Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 821 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Ipsaque mors nihil.

środa, 31 października 2007 17:40

*

W smudze cienia

    Jutro Wszystkich Świętych, a pojutrze Dzień Zaduszny. Szczególne to dni, bo pozwalają odwiedzić groby swoich bliskich, przyjaciów i znajomych, którzy odpłynęli już na drugi brzeg Styksu łodzią Charona.

    Lubię iść na cmentarz, gdzie w ciszy pożółkłych drzew moge sobie na ławeczce porozmawiać z bliskimi, którzy odeszli i powspominać minione czasy. A jest o czym sobie powspominać. jest, gdyż Człowiek nie cały umiera i jakaś jego część pozostaje w nas. Ten matafizyczny, duchowy kontakt ze zmarłymi jest własnie tą cząsteczką bliskiej nam osoby, która niczym swiętą relikwię przechowywujemy w naszej pamięci.

    Jest takie ciekawe powiedzenie filozoficzne z religii buddyjskiej, które mówi: "Jeśli poznałeś wszystkie tajemnice życia, myślisz o śmierci. Jest ona bowiem jeszcze jedną tajemnicą życia". Nie wiem, czy poznałem już wszystkie tajemnice, ale zdarza mi się pomysleć o śmierci i o tym, co mnie czeka na tym drugim, tajemniczym brzegu. Być może takie chwile zadumy przychodzą z wiekiem, a może dlatego, że mam świadomość, iż powoli zaczynam spacerować w smudze cienia. Nie śpieszę się co prawda na ten drugi brzeg, gdyż nie wszystko jeszcze zrobiłem, nie wszystkie słowa na papier przelałem i nie wszystko jeszcze zobaczyłem i przeżyłem. Jednak nie wiem, bo nikt tego nie wie, ile mi jeszcze pozostało czasu.    

    "Mors meta malorum" - Śmierć jest kresem cierpień - jak powiadali starożytni filozofowie. Rzeczywiście, mieli oni rację, bo nie zwsze życie jest łatwe, lekkie i wesołe. Bywają przecież dni trudne, ciężkie i bolesne. Bywa, że w tych trudnych chwilach, które mogą być latami, myślimy sobie, że dobrze byłoby, aby to się raz na zawsze skończyło. Ale gdy przychodzą jasne dni, to myślimy tylko o życiu i by ono trwało jak najdłużej. Tacy bowiem jesteśmy.   

    "Mors est aetermum nihil sentiendi receptaculum" - Śmierć jest wiecznym schroniskiem, w którym nic się nie odczuwa. Ta kolejna sentencja łacńska mówi nam, że po śmierci nie ma już żadnych problemów i kłopotów i że jest ona swoistym azylem i pewną nagrodą, że trudy i cierpienia w doczesnym życiu. A jednak boimy się śmierci i nie myślimy w kategoriach, że kiedyś przyjdzie nam odejść. A szkoda.    

    Warto o niej czasami pomyśleć, gdyż, tu znowu wspomogę się łacińską sentencją - "Mors certa, hora incerta" - Śmierć pewna, ale jej godzina nieznana. Nie znamy bowiem jej godziny i oby nie była zbyt bliska, ale skoro śmierć jest pewna, to warto żyć tak, aby bez większego żalu odejść na ten drugi brzeg.   

    Pomyślmy więc jutro i pojutrze nad sensem życia, nad sensem przemijaniem i nad tym, czy warto się szarpać za dobrami materialnymi, skoro i tak ich ze sobą nie zabierzemy na drugi brzeg Styksu. Charon na to nie pozwoli.   

    Porozmawiajmy sobie w duchu ze swoimi bliskimi, wspomnijmy ich z dobrej strony i z miłych chwil życia. Oni bowiem już wszystkie kłopoty mają za sobą. Może ta metafizyczna, duchowa rozmowa pozwoli nam zrozumieć sens życia i prawdę o przemijaniu. 

   Pamiętajmy, że "Non omnis moriar", czyli, że nie wszystkim umrzemy. Jakaś część z nas pozostanie w pamięci bliskich, przyjaciół i znajomych. I oby ta część była miła i sympatyczna.     


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Nareszcie odpoczynek

sobota, 27 października 2007 14:05

*

Twórczy tydzień

*

    Nie pamiętam już kiedy miałem wypełniony cały tydzień od rana do wieczora. Nawet dzisiaj byłem kilka godzin w jednym z podgłogowskich gimnazjów, gdzie wraz z moim kolegą po fachu prowadziłem zajęcia z młodzieżą. Ale było warto bo atmosfera była wspaniała, młodzież również, no i kasa nie do pogardzenia.

*

Odbiór naagrody

    Jak wcześniej wspominałem, zdobyłem III ngrodę w VIII Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Eugeniusza Paukaszty "Małe Ojczyzny" w Kargowej. Nagrodę odebrałem w miniony czwartek.

    Jak zwykle wręczenie nagród poprzedziły wykłady: Jeden prof. Bożeny Górczyńskiej, która znała od wielu lat pisarza i była zaprzyjaźniona z jego rodziną, nosił tytuł: "Tylko serce uciekło w okolice dalekie....". Wykład był bardzo ładny, gdyż pani profesor włożyła w niego serce i duszę. Przybliżyła nam w nim nieznane wątki biograficzne E. Paukszty.

    Kolejny wyład przedstawił babimojski nadleśniczy mgr inż. Stanisław Daszkiewicz, który obrazowo opisał nam piękno lasów i borów swojego nadleśnictwa w tym rezerwatu przyrody Laski. W czasie ciekawego wykładu nie brakło kolorowych slajdów, które obrazowały piękno lasów, jezior i częściowych rezerwatów przyrodniczych.

    Po krótkiej dyskusji syn pisarza - Dominik Paukszta podziękował wszystkim zebranym i organizatorom konkursu. Pana Dominika miałem okazję poznać kilka lat wcześniej, gdy po raz pierwszy odbierałem I nagrodę. Na każdym podsumowaniu konkursu pan Dominik jest gościem honorowym.

    Po dyskusji odbyły się występy zespołu wokalnego z Kargowej, oraz trio muzycznego, które propagowało muzykę z Francji. Wspaniałe występy kargowiaków umilały nam półmiski ciasta, kawa i herbata, jaką nam sympatyczni gospodarze zaserwowali.   

    Po krótkiej przerwie jury ogłosiło zwycięzców. Odbieraliśmy nie tylko nagrody, ale mysieliśmy oprócz zdawkowego podziękowania powiedzieć parę słów od siebie. Atmosfera była rodzinna, tym bardziej, że spotkałem tam wielu kolegów po piórze i znajomych. Na dodatek, jako weteran konkursu byłem rozpoznawany tak przez organizatorów, jak i przez władze miasteczka, oraz zaproszonych gości.

    Potem pojechaliśmy uroczyście otworzyć Leśniczówkę Pracy twórczej imienia E. Paukszty i Izbę Pamięci autora, aby na zakończnie złożyć wiązanki kwiatów pod tablicą pamiątkową o autorze. Nie oparłem się pokusie, aby do wiązanek dołożyć swoją skromną, konkursową różę.

    Po tej uroczystości pojechaliśmy na obiad do wigwamu myśliwskiego w rezerwacie Laski. A tam....

    Oj nie brakowało jedzenia. Przepyszną zupę fasolową podawano w okrągłych, wydrążonych bochenkach chleba. Pycha... Poźniej na drugie danie były trzy gatunki mięsa (kotlety i kurze udka), oraz kawał pieczonego na rożnie prosiaka, który dosłownie rozpływał się w ustach. Menu dopełniały surówki i sałatka. Tak się objadłem, że nawet w domu nie jadłem już kolacji.

    Urok wigwamu myśliwskiego polegał na tym, że był ogrągły, zbudowany z drewna, a na środku na kamiennym palenisku wesoło trzaskał ogień. Wokół paleniska w bezpiecznej odległości stały stoły i ławy drewniane. Dym uchodził zadaszomym otworem na szczycie dachu wspomagany elektrycznym wyciągiem. Lekkie światlo dopełniały skaczącze płomienie z ogniska.

*

   

*

     Lubię Kargowę, gdyż jest w niej coś magicznego. Ludzie życzliwi, władze od lat te same pod wodzą burmistrza Janusza Kłysa, który jest dobrym gospodarzem. Dobrze, że Kaczory o niej zapomnieli, bo by wymyśliły  "układ" zawiadujący miasteczkiem, który mależy zniszczyć, a tak widać w niej coraz to nowe zmiany. Biblioteka uzyskała osobowość prawną i rozporządza własnym budżetem uchwalanym przez radę miasta i gminy. Nadleśnictwo Babimost wydzierżawiło część leśniczówki na miejsce pracy twórczrj i izbę pamięci, które są we władniu przez gminną bibliotekę w Kargowej.   

    Kargowa - miasteczko w Regionie Kozła (od instrumentu łudząco podobnego do dud), jest położone we wschodniej części województwa lubuskiego. Otoczone na dodatek pięknymi lasami i jeziorami. Jak wieść gminna niesie pierwsza wzmianka o osadzie założonej przez Dzierżykraja pochodzi z 1360 roku. W 1641 nabył ją Jerzy Urung i przetrwała ona w rękach tej rodziny do 1837 roku. Była ona dość znaczącym miasteczkiem w tym regionie, bo miała nadane przez Władysława IV prawo organizowania czterech jarmarków i jednego targu rocznie. W 1661 roku za zasługi wojenne Krzysztofa Urunga w walkach z Tatarami, Kozakami i Szwedami król Jan Kazimierz nadał jej pełne prawa miejskie. W czasie rozbiorów trafiła pod panowanie pruskie, aby po wojennych zawirowaniach powrócić do Polski.    

    Miasteczko ma bogatą i ciekawą hostorię, więc nic dziwnego, że upodobał je sobie pisarz Egeniusz Paukszta, który przez lata wypoczywał w lęśniczówce w Linach, nad jeziorem o tej samej nazwie nieopodal Kargowej. Wypoczywał i tworzył zarazem.

      Warto wspomnieć o tym płodnym pisarzu i pubicyście, bo jak powiadają - pisał trzy książki naraz i myślał już o czwartej. Nie ukrywam, że w młodości zaczytywałem się w jego książkach w których opisywał losy Polaków na Ziemiach Północnych i Zachodnich po wojnie, i ich zmagania z codziennością. Pisał też powieści historyczne. Wspaniale opisywał też krajobrazy i przyrodę tych stron. Nic więc dziwnego, że polubiłem te piękne, magiczne miasteczko, które stanowi swoisty mikroklimat wielu kultur regionów i pogranicza.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Wesoły nam dziś dzień nastał...

poniedziałek, 22 października 2007 10:19

*

Moherowe berety... tatatarata tam.

Dostały w dupę (nie)stety...Ram tam tam taram.

*

I co Kaczorki? Pewnie markotno? I po cholerę było tak opluwać autorytety zacnych i przyzwoitych ludzi? Nawet CBA nie pomogło i CBŚ... Kwa, kwa, kwa...

*

Moje powyborcze epitafia

*

Załatwili z byka...padre Rydzyka.

*

Tu spoczywa Jarosław i Lech.

Dobrze, że nie było ich trzech.

*

Poległ Lepper i Giertych.

Uwiędli niczym lelija.

Płacze po nich frater Rydzyk...

i Radio Maryja!

*

A ja?

*

A ja sobie giczałami...

Giczałami bimbam sobie.

*

A ja - Non omnis moriar.

(Horacy jest cacy)

Na zdar!!!

*


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Muszę się pochwalić

czwartek, 18 października 2007 17:09

*

Gdy nie można zawrócić,

jedyne co pozostaje, to iść naprzód.

                         (Paulo Coelho)

*

Ale nie teraz

    Mam prośbę do kolejnej mojej krewniaczki Agnieszki, która mi się wpisała do księgi gości. Byłem na Twoim blogu i chciałem się wpisać, ale nie potrafiłem złamać antyspama. Jeszcze nigdy mi się to nie udało, a szkoda. Te antyspamy są jak Kaczyniaki - nieposłuszne i nieznniszczalne.

    Piszę Agnieszko krwniaczka, gdyż mój śp. ojczulek zawsze powtarzał, że jak spotkam na swojej drodze kogoś z Cimków, to nie mam lać go w dziub (trenowałem boks w młodości), tylko ucałować, bo musi być krewniakiem. No to duża buźka Agnieszko. Ojciec, choć picer (warszawiakiem był), ale w sprawach rodziny był bardzo rzetelny.

    Szkoda tylko, że tak mało o niej wiem. Cóż wojna i okupacja rozrzuciła nas po całej Polsce i kontakty się pourywały. Dziadkowie, stryjkowie, stryjenki dawno nie żyją, a ja szukam śladów naszej rodziny. Na szczęście mam do pomocy sympatyczną Hanię (bo Cimki są sympatyczne) i liczę, że nam się uda.

    Agnieszko. Mój dziadek miał na imię Ignacy i też pochodził z lubelskiego. Lubelskie jak widać są przedwojenną kolebką naszej rodziny. Mój papcio często opowiadał o swoich stryjach i kuzynach w lubelskiem właśnie. Jak widzę po Twoim blogu, to też masz artystyczne talenta, bo My, to literaci, poeci, plastycy, fotograficy i wojskowi. Nie wiem czy wiesz, ale znalazłem Romana Cimek i Adama Cimek na liście ofiar katyńskich. Widać partriotyzm w naszej rodzinie nie był pustym słowem. Ponoć z Węgier pochodzimy i w Polsce jesteśmy od Stefana Batorego.

    Szkoda, że tak późno spotkałem Hanię, która dodała mi powera do działania. Marzeniem mojej mamy było nawiązać kontakty z rodziną taty. Szkoda, że zmarła niedawno, może gdybym wtedy zaczął poszukiwania, to mama by żyła, bo miałaby cel do życia. Choć rok przed śmiercią spędziła w łożku, ale zawsze cel, to cel i pewna radość z jego realizacji.

    Dlatego proszę Agnieszko o kontakt na moją pocztę: michalc30@wp.pl.

*

Oj i znowu świętuję...

     Przypadkowo znalazłem w internecie komunikat jury, że zdobyłem III nagrodę w VIII Ogólnopolskim Konkursie Literackim im Eugeniusza Paukszty "Małe Ojczyzny" w Kargowej. We wtorek dostałem oficjalne powiadomienie i zaproszenie po odbiór nagrody. Bez fałszywej skromności pragnę powiedzieć, że kilka lat temu dwukrotnie zdobyłem w tych konkursach pierwsze miejsce. Teraz mam trzecie, ale za to w jakim doborowym towrzystwie - zawodowych literatów (jeden z Lednicy, a drugi z Zawady k/Zielonej Góry).

    Gwoli wyjaśnienia dodam, że Eugeniusz Paukaszta pracował w leśniczówce Linie nad jeziorem o takiej samej nazwie nieopodal Kargowej właśnie. Teraz jest tam dom pracy twórczej, izba pamięci i tablica pamiątkowa upamiętniajaca tego wspaniałego, choć nieco zapomnianego pisarza.

    Cieszę się, że po kilku latach nieobecności w Kargowej znowu odwiedzę te przeurocze miasteczko i spotkam swoich znajomych, sympatycznych organizatorów, burmistarza i kolegów po piórze. Już się nie mogę doczekać następnego czwartku.

*

*

*

Wykorzystuj wszystkie możliwości w swoim życiu,

bo gdy przegapisz choć jedną szansę, upłynie wiele czasu,

zanim się ona powtórzy.

                                                    (Paulo Coelho)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

Amor vincit omnia - (Miłość wszystko zwycięża)

sobota, 13 października 2007 14:30

*

Nienawiść prowadzi donikąd.

Przebaczenie, które przejawia się w miłości,

zmienia życie na lepsze.

                                                             (Paulo Coelho)

*

*

    Jak już wcześniej wspomniałem, 8 października obchodziliśmy z żoną XXX lecie naszego małżeństwa. Może dobry Bóg da mi, niepoprawnemu agnostykowi, doczekać okragłego 50-cio lecia naszego związku. Czyli -"Złotych Godów".

    Trzydzieści lat razem. Dużo to czy mało? Dla jednych dużo, dla drugich niewiele, a dla mnie w sam raz. Nie oznacza to, że mam już dość małżeństwa, ale lata spędzone razem inaczej się liczą, gdyż są wspólnym przeżyciem chwil radosnych i smutnych, chwil euforii i zwątpienia. W życiu tak przecież bywa, że nie wszystko układa się po naszej myśli, nie zawsze wystarcza pieniędzy i sił, aby rozwiązywać problemy. Nie brakuje też chwil zwątpienia. My na szczęście mamy już chyba wszelkie kryzysy (po roku, siedmiu i dziesięciu latach) za sobą i nic już nie zagrozi naszemu związkowi. Bo małżeństwo to przecież pewien związek dwojga osób, którzy przysięgali sobie wierność i uczciwość małżeńską na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie, w bogactwie i biedzie.

    Tak jak napisałem wcześniej nie dorobiliśmy się bogactwa, ale nie możemy nazwać siebie biedakami. Żyjemy sobie na średnim poziomie, tak jak wielu naszych znajomych i nieznajomych. I niech tak pozostanie.

    "Domus et placens uxor" - czyli - "Dom i miła żona", bo tak właśnie brzmi  w dosłownym tłumaczeniu ta łacińska sentecja. Może moim bogactwem jest właśnie te parę słów. Wierzę, że "Est foculus proprius multo pretiosior auro", czyli "Własne małe ognisko cenniejsze jest od złota". Bo i jest cenniejsze, co do tego nie mam złudzeń.

    Często w czasie pierwszych sześciu lat naszego małżeństwa, gdy bładziłem w mrokach mojej duszy, widziałam "szklane oczy" mojej Reni. Dlatego przez kolejne 24 lata starałem się to wszystko naprawić i nadal robię wszystko, aby tamte "szklane" lata nie powróciły. Dlatego, że mi przebaczała, jestem jej ogromnie wdzięczny i za to ją nadal kocham.  

    Niech słowa Paulo Coelho, które zacytowałem na wstępie, będą nadal drogowskazem naszego życia, naszej miłości i naszych dalszych wspólnych lat w wędrówce po krętych ścieżkach dalszego  życia. Bo, (posiłkując się dalej słowani pisarza),- Gdy kochamy, wszystko staje się bardziej zrozumiałe.

*

   Z tej okazji mieliśmy uroczystą rodzinną kolację w ładnym lokalu, w którym pracuje moja najmłodsza córka Basia. Może dlatego nie zdarli z nas jak "za zboże", tylko dali upustu 33%. Ale co tam, raz na 30 lat można zaszaleć. Ten piękny bukiet otwierający mój wpis, wręczył nam nasz przyszły zięć Łukasz, aby się wkupić w nasze łaski.

 

Renia, córka Ania, wnuczka Karolina i syn Piotrek, czekają na zamówione dania.

*

Ja, zięć Sebastiam, córka Ewelina, Łukasz i najmłodsza córka Basia, czekamy przy kawie na główne dania.

*

Wspólne zdjęcie mojej rodziny po sutej kolacji.

*

Gleba potrzebuje ziarna,

Tak jak ziarno potrzebuje gleby.

Jedno bez drugiego traci sens.

Tak samo dzieje się z ludźmi.

Kiedy męski pierwiastek poznania łączy

się z kobiecym pragnieniem zmian,

powstaje wielka magiczna jedność zwana Mądrością.

                                   (Paulo Coelho)

*

    Dzisiaj nasza wierna pralka w jedenastym roku mozolnej pracy odmówiła posłuszeństwa. Naprawa miała kosztować około 500 zł. Pieprzę takie ceny. Wolałem dołożyć drugie tyle, wytargować do tego za darmo kartę pamięci do mojego nowego aparatu i kupić nową pralkę. Dobrze, że miałem jeszcze kasę w portfelu, bo okazało się, że na mojej karcie płatniczej mam niezmieniany od lat limit 900 zł. Dołożyłem dwie stówy i na dodatek kupiłem ślubnej nowy zegarek. Ona mi na osłodę życia i dla zdrowotności  słoiczek miodu wrzosowego.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  490 892  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 490892
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9604
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3857 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości