Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 212 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wypad w Karkonosze

piątek, 26 listopada 2010 12:09

     Za dwie godziny jadę do Miłkowa k/Karpacza, aby deczko popracować, dotlenić swoje miechy i dla wyciszenia swoich emocji, których po jazdach mi się nazbierało. Wracam dopiero w poniedziałek przed południem i to prosto do pracy. Nie powiem lubię swoją pracę i te relaksycyjne wyjazdy w góry. I tym sposobem będę odcięty od internetu i nie będę mógł odpisywać mojej blogowej ferajnie, co nie oznacza, że sercem i duszą nie będę z Wami. Sorki Rebiata.

    Wczoraj pojeździłem sobie godzinę o zmroku. Nie powiem, szło mi dość dobrze, ale jazda na światłach uczy większej pokory i daje nowe doświadczenia adeptowi na kierowcę. Po drodze oglądnąłem samochód, który zamierzam kupić i zadeklarowałem wolę kupna właścicielce. Mój instruktor Karol ze znawstwem zbijał cenę, bo ja  nie potrafię skutecznie negocjować. Jego zdaniem warto kupić ten samochodzik, gdyż jest szansa, że jeszcze na nim pojeżdżę bez większego dokładania. Muszę jeszcze z zięciem wypróbować silnik i jazdę przed podpisaniem umowy.

    Nie ukrywam, że coraz lepiej prowadzę samochód i coraz mniej błędów popełniam. Fajnie mieć takiego fachowego, a zarazem życzliwego i cierpliwego instruktora, bo to w dużej mierze jego zasługa. Ja, skromny robaczek boży, według jego zdania jestem dość pojętnym uczniem, który szybko kuma bazę i nie kręci nosem na życzliwe uwagi maestra.

    Pozostało mi jeszcze 10 godzin jazdy, a z tego 9 do Leszna i egzamin. Oby mi św. Krzysztof sprzyjał i pozwolił zdać za pierwszym razem. Może egzaminator nie będzie taki zajadły jak zobaczy moje siwe włosy i samozaparcie, które jest odwrotnieproporcjonalne do mojego wieku. Może przedświąteczny nastrój skruszy jego serce. Oby tak się stało, ale póki co, to muszę nadal się uczyć jazdy i sztuczek egzaminacyjnych, wprawiając w niekłamany "zachwyt" Karola.

    Dla poprawy waszego samopoczucia wklejam smakowitą, aczkolwiek deczko erotyczna fotkę połówki cytrusa.

                       *

   

Pomarańcz z fiutem, alabo Mandarynek z kutaskiem. Smacznego!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Jazda i wybory

wtorek, 23 listopada 2010 17:15

    Mam już kolejne cztery godziny jazdy za sobą i coraz lepiej mi ona wychodzi. Dzisiaj zaliczyłem drugi raz Leszno, ale nie mogłem sobie poszaleć, gdyż pogoda była kiepska. Padał drobny deszcz, więc musiałem dostosować prędkość do warunków jazdy. Coraz bardziej zapamiętuję ulice i znaki, tak, że pomyłek robię już niewiele. Jeszcze zostały mi trzy wyjazdy, więc mam nadzieję, że może być już tylko coraz lepiej.

    Dzisiaj odbyłem małą podróż sentymentalną pod dom, gdzie mieszkałem 59 lat temu. Wszedłem nawet na podwórko i porozmawiałem z ładną panią, która mieszka w naszym starym mieszkaniu. Oczywiście przerobionym, unowocześnionym i w znacznie lepszych warunkach niż my. W domu tym mieszkają inni ludzie, którzy z racji wieku nie pamiętają "moich" czasów. Tak to bywa,  starzy odchodzą, a ich wnukowie nie znają już historii. Jednak na widok domu, serducho mi zapikało szybciej i milej mi się zrobiło na duszy. Nic to, że mój dom nie leży już przy głównej drodze, tylko przy osiedlowej, więc musiałem trochę błądzić osiedlowymi drogami aby dojechać. Ale było warto. Nie ma już stadionu "Kolejarza" (jest tam teraz wspaniały kryty basen z bajerami), na którym zobaczyłem po raz pierwszy zawody żużlowe i miałem okazję poznać powojenną legendę leszczyńskiego żużla - Alfreda Smoczyka i podziwiać jego mistrzowską jazdę. On wiele lat temu zgninął w wypadku na drodze, ale jego imieniem nazwano nowy stadion żużlowy, a Unia Leszno nadal jest znanym i liczącym się klubem żużlowym.

    Już po wyborach. U nas obecny prezydent w wygrał reelekcję w pierwszej turze, a skład Rady Miasta nie zmienił się radykalnie. Ktoś odpadł, ktoś wszedł nowy, czyli samo życie. Dla mnie nie ma to większego znaczenia, bo znam wszystkich radnych, i co tu ukrywać, miałem ogromny dylemat z głosowaniem, bo niestety nie na wszystkich znajomych mogłem oddać swój głos. Tak bywa, jak się mieszka prawie 60 lat w mieście średniej wielkości.

     PiS przegrał, ale Jaro Kaki twierdzi, że wygrał. A niech mu tam będzie, bo przecież nikt go nie przekona, że białe to białe, a czarne to czarne. Również PSL zdobył trzecie miejsce przed SLD, czyli skończył się koszmarny sen o IV RP Kaczej. Wychodzi na to, że będzie u nas już na stałe system wielopartyjny, który nie pozwoli PO za bardzo fiksować liberalnie, a PiS-owi tworzyć z Polski zapyziałego skansenu Europy. I o to chodzi w demokracji.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Poszalałem sobie...

piątek, 19 listopada 2010 17:28

     Nim przejdę do swojego samochodowego szaleństwa muszę się podzielić miłą dla mnie wiadomością. Wczoraj moja żona była na komisji ZUS w sprawie renty i ją dostała. Ma całkowitą niezdolność do pracy do końca 2012 roku. Kamień spadł mi z serca, bo skończył jej się zasiłek dla bezrobotnych, a pracy nie mogła znaleźć. Teraz nie chcą przyjmować starszych i chorych, a ta cała polityka prorodzinna i szanse na pracę po pięćdziesiątce to jedna wielka ściema. Teraz sobie spokojniej pożyjemy, bo w 2013 roku nabędzie prawa do zasiłku przedemerytalnego. Miałem co prawda pewne obawy, bo rentę teraz ciężko dostać, ale się udało.

      Dzisiaj miałem pierwszą jazdę do Leszna i po Lesznie. Nie powiem, do Leszna prułem jak stary kieryka, ale zgodnie z przepisami. 45 minut jazdy nie jest rekordem, ale całkiem przyzwoitym czasem. Tylko Karol mnie strofował, abym zdjął nogę z pedału*  gazu, bo mam ją deczko przyciężką. Po Lesznie jeździłem ostrożnie i już mniej pewnie. To już nie jest miasto mojego dzieciństwa, które pamiętam, ale miałem sentymentalne wspomnienia, gdy jeździłem po wąskich uliczkach, które pamiętam. Nowego Leszna już tak dobrze nie znam. Trudno się po nim jęździ, bo większość to drogi jednokierunkowe z ograniczeniami prędkości, ale nie żałuję mojego wyboru. To w końcu moje rodzinne miasto i najszczęśliwszy chyba okres dziecinstwa, bo urodziłem się pierwszy po wojnie i wszyscy mnie hołubili. Chciałem wpaść na chwilę do moich cioć, ale jedna jest w szpitalu, a druga wraca do zdrowia po wylewie. Na szczęście bez większych skutków ubocznych. Jeszcze je odwiedzę, bo mam cztery wyjazdy do Leszna. No i w wtorek zajadę pod dom, w którym mieszkałem 59 lat temu.

     Jutro godzina jazdy po mieście, doszlifowanie jazdy na wstecznym po łuku, parkowań i innych niuansów bezpiecznej jazdy.

    Za dwa dni wybory samorządowe. Pójdę na nie i zagłosuję na moich znajomych, których lubię i im ufam. Problem mam z prezydentem, bo wszystkich kandydatów znam dobrze i... Pewnie oddam głos na mojego kolegę.

     Jeszcze raz dziękuję Alence za miły wpis o mnie i mojej twórczości. Szkoda, że próżno szukać moich książek w bibliotekach. Mam jeszcze po kilka egzemplarzy pierwszej i trzeciej do upłynnienia. Kontakt przez moją pocztę podaną na blogu. Dla ciekawych mojej drugiej - proszę się cofnąć na początek mojego blogu - tam są obszerne jej fragmenty, no i w całości mój okres więzienno-bieszczadzki. Życzę miłej lektury.

* Poprawiłem tego pedała Jędrek. Aleś Ty upierdliwy i dokładny.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Jest super! Ale...

wtorek, 16 listopada 2010 16:16

        Dyżur w Miłkowie był spokojny, pogoda dopisywała, ale wiał co jakiś czas silny wiatr z gór. Na szczęście ciepły. Trochę się wyciszyłem i odtreagowałem stresy z jazdy.

    Jestem już po 22 godzinach jazdy i radzę sobie już całkiem, całkiem, tak, że Karol nie musi już mi zwracać wielu uwag. Na placu manewrowym jazdę na wstecznym po łuku opanowałem nieźle i sam go pokonuję bez wskazówek instruktora. Najważniejsze, że zakumałem bazę i jak twierdzi Karol jestem dobrym uczniem, który wyciąga wnioski z uwag i szybko się do nich stosuje.

     Dzisiaj była jazda w deszczu i trochę mnie rozpraszały wycieraczki, ale i one za jakiś czas przestały mnie denerwować. Jeździłem poza miastem na czwórce i co jakiś czas słyszałem od Karola abym zwolnił tempo, bo cosik mnie się noga omskiwała po pedale gazu. No i rowerzyści nie musięli uciekać do rowów, a jako dżentelmen przepuszczałem pieszych przez pasy. Zmianę biegów mam już we krwi. Dobrze też kumam parkowanie na skos i wprost między samochodami.  

     Mam teraz dwa dni przerwy w jeździe i dopiero w piątek jadę na dłuższą jazdę do Leszna, gdzie będę zdawał egzamin. Oby mi szło tak dalej, to egzamin mam szansę zdać za pierwszym razem. Oczywiście to moje marzenie, a z marzeniami różnie bywa. Choć moim zdaniem limit na pechowe przypadki już wyczerpałem, więc jakaś szansa istnieje.

     Dziękuję Ci Alenko Zakapiorko za miłą recenzję moich książek no i za ciepłe, wręcz milutkie słowa o mojej skromnej osobie. Miłych słów nigdy za wiele, więc jeszcze raz dziękuję. Nie wiem czy moje książki są w bibliotekach, bo o to nie zabiegałem, ale jeszcze pierwszą i trzecią posiadam do upłynnienia po kosztach.

                        *

Na szczęście to już historia, bo teraz nie jestem już taki spięty i nie muszę nadrabiać miną.

                         *

Dostałem, wkleiłem i czekam co będzie dalej.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

Jutro wyjazd do Miłkowa.

czwartek, 11 listopada 2010 18:42

     Jutro jeszcze dwie godziny jazdy i wyjazd do Miłkowa na dyżur i to do poniedziałku rana. Co do moich postępów w nauce, to wczoraj uskuteczniłem trochę jazdy na wstecznym po łuku, która mi coraz lepiej wychodzi. Za ostanią jazdę, aż mnie Karol pochwalił. Dla mnie to bardzo ważne, bo uwierzyłem, że łuk opanuję i nawet polubię. Parkowania, cofania z wykorzystaniem inflastruktury wychodzą mi już coraz lepiej. Mam jeszcze 24 godziny jazdy, więc nabiorę wprawy. Wczoraj Karol pogonił mnie po mieście i to w godzinie szczytu. Dałem sobie radę i nie bałem się, choć było ciasno jak cholera, a ludziska się śpieszyli jak diabli.

     Dzisiaj pojechałem z zięciem na plac manewrowy, aby poćwiczyć na łuku, ale niewiele z tego wyszło, gdyż zięć ma inny samochód i trochę dłuższy od renówki, na której uczę się jeździć. Dlatego nie działały zdobyte umiejetności i skręty pełnym obrotem kierownicą. Zięć jeździł po łuku, ale robił to po swojemu i mu wychodziło, bo ma wiele lat prawo jazdy i fajnie jeździ. Do jego samochodu bardziej pasowały rady Jędrka, których nie chciałem stosować, gdyż łatwo się przyzwyczaić, a na egazaminie i tak będę musiał jeździć jak mnie uczono abym nie oblał. Egzamin zdaję na takim samym samochodzie, na którym się uczyłem. Tak, że nie był to dobry pomysł z jazdą innym samochodem.

    Jutro Miłków i nowe zadania. Trochę odetchnę sobie w karkonoskim klimacie i odreaguję stresy po nauce jazdy. Mój instruktor Karol też się z żoną wybiera do Karpacza na wekend, więc ich zapraszam na kawę do mnie do Miłkowa, bo to po drodze. No prawie po drodze, bo będą musieli nadłożyć ze trzy kilometry w bok przed Karpaczem.

     No to do poniedziałku wieczora zacna ferajno blogowa, bo dopiero wieczorem do domu zawitam. No, a tym samym nie będę mógł odpisywać na Wasze komentarze.

                         *

A do poniedziałku pogapcie się na Michała "Frasobliwego".


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 192  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487192
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl