Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 213 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Święta racja

piątek, 29 stycznia 2010 10:55

     Mój poprzedni wpis nie miał na celu krytykowania organizacji świadków Jehowy, a jedynie promowanie książki mojego przyjaciela Henia. Oczywiście, że sama książka nie dyskredytuje tej wiary, a jedynie pokazuje pewne nieściśłości pomiędzy tym co głoszą, a porządkiem teokratycznym, na jakim ta religia jest oparta. Sam Heniu, który był w tej społeczności i zaszczytne funkcje pełnił, podkreśla, że gdy przeczyta książkę świadek Jehowy, to wiary nie straci, ale może da mu ona dużo do myślenia co do funkcjonowania samej organizacji. Bo błądzić jest rzeczą ludzka, a trwać w błędzie z uporem maniaka jest anachronizmem i niewybaczalnym grzechem, przynajmniej dla wierzących. Heniu swej wiary nie stracił, ale stracił zaufanie do skostniałych zasad, świadkowej teokracji i niemożliwości ich zreformowania.
     Oczywiście, że wielu moich komentatorów miało rację. Ja znam wielu świadków i te środowisko, bo jako terapeuta wielu świadkom pomagałem uporać się z ich problemami. Przyznaję rację, że większość z nich to ludzie uczciwi do bólu o niezłomnych zasadach, mili i nie narzucajacy się ze swoją religią. Ale już inaczej to wygląda, gdy idą nauczać i życie wieczne obiecywać. Wtedy nie ma zmiłuj się i potrafią być bardzo namolni, choć grzeczni. Jednak bywają wśród nich i tacy, którzy potrafią ranić uczucia inaczej wierzących, gdy dyskredytują ich religię. Mnie u nich denerwuje ich przekonanie, że tylko oni jedni posiedli prawdę absolutną, a innym wyznaniom na pohybel. Nie mam jednak najmniejszej wątpliwości, że oderwanie się od rzeczywistości, unikanie kontaktu (oprócz służbowego) z ludźmi innych wyznań, odmawianie uczestnictwa w życiu społecznym i kulturalnym, że o politcznym nie wspomnę, musi prowadzić do izolacji i życia w swoistym getcie. Życie w takim getcie musi doprowadzić jednak do skostnienia. Taka  właśnie postawa powoduje, że wchodzą w rolę dinozaurów, a te przecież wymarły na własne życzenie, gdyż nie potrafiły przystosować się do zmieniajacego sie klimatu i nowej rzeczywistości.
     Dlatego nadal polecam książkę mojego przyjaciela, bo ona pomoże zrozumieć istotę sprawy, bo żeby dyskutować należy posiąść pewną wiedzę.
    Na marginesie powiem, że mój kolega Władek (niepoprawny ateista), który robił korektę książki przed drukiem, zaczął inaczej postrzegać religię i wiarę w Boga. Może się nie nawrócił, ale przynajmniej zaczął myśleć w innych kategoriach o sensie istnienia Boga. Myślenie metafizyczne też ma kolosalną przyszłość.
     No i sami świadkowie też powinni się zastanowić i zrozumieć, że prawda ma trzy oblicza jak mawiał śp ks. prof. Tischner - święta prawda, tyż prawda i gówno prawda. Nie wierzę, aby ktoś posiadł prawdę objawioną i absolutną. Jednak takie przekonanie może ranić innych i prowadzić do pychy i wywyższania się nad innych i inaczej wierzących, czyli do śmiertelnych grzechów. Jednak kto jak kto,  ale świadkowie Jehowy powinni znać ten cytat z Biblii: "Coście uczynili jednemu z moich maluczkich, mnieście uczynili". A czynić dobro może każdy i to niezależnie od wyznawanej religii i wartości. Bo można wierzyć jak się chce, można wcale nie wierzyć, ale można czynić dobro. Bo moim zdaniem nie ma złych religii, a są jedynie źli przywódcy duchowi - starsi zboru, księża pastorzy, etc... I o takich można przeczytać w książce mojego przyjaciela.
                             *
     
Przesłanie autora, które tłumaczy to, co przekazał na tylnej stronie okładki.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Dinozaury mogą wymrzeć...

niedziela, 24 stycznia 2010 16:13

     Każdy z nas pewnie doświadczył odwiedzin świadków Jehowy, którzy chodzą od domu do domu, od drzwi do drzwi. Wielu wysłuchało ich nauk i zapewień o życiu wiecznym, Kólestwie Bożym na ziemi, czy coś w tym stylu. Różnie ich przyjmowano w domach. Nieraz ich nie wpuszczano, a bywało, że i wyganiano. Oni jednak niestrudzenie co jakiś czas upierdliwie powracają, aby nas nauczać, albo pouczać.
    Ja, jak już wiecie z moich wcześniejszych wpisów do nieba się nie wybieram, do królestwa bożego również, no i nie jestem pewien, czy chciałbym żyć wiecznie na tym łez padole. Ja po prostu wierzę w reinkarnację i w to, że na lepsze życie w przyszłym wcieleniu muszę sobie zarobić dobrym życiem doczesnym.
    Z niekłamanym zadowoleniem doczekałem się książki mojego przyjaciela Henia Adamczyka - "Świadkowie Jehowy"  z podtytułem - "Historia Działalności i Przemian", którą w ostatnich dniach otrzymałem wraz z dedykacją. Nic więc dziwnego, że natychmiast wziąłem się za czytanie. Muszę dodać, że jej pierwotny tytuł miał być "Dinozaury mogą wymrzeć na własne życzenie". Nie ukrywam, że książka mnie wciągnęła i to nie dlatego, że są w niej moje sugestie i stwierdzenia terapeutyczne, o czym autor napisał wraz z moim nazwiskiem, ale dlatego, że jest po prostu świetna i mądrze napisana.
    W pierwszej części Heniu przedstawia historię Chrześcijaństwa od Chrystianizmu, przez Średniowiecze, Reformację, Kontrreformację po dzisiejsze czasy oraz historię świadków Jehowy od Badaczy Pisma Świętego, przez Russela, Rutherforda, Knorra po dzisiejszą Organizację, bo tak się świadkowie Jehowy nazwali. W drugiej części jest opisana historia świadków w Polsce i Europie Wschodniej, ich przemian od Stowarzyszenia Badaczy Pisma Świętego, okresu zakazów i szykan, po dzień dzisiejszy Organizacji. Bardzo ciekawe i pouczające są autentyczne przykłady doświadczeń wielu Świadków, którzy zostali przez głupotę, fałszywe ambicje i ciasnotę umysłu ich braci i sióstr duchowych, starszych i zachowawczą postawę ich władz (starszyzny) w Domu Betel w Nadarzynie k. Warszawy bardzo skrzywdzeni. Część z nich po prostu odeszła z organizacji, badź odsunęła się do przedostaniej ławki w Sali Królestwa. Na zakończenie jest słownik wyrażeń i określeń używanych przez Organizację świadków Jehowy.
    Autor tej ciekawej i pouczajacej książki sam był przez wiele lat aktywnym członkiem tej społeczności. Człowiekiem, który doświadczył na własnej skórze szykan władz komunistycznych w PRL, odsiadywał wyrok więzienia za odmowę służby wojskowej, doszedł nawet do mianowania na Starszego Zboru, aby po latach odejść od nich. Nie ukrywam, że jego odejście było dla mnie czymś niezrozumiałym i wręcz nieprawdopodobnym, ale gdy mi opowiedział swoją historię i dojrzewanie do tej ostatecznej decyzji (mam ją nagraną na taśmie), to zrozumiałem jego wybór. Swoją drogą zawsze się dziwiłem, że Człowiek takiego formatu, tak inteligentny i o światłym umyśle i szerokim horyzoncie postrzegania świata, i ludzi, jest świadkiem Jehowy. Dlatego zrozumiałem jego decyzję, gdy na własnej skórze doświadczył "łaski" miłosierdzia od innych starszych i sług pomocniczych. Dla Henia już było za ciasno i za duszno w kostniejącej organizacji teokratycznej, która wzorem Amiszów nie dostrzega przemimn zachodzących wokół nich i jest coraz bardziej zamknięta na otaczajacy ich świat. Świat w którym My żyjemy jest dla nich dziełem szatana, którego należy za wszelką cenę unikać. Dlatego bardzo gorąco polecam Henia książkę.
                        *
      
         
    Książke można nabyć przez kontakt mailowy ze mną - cena 20 zł + ok. 4 złotych przesyłkę.
                           *
     Żaba, ja rozumiem Twoją zgorzkniałość, zamknięcie się w własnym świecie i dość cierpkie komentarze pod moimi wpisami. Jednak ja jestem jaki jestem, a że jestem osobą dość znaną i jak mniemam szanowaną, i na dodatek param się pisaniem, więc nie dziw się, że bywam zapraszany na różne salony i nieraz gadam do kamery, mikrofonów i do gazet. Ja po prostu już tak mam i taka jest moja karma, co nie znaczy, że jestem próżny i prę po trupach na szkło. Nie muszę przeć, bo jestem jaki jestem - kocham i szanuję ludzi, no i pomagam potrzebującym. Bo jakoś wierzę w biblijny cytat z Listu Jakuba 4.17 - Kto umie dobrze czynić, a nie czyni, grzech ma. Jest on też bliski filozofi buddyjskiej - możesz wierzyć w co chcesz, możesz w nich nie wierzyć, czyń dobro.
             


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Moja Victoria

piątek, 22 stycznia 2010 11:04

     No to sobie pogłosowaliśmy i przez parę dni czuliśmy się prawie właścicielami laptopa. Przy czym prawie to jeszcze nic nie znaczy, ale zawsze to jakaś nadzieja. Wyszło jak wyszło, laptopa ktoś inny i to spoza naszej paczki capnie, ale cośmy sobie poużywali to nasze.
     Swoją drogą szczena mi opadła na kolana, gdy zobaczyłem, że mój blog uplasował się na bodaj 23 miejscu, a nade mna usadowiła się Violka. Cóż, może być i tak, bo aż taki pruderyjny nie jestem. Cieszyłem się, że nasza blogowa brać, też była bardziej na przodzie i kibicowałem im wygranej. Nie powiem, parę złotych poszło w eter, ale czego się nie robi dla dobra maluczkich. Jednak ten konkurs spowodował, że staliśmy się bardziej rozpoznawalni w blogowym świecie. I to jest ta dobra strona konkursu. Dlatego wszystkim, którzy zagłosowali na mnie serdeczne podziękowania, albo chrześcijańskie Bóg Zapłać*.
     Przed chwilą zadzwonił mój kolega Heniu (ten od wierszowanych Psalmów), który obwieścił mi, że ma dla mnie swoją nową książkę, która pachnie jeszcze farbą drukarską. Ucieszyłem się bardzo, bo nie ukrywam, że dość długo czekałem na jej wydanie, ale jak napisano w Piśmie - czekajcie, a będzie wam dane. Wiem z grubsza o czym będzie książka, ale napiszę o niej jak ją przeczytam i wiem, że wzbudzi ona dużą ciekawość. Bo są to jego przemyślenia i refleksje, gdy po kilkudziesięciu latach uczestniczenia, odszedł od Świadków Jehowy. Odszedł, bo chciał się rozwijać zawodowo, duchowo i intelektualnie, co mu się wspaniale udało. 
    Na zakończenie moich wywodów chciałbym napisać coś ze wspomnień. Może ta zima tak mnie wspomnieniowo nastraja, a działo się to zimą właśnie.
    Była to już ostatnia moja zima w Bieszczadach, gdyż moja kara więzienia za warcholstwo i godzenie w pryncypia ustroju PRL przez udział w "niesłusznej" manifestacji robotników w Szczecinie, powoli dobiegała końca. Późną jesienią, gdy fajansiarze kończyli swoje wyroki, bądź wychodzili na warunkowe, nas, starych garusów przenoszono z  namiotów do baraku. Ja już wtedy byłem starym bieszczadnikiem, więc nic dziwnego, że zostałem starszym celi, a raczej pokoju w baraku bez krat, murów i tego całego więziennego badziewia, które izoluje kryminalną brać od zdrowej tkanki społeczeństwa.
     Pod moją komandą było dwóch wafli - Julek i Kazek. Nie byli to jacyś groźni przestepcy, ale takie wsiowe obwiesie, co to zadymę na zabawie zrobili, albo podprowadzili w innej wsi kury i kaczki. Dlatego śmiałem się z nich, że siedzą za "ak" - a kury, a kaczki. Nie powiem, fajne były to chłopaki i choć niezbyt lotni na umyśle, bo ich IQ plasowało się w dolnej strefie stanów niskich, to swój spryt mieli.
    Po pobudce, jak klawisz zlustrował pokój, Julek dawał komendę - Dosypa! No i obaj wskakiwali do łóżek aż im przydeptane troki kazionnych kaleson furczały. I tak sobie dosypiali do śniadania. Jednak kiedyś ich szczęście opuściło i klawisz ponownie wszedł do sali... Oczywiście ich opieprzył, a mnie najbardziej. Bardziej mnie ta sytuacja śmieszyła, niż złościła, ale dla proformy opieprzyłem Julka, bo to on był animatorem codziennej dosypy. Powiedziałem mu z udawaną złością: - A co se kurwa mać myślisz, że jesteś jakąś ważną PERSONĄ, której pobudka nie rusza. Julek spode łba mi się odgryzł, że nie jest żaden PERSONEL, a raczej ja jestem tym personelem. Biedak nie zrozumiał tego słowa. Od tej pory często nazywałem go VIP-em, albo zacnym mężem. Julek nie kumał co to znaczy, bo o VIP-ie nie słyszał, a na moje tłumaczenie, że to z angielskiego -very important person, tylko roździawiał gębę.  Natomiast słowo MĄŻ kojarzyło mu się tylko z małżeństwem. Jednak zawsze mnie prostował, że nie jest żonaty, a jest kawalerem całą gębą. Za VIP-a nie wiedział jak się zabrać, więc wolał go przemilczeć.
    Na szczęście na codzień porozumiewaliśmy się gwarą (kminą) więzienną, bo inaczej bym się z Julkiem i większością kićmanów nie dogadał. Orłów wtedy w więzieniach raczej nie było.

* niepotrzebne skreślić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Byłem gwiazdorem TiVi

wtorek, 19 stycznia 2010 11:54

Została mi zmieniona kategoria z literackiej na "Ja i moje życie" Komu podoba się mój blog niech wesprze biednego bliźniego swego i  wyśle esemesa na nr 7144  wpisując mój numer konkursowy - G00674. Z góry serdeczne Bóg Zapłać.
                        *
    Robiłem porządki w moich papierach i wpadła mi w ręce pożółkła teczka z wycinkami moich artykulów z gazet. polemik, a nawet recenzji z mojej "twórczości". Przeglądając wycinki doznałem dziwnego uczucia i przekonania, że kiedyś (po upadku komuny) była prawdziwa wolność słowa, a politycy i osoby publiczne były bardziej odporne na krytykę. Nie to co teraz, gdy byle dupek z sołeckiego świeczniczka  ciąga dziennikarzy po sądach za zniesławienie. Pomyślałem sobie, że gdybym teraz tak pisał, to z sądu i tiurmy bym nie wyszedł. Podobnie było z moim programem w lokalnej telewizji  "TV Głogów" , do którego mnie zaprosił mój kolega (szef i właściciel TV), abym zrobił swój autorski program. Andrzej, bo tak ma na imię mój kolega, wyszedł z założenia, że skoro dobrze piszę, to i pogadać przed kamerą potrafię. Nie powiem bardzo się starałem, ale...
    I tak powstał mój program "Moim skromnym zdaniem - czyli słów kilka Michała Cimka" . Gdy szła czołówka programu, to przygrwywała mi tyrolska muzyka z jodlowaniem. Oj było jajcarko. Nie powiem żebym nie gadał, a gadałem jak najety. Nic to, że nie miałem aparycji (miałem image a'la Kuroń) i techniki Tomasza Lisa i bardziej przypominałem Kubę Wojewódzkiego, gdyby przytył z 30 kg.  Co tam wygląd, grunt, że język miałem równie siarczysty i nie obcyndalałem się zanadto. Miałem swoich zwolenników, a i nie brakowało przeciwników, którzy usiłowali zdjąć progrm z anteny. Jednak Andrzej nie ulegał naciskom i  zawsze mnie wybronił, wiec program szedł nadal. Został zdjęty po kilku miesiącach, gdy Andrzej sprzedał telewizję miastu & ska. No i wtedy wiedziałem, że już sobie nie pogadam, bo jacy politycy zechcą hodowć żmiję na swem łonie. Ale co sobie pogadałem to moje. A jaki rozpoznawalny byłem. Nie ukrywam, że wiele moich wystąpień szło na żywo i wychodziły jaja, gdy się zacukałem i zamiast powiedzieć "ma trwać", to ja dukałem trwać mać, mać trwać, twa mać i kurwa mać... To se ne vrati, a szkoda.
     Szczególnie jedna recenzja mojego nieżyjacego kolegi redaktora Maćka Wierzbickiego z "Gazety Lubuskiej" przykuła moją uwagę. Nie powiem, Maciek mi deczko dowalił, ale w sumie pochwalił. Pewnie nie chciał się narazić moim fanom. Oj lubiłem Maćka, choć z nim często polemizowałem i dlatego co roku zapalam znicz na jego grobie.
                            *
   
              Recenzja Maćka Wierzbickiego.
     Szkoda Maćku, że tak szybko i tragicznie odszedłeś, ale cośmy sobie popolemizowali to nasze.
     Pozostały mi jedynie wspomnienia, ludzka pamięć i kaseta VHS z nagranymi programami, które koledzy z TVG mi skopiowali.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Oj naiwny naiwny

piątek, 15 stycznia 2010 16:30

 Została mi zmieniona kategoria z literackiej na "Ja i moje życie" Komu podoba się mój blog niech wesprze biednego bliźniego swego i  wyśle esemesa na nr 7144  wpisując mój numer konkursowy - G00674. Z góry serdeczne Bóg Zapłać.
                             *
     Diabli mnie chyba namówiły, aby wystartować do konkursu na Bloga Roku. Niby nic wielkiego, ale jakoś sobie poradziłem z zapisami i innymi duperelami. Ba, nawet zapisałem się do kategorii literackiej, ale czujne oko jurorów zmieniło mi kategorię na "Ja i moje życie". Widocznie moje wpisy są mało literackie, a bardziej życiowe. A niech tam, może być.
     No i się zaczęło. Idzie mi co prawda, jak mawiają Amisze, skromnie, ale mam już dwie uśmiechnięte mordki przy moim blogu, a to oznacza, że zagłosowało na mnie przynajmniej sześć osób. A to już coś. Na szczęście nie można z tego samego telefonu zagłosować dwa razy na ten sam blog, o czym przekonała się moja małżonka, która chciała dać mi drugi głos. Po wysłaniu esemesa wyskoczył komunikat,  że nie można po raz drugi, a co najwyżej na inny blog. Przynajmniej tu jest uczciwie. No to czekam na głosy, ale nie łudzę się, że będę w czołówce. Aż taki popularny to nie jestem. No i zdobycie laptopa w nagrodę nie wpędza mnie w zachłanność, bowiem wolę swój stacjonarny komputer - prawie że nowy i to po niedawnej konserwacji, i sformatowaniu. Ale póki co, to głosujcie rebiata do 21 stycznia godz. 12.00, abym godnie opuścił plac boju na tarczy.
      Życie nie znosi próżni, a moja facjata wzbudza zaufanie, więc gdy wracałem z pracy w Przemkowie dosiadł się do mnie jakiś facio, deczko podcięty i to z takich "ą, ę". Nie powiem żebym się z nim nudził, bo nawijał mi makaron za uszy o marnościach tego łez padołu. Mógłby sobie  gadać do woli, ale wnerwiało mnie, że jako przerywnika używał, a raczej nadużywał słowa "poniekąd". Może z hrabiów był? Po pół godzinie, bo ile można słuchać poniekądowania, dość grzecznie, ale stanowczo kazałem mu spadać na zbity dziub... Poniekąd. Baron się obraził i milczał z pięć minut. Później zaczął swoje poniekąd, ale w oddali widziałem już rogatki Głogowa, więc nie ponawiałem wcześniejszej propozycji... Poniekąd.
     Zima jeszcze trwa, władze miasta robią co mogą aby nam ulżyć w wędrówkach po chodnikach i drogach osiedlowych - pryzmując, albo wywożąc zwały śniegu. Dobre i to.
     Denerwuje mnie, że zaczął się sezon wyborów do Rad i na Prezydenta RP, a tym samym zaczynają się walki osiłków na obietnice, deprecjonowanie przeciwników, etc... Staram się być ponad to, a dyrdymałki o świetlanej przyszłości przyjmuję z przymróżeniem oka i zaraz je koryguję o 50%, co i tak świadczy o moim niepoprawnym optymiźmie. Jednak najbardziej realna będzie podwyżka emerytur i rent od marca. Coś mi tam pewnie skapnie. Ale póki co, to podziwiam polityków, którzy usiłuje spieprzyć to, co jeszcze zostało do spieprzenia.
    Pragnę poinformować, że posiadam jeszcze kilkanaście egzemplarzy moich dwóch książek "Wędrowiec czyli skrzydlata dusza" i "Usłyszałem pukanie od spodu", które mogę opędzlować. Kontakt przez moją pocztę mailowa podaną na blogu. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  487 230  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O mnie

Nazywam się Michał Andrzej Cimek.
Pretenduję na wykształciucha i do "łże-elit" ". Stoję tam gdzie niegdyś ZOMO, bo po przegonieniu tych smutasów pilnuję miejsca, aby nie wrócili. Pochodzę z Głogowa - historycznego miasta nad Odrą na Dolnym Śląsku. Urodziłem się w Lesznie, ale poczęty zostałem w obozie dipisowskim w Niemczech w strefie okupacyjnej amerykańskiej. Przed moim poczęciem rodzice zostali związani świętym węzłem małżeńskim w polskiej misji wojskowej, przez polskiego kapelana wojskowego, który jako stary wiarus lubił sobie deczko golnąć. Jednak wierzę, że przy tak ważnym wydarzeniu jak ślub moich rodziców był trzeźwy. Po przyjeździe w 1946 r. do Polski okazało się, że nasze władze nie czekają z entuzjazmem na powracających ze "złej" strony. Było, minęło, a komuna padła jak pies Pluto na mordę. Jest w tym też odrobina mojej zasługi. Brałem udział w wydarzeniach grudniowych w Szczecinie w 1970 roku, za co zostałem osądzony i zamknięty w więzieniu z czego dwa lata odsiedziałem w Bieszczadach. Nie pretenduję na kombatanta, bowiem w Szczecinie znalazłem się przypadkiem i tak wyszło, że dołączyłem do manifestujących, najpierw z ciekawości, a później już samo poleciało. Z zawodu jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień, a z zamiłowania pisarzem, publicystą, krytykiem literackim. Onegdaj pełniłem wiele pożytecznych zawodów, dawałem też sobie w beret. Jak mnie co wkurzy, to piszę komentarze polityczne na...
Ba, mam nawet dwa wysokie odznaczenia państwowe, co już samo w sobie zakrawa na jaja, ale byłem 35 lat honorowym krwiodawcą i PCK o mnie pamiętało. Niestety po ostatnim zawale serca w 2000 r. zabronili mi lekarze honorowego zdawania. Nie trwawię również oszołomów, nawiedzeńców i tzw. "obrońców" krzyża, czyli de fakto obłędnej wizji IV RP Jarkaczki i PiS. Więcej grzechów nie pamiętam...
Mój e-mail: michalc30@wp.pl
link mojego blogu: http://michalc30.bloog.pl

O moim bloogu

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i prz...

więcej...

Jest to blog poświęcony moim wspomnieniom z wędrówek po górach, a w szczególności po Bieszczadach, które pokochałem z wzajemnością. Nie brak w nim innych moich wędrówek po ciekawych miejscach i przemyśleń związanych z literaturą i poezją.Nie jest i nie będzie to blog polityczny, bowiem obecna polityka to szambo niegodne opisywania. Co najwyżej, będą jaja z polityków, ale z umiarem. Nie będzie to blog religijny, bowiem jako agnostyk nie chcę się o niej wypowiadać. Podobają mi się blogi o takiej tematyce i chętnie je czytam pod warunkiem, że nie są "nawiedzone" i szkalujące jak "Radio Maryja" padre Rydzyka, czy jak mu tam. Podziwiam też tych, którzy dostąpili łaski wiary, ale się z nią nie obnoszą. Bowiem napisano w Piśmie: Błogosławieni cisi... Góry, wycieczki, ciekawe miejsca i zdjęcia, lieratura i poezja, a także odrobina filozofii, to jest właśnie TO... Dlatego zapraszam na niego wszystkich, którzy blog i mnie zaakceptują. "NON OMNIS MORIAR" jak rzekł Horacy.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 487230
Wpisy
  • liczba: 540
  • komentarze: 9456
Punkty konkursowe: 400
Bloog istnieje od: 3761 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl