Nadchodzi listopad, a z nim chwila refleksji i zadumy nad grobami bliskich, przyjaciół i znajomych. To też czas na zadumę nad losami moich dawnych klientów, którym zabrakło wiary i siły, aby walczyć z alkoholowym uzależnieniem. Przykro mi się robi, gdy mijam ich groby - jedne zadbane, a drugie nie. Widocznie rodzinie przestało zależeć na nich, a może nie chcą mieć już nic wspólnego z pijakiem, od którego niczego dobrego nie zaznali. Tak bywa w życiu, że na dobrą pamięć musimy sobie zapracować swoim obecnym życiem. Bo przecież pisze na wielu nagrobkach „Non omnis moriar", czyli „Nie wszystek umrę". Ta łacińska sentencja pokazuje, że po ludziach coś pozostaje. Po niektórych wybitne dzieła, po wielu mniej znana, ale ważna dla środowiska twórczość, a po całej rzeszy pozostają wspomnienia. Oby były one godne i przyjemne. Bo przecież nie ma nic gorszego, jak odejście na drugi brzeg i okrycie się niepamięcią.
Lubię spacerować o zmroku po cmentarnych alejkach wśród migoczących zniczy. Lubię tę podniosłą i pełną zadumy atmosferę. Lubię te chwile zadumy nad tymi, którzy już odeszli na zawsze. Lubię się zastanowić nad ostatnią tajemnicą życia, którą jest śmierć. Często jednak mam uczucie, że nie jest ona sprawiedliwa. Co innego jak odchodzą ludzie w podeszłym wieku, bo jest to naturalne, ale jak odchodzą przedwcześnie młodzi, czy nawet dzieci, to coś się we mnie buntuje. Trudno mi się też pogodzić ze śmiercią tych, którym alkohol, czy narkotyki skróciły żywot. Często sobie myślę, a szczególnie o tych, których usiłowałem wyciągnąć z uzależnienia czy wszystko zrobiłem aby im pomóc. Czy nie popełniłem jakiegoś błędu. Nie znajduję na to niestety odpowiedzi. Buddyści powiadają, że taka była karma tych ludzi. Ja myślę, że karmę można zmienić, czego mam dowody na co dzień w mojej pracy. Ale zawsze pozostaną ci, którzy nie potrafią, bądź nie chcą odmiany swojego losu, mimo, że stwarza im się warunki na zmianę. Być może najtrudniej jest pomóc komuś, kto stracił już nadzieję, bo jak powiadają - nadzieja umiera ostatnia.
Byłem na pogrzebach moich kolegów abstynentów i widziałem autentyczny żal na twarzach dziesiątek ludzi i ich bliskich. To jest budujące i daje nadzieję, że nie wszystko umarło. Byłem też na pogrzebie mojego podopiecznego alkoholika, który zmarł w samotności i był chowany na koszt miasta, a z towarzyszących mu w ostatniej drodze byłem tylko ja, nie licząc grabarzy, którzy nawet się nie wysilali, tylko zrobili swoje. Przykra jest taka ostatnia droga, która skazuje od razu na zapomnienie.
Dlatego zapalam wirtualne znicze bieszczadzkim Zakapiorom, którzy odeszli już na Niebieskie Połoniny przy Kapliczce zakapiorów obok Atamanii Rysia Szocińskiego:
ś p
Jędrusiowi Połoninie (Wasilewskiemu)
Majstrowi Biedzie (Władkowi Nadopcie)
Kaziowi Klichowi
Jarasowi Dwatysięce (Jurkowi Świtalskiemu)
Wojtkowi Bellonowi
Piotrowi Francuzowi
Zdzichowi Rodosowi
Januszowi Zubowowi
Jorgusiowi
Jasiowi Głodowi
Tadziowi Spisowi
Zyziowi Wilkowi
Bogusiowi Sikorce
*

Kapliczka Zakapiorów
Za dwa dni będę obchodził swoją rocznicę, czyli 26 lat życia w trzeźwości. 22 października 1983 r. gdy miałem już dość wędrówki w smudze cienia i kroczeniu do zatracenia podjąłem decyzję o zmianie swojego życia. Właśnie ten dzień stał się pierwszym dniem całej reszty mojego życia. Życia, w którym odwróciłem o 180 stopni moje myślenie, zachowanie i odbudowałem duchowość. Czy było warto? Pewnie, że tak! Czy było (jest) trudno? Oczywiście, że tak! Nic przecież nie przychodzi łatwo, a trzeźwienie to ciągła walka z samym sobą i przypomina płynięcie pod prąd do źródeł, to także docieranie do archetypów, które w knajpach, szynkach, melinach pogubiłem. Jednego jestem pewien i głęboko w to wierzę, że warto płynąć pod prąd, bo płyną tam tylko wartościowe jednostki. Z prądem płyną tylko gówna i śmiecie.
Przeżyłem wiele. Ocaliłem, odbudowałem i powiększyłem rodzinę, doczekałem się wnuków, zmieniłem zawód, odnalazłem się w pisaniu, zobaczyłem kawał Europy i najpiękniejsze miejsca w Polsce. Poznałem bardzo wielu wartościowych ludzi - tych z pierwszych stron gazet, literatury, filmu i tych nieco skromniejszych, ale wspaniałych (patrz na moje ulubione blogi i w znajomych na NK). Nawet współpracowałem z ONZ (jej agendą UNDP). Dla tych znajomych i przeżyć właśnie warto żyć.
Zostałem terapeutą, literatem i publicystą, parałem się też dziennikarstwem... Czego ja kurwa w tym ćwierćwieczu nie robiłem. Ba, nawet komunę deczko obalałem w Pierwszej "S", aby teraz w Wolnej Polsce dowalać politycznej hołocie. Warto było, choćby dlatego, że mogę powiedzieć o o.dr Rydzyku, że to pajac i kombinator. Mogę olać ciepłym moczem wartości lansowane przez PiS, Kaczorów, Giertychów, Lepperów, czy innych z tego politycznego magla i głosić to publicznie.
Rany Boskie, gdyby ktoś mi tok wróżył 26 lat temu, to bym mu powiedział, że jest idiotą i popukałbym się w czoło. A jednak niemnożliwe stało się możliwe. I chwała Bogu.
Dlatego cenię tego co powiedział: Gdy spotkacie na swojej drodze uratowanego alkoholika, to wiedzcie, że to Człowiek dobrego gatunku...
*

Ja, jeszcze bez brody, ale z wąsami a'la Wałesa na odwyku z tarapeutą Waldkiem (obecnie moim kolegą).
*

To też odwyk. Ja na spacerze z terapeutką Jadzią i uroczymi proktykantkami z Liceum Medycznego.
*

Ocalilem i powiększyłem rodzinę. Moja familia ze mną na obiedzie w Medyku w Szklarskiej Porębie.
*

Wiele szkoleń i konferencji zaliczyłem nim....
*

Ukończyłem Studium Terapii Uzależnień w Warszawie. Ja w ostatnim rzędzie u góry obok prof. Jerzego Mellibrudy. To nasza grupa pod wodzą mgr. Bogdana Ratajczaka - drugi rząd, drugi od lewej.
*

Wiele musiałem się uczyć, aby zostać świrnietym terapeutą. Obok mnie Renatka, moja wychowanka i wieloletnia partnerka zawodowa, która poszła swoją drogą i jest świetna w zawodzie. Ba, ona również z Art - jest utalentowaną malarką.
*

Ja też deczko z Art. Jako literat na swoim wieczorze autorskim. Nawijam, aby pokonać opór materii i słuchacze coś zakumali.
*

Prowadzący wieczór autorski głogowski poeta Krzysiu Jeleń mnie odpytuje. Oj było gorąco, bo Krzysiu jest znawcą literatury jak mało kto.
*

No i ta bardziej przyjemna część mojego wieczorku gdy podpisuję swoje książki.
*
Warte były więc moje długie starania
Choćby i dlatego
Żeby Dośka i Halszka robiły ze mnie jaja
Tak jak ja sobie robię z Tomusia
Polskiego James Bonda - wyżelowanego gogusia
I niech nikt nie widziwia
Że robię je także z Rydzyka, Kaczorów
I całej reszty politycznego badziewia
*
Chińskie przekleństwo powiada - obyś żył w ciekawych czasach. Gdyby jeszcze Chińczyki znali nasz kraj, to dodaliby, że w Polsce.
Swoją drogą nie wyobrażam sobie życia w innym, spokojniejszym i bardziej przewidywalnym kraju. No bo jak można Polski nie kochać z jej narowami, idiotami, przywarami i Rydzykami. Jak można nie lubić kraju, w którym politycy jadą z ryngrafem Matki Boskiej do mordercy Pinocheta z wiernopoddańczym hołdem. Jak można nie kochać kraju, w którym sensowną politykę dla dobra państwa i obywateli, zastępują kłótnie, pyskówki, obrzucanie się błotem i szukaniem haków. Jak można nie kochać kraju, w którym biskupi, czyli starzy kawalerowie i pierdzące dziadki mają ostateczny głos w tworzeniu wielu ustaw duchem z wczesnego średniowiecza. Jak można nie kochać kraju, w którym o.dr Rydzyk obraża inaczej myślących, kombinuje na kasie i nie ma mocnych na niego, a na dodatek wielu polityków zabiega na kolanch o jego błogosławieństwo. Jak nie kochać kraju, w którym histerycy z IPN mogą każdego zniszczyć ubeckimi kwitami, a ich apologeci piszą kłamliwe książki mijając się z prawdą. Jak można nie kochać kraju, w którym ubecka teczka staje się prawdą objawioną i swoistą relikwią na ołtarzu prawdy, która ma nas wyzwolić. Jak nie kochać kraju, gdzie jakieś ABW z braku sukcesów samo tworzy afery i podżega do nich, i to za podatników pieniądze. Jak można nie miłować państwa z Kaczyńskimi, Kamińskimi i całą plejadą nawiedzonych pisiorków. Jak można nie kochać kraju, w którym Kościół dostaje za friko atrakcyjne działki wycenione na grosze, a sprzedaje je na pniu za cieżkie pieniadze. Jak można nie kochać kraju, w którym jest konstytucyjny rozdział Kościoła od państwa, a de fakto jesteśmy państwem wyznaniowym. No i jak wreszcie nie pałać miłością do kraju, w którym większość wierzy, że Matka Boska i jej syn Jezus byli Góralami z Podhala, a nie Żydami. Mógłbym tak bez końca wymieniać takie kwiatki, ale po co. I tak kocham swój kraj.
Jak można wreszcie nie kochać blogowej braci - Dośki, Poli, Tireny, Krzyżaczki kochajacej na zabój dr Rydzyka, Żaby, Czarnej Wrony, Wienia, Vojtka, Zakapiorki, Mazureczki, Halszki, Majki, Kwiaciarki, Rewolucjonisty, Wiesi z Anglii, Moni, Juki, Ciapy, Kluozi, Promyczka i wszystkich świetych, których nie wymieniłem. Jak można nie kochać waszych komentarzy i słodkiej naiwności, że ja w Miłkowie wypoczywam, a nie pracuję.
Nie, nie można nie kochać i dlatego kocham Was i nasz Kraj i za Chiny bym go na inny nie zamienił. Dlatego jestem gotów dalej klepać biedę i podziwiać coraz to nowe cuda, które zadziwiają cywilizowany świat.
A tak na marginesie, jak nie kochać kraju, w którym Tusku wylał na zbity dziub Kamińszczaka mając w dupie opinię prezia Kaczora i pogróżki pisowskiej braci.
I na koniec, jak nie kochać MNIE, agnostyka o zacięciu buddyjskim, który idzie ciągle pod prąd do źródeł, olewajac polityków, oszołomów wszelkiej maści swoim ciepłym, perlistym moczem, tak żółtym jak ruskie złoto.
*

I jak nie kochać takiego pełnego chrześcijańskiej miłości facia.
Na zdar rebiata!
ZAGINĘŁA 6 października 2009 r.

Marta Wiencek
84-letnia mieszkanka Czechowic-Dziedzic poszukiwana jest przez policję i Centrum Itaka. Marta Wiencek wyszła z domu we wtorek rano po zakupy do sklepu i od tego czasu nie skontaktowała się z rodziną.
Zaginiona czechowiczanka ma 154 cm wzrostu, szczupłą budowę ciała, włosy długie, czarne ze śladami siwizny (mogą być upięte w kok), oczy piwne. W dniu zaginięcia ubrana była w popielatoszary żakiet, czarne półbuty na płaskim obcasie, jasnobrązowe rajstopy. Zaginiona zabrała ze sobą torbę na zakupy w czerwono-czarne paski i czarny portfel. Kobieta cierpi na zaniki pamięci.
Proszę o wszelkie informacje o miejscu pobytu Marty
pod nr Tel. 507 815 800, 032 210 3554
lub z najbliższą jednostką policji pod numerem telefonu 997 lub 112
Nie sposób być obojetnym na to co się dzieje w Polsce. Massmedia trąbią o aferach, Lisy i "Ich Dwoje" przepytują polityków. Niejaka Beata Kempa z PiS-u rechocze ze śmiechu, Napierdek z SLD używa na całego i gra pierwszego sprawiedliwego, a PO się tłumaczy. Szef CBA szykuje się do dymisji, ale jeszcze atakuje Tuska. Nie wspomnę o Kaczorach, bo im w to graj, a chęć powrotu do władzy jest tak wielka, jak IV RP była straszna i śmieszna. Dobrze, że mam jeszcze kanał z Kulturą, bo inaczej bym kręćka dostał od nadmiaru sieczki, papki, błota i pomówień.
Jednego jestem pewien, że na Tuska nie zagłosuję, gdy stanie w szranki do fotelu prezydenckiego, bo okazal się premierem bez jaj. Podobnie jak nie zagłosuję na Lecha Kaczyńskiego, który nie był moim Prezydentem, jeno pisiorków. A PiS mi powiewa kalafiorem.
Biedny Tusk, bo jaki rozsądny polityk pozostawiłby niejakiego Kamińskiego na czele CBA po wygranych wyborach. Faceta pełnego nienawiści i deczko kopnietego w ciemię na punkcie IV RP i PiS. Biedny Tusk, bo w swej naiwności myślał, że Kaminski będzie straszakiem na polityków i do tego lojalny wobec niego. Nic z tych rzeczy. Pies spuszczony z łańcucha musi poszaleć i kąsać. I tym sposobem Tusku wyhodował żmiję na swem łonie i V kolumnę, czyli wunderwaffe PiS, które szkodziło rządowi jak tylko mogło.
CBA żadnej poważnej afery nie wykryło, oprócz tych, które sami zmontowali z Lepperem, Sawicką, etc... Pomijam już zakup za ciężką kasę willi, która, jak sobie ubzdurali należała do Kwaśniewskich. No i aferki z b. żona Cezarego Pazury, którą zmontował agent Tomek, pszenno-buraczany polski James Bond, który żył jak szejk, trwonił kasę i podrywał zacne panie namawiając je do grzechu. I pomyśleć, że wcześniej Tomuś był jeno stójkowym na rewirze.
Nawet te ostatnie rzekome afery nie ostaną się w sądzie, gdyż są szyte grubymi, politycznymi nićmi, ale nie wykazują cech przestępstwa. Można je najwyżej oceniać w kategoriach politycznej uczciwości i poprawności i ludzkiej przyzwoitości. Przy czym tej stoczniowej nie było, bo chęć ratowania za wszelką cenę miejsc pracy tysięcy stoczniowców przez rząd nie jest grzechem, a zaletą jak mawiał stary rabin. Co ciekawe, Kamiński czekał cztery miesiące od klapy z Katarem, po której w kasie zostalo 4 miliony zaliczki, by upublicznić swoje osiągnięcia.
A gdzieś ty był agencie, jak ta prywatyzacja była pod osłoną tarczy antykorupcyjnej, w której brały udział wszystkie specsłużby? Gdzie twoje ćwoku porażające raporty?
Rzygać mi się chce na widok takich służb, co robią zadymę polityczną i dlatego mam dla Tuska propozycję. Jak już wywali na zbite ryło Kamińskiego, to niech go uwięzi w jednym z dolnośląskich zamków, aby ten oszołom przemyślał swoje niecne postępowanie. I to o chlebie i wodzie.
*

W tym świnskim zamku Kamiński może sobie wywczasować i grać rycerza rozbójnika. A miejscowość Świny, jest adekwatna do jego postępowania.
*

Jest jeszcze zamek w Bolkowie. Może Kamiński w nim znajdzie skarby i Bursztynową Komnatę, którą ponoć Niemcy pod koniec wojny w nim ukryli.
A dla nas mam stare powiedzenie naszych dziadków i rodziców że najlepiej było przed wojną. Co też śpiewał onegdaj Zenon Laskowik.
Jutro pogrzeb Marka Edelmana... Wielka szkoda i strata, że odszedł, ale prawa natury są nieubłagalne. Dla wielu pozostanie na zawsze w pamięci. Pozostanie też kolejne, puste miejsce na panteonie Ludzi Wielkich. Nowych tego formatu jakoś nie widać.
Za to w polityce kolejna afera, tym razem hazardowa. Premier dymisjonuje, kacza i lewicowa opozycja sobie używa, tak, jakby zapomniała, że za ich rządów gorsze afery bywały. Mnie to zwisa kalafiorem, bo na "jednorękich bandytach" i innych automatach nie gram, i hazardzistą nie jestem. A co mi tam. Lobbowanie, to jeszcze nie ustawa, ale smród pozostanie i słupki opadną. No i afera z CBA, które pod wodzą niejakiego Kamińskiego prowokuje afery i podżega do przestępstwa, robi widowiskowe aresztowania, bo innych wymiernych efektów nie osiągnęła. A mnie to rybka, mógł Tusk dawno wyciepać te upolitycznione i stronnicze bractwo na zbity pysk. A tak sobie bardzo kosztowną żmiję na swem łonie wyhodował. Co z brak rozwagi i instynktu samozachowawczego.
Jakby tego było mało, to znowu goraco w massmediach po aresztowaniu sławnego reżysera Romana Polańskiego. Natychmiast odezwali się hipokryci i obłudnicy pełni słów potępienia, tak, jakby od 32 lat nie wiedzieli co Polański kiedyś zrobił. Nie brakuje też obronców ze świata filmu. Żal mi pana Polańskiego, bo lubię jego filmy i dumny jestem z jego sukcesów. Nie rozumiem amerykańskiego prawa i zajadłości jankeskich prawników. Cóż, Amerykańcy to... szkoda gadać.
Nie mam zamiaru potępiać reżysera, gdyż wyznaję biblijną zasadę, że niech kamieniem rzuca ten, kto jest bez winy. A w mojej górnej i chmurnej młodości różnie bywało, a wyrośniętym i chętnym do uciech panienkom w metrykę nie zaglądałem. Ot i cała filozofia.
Nie brakło też miłych akcentów w ostatnim czasie. W ubiegły piątek, o czym już pisałem wcześniej, byłem w Kargowej, małym miasteczku lubuskim niedaleko granicy z Wielkopolską. Odbyła tam się wspaniała impreza z okazji 60 lat Gminnej Biblioteki Publicznej, 30 rocznicy śmierci jej patrona Eugeniusza Paukszty i 10 lecie konkursu literackiego jego imienia. Brałem w nich parę razy udział i trzykrotnie stawałem na podium (dwa razy I, a raz III nagroda). Nie ukrywam, co zostało podkreślone w czasie imprezy, że własnie Kargowa mnie wypromowała i dała skrzydła do pisania książek. Jednak miło było swoje i innych laureatów prace na wystawie i nasze fizys na zdjęciach poogladać, ba, nawet w prezentacji multimedialnej pojawiła się parokrotnie moja skromna, acz z nadwagą osoba. Nie brakło ciekawych wystąpień i wykładów, był fim o deportacji Żydów z Niemiec do przygranicznego Zbąszynia. Wspaniały był występ mlodzieżowej Orkiestry Symfonicznej z Zielonej Góry. A całą imprezę uświetnił znany aktor Maciej Kozłowski, który czytał fragment książki Paukszty o Kargowej właśnie. Pan Maciek jest kargowianinem od urodzenia i ma w niej wielu kolegów i znajomych. Ba, został nawet uhonorowany tytułem "Honorowego Obywatela Kargowej".
Miałem okazje poznać pana Macieja i nawet sobie z nim porozmawiać. Zauroczył mnie swoim poczuciem humoru i lekkim luzactwem. Nie ma w nim nic z gwiazdora, a jest miłym gawędziarzem, brat łatą i sympatycznym chłopakiem z Kargowej. Z wrażenia nawet sobie zdjęcia na pamiątkę z nim nie zrobiłem, co mi wypomnieli po fakcie moi znajomi z Kargowej. Szkoda tylko, że....
W wekend byłem w pracy w Miłkowie i kamień spadł mi z serca, że mój kolega Zenek znalazł czas i porobił rynny na frontowej ścianie. Szefowi tak się robota spodobała, że zlecił mu wymianę wszystkich rynien i uzupełnienia blacharki. Jednym słowem zwijaliśmy się jak w ukropie.
*

Zenek przystępuje do pracy. Wyrywa stare haki do rynien.
*

Nasz lekarz (specjalista psychiatra) Piotr Behnke ostro pracuje w naszym gabinecie. To on mnie ściągnął do Miłkowa.
*

Mój szef Michał Behnke też pracuje zawzięcie, a że ma smykałkę do renowacji starych mebli, to... Pracuj Michał, pracuj. Na swoim jesteś.
*

Cóż, każdy orze jak może. Ja dla odmiany nadzoruję prace... Ktoś przecież musi to robić.
*

Ufff! Nareszcie koniec pracy. Na zmęczonej twarzy Zenka widać radość twórcy.
No i tak minął tydzień pełen wrażeń.... Szkoda, że jedno było tak smutne.
*

Śpieszmy się kochać ludzi...
Pierwszą smutną wiadomością gdy przyjechałem późnym wieczorem w piątek do domu z Kargowej, była wieść o śmierci Wielkiego Człowieka dr. Marka Edelmana. Początkowo nie wierzyłem i myślałem, że się przesłyszałem, ale po chwili dotarło do mnie, że to niestety smutna prawda. Pozostał więc ogromny żal.
Doktora Edelmana miałem zaszczyt i honor poznać parę lat temu w Warszawie podczas pewnego spotkania na Politechnice. Z wrażenia nawet niewiele z nim porozmawiałem. Cóż można o nim napisać, aby nie zabrzmiało banalnie...
Był ostatnim żyjącym jednym z przywódców Powstania w getcie warszawskim, walczył w Powstaniu Warszawskim, był opozycjonistą (KOR, Solidarność, opozycja demokratyczna), który szedł pod prąd ucząc jak nie ulegać nienawiści do przeciwników politycznych. Uczciwy do bólu, prawdziwy lekarz z powołania, który setkom pacjentów uratował życie i zdrowie. Ratował też Gajkę Kuroń, dbał o Jacka Kuronia i wielu innych. Został wielokrotnie uhonorowany tytułem Honoris Causa znaczących uczelni, odznaczony Orderem Orła Białego... Jednak w końcu przyszła kolej na niego.... Dożył pięknego wieku 90 lat.
Szalom Panie Marku.
Pokój z Tobą, Marku Edelmanie - ten wiersz czekał na Ciebie 65 lat, tyle, ile czekał na Ciebie Władysław Szlengel, Twój towarzysz z powstania....
Kol Nidre
nigdy nie znałem treści ani słów
tylko melodię błagania
gdy przymknę oczy zobaczę znów
jak się z dzieciństwa wspomnień wyłania
w żółtym i siwym blasku świec
chybot żałosny ramion i bród
usłyszę lament serdeczny i łkania
i wielkie żebranie o litość cud...
i bicie w piersi łamanie rąk -
i dostojeństwo starych ksiąg
i lęk o wyroki nieznane i ciemne
tej nocy z serca już nie wydrę
tej nocy groźnej i tajemnej -
i smutnej modlitwy „Kol Nidre" ---
już wiem że dziś gdy jest mi źle
i jutro gdy losy będą łaskawsze
będę wracał myślą do tej nocy
i zawsze sercem w niej będę
chodźcie ze mną ---
Żydzi - zalęknieni strwożeni bici i szczuci
z wszystkiego wyzuci -
poniewierani -
oplwani -
wy którym rozbija się stragany
wiarę i czerepy
wy którym zamyka się usta
drogi i sklepy
wy których miesza się z błotem
wy którzy wiecie już o tym
czym jest lęk przed człowiekiem
i wy -
chcący zapomnieć że wczoraj czy przed wiekiem
byliście Żydami
uciekający w gąszcz wielkich spraw
w las wielkich ludzi
w kłamstwo wielkich słów
chowający głowy za plecami
obcych nie waszych idei...
wy - wyzwoleni -
z tałesów z szabatów
z chałatów
chodźcie!
w tę jedną wielką noc
do wspomnień mglistych bliskich rzewnych
sercem i jedna łzą
wróćcie do ciemnych izb modlitewnych
z dawnych dni dzieciństwa
gdzie siwych płaczących świec światło płonie
gdzie załamują matki dłonie
gdzie pod dotknięciem drżących rąk
szeleszczą karty żółtych ksiąg...
gdy krzywda na sercach leży głazem
w tej jednej dziwnej godzinie
sercami choć bądźmy razem
przy smutnej modlitwie Kol Nidre
Muszę odpowiedzieć na parę pytań. Profesora, wtedy jeszcze doktora Miodka poznałem za komuny w naszym Klubie Inteligencji Katolickiej podczas wykładu. Nie ukrywam, że zauroczył mnie swoją znajomością polszczyzny. Znam też drugiego znawcę poprawnej polszczyzny Pana Bralczyka, którego sobie równie cenię, choć oboje różnią się wyglądem i... Pan Miodek sprawia wrażenie surowego i umie trzymać dystans, natomiast Pan Bralczyk jest jego przeciwieństwem, taki sympatyczny brat łata z lekką nadwagą, choć obaj są wspaniałymi znawcami tematu i sympatycznymi gawędziarzami. Cóż, mamy różne gusta i sympatie i z tym się nie dyskutuje w wolnym kraju.
Pam Wojtek jest już pierwszy dzień na zasłużonej emeryturze. Sprawił mi ogromną radość gdy do mnie zadzwonił z podziękowaniami za moje ciepłe słowa o nim na blogu. Trochę sobie pogadaliśmy jak emeryut z emerytem. Szkoda, że jest prokuratorem w stanie spoczynku, bo wielu ciekawych wspomnień nie opublikuję. A byłoby warto. Jednak zaciekawił mnie jego pomysł na życie. Chce zająć się profilaktyką w szkołach, by na swoich spotkaniach z młodzieżą tłumaczyć im o zagrożeniach i konsekwencjach wynikających z łamania prawa. Zaiste godne to i sprawiedliwe, aby naszym małolatom wbić do głowy, że łamanie prawa nie popłaca, a jego nieznajomość nie zwalnia od odpowiedzialności. No i że wolność, to również stawianie sobie pewnych granic, których przekraczać nie wolno, i że "róbta co chceta" też ma swoje granice i wcale nie znaczy, że możną robić co dusza zapragnie. Gorąco go w tym popieram, trzymam kciuki i życzę sukcesów.
Ja co prawda już się ze szkół wycofałem, bo wystarczy mi 25 tłuczenia do gorących, młodych głów, aby nie sięgali po narkotyki i alkohol i by inicjację seksualną zostawili na póżniej (jak chce Kościół). A gdyby co, to żeby unikali przypadkowego seksu, a jeśli swej chuci nie okiełznają, to niech robią to z zabezpieczeniem (dobra prezerwatywa), bo HIV/AIDS nadal jest bardzo groźny. No to do dzieła Wojciechu.... i obyś cudze dzieci uczył.
Co do startowania do prezydentury Pana Wojciecha, to mówię, że on na to nie pójdzie, bo ma podobny do mojego stosunek do polityki, czyli raczej seksualny. Pogadać o niej i owszem można, ale iść w nią, to masakra. Zbyt sobie cenimy uczciwość, własną przyzwoitość i niezależność.
W ostatni wekend odbyły się jubileuszowe, bo X Dolnośląskie Święto Miodu i Wina w Przemkowie. Ja niestety byłem w pracy, ale za to moja rodzina świetnie się bawiła. A atrakcji jak zwykle nie brakowało i działo się, oj działo.
*
Miłoszek z ciociami i kuzynką. Deczko znudzony sądząc po mince.
*

Nie zabrakło Indian, którzy grali swoją piąkną i nostalgiczną muzykę.
*

Również Mozajka dała swój wspaniały występ.
*

No i zespół Feel dawał czadu.
*

Nic dziwnego, że występy cieszyły się powodzeniem i publiczności nie brakowało.
A ja jutro jadę do Kargowej, gdzie wygrywałem konkursy literackie, a pokłosiem jednego z nich było wydanie w nagrodę mojej pierwszej książki "Wędrowiec czyli skrzydlata dusza". Nie ukrywam, że te konkursy, których patronem był pisarz Eugeniusz Paukaszta, wyniosły mnie na literackie wyżyny i ze skromnego publicysty zostałem pisarzem.
Dostałem zaproszenie na imprezę poświęconą 60-leciu Gminnej Biblioteki Publicznej i 30 rocznicy śmierci jej patrona Eugeniusz Paukszty właśnie. W programie jest wiele ciekawych pozycji - wystaw, wspomnień, filmów i prezentacji medialnych, no i czytanie fragmentów prozy przez znanego aktora Macieja Kozłowskiego, który z Kargowej pochodzi. Oj będzie mile i ciekawie. No i jak mniemam spotkam swoich kolegów po piórze i wielu znajomych.
Organizatorami tej wspaniałej imprezy są: Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. C.Norwida w Zielonej Górze, Związek Literatów Polskich Oddział w Zielonej Górze, Stowarzyszenie Gmin RP Region Kozła i Gminny Ośrodek Kultury im. W. Blanke w Kargowej.
Cieszę się, że organizatorzy o mnie nie zapomnieli, a nie ukrywam, że lubię Kargowę - małe miasteczko o ciekawej historii i miłych Kargowian.
sobota, 20 marca 2010
Licznik odwiedzin: 223359
| « październik » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | |||
| 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 |
| 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |
| 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 |
| 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | |

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu ich pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Chociaż urodziłem się w Lesznie w Wielkopolsce, to poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też i odrobina mojej zasługi, gdyż byłem w opozycji od 1970 roku. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...Mam nawet swoje miejsce w Wikipedii. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl
Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem. Nie brak w nim innych moich przemyśleń związanych z literaturą i poezją. Nie jes...
więcej...Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem. Nie brak w nim innych moich przemyśleń związanych z literaturą i poezją. Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, bedą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi..., albowiem oni dosiągną królestwa Bożego. Góry, wycieczki, ciekawe miejsca, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.
schowaj...Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj: