Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 211 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Babcia, dziadek i płonący stos

środa, 25 stycznia 2012 13:03

     Już po święcie babci i dziadka. Byliśmy odwiedzić nasze wnuki i zaliczyliśmy imprezę w przeszkodu, gdzie chodzi Miłoszek. Było fajnie.

                         *

Miłek na imprezie, ale jeszcze na kolanach babci i z groźną miną.

                         *

       

Miłoszek się rozkręcił i widać, że fajnie się bawi.

                         *

        

A to już w domu. Miłek na tronie, a Zuzia jeszcze tnie komara.

                           *

        

  Wreszcie się Zuzia obudziła, a dalej już leciało...

                             *

     Obiecałem, że opiszę proces "czarownicy" z Bytomia Odrzańskiego w Głogowie, która na skutek fałszywego oskarżenia spłonęła na stosie. Tak bywało w średniowieczu, gdy Kościół ogniem i mieczem "krzewił" wiarę.

    Wojna Trzydziestoletnia na terenach Śląska przyniosła nie tylko zniszczenia, pożary, rabunki i gwałty, ale również procesy czarownic. Zezwalał na nie i patrzył przychylnym okiem mądry, i światły opat z Otynia – Geyntius, zarządzający jezuitami na całym Śląsku. Wystarczył błahy donos i zeznania dwóch „wiarygodnych” świadków, aby nieszczęsne kobiety skazać na śmierć przez spalenie na stosie. Procesy czarownic odbyły się w Zielonej Górze, Legnicy, Nysie, Brzegu, Wrocławiu i Głogowie.

    Proces w Głogowie odbył się w sierpniu 1630 r. i zakończył  wyrokiem przez  spalenie na stosie dziewiętnastoletniej Anny Schwyzer. Wyrok podpisał 3 sierpnia 1630 r. urzędujący w Głogowie cesarski namiestnik Bogumił von Biberstein. Wcześniej oskarżona stanęła przed głogowskim inkwizytorem - jezuitą Henrykiem Giwesiusem, który oskarżył ją o czary, udział w sabatach czarownic i cielesne spółkowanie z diabłem. Wyrok przez spalenie na stosie wykonano w Bytomiu Odrzańskim 11 sierpnia 1630 roku na Kowalowym Klepisku. Wszyscy mieszkańcy musieli się temu strasznemu i haniebnemu widowisku przyglądać. Jak doszło do  procesu i tego strasznego widowiska?

    Był to dwunasty rok Wojny Trzydziestoletniej, kraj był pustoszony przez walczące wojska, dochodziło do gwałtów i rabunków, a na domiar złego często zdarzały się nieurodzaje. Wykorzystali to śląscy Jezuici, którzy wszędzie węszyli herezję i kontakty z siłami nieczystymi. 

    Anna była jedynym dzieckiem mistrza bednarskiego Jana Schwyzera z Bytomia Odrzańskiego. O jej  rękę starał się latem 1629 r. burgrabia bytomski Henryk von Poelkel, fanatyczny katolik i zausznik głogowskich jezuitów. Anna mu odmówiła, gdyż była zaręczona z bednarskim czeladnikiem Bogumiłem Pappelem, który miał z czasem przejąć zakład mistrza Jana. Odtrącony burgrabia von Poelke zaprzysiągł jej zemstę. Parę dni przed Bożym Narodzeniem fałszywie ja oskarżył i kazał aresztować. Oddał Annę w ręce głogowskich jezuitów wraz z spreparowanym o czary donosem. Śledztwo, a raczej wymyślne tortury trwały do sierpnia 1630 r. Jednak Anna nie przyznawała się do stawianych jej zarzutów, twierdząc, że jest niewinna.

      Ojciec Anny bezskutecznie protestował i odwoływał się do rady i starszyzny cechowej, a jej narzeczony Bogumił Pappel w dniu aresztowania pojechał potajemnie do Siedliska, by u pana von Schoenaicha szukać pomocy. Jego misja się nie udała, gdyż von Schoenaich na rozkaz cesarza wyjechał jako poseł do Turcji.

      Ojciec Anny  Jan Schwyzer wielokrotnie i bezskutecznie zabiegał o rozmowę z namiestnikiem Bibersteinem w Głogowie. Po licznych odmowach udał się po pomoc do Ławy Miejskiej Lwówka Śląskiego, która na mocy dekretów cesarskich sprawowała nadzór nad procesami kryminalnymi toczącymi się na obszarze księstwa głogowskiego. Ława wysłuchała mistrza Schwyzera, ale nie była władna mu pomóc, gdyż sprawy toczące się przed sądem inkwizycyjnym nie podlegały jej kompetencji.

      Załamany i zdesperowany ojciec dziewczyny mimo toczącej się wojny udał się przed majestat cesarza do Pragi, aby przedłożyć prośbę o łaskę dla swojej córki Anny.

      Pięć miesięcy przebywała Anna Schwyzer w więzieniu głogowskiej inkwizycji.     

    Na początku sierpnia 1630r. zapadł wyrok: Annę Schwyzer uznano za duszę nieczystą i skazano na oczyszczenie przez płonący stos. Namiestnik cesarski Bogumił von Boberstein zatwierdził wyrok głogowskiej Inkwizycji, mimo, że był poinformowany o wyjeździe ojca na dwór cesarski do Pragi. Stos z przywiązaną do pala Anną podpalono 11 sierpnia 1630 roku.

    Ojca i narzeczonego Anny nie było przy jej śmierci. Przepadł on  bez wieści, a Bogumił Pappel ostrzeżony przed aresztowaniem uciekł z Bytomia Odrzańskiego. Burgrabia  Poelke w drodze do Głogowa został zabity w tajemniczych okolicznościach w roku 1632. Wieść gminna niosła, że zginął z ręki narzeczonego Anny – Bogumiła Pappela.

     Tak to marnie kończą fałszywi oskarżyciele. Szkoda, że nigdy Kościół nie przeprosił swoich wiernych za swoje zbrodnie. I między innymi dlatego mi z nim nie po drodze. 

                             *

    Gorącym tematem jest zapowiedź podpisania przez premiera Tusku ACTA, które może nam zabrać wolność słowa, wypowiedzi i przekonań, które publikujemy w internecie. Najgorsze jest to, że rządowi zrobili to bez konsultacji społecznej, na zasadzie pospolitej ściemy. Ja mam gdzieś takich polityków, którzy wmawiają mi, że chcą dla mnie dobrze, nie pytając mnie o zdanie. Dlatego hakerzy blokują strony rządowe, a internauci chcą wyciepać na zbitą mordę wszystkie wpisy dotyczące jakiegoś zapiewajły Hołdysa, czy jakoś tak, gorącego zwolennika ACTA . Najfajniejsze jest to, że manifestacje w miastach połączyły wsystkich i to niezależnie od przekonań i wyznawanych ideologii. 

                             *

     

      Nawet drzewo pokazało Tusku umba!     


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Robi się biało

poniedziałek, 16 stycznia 2012 13:24

    Za oknem oczywiście, bo trochę śnieżek popadał. Na razie na samochodową wędrówkę się nie wybieram, bo i po co. Może jak się pogoda ustabilizuje, to mnie wygoni z aparatem. Mam na szczęście kilka wycieczek do opisania. A więc do dzieła.

    Krzepów, niegdyś wieś w pobliżu Głgowa, a obecnie włączony do granic miasta jest osiedlem. Pierwsza wzmianka o tej polskiej wsi, choć lokowanej na prawie niemieckim pochodzi z 1310 r.

     Jest tam ładny kościół p.w. Najświętszego Serca Jezusowego zbudowany w stylu neogotyckim w 1810 r.

                             *

           Neogotycki kościół w Krzepowie.

                           *

        

             Rzeźba na froncie kościoła.

                           *

              

          Rzeźba przy ogrodzeniu kościoła.

                           *

         Widok kościoła z północnej strony.

                          *

         

            Kolejna rzeźba przy wejściu.

                          *

    Płaskorzeźby ze scenami stacji różańcowej.

                            *

    Następne płaskorzeźby z stacji różańcowej.

                           *

        

    Rzeźba z piaskowca - Grupa Ukrzyżowania.

                          *

        

                 Wieża kościoła.

                         *

Kamienny krzyż pokutny z rytem łuku jako narzędzia zbrodni w Krzepowie.

    Pora jechać dalej, ale o tym nastepnym razem.

Cieszę się, że wiekszość z nas ma podobne odczucia odnośnie WOŚP i w stosunku do jej przeciwników. A dla nich mam "Stauę Wolności" dla lepszego samopoczucia.

                          *

           

               "Statua Wolności"


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Orkiestrowo i turystycznie

wtorek, 10 stycznia 2012 9:38

    Kolejny, XX finał WOŚP Jurka Owsiaka mamy za sobą. Trwa liczenie pieniędzy, ale już z pierwszych wyliczeń wygląda, że zostanie pobity kolejny rekord. Trafią też do szpitali kolejne sprzęty medyczne ratujące narodzone dzieci i matki z cukrzycą. Cel szlachetny i to nie podlega żadnej dyskusji. Finanse orkiestry przejrzyste, więc zdawać by się mogło, że nie powinno być szumu wokół niej. A jednak nie brakuje prawicowych publicystów z których część określa się jako katoliccy, którzy osądzają od czci i wiary WOŚP, że o samym Jurku nie wspomnę.

     Nie rozumiem skąd tyle złości, nienawiści, błota, kłamstwa, zawiści i pychy prawdziwków. Przecież to łamanie większości dogmatów, grzechów, przykazań Kościoła katolickiego. A może polski katolicyzm jest niższą formą chrześcijaństwa? Formą, której trzeba wielu lat, aby dorównać chrześcijaństwu Jezusa Chrystusa. Nie rozumiem tego.

    Od dwudziestu lat daję wolontariuszom orkiestry datki do puszki, bo jestem fanem orkiestry, a jako chrześcijanin uważam, że tak trzeba. Szkoda, że nie myślą tak prawicowi opluwacze. A pies im mordę lizał.

     A teraz moja kolejna wędrówka do Grębocic, dużej wsi niedaleko Głgowa. Miałem w niej za szkolnych czasów wielu kolegów, a za kawalerki często jeździłem tam na zabawy. Zabawy były fajne i bez obawy, ze jakieś pijane osiłki wsadzą mi brony na plecy. W Grębocicach nie było zadym i bójek, jakich nie brakowało na innych wsiach. 

                          *

Barokowy (odnowiony) spichlerz  XVIII w. nieopodal ruin pałacu.

                          *

Zrujnowany późnorenesansowy pałac rodziny von Losse z 1609 r. Wcześniej, bo w XV wieku stała tam wieża rycerska. 

                             *

         

Kościół św. Marcina wzmiankowany w 1376 r. W obecnej formie z około 1500 r. - wejście główne.

                           *

          

                 Widok kościoła z tyłu.

                            *

         

          Płyta epitafina na murze kościoła.

                            *

Płaskorzeźba  - Opłakiwania ukrzyżowania Chrystusa.

                            *

       Kolejna płaskorzeźba ze sceną biblijną.

                          *

    Płaskorzeźba ze sceną zmartwychwstania.

                            *

 

      Płaskorzeźba ze sceną z drogi krzyżowej.

                            *

               Kolejna scena biblijna.

                           *

           

           Płyta nagrobna na murze kościoła.

                            *

         

                Kolejna płyta nagrobna.

                          *

 

        Stare nagrobki na terenie kościoła.

                            *

        Budynek gospodarczy przy kościele.

                           *

   Stary budynek mieszkalny z ozdobną attyką.

                           *

Stacja kolejowa w Grębocicach. Gdyby tak umiała mówić...

 

      I to już na razie koniec mojej wędrówki po Grębocicach. Będą jeszcze kolejne z innych miejscowości.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Wspomnieniowo

wtorek, 03 stycznia 2012 12:17

    Święta i Nowy Rok mamy już za sobą, więc zaczynają się nowe wyzwania, marzenia i zadania. Z ulgą pożegnałem dzienny oddział. W czwartek jestem umówiony w ościennym mieście na rozmowę i złożenie moich ofert. Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie. Jak się pogoda utrzyma, to będę sobie urządzał wycieczki z aparatem do ciekawych miejsc w pobliskich powiatach. A teraz trochę wspomnień z ubiegłorocznych wojaży po okolicy.

                           *

       

Późnoklasycystyczny kościół parafialny w Białołęce p.w. Matki Boskiej Bolesnej z 1840 r., przebudowany w 1900 r. Pierwszy kościół został zbudowany w XVI w., ale został spalony w 1633.

                           *

           Widok kościoła od zakrystii.

                         *

        Płyty nagrobne rodziny Hirschfeld.

                          *

        

   Widok kościoła pod słońce z drugiej strony.

                          *

          

Dzwonnica w Przedmościu z wysoką baniastą kopułą z arkadowym prześwitem z 1698 r. Odnowiona niedawno z funduszy unijnych.

                         *

             

Jadąc dalej w kierunku Grębocic mijałem przydrożne kapliczki ze scenami z drogi krzyżowej.

                        *

       

Szczyglice, kaplica p.w. Najświętszej Maryi Panny zbudowna na początku XIX wieku.

                        *

           Widok kaplicy z drugiej stony.

                         *

     Jadąc dalej zobaczyłem ładny kościoł w Kwielicach, ale o nim już nastepnym razem.

                             *

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 157  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487157
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl