Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 823 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

DŚŚ (3)

sobota, 29 października 2011 10:03

   To moja trzecia niedzielna podróż po okolicy szlakiem fajnych kościółków, które w swojej architekturze bardzo się różnią od tych na Pomorzu, czy w innych regionach Polski. Także krzyże pokutne znajdują się tylko na Górnym i Dolnym Śląsku i są raczej nieznane w innych regionach.

    Co do mojego agnostycyzmu, to nie chcę się wypowiadać ponad to, że jako agnostyk nie wierzę w to co jest nierozpoznawalne. Nie zmienia to jedak faktu, że od palikotowego i innych ateistów myślenia jestem o całe lata świetlne. No i nie uważam się za osobistego wroga Pana Boga i religii jako takiej. Co najwyżej nie po drodze mi z Kościołem jako instytucją, a wielu hierarchów, księży i różnych nawiedzonych mnichów uważam za pospolitych durni ( co wielu z Was przyznaje mi rację). Nigdy też nie broniłem nikomu z mojej rodziny wierzyć i wypełniać wymogów wynikajacych z wyznawanej wiary. Nie mam też awersji do kościołów, a wprost przeciwnie, czuję się w nich dobrze duchowo i psychicznie. Szczególnie w tych starych i zabytkowych. A z mojego dawnego zawodu (renowator zabytków) na zawsze pozostało mi przywiązanie do starych budowli (zamki, kościoły, pałace), a już do tych zrujnowanych w szczególności. No i jestem domorosłym historykiem, co tłumaczy moje historyczne zainteresowania.

    Samochód mam nie dla wygody (no, może trochę) i pracy, bo tylko dwa razy w tygodniu go zawodowo używam, ale dla przyjemności samej jazdy i zwiedzania, a tym samym spełniania swoich marzeń.

     Poprzedni wpis zakończyłem zapowiedzią relacji zwiedzenia kościółka z końca XV wieku w Kurowie Wielkim na Wzgórzach Dalkowskich.

                         *

       

Kościółek św. Jana Chrzciciela z cmentarzem parafialnym.

     Szkoda, że był zamknięty bo w środku są wspaniałe obrazy, rzeźby i freski na drewnianym stropie. Mnie urzekły epitafia, płaskorzeźby i groby dawnych właścicieli Kurowa Wielkiego na murach kościółka.

                            *

                           *

      

                            *

   

                          *

Płaskorzeźba Opłakiwania Chrystusa na murze kościółka.

                            *

          

      Kamienne popiersie dawnego wlaściciela Kurowa w murze kościoła.

                        *

                        *

                           *

        

                          *

                          *

       

Grób dawnego dobrodzieja kościoła przy bocznym wejściu do kościółka.

                            *

      

     Kamienna rzeźba przy wejściu do zakrystii.

                          *

Grób pod murem kościółka od ołtarza w nawie głównej pierwszego proboszcza po wojnie, który proboszczował jeszcze w czasach przedwojennych i wojennych. Był z pochodzenia Polakiem i dlatego został w swoim kościółku.  

    Pozostała po nim zabawna historia. Ten ksiądz zrobił wewnątrz kościoła zmyślny system przejść i zakamarków. Gdy po zdobyciu przez ruskich wsi, pijani sołdaci radzieccy weszli do kościółka i jakoś zapomnieli o nasraniu pod oltarzem, ale dla odmiany chcieli roztrzelać tego ksiedza, bo wedlug nich był Niemcem. On na ich oczach nagle zniknał w swoich zakamarkach i dał dyla. Nim się pijani gieroje zorientowali, to on już był daleko. Oczywiście sołdaty zaczęli strzelać, ale wypity wcześniej trofiejny spiryt pozbawił ich celności oka. No i ich pepeszki też nie miały dalekiego zasięgu. I tym sposobem proboszcz ocalił swoje życie. Po naturalnej śmierci został w dowód wdzięczności parafian pochowany przy murze kościółka.  Kościólka, który pokochał na zawsze.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

DŚŚ (2)

wtorek, 25 października 2011 15:59

    To druga część mojej niedzielnej wędrówki samochodowej po pałacach i zabytkowych kościółkach. Tym razem dobre wiatry rzuciły mnie do Kłody i Dalkowa, aby zobaczyć stary kościółek, dwa krzyże pokutne i pałac w Dalkowie. Takich ciekawych budowli sporo jest na Dolnym Śląsku i dlatego moją niedzielną wędrówkę opisuję w trzech częściach, bo co za dużo, to niezdrowo.

    Najpierw zawędrowałem do Kłody, wsi pod Głogowem z ciekawym kościółkiem z krzyżami pokutnymi.

                        *

     Widok  zza płota wiejskiego kościółka.

                           *

     

      Krzyż pokutny wmurowany w kościółek.

                         *

     

     Drugi krzyż pokutny w murze kościółka.

                          *

     

  Drewniana dzwonnica na terenie kościółka.

                        *

     Kolejnym ciekawym miejscem jest pałac w Dalkowie, który kilka lat niszczał, a teraz przeszedł w prywatne ręce i jest powoli remontowany i restaurowany. Nowy właściciel zaczął od dachu...

                         *

Widok frontowej strony pałacu. Choć podniszczony, to widać po nim ślady dawnej świetności.

                          *

Widok pałacu od parku. Takie połace były posadowione w pięknych parkach z bogatymi roślinami i drzewostanem.

                            *

        Brama wjazdowa do parku pałacu.

                           *

     

Wjazdu na teren pałacowego folwarku strzegła wieża bramna. 

     Pożegnałem Dalków i wyruszyłem w dalszą drogę do Kurowa, gdzie jest piękny kościółek z wieloma płaskorzeźbami i epitafiami. No i z ciekawą historią przed i powojennego proboszcza, który był z pochodzenia Polakiem.

                            *

       

Z oddali zobaczyłem piękny kościółek w Kurowie.... (cdn)

    Gdy wracałem do domu, to jakiś facio w wypasionym VV strasznie się wkurwił na moją ostrożną jazdę i zaczął mnie wyprzedzać na przejęździe kolejowym, dodał gazy do dechy, przejechał podwójną ciągłą i... Zhaltowala go drogówka, która stała w zatoczce za krzakami. Gdy go mijałem to pmachałem mu rączką - baj, baj piracie. Acha, ja wiedziałem, że tam stoi drogówka, bo wcześniej mnie namierzała "suszarką", ale jako dobrego kierowcę przepuściła. No i mój potencjał pokory na drogowych lobuzów dawno się skończył.

                        *

Vojtek, agnostyk w tłumaczeniu na chłopski rozum oznacza facia, który wierzy, że Bóg istnieje i że stworzył ten piękny świat, ludzi i puścił go w ruch, dając ludziom rozum i wolna wolę... Po czym dał sobie spokój i przestał się wtrącać w nasze ziemskie sprawy. I dlatego raz jest lepiej, a raz gorzej, bo ludzie są ułomni i grzeszni. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Dzień Święty Święcić (1)

wtorek, 18 października 2011 18:37

   Jak wypada niepoprawnemu agnostykowi, tak i ja dzień święty święciłem po swojemu. Mianowicie wybrałem się na wycieczkę moim szrocikiem, ale tym razem już sam. Pogoda była wspaniała, ruch na drodze umiarkowany, więc zobaczyłem to, co chciałem zobaczyć.

   Najpierw pojechałem do Czernej aby obejrzeć odrestaurowany pałac w dużym parku. Jest on teraz własnością pani profesor z Krakowa, która dba o jego remont i odnawianie fresków i rzeźb w środku. Niestety pany profesor nie było, więc w środku nie byłem, ale z zewnątrz parę fotek pstryknąłem.

                         *

 

                   Wejście do pałacu.

                            *

         Widok pałacu od strony parku.

                           *

       Widok pałacu od bramy wjazdowej.

                        *

     Z Czernej pojechałem przez ładne miasteczko - Bytom Odrzański na Nową Sól, gdzie mogłem przejechać mostem na drugi brzeg Odry, aby dalej jechać na Siedlisko. Tam znajduje się ładny zamek rycerski. Niestety jest częściowo zrujnowany, ale gdy przeszedł w prywatne rece jest powoli remontowany. Zamek został spalony przez azjatycką dzicz, czyli sołdatów z krasnej armii w czasie wojny. Ruskie słynęli z tego, że palili zamki, kościoły i pałace na zdobytych terenach, ot tak, dla kaprysu. Coż można wiecej od takiej kałmuckiej hałastry wymagać. Nim zamek trafił w prywatne ręce, był we władaniu ZHP, z zielogorskiego szczepu "Makusynów", którzy cześć zamku wyremontowali na swoje potrzeby. Ja byłem w tym zamku ponad pół wieku temu, gdy stał zrujnowany i opuszczony. Już wtedy byłem pod jego wrażeniem.

                          *

Odremontowany budynek bramny. Zakołatałem do bramy. Po chwili wpuścił mnie zarządca do środka i pozwolił zwiedzać i robić fotki.

                       *

     

        Oto brama główna i mniejsza.

                          *

     Wnętrze zamku z dziedzińca zamkowego.

                          *

   Kolejny widok na skrzydło zamku z dziedzińca.

                           *

              Kolejna część zamku.

                          *

A to już dawna sala balowa z resztkami wspaniałych kolumn, pokrytych stylowymi ornamentami.

                           *

      

         Inne ujęcie budynku bramnego.

                       *

      Resztki kolumn z dawnej sali balowej.

                         *

    

          Wieża narożna zamku.

                        *

Pora wracać. Zdjęcie budynku bramnego od środka.

                         *

  Na pożegnanie ujęcie zamku i mostu wjazdowego.

                          *

    Po zwiedzeniu zamku wróciłem do domu trasą po drugiej strony Odry. W Głogowie pokonałem mosty - na Starej i Nowej Odrze. Zjadłem obiad i.... O tym za parę dni.

 STEFAN - PODAJ MI ADRES SWOJEJ POCZTY, BO NIE ZNAM HASŁA, A STARE NIE OTWIERA MI TWOJEGO BLOGU!!! 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Easy Rider

czwartek, 13 października 2011 15:50

    I to już pewnie nasza przedostatnia podróż w tym roku. Planuję jeszcze, o ile pogoda dopisze, jazdę szlakiem trzech zamków Grodziec, Czocha i Bolków właśnie. Bo w Bolkowie zamek był w remoncie i będzie otwarty w połowie listopada, ale parę fotek zrobiłem. Za to w Świnach zamek był otwarty i zwiedzaliśmy go z zapartym tchem.

     Pierwsze zwiedzanie było KL Gross Rosen w Rogoźnicy, którego więźniem był mój dziadek Michał Kopeć. Ja z Renią tam byłem kilka razy, ale zięć Łukasz i córka Basia (prawnuczka) i moja wnuczka Karolinka (praprawnuczka) jeszcze tam nie byli i chcieli obóz zobaczyć, bo to przecież historia naszej rodziny.

                        *

     

     Moja rodzina przy bramie obozowej.

                      *

Obozowe kamieniołomy. Były czynne jeszcze za nowej Polski. Zamknięte po protestach więźniów KL Gross Rosen. Politycy za PRL i III RP to przecież hołota bez empatii.

                           *

 

   Zamek w Bolkowie, Szkoda, że był zamknięty.

                           *

Droga do bramy w murach zamku też w remoncie.

                        *

     

Widok na ładny kościół w Bolkowie. Lubię takie sympatyczne miasteczka.

    W Bolkowie spotkałem bardzo miłą panią z aparatem fotograficznym. Ona nam powiedziała, że zamek jest w remoncie, pokazała drogę i poradziła nam jak najkrótszą drogą dojechać do zamku w Świnach. Nadawaliśmy na tych samych falach, podzieliliśmy się dobrym słowem, bo to też był Easy Rider, ale na piechotę.

                          *

A to już rycerski zamek Świny -  wejście od strony suchej fosy. Zamki rycerskie służyły obronie granic, ale rycerze jak się nudzili, bo wojen nie było, to zajmowali się łupieniem kupców.

                            *

     

Wieża narożna. Po raz pierwszy widziałem takie rozwiązanie - cztery wieże w narożnikach zamku.

                           *

    

  Przejście na dzidzieniec  zamku od strony bramy.

                        *

     

Najwyższa część zamku, która jest widoczna z drogi na Jelenią Górę. Sam zamek jest posadowiony na stromym wzniesieniu i otoczony wysokimi drzewami.

                           *

Zamek od strony dziedzińca i kolejna wieża narożna.

                          *

     

             Kolejna wieża narożna.

                            *

     

            I jeszcze jedna wieża.

                        *

                  Komnata zamkowa.

                            *

         Zabytkowy kościółek w Świnach.

                          *

A to już Jawor i Kościół Pokoju. Prawdziwa perełka sztuki architektonicznej - zabytek klasy zerowej. Jest jeszcze drogi w Świdnicy. Był jeszcze trzeci w Głogowie, ale nie przetrwał wojen. Kościoły Pokoju są ewangielickimi. Stawiano je w okresie kontrreformacji. Musiały stanąć w ciągu roku i być zbudowane z mniej trwałych materiałów - drewna, gliny i słomy.

                            *

Widok na ścianę kościoła z licznymi epitafiami z piaskowca.

                            *

 

              Wejście do Kościoła Pokoju.

                           *

      

Ołtarz. Jest tam też piękna ambona. Co jest dziwne, ławki są zwrócone na ambonę, a nie ołtarz.

                       * 

    A co spraw bieżących. Jutro wymieniam koła z oponami zimowymi (felgi stalowe dostałem w prezencie). No i kupiłem sobie nowe kołpaki na lato w Biedronce. Niedrogie, bo za 40 złotych.

    Basia skończyła kurs samochodowy i dzisiaj miała wewnętrzny egzamin przed dopuszczeniem do nauki jazdy. A że uczy się w tej samej szkółce co ja, to galanto zwiozłem ją samochodem i pokazowo zaparkowałem wzdłuż chodnika. No i pogadałem sobie z Darkiem, szefem i właścicielem szkoły. Basia zrobiła testy bezbłędnie. Ma to pewnie po mnie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Karkonosze

sobota, 08 października 2011 10:18

   W minioną niedzielę pojechałem z Renią, Anią i Karolinką w Karkonosze. Zawitałem do Miłkowa na zaproszenie mojego kolegi po fachu Marka. Gdy skręcałem w wąziutka drogę z zakrętami do ośrodka, to Renia powiedziała - o Boże, jak się tutaj zmieścimy. Zmieściłem się i jeszcze po kilka centymetrów luzu było (dzięki Karol za jazdę na orientację przestrzenną). Gdy zaparkowałem z gracją pod hostelem, to rodzina poszła niebieskim szlakiem do Kaplicy Świętej Anny, a ja miałem okazję sobie pogadać z kolegą i starymi pensjonariuszami hostelu z moich czasów. Było fajnie. Sam hostel też zmienia swój wygląd w środku na lepsze. Trochę się wzruszyłem, bo przepracowałem tam 1,5 roku i w jakiś sposób tworzyłem ten ośrodek od początku.

                        *

      

Przy wjeździe na teren ośrodka wita nas kapliczka z Madonną "Balcerków", dłuta terapeuty Andrzeja - pozostałe rzeźby również.

                       *

          

Na rogu budynku stoi sobie Sowa - symbol mądrości. Bo tej brakuje właśnie uzależnionym.

                       *

      

Na skarpie pomiędzy okazałymi drzewami stoi sobie "Cieć Zenek" z miotłą, czyli symboliczny Gospodarz hostelu.

                          *

          A to już Kaplica Świętej Anny.

                         *

           Wnętrze Kaplicy Świętej Anny.

                        *

Karolinka będzie piła wodę ze "Źródła Miłości", zwanego też "Dobrą Wodą".

                         *

 

        Zabytkowy magiel niedaleko kaplicy.

                         *

Nieco inny zabytkowy magiel. I poplotkować można.

                         *

    Panorama Karkonoszy - widok od kaplicy.

                        *

    Po smacznym obiedzie w hostelu i pożegnaniu się z Markiem i pacjentami pojechaliśmy do Kowar, aby zwiedzić sztolnię, dawnej kopalni uranu. Robi wrażenie swoją historią. W czasie wojny uran eksploatowali Niemcy, które prowadziły badania nad "Wunder Waffe". Po wojnie wydobywano w niej uran niezbędny do produkcji bomb atomowych. Oczywiście w wielkiej tajemnicy i pod scisłym nadzorem radzieckiego NKWD i władz sowieckich, a teren poniżej kopalni i samych Kowar był pilnowany przez UB. Nawet górnicy nie wiedzieli co wydobywają, bo nie stosowano dla nich żadnych zabezpieczeń przed promieniowaniem w myśl stalinowskiej zasady - czełowiek to gówno, a ludzi u nas mnogo. W kopalni pracowali również więźniowie. Górnicy sami ulegali napromieniowaniu, wdychali radioaktywny pył i na domiar złego przenosili go  na ubraniach do domu, a ten zakażał ich rodziny. Podobny los spotkał pielegniarki, które pracowały w senatorium nieopodal kopalni. Nic dziwnego, że większość pracowników kopalni i wielu członków ich rodzin zapadło na chorobę popromiennę i najpewniej niewielu ich żyje do tej pory. Co jest dziwne, do dziś żadna władza III i IV RP nie spowodoły uznania tej choroby jako choroby zawodowej dla tej nielicznej grupy górników i dodatków do rent i emerytur. To, że nie robiły tego władze PRL i do końca ściemniały chorującym górnikom, jest w pewnym sensie zrozumiałe, choć nieludzkie. Ale czego po komunie można się było spodziewać.

     Teraz sztolnie można zwiedzać, a w ich części znajduje się specjalna komora lecznicza na drogi oddechowe - za dużą kasę oczywiście. Dla chętnych jest wypasiony hotel obok sztolni...

                        *

    Wejście do sztolni dawnej kopalni uranu.

                          *

 Wnętrze sztolni - chodnik do dawnych wyrobisk.

                         *

                  Chodnik sztolni.

                         *

Przed sztolnią stoją stare wagoniki do transportu urobku i górników (ten żółty).

                        *

   

          Dawna wyciągarka kopalniana.

                       *

Wypasiony hotel przy sztolni - nie dla biednych żuczków.

    I tak dobiegł kres naszej wędrówki po Karkonaszach. Do domu wracałem przez "Kapelę", czyli serpentynami. Na zakrętach Renia hamowała nogami i prosiła mnie, abym jechał góra 30 km/h. Zaprawdę powiadam Wam, że wśród zawodowych kierowców panuje przekonanie, że kto pokona Kapelę, ten ma chrzest kierowcy za sobą i nie straszne mu żadne zakręty. Ja już jestem ochrzczonym kierowcą.

                         *

   Jutro kolejny wyjazd do KL Gross Rosen w Rogoźnicy i na zamki w Bolkowie, Świnach i do Kościoła Pokoju w Jaworze.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  490 902  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 490902
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9604
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3857 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości