Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 823 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Trochę laby

wtorek, 25 stycznia 2011 17:00

     Tak jak napisałem wcześniej, nie żałuję, że przełożyłem egzamin na prawko. Co się odwlecze, to nie uciecze. Może też opatrzność Boża nade mną czuwa, gdyż zima powoli wraca, mnie do jazdy korci, a doświadzenia kierowcy u mnie raczej niewielkie. Lepiej dmuchać na zimne, jak mawiają starzy Górale.

    W piątek pojechałem do Miłkowa na dyżur i choć zastałem full nowych pacjetów, to góry działają na mnie kojąco i bardzo się wyciszyłem, a już najbardziej przy składaniu wieszadełek do bombek choinkowych. Szef Michał załatwił taką robotę chałupniczą dla pacjentów w ramach ergoterapii, przy której fajnie upływa czas, mozna sobie pobajerować i nabrać dystansu do wielu spraw. taka duperelna dłubanina bardzo wciaga i cholernie wycisza. Gdy na zespole klinicznym powiedział nam, abyśmy my - terapeuci, też trochę przy tym dłubali, to deczko się wkurzyłem. No bo jak "wielki" terapeuta ma jakieś pizdrygantki składać i to z pacjentami, ale jak spróbowałem z taka pewną nieśmiałością, to mnie wciągnęła ta robota. Faktycznie, nikt do pracy nie goni, każdy siada jak ma czas, podłubie sobie trochę, a jakie wyciszenie. Nieraz staję okoniem szefowi, bom najstarszy wiekiem, stażem, doświadczeniem życiowym i zawodowym, a do tego znam szefa jak jeszcze w zębach koszulę nosił. jednsak muszę mu tym razem przyznać rację, że z tym chałupnictwem trafił w dziesiątkę. Pacjenci sobie zarobią parę złotych na swoje potrzeby, w ośrodku jest spokój, bo praca przecież uszlachetnia, a ta na dodatek uspokaja. Dlatego kiałem spokojny dyżur bez zgrzytów i napięć. Oczywiście moja dłubanina poszła do puli pacjentów, ale ja też z tego skorzystam jakieś fajne ciasto, czy kawę, choć łasuchem raczej nie jestem.

    W tm tygodniu zapłaciłem fskusowi podatek "od wzbogacenia", a dzisiaj przerejestrowałem samochód. W czwartek zrobią mi aneks do OC na mnie, a w piątek jadę do Leszna załatwić nowy termin egzaminu. Przy okazji odwiedzę moje ciocie, bo niewiele po pogrzebie z nimi porozmawiałem, gdyż z każdym z rodziny chciały sobie porozmawiać. Za to pogadałem sobie z dziećmi moich kuzynów, bom teraz nestorem rodu w Głogowie i jestem Wujem, a nie jakimś wujkiem. Bo określenie wuja dodaje powagi i świadczy o największym doświadczeniu życiowym. Wujek może mieć jeszcze w głowie fiu bździu, ale WUJA musi być już stateczny i poważny. Mam nadzieję, że podołam tej rodzinnej funkcji, choć nadal się czuję młodziej niż stateczny nestor.

                         *

    

Miło sobie pogadać przy kawie z szefem - czyli kawę żłopały dwa michału, duży i mały.

                         *

Jak widać po minach kawa smakowała i humorek nam dopisywał.

                          *

   

  Chwila zadumy nad marnościami tego łez padołu.

                             *

   

   Później się trochę pośmialiśmy z całokształtu.

                           *

    Foyer naszego ośrodka. Przyznacie, że jest super.

                            *  

A tak wyglądają pokoje mieszkalne. Każdy pokój ma inny kolor kap na tapczanikach. I jak to nie zdrowieć w takich warunkach.

                          *

Przy tym biurku przyjmuję nowych pacjentów i dokonuję wpisów do historii chorób.

     O żarełku nie piszę, bo jest też fajne i smaczne. Kucharz (pacjent) jest zawodowym kucharzem. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Odpuściłem sobie

czwartek, 20 stycznia 2011 17:37

     Sorki wszystkim, którzy trzymali kciuki za mój egzamin. Niestety wyszło inaczej, ale po kolei. W poniedziałek wieczorem dostałem wiadomość, że zmarła ciocia Kazia - młodsza siostra mojej zmarłej mamy. Kuzyn nie wiedział jeszcze kiedy będzie pogrzeb, gdyż czekał na wiadomość z Irlandii, kiedy jego najstarszy syn da radę przyjechać. We wtorek dowiedziałem się, że pogrzeb będzie w czwartek o 12.30, czyli godzinę później niż mój egzamin. Ponieważ jestem najstarszy z mojej rodziny w Głogowie, wszyscy liczyli na moją obecność. Ja bardzo ciocię lubiłem i byłem z nią blisko związany, bo w naszej rodzinie więzy są bardzo silne. Nic dziwnego, że psychicznie siadłem, bo na śmierć bliskiej osoby nie ma mocnych.

    Jakoś się dogadałem z WORD-em, aby mnie wzięli na pierwszy ogień i pojechałem na egzamin. Szczęście mi na początku dopisywało, ale nie moje samopoczucie, które siadało z minuty na minutę. Po 10 minutach mnie wyczytali, podszedłem do samochodu, a po paru minutach przyszedł młody egzaminator. Już na samym początku nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Najpierw robił miny na obecność mojego instruktora przy egzaminie, a następnie nas na "chwilę" przeprosił i poszedł coś sprawdzić. Wrócił przed 12 i kazał nam czekać na wywołanie. Mnie nerwy już puszczały i wiedziałem, że egzamin obleję, więc wolałem go przesunąć na późniejszy termin. Wolałem zdążyć na sam pogrzeb, bo na mszę nie miałem już szans. Z Leszna wyjechałem o 12.35, a na drodze do mojego miasta byłem za 10 minut, dalej już zasuwałem niczym rajdowiec, tylko Karol napominał mnie, abym popuszczł pedał gazu. Na cmentarz zajechałem za 45 minut, gdy kundukt już ruszał.

      Pogrzeb jak pogrzeb, to raczej smutna uroczystość. Nieco lepszy nastrój był na obiedzie w lokalu, gdzie była nasza rodzina i z każdym sobie porozmawiałem. Mój wujek na pożegnanie powiedział - teraz Michał ty jesteś w Głogowie głową rodziny.

     Nie żałuję swojej decyzji, bo lepiej zapłacić parę złotych za przełożenie egzaminu, niż go kolejny raz oblać. Do Leszna pojadę na przyszły tydzień, aby ustalić nowy termin, bo dzisiaj nie miałem ani głowy, ani ochoty, a już najmniej czasu na te formalności. Napisałem tylko krótkie powiadomienie i oddałem je w okienku.

    Cała rodzina pochwaliła moją decyzję, a raczej mój wybór - smutną powinność wobec rodziny, a nie prywatny interes. Do kurwy nędzy, przecież zawsze rodzina jest ważniejsza, niż pierdolony egzamin, który mogę zdawać do usranej  śmierci. Bo trzeba się śpieszyć kochać Ludzi, bo oni tak szybko odchodzą, jak napisał poeta ks. Jan Twardowski. On wiedział co napisał. Został mi przecież tylko wujek i dwie ciocie, bo reszta odeszła już na drugi brzeg. Oni też mają swoje lata i pogarszające się zdrowie, a ich czas powoli dobiega końca. Dlatego muszę się śpieszyć...

     A teraz coś przyjemniejszego. W minioną sobotę moja wnuczka Karolinka obchodziła urodziny - 10 latek. Impreza była u nas, czyli w domu rodzinnym. Dom rodzinny - Boże, jak to poważnie, ale miło brzmi.

                           *

        

Tort urodzinowy wnuczki i tryskająca skrami raca na szczęście.

                         *

 

Karolinka zdmuchnęła urodzinowe świece, aby...

                        *

      

     Zobaczyć i pocieszyć się prezentami.

                     *

 

Wnuczkowi Miłoszkowi też humorek dopisywał i fajnie się bawił z kuzynką i jej koleżankami.

     Pewnie jestem takim prawdziwym, dobrym mafiosem, dla którego rodzina jest najważniejsza. Dlatego właśnie moja rodzina, która teraz powoli odchodzi na drugi brzeg, przetrwała okupację w Niemczech (roboty przymusowe, obozy koncentracyjne) i choć wszystko straciła, to nie straciła swoich więzi i miłości. Bo to one są najważniejsze. A egzamin, pieniądze i majątek są jedynie dodatkiem, który można oblać i stracić... Tylko mój dziadek Michał nie wrócił z obozu, ale choć go nigdy nie poznałem, to przyjąłem jego dewizę życiową, że rodzina musi trzymać się razem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Naciągacze

sobota, 15 stycznia 2011 10:40

     Diabli mnie pokusili, aby kliknąć w reklamę pewnej firmy ubezpieczeniowej, której oferta przyszła na moją pocztę mailową. Ta firma skusiła mnie swoim rzekomo atrakcyjnym i tanim ubezpieczeniem OC. Dokonałem kliknięcia, jakiejś wstępnej rejestracji, podałem numer swojej komórki i godzinę kontaktu od 16 - 17. Wczoraj oczywiście nikt się nie skontaktował, ale dzisiaj o 9 rano zaczęła się jazda. Jakaś przedstawicielka tej firmy swoim nie znoszącym sprzeciwu głosem zaczęła mnie wypytywać o wiek i inne duperele. Wiek oczywiście podałem, bo jaka w tym tajemnica, ale na pytanie od kiedy mam prawo jazdy - powiedziałem zgodnie z prawdą, że mam... zamiar je posiadać, ale pod warunkiem że zdam ten cholerny egzamin. Kobita się deczko wnerwiła, ale dalej ciagnęła przesłuchanie, pytając o datę urodzenia samochodu i czy mam nieletnie dzieci. Podałem rocznik autka, ale przy nieletnich dzieciach skoczył mi gul i wychrypiałem swoim sznaps-barytonem, że mam kurwa wnuki nieletnie, a nie dzieci, dodając - patrz kobito na moją datę urodzenia. Jeszcze chwilę sobie "mile" gawędziliśmy - ona mi proponowała jakieś ubezpieczenie na życie, pytała mnie, czy się samochodem wybieram do ciepłych (może innych) krajów. Powiedziałem jej zgodnie z prawdą, że na życie mam już ubezpieczenie, a do ciepłych krajów się nie wybieram bo nie jestem bocianem. W końcu ją zapytałem za ile mi ofiaruje te swoje OC - 1500 zł. odpowiedziała. Ja jej na to, że sobie robi ze mnie jaja, więc jestem zmuszony poszukać innego i to znacznie tańszego ubezpieczyciela. Tak się zakończyła przyjaźń dwóch żołnierzy właśnie.

     Dlatego już nigdy nie kliknę na żadną reklamę firmy ubezpieczeniowej, bo te, które naciągają na kasę mam po prostu w dupie. I Wam rebiata też odradzam wszelkiego klikania na "atrakcyjne" oferty. Nie dajcie się zwieść czułym słówkom w stylu "droga pani, drogi panie", bo to zwykłe pierdolenie w bambus i ściema, gdyż to oni są drodzy, a my, to zwykły "kanoner futer" do przerobienia na kasę i wycisnięcia jak cytryna. 

                          *

       

A na razie odpocznę sobie na ławeczce w cieniu drzewa i dotlenię się deczko. Ba jak mawiał zacny Jan z Czarnolasu - szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz...

                         *

     Raportem MAK się nie podniecam, bo od dawna wiem, że smoleńska katastrofa była splotem wielu okoliczności, które sypały się jak kostki domina. Zawinili ludzie i warunki atmosferyczne, naciski na pilotów, i decyzje na wyższych szczeblach, badziewiate (zamknięte w zasadzie) lotnisko bez nowoczesnego systemu naprowadzania, typowa polska hucpa i ruski porządek. A przede wszystkim zawiniła nasza niezdolność do pojednania i pochylenia się razem prezydenta i premiera nad katyńskimi grobami. Bo te dwie wizyty w tak krótkim czasie były obrazą mojego państwa - Rzeczypospolitej i to nie tylko w Europie. A w spiskową teorię, sztuczną mgłę,  elektromagnesy i dobijanie rannych, o których bredzi apologeta Jaro Kaki, niejaki Antek Macierewicz i Beata Kempa (czy Klempa) ja po prostu nie wierzę. Nie wierzę, bom zdrów na umyśle. I takim chcę pozostać właśnie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

I znowu kicha.

wtorek, 11 stycznia 2011 15:23

     Niestety, znowu dałem ciała, ale przez własną nieuwagę. Mieć taką życzliwą i miłą ezaminatorkę, i oblać, to przechodzi ludzkie pojęcie. Szło mi fajnie, ale nie zauważyłem znaku zakazu poruszania się w obu kierukach i wjechałem... Wcześniej dostosowalem się do znaku STOP i do zakazu skrętu w prawo, więc powinienem jechać w lewo. Jakoś ten trzeci znak umknął mojej uwadze i pojechałem na wprost. Trudno, kolejny egzamin mam 20 stycznia i teraz będę uważał na znaki. Dla pewności w powrotnej drodze zrobiłem ponownie tą trasę, aby ją sobie przyswoić, bo wcześniej ją nie jechałem. Przed egzaminem jeszcze raz ją zrobię i powinno się udać. Najważniejsze, że tę cholerną górkę zrobiłem jak należy, ale musiałem ją powtórzyć, bo za pierwszym razem wystartowałem jak rakieta, aż koła zadymiły.

    Tak to bywa na egzaminie jak się go zdaje z grypową gorączką, cieknącym nosem i bolącą głową. Na dyżurze w Miłkowie się przeziębiłem, w pracy doprawiłem i już nie mogłem zmienić terminu egzaminu. Mogłem co prawda wziąźć jakieś prochy, ale bałem się, że całkowicie się po nich zdekoncentruję i będzie klapa. Wychodzi więc na to, że każda decyzja nie byłaby najszczęśliwsza. Egzaminatorka była super, poczucie humoru mi dopisywało i co najważniejsze, nie przejmuję się moim Waterlo. Gdy żegnałem się z miłą panią, która mnie pocieszała, to życzyłem jej wszystkiego naj w nowym roku i powiedziełem - co tam oblany egzamin, ważne abyśmy zdrowi byli, czym ją rozbawiłem. Ona też miała poczucie humoru. Mam nadzieję, że nauka nie pójdzie w las.

     Najważniejsze, że córka Ania już się urządziła w nowym mieszkaniu i od soboty w nim mieszka. Wczoraj zawiozłem (koledzy wieźli) jej lodówkę od drugiej córki i już koniec przeprowadzki. Za to w pracy była też przeprowadzka, bo przenieśli nasz oddział i poradnię na III piętro. Musiałem jakoś pokierować, aby poszło sprawniej, ale i tak miałem kolejne trzy dni wyjęte z normalnego życia. Latając z piętra na piętro spociłem się, a wychodząc spocony na papierosa na dwór doprawiłem swoje miłkowskie przeziębienie. Resztę już znacie. Mam jednak nadzieję, że limit przeprowadzek na ten rok mam już wyrobiony i jak ktoś mi o czymś takim wspomni, to dostanie w dziub, że w powietrzu powietrza nie złapie. A co!

                          *

     

Lepiej powtórzyć egzamin, niż dostać prawko za szybko i wpakować się na takie drzewo. Choć nie ukrywam, że jest bardzo erotyczne i pociągajace.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

Mój nowy nabytek

wtorek, 04 stycznia 2011 9:36

        Miło, jak się spełnią marzenia. Co prawda na razie tylko połowicznie, bo samochodzik kupiłem, a prawko muszę jeszcze zdać. Niby taka duperelna drobnostka, a mimo wszystko dość stresująca. Jeszcze tydzień nerwówki i... Może być viktoria, na którą liczę, albo kolejne Waterloo. Teraz już nie jestem takim hurraoptymistą, ale pewne zabezpieczenia już poczyniłem. Wykupiłem dodatkowe cztery godziny jazdy, aby potrenować górkę, przypomnieć sobie parkowania i zatoczki. No i dopracować jazdę po łuku tyłem, bo przodem sobie nieźle radzę. Również mój kolega lekarz przepisał mi tabletki, które obniżaja poziom stresu, a nie powodują zamulenia, czy obniżenia koncentracji. Już je wypróbowałem i faktycznie dobrze działają, właśnie tak jak mówił lekarz, bo przecież bym nie nafaszerował się jakimiś psychotropami, które zamulają jak w czasie kampanii wyborczej Jaro Kakę. 

    W domu lekka masakra związana z przeprowadzką córki na nowe mieszkanie. Wczoraj zdębiałem, jak jej meble wynoszono, a jakieś inne wnoszono. W domu zrobiło się ciasno i nerwowo. Ale jakoś udało się przewieźć najważniejsze graty. Tylko muszę zlikwidować szafę w przedpokoju, bo nijak nie możemy się przecisnąć z otomaną. Jest ona na mój gust zbyt okazała i ma nieco większe niż ustawa przewiduje gabaryty. Pomyślałem sobie, że na ch... mi szafa w przedpokoju, jak córka opróżni szafę wnękową w jej dawnym pokoju. Żona wydała odpowiednie dyspozycje, a ja z synem biorę się do dzieła. Po południu przyjdą do mnie znajomi i pomogą mi wtarabanić otomanę (a może szezlag) i do kupy ją poskładać. Swoją drogą co to za mebel, którego nie można rozkręcić do końca. Być może jego producent projektował go na jakieś salony u nowobogackich z przestronnymi korytarzami, a nie do mieszkań w bloku dla maluczkich.

     W piątek wyjazd do Miłkowa na trzy dni, tak, że na blogu będę dopiero w przyszły wtorek. Teraz się pochwalę moim samochodzikiem, który nie jest co prawda spod igły, ale mnie taki wystarczy. Mam nadzieję, że pod koniec stycznia wyruszę nim już w trasę, abym powoli realizował swoje marzenia i obietnice.

                         *

Moje suzuki od facjaty. Na mój gust nieźle wygląda.

                      *

Mój samochodzik od zadka też się dobrze prezentuje.

                        *

W środku też nieźle wygląda. jest zadbany i po pewnych elementach nie widać, aby był bardzo eksploatowany w dawnym życiu.

     Na przyszły tydzień muszę zapłacić za niego podatek OD WZBOGACENIA w fiskusie i  go przerejestrować na mnie, no i aneks do ubezpieczenia zrobić. Już się dowiadywałem u ubezpieczyciela, że jest to możliwe skoro poprzedni właściciel sprzedał mi z autko z aktualnym OC.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (30) | dodaj komentarz

wtorek, 21 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  490 915  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 490915
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9604
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3857 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości