Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 212 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wątpię, więc jestem

sobota, 27 grudnia 2008 12:20

     Święta były, ale minęły. Lubię takie rodzinne wigilie i świąteczny stół, przy którym rodzina w komplecie może sobie pogadać. Mój wnuczek Miłoszek jest coraz starszy i rośnie jak na drożdżach. Nie ryczy już z byle powodu, a częściej jest uśmiechnięty. Tytlko patrzeć jak zacznie raczkować. Taki widok musi cieszyć dziadka. Czekają mnie dwie podwyżki emerytury z czego jestem rad i jedna pierepałka z ZUS-em o doliczenie mi siedmiu miesięcy do stażu pracy. Cosik archiwum mi nie przesyła potrzebnego kwitu. Siedem miesięcy to niewiele, ale w skali kilku lat, to nie w kij pierdz.... Liczy się wszystko.
     Kuba zaczął ze mną dyskusję teologiczną, ale nie chcę dyskutować na tematy, które z racji moich przekonań, nie są moją mocną stroną. Wiem, że takie dysputy nie mają końca, a zacietrzewić się wtedy łatwo. Ba, można się też okopać w szańcach Świętej Trójcy i walić z armat. Nie takie było zamierzenie mojego wpisu, w którym podzieliłem się moimi wątpliwościami. Dysputy religijne są bez sensu, gdyż narażają na niepotrzebne kłótnie. Mnie tam rybka, czy średniwiecze było cacy, czy be. Dla mnie ważne są wynaturzenia w krzewieniu jedynie słusznej wiary przez inkwizycję, konkwistadorów i innych sprawiedliwych, którzy zniszczyli wspaniałe kultury Majów, Azteków, czy Inków. Przy czym chodziło im o złoto, a nie nawracanie pogan. Takich niegodziwości było co niemiara. Nie chcę ciągnąć tego tematu, gdyż można się bezskutecznie spierać o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Można toczyć boje ile Aniołów zmieści się na czubku szpilki. Można, ale po co. Niech każdy zostanie ze swoimi przekonaniami i mądrościami, a na ziemi zapanuje pokój. Jednego jestem pewien, że w Polsce nie prowadzi sie merytorycznych dyskuji, bowiem oponenci zawsze stoją na przegranej pozycji. Integryści, rydzykowcy i parafiańszczyzna zawsze będą górą. Dlatego poogladam sobie film "Imię Róży" i wczuję się w czasy mroków średniowiecza.

     Za parę dni będzie Nowy Rok 2009 i oby był on lepszy, zdrowszy i szczęśliwszy od mijającego. Czego wszystkim życzę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Przedświątecznie

sobota, 20 grudnia 2008 12:53

      Za parę dni wigilia i pasterka, na której będziemy czcić kolejną rocznicę narodzin Jezusa Chrystusa. Nie będę się rozpisywał o Jezusie, bowiem mądrzejsi i godniejsi niż taki marny robaczek jak ja, to uczynili. Dodam tylko, że od Jezusa zaczęła się wspaniała religia, którą dokumentnie wypaczyli jego następcy. Różni mędrkowie, duchowni i hierarchowie zaczęli prowadzić dogmatyczne i teologiczne spory, które doprowadziły do podziałów w Kościele, wojen religijnych i świętej Inkwizycji, która mordami, torturami i paleniem na stosie "krzewiła" słowo Boże. Na szczęście mroki średniowiecza i wojen religijnych mamy za sobą, ale wyznań chrześcijańskich namnożyło się niczym królików Lejzorka Rojsztwańca. Nie brakuje też różnych pomazańców, namiestników Bożych, czy nawiedzeńców typu padre Rydzyka, którego wprost uwielbiam, gdyż jest okrutnym jajcarzem i cwaniakiem. Mogę tylko westchnąć i rzec. Zrobiłeś Jezu fajną sprawę opartą na miłości bliźniego swego i wybaczniu wrogom swoim. Oddałeś życie na krzyżu po to, by małość, prywata, chore ambicje i mamona wygrały. Być, zastąpiło Mieć.
     Nie będę polemizował z "znikającym punktem", który postawił siebie na równi z Bogiem, a mnie obsobanił niczym kapral szeregowca i (sic!) zabronił mi się wypowiadać. Jego (jej) jajcarski komentarz pozostawiłem na pamiątkę dla potomnych i na przestrogę maluczkim, albowiem nawiedzonych i trzepniętych w ciemię ci u nas dostatek. 
     Muszę się pochwalić, że zamontowałem umywalkę szafkową w łazience, a przy okazji wymieniłem stare rury, na nowe plastikowe. Te stare rury jakoś nie były kompaktybilne z nową szafką, a i urody łazience też nie przynosiły. Wiadomo stare (ale jare) rury, to dopust Boży. Jeden Bóg wie ile przy tym wycierpiałem i potu wylałem, ale wierzę, że będzie mi to policzone. Albowiem jak napisano w Piśmie, wszystko co się uczyniło jednemu z maluczkich, Jezusowi się uczyniło. A już wielu maluczkich z mojego dzieła korzysta. Dodam, że do tej pory od klękania i kucania bolą mnie nogi i chodzę na nich jak na szczudłach. 
    Wczoraj miałem spotkanie opłatkowe, ostatnie w tym roku na grupie w Przemkowie. Przy życzeniach z serca płynacych nie brało wzruszeń, łez i uśmiechu radości. Dla kilku z moich klietów będą to pierwsze od wielu lat święta na trzeźwo w rodzinnym gronie. W poniedziałek będzie kolejne spotkanie z opłatkiem i życzeniami na mojej grupie w Głogowie.
     Zołza mnie opierniczyła, że część książek wysyłam pocztą, a większość sam roznoszę. Ja Ci Dośka powiem. Ty mnie zrozum, że ja nie jestem Świętym Mikołajem, nie mam sań i reniferów, nie mam samochodu, ani rowera i dlatego do Twojej podwarszawskiej miejcowości nie zawitałem. Ja rozumiem, że mam wygląd św. Mikołaja, ale nic ponad to. Amen i basta.

                           *
     Życzę więc miłych, zdrowych, spokojnych i szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia, oraz spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń, pod warunkiem, że będą one godne i sprawiedliwe.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Hurtowo....

niedziela, 14 grudnia 2008 12:37

    Nazbierało się komentarzy na blogu, a w domu zaczyna się przedświąteczna gorączka. Na razie są to porządki, malowanie łazienki i ubikacji, wymiana spłuczki, etc... Dzisiaj zaczynają się "drobne" zakupy, jeśli wierzyć kobietom. Mnie pozostała jedynie wymiana (sic?) umywalki w łazience, na taką szafkową. Z tym się akurat ( z pewnymi oporami)  zgadzam, bo mam jeszcze umywalkę starszego typu, na wspornikach i dość krowiastą, czyli deczko większą niż estetyka przewiduje. Jakoś to przeżyję emocjonalnie i finansowo. Najważniejsze, że zięć naprawił swój samochód własnym sumptem (wiadomo, prawie inżynier) i nie dał się naciągnąć mechanikom na kasę. Oni nie mają litości, a moja dziatwa (ta od Miłoszka) jest na dorobku.

     Co do komentarzy, to wzruszyła mnie obawa o mnie, gdyż ostatnio pisałem dość dużo o przemijaniu. Zapewniam moich przyjaciół, że nie wybieram się jeszcze na drugi brzeg, a na domiar dobrego posiadam małą wadę - chciałbym jeszcze trochę pociągnąć na tym łez padole. Może mam geny po mamie, która przeżyła prawie 85 lat, a jej siostry i brat też przekroczyli osiemdziesiątkę i nadal żyją.
    Pisząc o przemijaniu sugerowałem się jesienną aurą, galopującą jesienią, listopadem, który jest miesiącem nieco smutnym (zaduszki, święto zmarłych). Jednak nadal uważam, że swiadomość przemijania jest ważna, gdyż stanowi ona ostatni etap naszego żywota i podróży, zwanej życiem. Nie ukrywam, że religia katolicka bardziej straszy nas śmiercią, piekłem, i na domiar złego nie przygotowuje nas na odejście. Wszyscy jej się boją, a przecież dla prawdziwie wierzącego nie powinna ona stanowić problemu, skoro po tej drugiej stronie dostąpią zbawienia i osiągną szczęście wiekuiste. Dlatego jest mi dziwne, że religijne dogmaty i zasady stoją niejako w sprzeczności z obietnicą lepszego życia w raju, czy w niebie. Ja na szczęście wierzę w reinkarnację i w to, że swoim doczesnym życiem zarobię, lub nie, na lepsze życie w kolejnym wcieleniu. Nirwany pewnie nie osiągnę, ale godniejsze, przyszłe życie raczej tak.
     Na kometarz o moim "agnostycyźmie" nie odpowiem, gdyż skorzystam z konstytucyjnego prawa do zachowania milczenia w sprawie moich przekonań religijnych i wyznaniowych. Powiem jedno - pewnie jestem nieco "innym" agnostykiem, który cznia na tych, co przesadnie manifestują swoją religijność w telewizorach, na uroczystościach państwowych z pokropkiem, etc... Wiara to coś bardzo osobistego i intymnego i fiut komu do domu, jak chałupa nie jego. Nie daję się wciągać w żadne dyskusje religijne i nie ulegam wpływom innych wyznań chrześcijańskich. Jednak szanuję przekonania innych pod pewnym warunkiem, że nie będą mnie nawracać i chrystianizować, bo tego nie trawię.
     Sobota, choć zaczęła się nerowo (patrz wyżej), to skończyła się fajnie i duchowo. Wcześniej zostałem zaproszony na uroczysty, Otwarty Mityng AA do małego miasteczka - Bytom Odrzański. Było tam super, poznałem wielu wspaniałych ludzi,  opowiedziałem też od siebie, wzruszałem się zwierzeniami innych. Tego się nie da opisać, bo szanuje tradycję AA, że nie komentuje się wypowiedzi innych i nie wynosi poza grupę tego, co się usłyszało. Muszę jednak podzielić się wspaniałą znajomością z Edytką (z jej inicjatywy) z Gubina - jest ona działaczką polsko-niemieckiej fundacji, która ratuje gubiński kościół farny przed zniszczeniem. A jest to zabytek wielkiej klasy i godny odbudowania. Dałem jej swoją wizytówkę i czekam na obiecanie książki o tym kościele, które fundacja wydała. Pewnie wiosna wybiorę sie do gubina i zrobie kilka fajnych zdjęć. Mityng poprzedziła msza w intencji AA w zabytkowym kościele bytomskim, który miałem okazję dokładnie obejrzeć i podziwiać jego architekturę.
     Szkoda, że o jedenastej w nocy musiałem opuścić wspaniały mityng, ale korzystałem z samochodu mojego nowego przyjaciela z AA, który mało, że mieszka od Głogowa ponad 35 kilometrów, to musiał jeszcze o  czwartej rano wstać do pracy w Hucie Miedzi Głogów. Na długo sobie jednak podładowałem akumulatory, a przy okazji parę książek upłynniłem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Misz masz

wtorek, 09 grudnia 2008 14:12

     Nadal zasuwam z książkami. Miałem kolejny wywiad i zajawka jego pojawiła się na stronie "glogow.info". Całość będzie opublikowana w głogowskim tygodniku. Mam też wiadomość od kolegi po piórze, że GSL, którego jestem czlonkiem zrobi mi w styczniu wieczorek autorski połączony z promocją książki. Mam nadzieję, że będzie jeszcze co promować.
     Przy okazji wywiadu do radia elka5.fm wypowiadałem się na temat modnych ostatnio sklepów z "dopalaczami", które powoli, niczym hydra powstają w naszym kraju. Pewnie większość wie co to takiego, a dla tych, którzy nie wiedzą odpowiem. Dopalacze, to nic innego jak substancje psychoaktywne działające podobnie jak narkotyki z grupy THC, amfetaminy, kokainy, czy halucynogenów, że o MDA nie wspomnę. Przewrotność i świństwo właścicieli sklepów polega na tym, że producentom tych specyfików udało się ominąć ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii, która nie zawiera tych pożal się Boże specyfików. Ponoć ma ustawa być znowelizowana i uaktualniona o te specyfiki. Oby znowy nie była spóźniona w stosunku do innych środków, bo politycy to w większości cymbały.
     Najgorsze jest to, że policja i prokuratura nie może nic w tej materii zrobić, bo jest luka prawna. Gdy wpadłem do znajomego prokuratora z książką, to on miał przed sobą artykuł o dopalaczach i kombinował jak się do nich dobrać. Ale póki co, to jest bezradny, a sprzedawcy sprzedają "legalne" narkotyki młodym ludziom. Na efekt nie trzeba będzie długo czekać...
    W innych miastach inspekcje handlowe i sanitarne robią naloty na takie sklepy i maglują je nakładając za byle co mandaty. Takie działania jednak nie spowoduje, że handel dopalaczmi ustanie. Można też spróbować protestów obywatelskich i robienia małych zadym w sklepach z polewaniem "towaru" gnojowicą, coś na wzór działań Samoobrony na blokadach.  To oczywiście niezgodne z prawem, ale policja w takich przypadkach mogłaby działać wolniej i w stylu włoskim. Przecież sprawcy zawsze mogą być nieznani. Nie namawiam do łamania prawa, ale społeczeństwo ma prawo się bronić przed ewidentnym żerowaniem na młodzieży i wpędzaniem jej w  "legalne" uzależnienie. Bo, że taki będzie finał, nie mam najmniejszej wątpliwości.
     Nadal jako wędrowiec Boży odwiedzam swoich znajomych z moją nową książką, a jak już się spotkamy, to pogadać przecież trzeba. Dystrybucja idzie wolno, ale od paru złotych ważniejsza jest rozmowa i wspomnienia właśnie. Ale warto kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Pracowity tydzień

piątek, 05 grudnia 2008 22:02

     Tak to bywa, że po chorobie przychodzi zdrowie i wiele spraw do załatwienia, które musiały poczekać. Ale po kolei.
     W związku z wydaniem mojej kolejnej książki musiałem dotrzeć do sponsorów i ich obdzielić. Później została już tylko dystrybucja, czyli wysyłanie, roznoszenie po starych znajomych i śledzenie skrzynki pocztowej, wiadomości na przyjacielskim forum, na Naszej Klasie. Przyjaciół z forum obsłużyłem, z mojego blogu robię to na bieżąco, podobnie jak z NK i tych z poczty mailowej. Można kręćka dostać i bywa, że dwa razy dziennie na pocztę ganiam, aby wywiązać się z zamówień. Nie wyobrażam sobie, abym komuś nie wysłał, albo odkładał to na kolejny dzień. To nie leży w mojej naturze.
     Wcześniej w prasie (Gazeta Lubuska) był wywiad ze mną i stosowna fotka, podobnie jak w moim Radiu "elka5.fm". Dobrze jest żyć w zgodzie z massmediami. Po wywiadzie (podałem swój numer telefonu) zaczęły się kolejne zamówienia przez telefon. Na szczęście załatwiam to w domu. Przy okazji dostałem zaproszenie z podgłogowskiego miasteczka na świateczny mityng AA, gdzie mam się pojawić z książkami. Interes się kręci i chwała Bogu. Byłem też w mojej poradni, gdzie ustawiła się kolejka po książki, a później sobie pogadalem z dawnymi pracownikami, coś im doradziłem zawodowo, jakieś swoje materiały do terapii dałem. Fajnie było i trochę sobie podładowałem akumulatory. Stwierdziłem, że brakuje mi jednak tej adrenaliny, jaka się wyzwala w pracowitym dniu. Fakt, prowadzę grupy, ale to jest zupełnie coś innego niż ciagły ruch w poradni i na oddziale.
    Przestalem już planować kogo nawiedzę z książką, bo i tak nie wychodzi. Nie mam serca opuścić moich znajomych, którzy nabyli książkę i chcą sobie porozmawiać. To byłoby niegodziwe, bo sympatyczny klient jest moim panem. Dlatego maluczko, maluczko, a do wszystkich dotrę. Nieco wolniej, ale gdzie mi się do diabła śpieszy. Planuje jeszcze trochę pożyć na tym łez padole i pędzić spokojny żywot emeryta.
                              *
     
A dla oka - urocza cerkiewka z Rosolina. Obecnie w skansenie w Sanoku


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 198  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487198
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl