dzień. I oby nam się dobrze działo.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Wróciłem na tarczy

wtorek, 21 grudnia 2010 16:34

      Niestety, oblałem egzamin z jazdy, ale wróciłem na tarczy. Zapisałem się już na następny na 11 stycznia 2011 r. Ale po kolei. Testy zdałem bezbłędnie, ale po testach czekałem na egzamin z jazdy ponad godzinę. Przez ten czas oczekiwania narastał stres. Gdy mnie wyczytali po 80 minutach, to już byłem mocno podenerwowany. Z obsługi samochodu zdałem, z przygotowania samochodu do jazdy też, jazda po łuku poszła mi wręcz książkowo, aż mój instruktor Karol był zaskoczony, bo łuk jest moją najsłabszą stroną. Niestety, poległem na ruszaniu pod górkę z ręcznego. Niestety, choć wprawiłem tym w osłupienie Karola, bo górkę miałem opanowaną do perfekcji, to narastający stres zrobił swoje. Próbowałem dwa razy, ale za szybko puszczałem sprzęgło i zadławiałem silnik. Po świętach wykupię sobie cztery godziny jazdy ( godzina na górkę, a resztę na Leszno i egzamin. Do trzech razy sztuka jak powiadają starzy górale. No i trzeba jakoś sobie radzić jak mówił baca, zawiązując kierpca dżdżownicą.

     Z moim egzaminem było tak jak z egzaminem Czapajewa w szkole komandirów armii bolszewików. On też dwa razy zdał, a raz oblał. Zdał mocz i kał, a matematiku oblał. Ja na szczęście zdałem bardziej techniczne części egzaminu niż Czapajew, a z opinii Karola, po mieście i poza nim jeżdżę dobrze jak na początkującego kierowcę przystało. Tak, że nie tracę nadziei, ale trochę jest mi markotno.

     Dziękuję Wam wszytkim za słowa otuchy i trzymanie kciuków, oraz za dobre rady. Jednak konia z rzędem temu, kto mi poradzi jak skutecznie stres zniwelować do zera. Ale przynajmniej wiem już jak zdaje się egzamin. A to już dużo.

     Jednak nie wszystko poszło nam tak źle. Córka 30 grudnia odbiera klucze od własnego mieszkania, ale zaczęła mdleć z wrażenia (mówię serio, a nie metaforycznie) jak zobaczyła ile kasy dostała z premii gwarancyjnej z książeczki mieszkaniowej. Dżentelmeni o kasie nie mówią, ale to co dostała, to wystarczyło na spłatę reszty pożyczki od kolegi, na lodówkę i różne bajery do mieszkania. Druga dobra wiadomość to ta, że moja Renia ma już obliczoną rentę z wyrównaniem od 1 października. Renta jest z tych średniej wielkości, ale spodziewaliśmy się niższej, a tu taka niespodzianka. Czyli i tak bilans zysków i strat  wypadł nad wyraz dobrze.

      Ten pan (ponoć Potocki) co mnie nekał i straszył sądami i prokuraturą już się nie odezwał do mnie, gdy mu udowodniłem prawdę. Nie spodziewałem się innej reakcji, bo tacy małostkowi pieniacze nie są skłonni do przyznania racji i zdawkowego "przepraszam", bo to silniejsze od nich. Czyli mam już spokój i żadnych sądów z takim mocnym dowodem się nie boję, a ten pan mnie może w d..e pocałować na święta.

    Idą święta, a więc życzę swoim wszystkim przyjaciołom  blogowym, nieprzyjaciołom również i panu P. - Zdrowych, szczęśliwych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia i oby nam się dobrze działo.

                          *


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

MASAKRA!

wtorek, 14 grudnia 2010 14:38

     Od piątku dostaję e-maile od autora książki o bieszczadzkich zakapiorach Andrzeja Potockiego. Po jego mailach czuję się fatalnie i jest mi bardzo przykro. Ten pan nazwał mnie złodziejem jego właśności intelektualnej i zwykłym hochsztaplerem. Stało się to za sprawą mojego wpisu na blogu z maja 2007 r. "Bieszczadzkie Zakapiory". Według tego pana w chamski sposób zerżnąłem z jego książki mój wpis i to słowo w słowo. Na domiar złego zarzuca mi, że napisałem kłamliwe rzeczy, które szkodzą dobremu imieniu Zakapiorów, co już samo w sobie jest sprzecznością w zerżnięciu. Usiłowałem grzecznie wytłumaczyć temu panu z czego czerpałem wiedzę do mojego wpisu, ale na próżno, bo to do niego nie docierało. Jednocześnie straszył mnie poważnymi konsekwencjami prawnymi i nakazał mi zlikwidować mój wpis. 

     Jestem spolegliwy i ugodowy, więc napisałem mu, że umieszczę jego nazwisko i tytuł książki pod moim wpisem, iż z niej korzystałem. Nie miałem czasu sprawdzać czy faktycznie korzystałem z tej książki, bo śpieszyłem się na autobus do Miłkowa. W Miłkowie dużo myślałem o tej sytuacji i doszedlem do wniosku, że kupiłem ją rok później, więc siłą rzeczy nie mogłem z niej nic zerżnąć. Przpomniało mi się, że swój wpis oparłem w dużej mierze na artykule red. Teresy Ginalskiej z "Przeglądu" nr. 2/2002 - "Szlakiem zakapiorów". Pani Ginalska oparła swój tekst na zupełnie innej książce pana Potockiego "Bieszczadzkie Ballady". Niestety mi nieznanej.

      Po przyyjeździe do domu zobaczyłem na swojej poczcie kolejną wiadomość od tego pana, tym razem wzywająca mnie do do natychmiastowego usunięcia mojego wpisu. Odpisałem mu, że wpisu nie usunę, gdyż nie zerżnąlem niczego z jego książki, która ukazała się równo rok poźniej od mojego wpisu. Na odpowiedź nie czekałem długo - kolejne obelgi żem zlodziej i hochsztapler, gdyż ponoć dla odmiany korzystałem z jego innej książki o zakapiorach wydanej w 2004 roku. Nie obyło się bez grożenie prokuraturą i sądem, gdzie będę udowadniał swoją niewinność. Zabrzmiało to horrowato, ale jak znam prawo, to raczej sąd mi musi udowodnic winę, a nie ja swoją niewinność, gdyż do czasu wyroku stosuje się zasadę "domniemania niewinności".  

      O tej książce z 2004 r. nie mam zielonego pojęcia i takowej nie posiadam, i na oczy nie widziałem, ale widać pan Potocki sobie pochlebia, i uważa, że muszę ją mieć, czytać aby zżynać, i basta. Za to odnalazłem ten artykuł pani Golińskiej i go zeskanowałem, aby temu panu wysłać, choć nie wierzę, że to mi w czymkolwiek pomoże. Ten pan nie przyjmuje moich wyjaśnień i dowodów mojej niewinności.

    Pal licho prokuraturę i sąd, ale najbardziej mnie boli fakt, że pan Potocki uzurpuje sobie prawo  własności do Zakapiorów i prawem kaduka uważa, że ma monopol na pisanie o nich. Uważa, że takim maluczkim jak ja wara od Zakapiorów. To bardzo przykre.

     Moi przyjaciele, a w szczególności Alenko i Jędrku, znacie mnie osobiście na tyle, iż wiecie, że jestem ugodowym i spolegliwym faciem, który kocha ludzi, takim brat-łatą, który się nie obraża i nie nosi urazy w sercu. Faciem, któremu obca jest małostkowość, pieniactwo i mania wielkości, a tych przymiotów właśnie zabrakło temu panu.                 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

Maluczko, maluczko...

czwartek, 09 grudnia 2010 17:15

        Mam już wyznaczony termin egzaminu na 21 grudnia. Oby dobry Bóg mnie wysłuchał i śnieg pozostawił, bo na śniegu i lodzie, egzaminator mniej ubodzie. Tak moje zacne Ludki blogowe, lubię tą zimę, bo mniej będzie wygibasów przy parkowaniu, bo jak ci w zaspach parkować, a i znaki poziome przysypane i trudno będzie udowodnić żem ciągłą linię najechał. No i ta atmosfera przedświąteczna też się wszytkim udziela i przyjaźnie nastraja.

    Jeszcze tylko sześć godzin jazdy - trzy na Leszno i egazmin, i trzy (dwie sobie dokupiłem na plac manewrowy i parkowania) na doszlifowanie moich umiejętności, abym się za bardzo nie skompromitował. W miniony wtoręk zdawała w Lesznie moja zmienniczka za kółkiem - Anetka i zdała za pierwszym razem, tylko Kacperek oblał, bo wyjechał bez świateł na miasto i to po delikatnej sugestii egzaminatora o światłości wiekuistej. Pewnie był zestresowany za bardzo i nie zakumał bazy. Jestem więc dobrej myśli.

    Sorki rebiata, ale nie wyrabiam z czasem, bo mam huk pracy i ciurkiem dyżury w Miłkowie, bo jedna z koleżanek musi zadbać o swoje dziecię poczęte i nie może tłuc się samochodem po zaśnieżonych drogach. Jeszcze tylko dwa wydłużone wekendy pod rząd w Miłkowie i mam spokój do końca grudnia.

     No a od nowego roku przybędzie mi pracy, bo jak tu miłym szefom odmawiać. Parę złotych też się przyda, bo trzeba zbierać na lepszy samochód niż ten, który sobie kupuję. A co!

     Żona czeka na pierwszą rentę z wyrównaniem, może do świąt otrzyma kasę, więc będzie nam troche lżej finansowo. Badania i wizyty prywatne u specjalistów trochę nas kosztowały, ale jakoś podołałem finansowo, więc teraz może być już tylko lepiej.

    Na internet mam czas jedynie w wtorek i czwartek po dwie godziny, czyli deczko przymało. Zima nam nie odpuszcza, więc na zakończenie letnia przyspiewka dla ogrzania:

                *

Nie ma jak to w letniej porze

Można wys...ć się na dworze

Lekki wietrzyk w dupę dmucha

A na kuśce siedzi mucha

Uha! Hej!!!

            


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 215  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487215
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl